SKLEP

ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha
Daaku Daaku 08.09.2017, 23:50
Piątkowa GROmada #50
373V

Piątkowa GROmada #50

O, stuknęła nam okrągła cyferka!

Cześć i czołem! W zeszłym tygodniu chwaliłem się Wam nowymi, mocno japońskimi nabytkami w doktorkowych dziewiątych Growych nowościach, jednocześnie jakby świadomie zakładając, że nie będę miał specjalnie czasu na zajęcie się nimi. Tymczasem złapałem się od niechcenia za jeden z nich, ot tak, "dla rozruchu" i... wsiąkłem! Pewne rzeczy są jednak silniejsze od człowieka, a przyzwyczajenia i tęsknota za wypróbowanym stylem gry robią swoje. O tym, jaka to gra i co mnie w niej jara, napiszę poniżej... ale tradycyjnie najpierw materiał od zwyczajowego gościa. REALista wziął się za bary za kolejny szpil oferowany w ramach PlayStation Plusa i jak to czasami bywa, zrobił to na własną odpowiedzialność. I tym akcentem rozkręcamy "pięćdziesiątkę"!

P.S. Świętować będziemy, jak stuknie nam równo roczek - czyli za dwa tygodnie. Spodziewajcie się dużych zmian!

 

REALista

 

Super Motherload (PS4)

Sierpniowy PS Plus obfitował w kilka ciekawych tytułów jak Just Cause 3 i w kilka słabych jak Super Motherload. Cwaniaki z PS Plusa dali go tylko na PS3, ale okazuje się, że po odznaczeniu go na PS3 dostajemy też możliwość pobrania go na PS4 za darmo. Jako, że nie pobieram z Plusa wszystkiego jak leci stwierdziłem, że zobaczę na streamach co to za gra. Kilka pierwszych minut oglądania i stwierdziłem, że to może być SteamWorld Dig na Marsie, a jako, że pierwszą część steampunkowego robota-górnika uważam ze grę wybitną tak stwierdziłem, że kopanie minerałów na Marsie może mi umilić czekanie na kontynuacje wspomnianej gry (premiera już 26 września [a ja czekam do 29 września na Gundam Versus - dop. Daaka]).

No więc zaczynamy. Wybieramy górnika, którym będziemy drążyć w Marsie. Wybrałem pierwszego lepszego i zaczynamy. Zrzucają nas na powierzchnie czerwonej planety gdzie jest już zbudowana stacja, która pozwala nam uzupełnić paliwo, naprawić swój pojazd, kupić do niego ulepszenia i też rozładować zebranie minerały i tu mamy pierwszy zgrzyt: pracujemy dla korporacji i to dla niej zbieramy minerały, po ich odwiezieniu dostajemy za nie hajs, ale korporacja zapewne potrąca sobie odpowiedni procent z zebranych dóbr, dlatego dziwne dla mnie jest, że za paliwo, które korporacja powinna nam uzupełniać za darmo musimy płacić, za naprawę pojazdu kopiącego też płacimy my, nawet za ulepszenia musimy płacić. Bez sensu. Pracujesz tylko po to, żeby cały zarobiony hajs wydać na coś co korporacja powinna zapewnić ci za darmo. Gdzie prawa pracownika? Gdzie kodeks pracy? Czyżby nasz górnik robił na umowie śmieciowej i był załatwiony tak jak swego czasu, niektóre firmy w Polsce po ustaleniu płacy minimalnej obchodzili konieczność płacenia 12 zł za godzinę ustalając np. sprzątaczkom opłaty za wypożyczenie odkurzacza, które były tak wielkie, że gdyby pani sprzątająca co miesiąc przynosiła do pracy nowy odkurzacz to i tak sporo by jej z tej opłaty jeszcze zostało.

No, ale dobra zaczynamy wyrywać Marsowi jego minerały, a planeta  w ogóle się przed nami nie broni. Wgryzasz się coraz głębiej i głębiej zbierając wszelkie dobra, kończy ci się paliwo, wylatujesz na powierzchnie uzupełniasz paliwo, wyładowujesz to co zebrałeś wracasz pod ziemie i tak cały czas. Żadnych przeciwników, nic cie nie atakuje. Jest nawet jakąś fabuła, ale okienka z nią pojawiały się akurat wtedy kiedy byłem najbardziej wkręcony w kopanie i zwyczajnie je przeklikiwałem i wierciłem dalej. Co jakiś w końcu docierasz na tyle głęboko, że powrót na powierzchnie zająłby tak długo, że nie miałby sensu, a więc twórcy zostawiają dla ciebie pod ziemią stacje, która robi dokładnie to samo co ta na powierzchni, takich stacji jest trzy plus jedna, która daje ci tylko paliwo (ale za darmo). Znalezienie każdej z tych stacji sprawia, że twoje wiertło staje się lepsze i dzięki temu możesz przekopywać się przez inne rodzaje ziemi co jest całkowicie bez sensu, bo w tej grze i tak się absolutnie nic nie dzieję, a więc takie urozmaicenie niewiele daję…

Pisałem wcześniej, że nic nam nie przeszkadza w wydobyciu, ale mimo wszystko nasze ustrojstwo trzeba czasem naprawić. Co go psuje? Znajdujemy czasem konkretny rodzaj gleby, który potrafi nam uszkodzić pojazd ewentualnie zniszczyć go, to jest jedna z możliwości popsucia. Druga jest iście idiotyczna: otóż nasza maszyna kopiąca posiada śmigiełko i to za jego pomocą wydostajemy się na powierzchnie i jak już tak sobie wylatujemy na zewnątrz to zazwyczaj obijamy się o glebę, której nie usunęliśmy, to właśnie też psuje naszą machinę. Jak śmigiełko jest na wysokim poziomie wtedy rozpędzenie naszego sprzętu do prędkości, która porządnie uszczupli jego pasek wytrzymałości po zderzeniu się ze ścianą nie jest wcale trudne.

Oprócz drążenia w głąb ziemi za pomocą wiertła możesz też usuwać zbędną glebę za pomocą ładunków wybuchowych za, które oczywiście trzeba zapłacić. Twórcy zrobili nawet swego rodzaju zagadki dla wybitne ciężko myślących ludzi: musisz coś wysadzić w taki sposób, aby dostać się do minerałów, bo dostęp do niego blokuje niezniszczalna ściana, jak źle to wysadzisz to zablokujesz sobie do tego dostęp, bo nasze wiertło może wiercić tylko w dół lub w prawo, albo w lewo pod warunkiem, że ma jakieś podłoże na, którym pojazd może stanąć. Nie da się wiercić w górę, albo wisząc w powietrzu

Podsumowując, Super Motherload to wybitnie głupia i nudna gra, dlatego ogrywanie tego crapa mogę polecić tylko Dr. Painowi, bo on lubi sprawiać sobie ból. Jeśli możesz zagrać w tę grę to lepiej idź na spacer.


 

Daaku

 

Gundam Breaker [PSV, Bandai-Namco 2013]

 

Dawno temu, kiedy moja fascynacja wielkimi robotami, a konkretnie Gundamami, była jeszcze w fazie początkowej, pod wpływem coraz to kolejnych seriali i gier naszła mnie chcica na posiadanie również własnego modelu jednej z tych maszyn bojowych. Spomiędzy niezliczonych egzemplarzy różnego pochodzenia i skali, moim pierwszym gunpla (zbitek pierwszych sylab "Gundam plastic model" ) stał się pękaty, pancerny Seravee GNHW/B. I tu na jaw wyszła bolesna prawda - do składania modeli, nawet tak przyjaznych użytkownikowi jak dzisiejsze snap-fity, konieczne jest odpowiednie stanowisko, przystosowane narzędzia oraz - przede wszystkim - pewien poziom precyzji w rękach. Powyższe czynniki, w połączeniu z nikłą na ówczesne czasy dostępnością gunpla na naszym rynku sprawiły, że mimo wszystko wolałem pozostać przy gundamowych serialach i grach video. Jednak ta iskierka kontaktu z czymś wcześniej niespotykanym, niedostępnym, po jednokrotnym zapaleniu wciąż słabo się we mnie tliła, nie pozwalając mi zapomnieć plastikowych modelach. Gdyby tylko istniała tańsza, zajmująca mniej miejsca i czasu alternatywa...

Moje płonne nadzieje - moje oraz zapewne milionów innych niespełnionych budowniczych - podchwyciło Bandai-Namco, startując z serią gier spod znaku Gundam Breaker. Pozwalała nam ona po raz kolejny sterować tymi wielkimi... nie, pora na twist fabularny. Obsługiwane tutaj roboty nie są wielkie - spokojnie mieszczą się np. na blacie biurka. Nie są też wykonane z gundamium czy innego kanonicznego stopu metali, tylko z plastiku. Nie bierzemy też nimi udziału w działaniach wojennych sensu stricte, tylko w symulujących je sesjach rozgrywających się w rzeczywistości wirtualnej. Wszystko to w ramach rozgrywającego się właśnie turnieju Gunpla Battle-G, mającego na celu wyłonić najbardziej utalentowanego składacza (lel) modeli gunpla. Mały zonk polega na tym, że ktoś-coś wprowadził(o) do systemu VR wirusa, wskutek którego w starcia nieraz wpychają się zainfekowane, znacznie silniejsze i groźniejsze, modele. Na szczęście nasza wersja systemu G.A.I.OS (Gunpla A.I. Operating System) wskutek glitcha ulega "rozbudzeniu", co znacznie wzrasta nasze szanse na równą walkę z tak trudnym przeciwnikiem. Gundam Fight! Ready? GO!

Nawet z pomocnikami podczas misji może szybko zrobić się gorąco

 

No dobra, wszystko fajnie - ale czym to się różni od, nie przymierzając, serii Dynasty Warriors Gundam, gdzie też latamy sobie robotami i też ciachamy inne roboty? Różnica jest jedna, ale niezwykle znacząca - chodzi mianowicie o ideę kitbashingu, czyli budowania własnych, oryginalnych gunpla w oparciu o części i ekwipunek pochodzący z innych modeli robotów, nierzadko uzupełnionego własnym schematem malowania oraz emblematami. To właśnie kitbashing "robi" całą grę i stanowi o jej głównej sile - składaniu naszego modelu w taki sposób, w jaki najdzie nas tylko ochota. Napotykanych po drodze plastikowych oponentów możemy pozbawiać konkretnych elementów - głowy, ręki, tarczy - co nie tylko zapewni nam przewagę w walce, ale też pozwoli zaopatrzyć się w zdobyczny loot do późniejszego wykorzystania przy stanowisku roboczym. Nie zapominajmy jednak, że i my nie jesteśmy ze stali i często-gęsto celny cios sprawi, że i nasz model się dosłownie i w przenośni rozklei - co jest niebezpieczne, bo pozbawieni głowy nie możemy się lockować, urwany silnik nie pozwoli na dalekodystansowe uniki, a ubytki w rękach zablokują możliwość ataku bronią lub obrony tarczą. Trzeba wtedy szybko zebrać się do kupy odpowiednim przyciskiem przyciągającym zguby, bo w takim stanie wobec przeważającej przewagi liczebnej wroga szybko polecimy na złom. Zachowana jest tu także skala produkowanych modeli - grę zaczynamy w rozmiarze HG (High Grade, 1/144), by później przejść na rozmiar MG (Master Grade, 1/100). Napotykani na naszej drodze bossowie to z kolei często przypadki PG (Perfect Grade, 1/60), ale takimi już niestety nie poszalejemy, a szkoda...

Okazji do potyczek będzie dużo - gra oferuje prawie 100 odrębnych misji w kilku różnych wariantach, podczas których oprócz standardowego parcia przed siebie do końca lokacji podejmować będziemy się także obrony naszej sondy, niszczenia zakłócaczy w kilku punktach strategicznych, walk z nadciągającymi falami wrogów "na jednym życiu" czy klasycznych team deathmatchach polegających na wyzerowaniu biletów respawnowych drugiej drużyny. Do każdego typu misji możemy podejść oczywiście na swój sposób, wykorzystując pasujące nam zaopatrzenie - od standardowych mieczy świetlnych i karabinków, przez włócznie i snajperki, aż po ciężkie dwuręczne miecze i wyrzutnie rakiet. Niezależnie od tego, z czego korzystamy, ciągłe użytkowanie jednego typu broni odblokuje dla nas nowe formy EX Action - potężnych i użytecznych ataków specjalnych znacznie wzbogacających garnitur naszych ciosów. Seria pocisków spray'n'pray, młynek dekapitujący otaczające nas jednostki, salwa przebijająca czy efekciarski kopniak z wyskoku, możliwości jest sporo i nierzadko uratują nam one tyłek. Nasz arsenał uzupełniają ograniczone liczebnie przedmioty pomocnicze - uleczenia, pomocnicze karabinki, miny przeciwpiechotne, granaty... Całkiem tego sporo jak na "slashera", prawda? Lepiej jest więc traktować Gundam Breaker jako symulator w stylu gier Armored Core.

Na bossów sam wielki gnat nie wystarczy

 

Po natrzaskaniu po łapach głównemu bossowi kampanii, siedzę teraz głęboko w tzw. post-game content wykonując misje o numerze 80+ oraz polując na coraz silniejsze komponenty pozwalające na bardziej optymalny build mojego modelu. Często trafi mi się część z na tyle dużym bonusem do jednej statystyki, że potrafię pod jej wpływem zmienić połowę konfiguracji i przestawić się na inny styl gry. Z nastawionego na ostrzał z dystansu snajpera na zwinnego sponsora słabych, ale szybkich ciosów. Ze zwinnego sponsora na powolnego, wymachującego wielkim mieczem pacyfikatora tłumów. Z pacyfikatora tłumów na stratega zadającego dobrze wymierzone, powolne ciosy kładące na deski nawet wielkich bossów. Sprawia to, że niedługi grind oraz farma kolejnych misji i części nie zalatuje rutyną i niezmiennie bawi - zwłaszcza online, gdzie wymiatacze stosują takie strategie, że czacha dymi! Wszystko oczywiście po japońsku, ale znajomość paru podstawowych zwrotów (yoroshiku na początek znajomości, otsukaresama po udanej misji, arigato przy okazanej pomocy) zapewnia wystarczający poziom komunikacji między nippon-jinami a takim waito piggu jak ja ;)

A na koniec trzymcie jeszcze naszą wewnętrzną operatorkę:

 

OGŁOSZENIE: Skoro już przy Vicie i japońszczyźnie jesteśmy - uszczuplam nieco swoją kolekcję gier, ktoś coś?


 

Dobrnęliście jakoś do końca? No, to wracajcie do gry! Przed Wami cała nocka do zarwania! Wbijcie parę trofików za tych, co w pracy!

Daaku

Tagi: Daaku gundam gundam breaker piąteczek piątek piątunio REALista super motherload wielkie roboty

Oceń notkę
+ +33 -

Czterooka warszawska depresja
Oceń profil
+ +216 -
Daaku
Ranking: 1 Poziom: 92
PD: 95458
REPUTACJA: 81958
Miesięcznik PSX Extreme