SKLEP

ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha
Daaku Daaku 16.06.2017, 14:29
Piątkowa GROmada #38
587V

Piątkowa GROmada #38

Dzisiejsza odsłona składana w całości na dotykowym tablecie. Doceńcie poświęcenie.

Okej, technikalia na bok, cześć i czołem! Ostatnie dni minęły większości z nas pod znakiem targów Electronic Entertainment Expo (E3) - kto traktuje swoje hobby nieco bardziej poważnie, ten śledził przebieg przynajmniej części z odbywających się tam konferencji, aby na własne oczy przekonać się, co czeka nas w branży w najbliższych miesiącach. Z tej okazji każdy z dzisiejszych współprowadzących odpowie na powiązane z tematem pytanie tygodnia dotyczące jednego tytułu, który zrobił na nich największe wrażenie na przestrzeni całych tegorocznych targów. Niby możemy narzekać, że w tym roku zabrakło najmocniejszych salw w postaci Red Dead Redemption 2, Bloodborne 2 czy The Elder Scrolls VI, ale przyjemnych niespodzianek i tak było aż nadto - o tym przekonacie się poniżej. Zapraszam do lektury!

 

Elanczewski

 

Suikoden (Vita, klasyk z PSX)

 

Vitę kupiłem do grania w Personę 4 Golden [ha, a bo ty jeden ;) - dop. Daaka] i klasyki z PSX-a, którego nigdy nie miałem. O ile za "dżejerpega" od Atlusa wziąłem się od razu i skończyłem go w mig, tak z tymi klasykami coś nie do końca mi wyszło. Trzy pierwsze Metal Geary leżą odłogiem od kilku miesięcy (wiem, wstyd) i podobnie było z obiema częściami Suikodena, którego kupiłem w ciemno, nie bardzo zdając sobie sprawy czym jest. Ale jak już się przemogłem i uruchomiłem jedynkę, wsiąkłem i zarwałem przy niej cały dzień. Ale taki naprawdę cały, ze 12 godzin.

Nie będę się za bardzo rozpisywał na temat tego, czym jest Suikoden, bo pewnie każdy to wie (a jak nie wie, to niech sobie na wikipedii przeczyta, że to jRPG od Konami na pierwsze PlayStation,w którym kierujemy losami Tira (imię domyślne), zaangażowanego w ruch oporu przeciwko tyranii cesarstwa), a skupię się na odczuciach. Gra zaskoczyła mnie kilkoma rozwiązaniami. Ponad setka bohaterów do zrekrutowania? W dodatku ci, których nie mam aktualnie w ekipie nie dostają doświadczenia? Na szczęście istnieje możliwość szybkiego wbicia wysokiego levela żądanym postaciom, co przydaje się głównie w kontekście zadań pobocznych, w których dani towarzysze muszą uczestniczyć. Co było dla mnie chyba największą niespodzianką, starcia odbywające się w ramach wątku głównego były do tej pory bardzo proste. Spodziewałem się ciężkiego przetarcia, w końcu rolplej sprzed dwudziestu lat, a tu zazwyczaj czekał mnie spacerek.

Drugi aspekt Suikodena, który wprawił mnie w zdziwienie to losowość. W pewnych momentach gry toczymy starcia pomiędzy armiami i polegają one w dużej mierze na farcie A już kompletną loterią są pojedynki z generałami wspomnianych armii, podczas których wybierajmy jedną z trzech komend – atak, rozpaczliwy atak oraz obrona – i czekamy na to, co wylosowała dla naszego oponenta sztuczna inteligencja. Dziwne rozwiązanie, którego nikt nie zaimplementowałby do gry w 2017 roku, bo by go gracze zjedli, ale stanowiące pewną odmianę. Niech będzie.

Do końca gry nie zostało mi już chyba zbyt wiele (w końcu nie jest ona specjalnie długa), ale zapewne szybko zabiorę się za dwójkę, bo podoba mi się koncepcja tej serii. No i podobno sequel jest szczytem tego cyklu. Skoro gra robi na mnie bardzo pozytywne wrażenie także i teraz, nietrudno mi sobie wyobrazić jakie zamieszanie zrobiła pod koniec lat 90 i dlaczego jest tak ciepło wspominana do dziś.

 

 

Shovel Knight: Specter of Torment (3DS)

 

Shovel Knighta kupiłem w dniu premiery, bo uwierzyłem w ten projekt (chociaż nie aż tak bardzo, by wesprzeć go na Kickstarterze). Okazało się, że była to jak najbardziej słuszna decyzja – Yacht Club Games zadebiutowało świetną platformówką, która nie żeruje na nostalgii, a udanie czerpie z czasów słusznie minionych. W to się po prostu dobrze gra – dwa razy przeszedłem grę tytułowym łopacianym rycerzem, prawie dwukrotnie ukończyłem udostępnioną za darmo kampanię Plague Knighta, a na samym początku czerwca, na dzień dziecka właściwie, 3DSowa wersja gry (jako ostatnia... choć gra sprzedała się najlepiej właśnie na przenośniaku Nintendo...) dostała za friko drugie DLC, pozwalające wcielić się w Specter Knighta. Przygoda rycerza z kosą to prequel oryginału, który wyjaśnia, jak doszło do sformowania Order of No Quarter, z którym rozprawia się potem Shovel Knight, oraz kim był Specter Knight przed tym, jak stał się Specter Knightem, wiernym sługą głównej złej całego uniwersum, The Enchantress. Ta platformówka ma fabułę i potrafi ona zainteresować. Nieźle.

Specter Knight to najłatwiejsza do prowadzenia postać. Ten skurczybyk z kosą potrafi biegać po ścianach, odbijać się od nich, a także, co chyba najważniejsze, wykorzystywać przeciwników i obiekty do skoków pozwalajacych pokonać mu znaczną odległość. Zdechlakiem śmiga się po mapie z łatwością. Dodatkowo szybko zdobywamy możliwość leczenia, więc jesteśmy właściwie niezniszczalni. O ile nie przeszkadza to w eksploracji, bo dziękim tym wszystkim mocom jest przyjemna i inna niż poprzednio, tak potęga bohatera przeszkadza w walkach z bossami, które są banalnie proste i polegają na zasypaniu oponenta gradem ciosów i ewentualnie podleczeniu się. Słabo to wygląda.

Na szczęście także i w tym DLC nie brakuje humoru – oglądamy chociażby ślub pary szkieletów czy zostajemy królikiem doświadczalnym rozkładającego się amanta, który ćwiczy pocałunek śmierci – dzięki czemu, który to już raz, bez większego wahania oddałem Shovel Knightowi kilka godzin życia (około 6, to najkrótsza z przygód spośród wszystkich trzech). Yacht Club Games obiecuje jeszcze jeden darmowy dodatek i choć niesamowicie podoba mi się to, że za 60 zł, które zapłaciłem jakieś 3 lata temu nadal dostaję dodatkową rozrywkę, to wolałbym, by studio skupiło się już na kolejnym projekcie. Bo talentu im nie brakuje i szkoda marnować tyle czasu na jedną grę. Cokolwiek zrobią – łyknę bez popity.

 

 

Pytanie tygodnia: Moja prywatna bomba całego E3

Impreza już się właściwie zakończyła, wszystkie najważniejsze konferencje i ogłoszenia ujrzały już światło dzienne, więc można co nieco podsumować cały ten ambaras.

Nie będę ukrywał – najwięcej interesujących mnie gier ogłosiło Nintendo. Co prawda nie mam jeszcze Switcha, bo jako szczęśliwy posiadacz Wii U (tak! To dobra konsola ludzie) zaopatrzyłem się w Zeldę na tę właśnie platformę, a w Mario Karty to już się tyle najeździłem, że mi się już nie chce, to planuję kupić konsolkę jeszcze w tym roku. I będzie warto, bo Super Mario Odyssey, Xenoblade Chronicles 2 czy Splatoon 2 to rzeczy, które na pewno mi przypasują. A to tylko ten rok – potem będzie przecież nowy Yoshi, Metroid Prime 4, Pokemony czy kolejne Shin Megami Tensei. I to wszystko przenośnie, czyli tak, jak lubię najbardziej. Ależ to się dobrze zapowiada.

PS. Szkoda, że 3DS został potraktowany po macoszemu. Co prawda zapowiedziano Metroida i remake Superstar Saga, ale podczas wielogodzinnych pokazów rozgrywki z gier Nintendo wolało po raz wtóry częstować nas rozgrywką z ARMS czy DLC do Breath of the Wild, a nie zobaczyliśmy nawet minuty gameplayu z trzecch tytułów Atlusa zapowiedzianych na końcówkę tego / początek przyszłego roku.

 

Jeśli chodzi jednak o jedno ogłoszenie, które zrobiło na mnie największe wrażenie, to... jednego nie wybiorę, wezmę dwa.

Pierwsze z nich nastąpiło niespodziewanie na konferencji Sony. Capcom ogłosił, że szlifuje nowego Monster Huntera, który wyjdzie na wszystko... prócz konsol Nintendo. Duża część nintendozjebów poczuła się zdradzona i wylała na Capcom wiadro pomyj – tak jakby nie pamiętali, że seria starowała na konsolach Sony – ale mi to nawet pasuje. Mam PS4 (kupioną dla Persony 5 oczywiście) i chętnie zobaczę MonHuna w jakości lepszej niż kalkulatorowa, a po przeczytaniu informacji na temat gry, które wypłynęły do sieci jestem pewien, że nie będzie to żadna odsłona przeznaczona dla "tych głupich każuali z Zachodu, co to nie rozumieją, że bez ekranów ładowania co minutę to nie prawdziwy Monster Hunter", a pełnoprawna część cyklu. Jasne, że wolałbym to mieć na handheldzie, ale nie można mieć wszystkiego. Może Capcom wyda jednak na Zachodzie odsłonę XX i łowców potworów czeka kłopot bogactwa? Zobaczymy.

Drugi trailer, który wziął mnie zupełnie z zaskoczenia to oczywiście video zapowiadające Beyond Good & Evil 2. Nie jestem wielkim fanem jedynki, bo trudno być fanem czegoś, w co się nie grało, ale jest to bardzo miła informacja co najmniej z kilku powodów. Po pierwsze – Ubisoft daje Michelowi Ancelowi wolność twórczą i pozwala pracować nad czymś ambitniejszym niż Kórliki. Po drugie – Ancel to gość, który nie pozwoli sobie wejść na głowę i zrobić kolejnego Asasyna albo Far Cry'a. Po trzecie – świat gry będzie czymś, czego nie widzieliśmy nigdy wcześniej. Gadające świnie, małpy i murzyni w futurystycznym, acz niesztampowym, niecyberpynkowym (jak w 3/4 osadzonych w przyszłości grach) mieście? Piszę się na to. Wiem, że fani oryginału oczekiwali kontynuacji przygód Jade, ale nie oszukujmy się – gra sprzedała się słabo i sequel miałby zbyt wąską grupę docelową. Wielu wielbicieli Zeldy też narzekało w stylu "a co to za otwarty świat, pewnie będzie zbieractwo i fabuła się rozmyje", a okazało się, że dostaliśmy fenomenalny tytuł. Apeluję, byśmy dali popracować Francuzom w spokoju. Zapewne i tak nie zagramy w to przed 2020, więc nie ma się co niepotrzebnie emocjonować. A zwłaszcza złorzeczyć.


 

hop

 

Serwus! Przede wszystkim podziękowania dla gospodarza, czyli Daaka, za zaproszenie do Piątkowej GROmady. Kiepski to dla mnie okres na debiut w roli współprowadzącego. Z uwagi na długi weekend, obowiązki w pracy oraz niekończący się remont, nie mam specjalnie czasu na granie, co przekłada się na znikomą ilość "materiału do obróbki". Jednak postaram się skrobnąć co nieco o tym, co się aktualnie dzieje w moim growym światku.

W poprzedniej GROmadzie Royos opisywał swoją przygodę z Dishonored. Tak się szczęśliwie złożyło, że mogą pociągnąć temat tego uniwersum, ponieważ na tapecie znajduje się u mnie kontynuacja tego świetnego tytułu. Na jedynkę trafiłem przez przypadek. Poszukując alternatywy dla Thief'a, który okazał się dla mnie strasznym zawodem, postanowiłem dać szansę zupełnie nowemu IP od Arakane Studios, które po prostu mnie oczarowało. Tego właśnie szukałem! Możliwość wyboru własnego stylu gry, duża swoboda w działaniu, ciekawa fabuła, świetny klimat, doskonała muzyka. Słowem - gra niemalże perfekcyjna, którą oceniłem na mocne 9/10.

W związku z powyższym, względem części drugiej, moje wymagania były już dokładnie zdefiniowane. Liczyłem na to, że Dishonored 2 będzie pozycją nie gorszą od pierwowzoru i na chwilę obecną, po ograniu 3 rozdziałów, wygląda na to, iż sprosta moim oczekiwaniom.

BTW sytuacja zupełnie odwrotna, jak w przypadku najnowszego Deus Ex'a, który totalnie mnie rozczarował.

Wracając do meritum. Są gry, których nie można ot tak sobie przejść. Niewątpliwie dzieło wydane przez Bethesdę jest jedną z nich, dlatego postanowiłem ukończyć je na dwa sposoby. Nie chcę Wam psuć frajdy, toteż daruję sobie opisy wątków fabularnych. Zabawę zacząłem Emily i narzuciłem sobie cichy, skradankowy sposób działania. Staram się poruszać niezauważalnie, ogłuszam, a nie zabijam wrogów, wybieram działania, które nie wpływają na podwyższenie poziomu chaosu. Drugie podejście zacznę starym druhem - Corvo stawiając na totalną masakrę bez grama litości dla spotkanych oponentów.

Tak jak już wcześniej wspomniałem, jestem na stosunkowo wczesnym etapie gry, wobec tego nie jestem w stanie rozpisać się szczegółowo o swoich wrażeniach. Na pewno świetne są te nowe moce, z którym moją ulubioną (na razie) jest domino, czyli łączenie jaźni przeciwników, co przy ogłuszeniu jednego z nich, powoduje ten sam efekt u reszty (max 4). Wydaje mi się również, że lokacje w dwójce są bardziej rozbudowane. Możliwości dostania się z punktu A do punktu B jest zdecydowanie więcej, co daje dużą swobodę. Ja mam niestety tak, że grając muszę wejść wszędzie, także po wyczyszczeniu sobie obranej drogi z przeciwników i tak wrócę, coby czegoś ciekawego nie ominąć, co akurat może znajdować się w budynku pełnym strażników.

Jeśli chodzi o lokacje, to w mojej ocenie Karanka jest o wiele ciekawszym miejscem od Dunwall. Różnorodność tej lokacji sprawia, że na razie nie doświadczam tej monotonii, która towarzyszyła mi podczas lizania ścian miasta w pierwszym Dishonored.

W międzyczasie Sony zrobiło mi nie lada niespodziankę i do Plusa wrzuciło dwa tytuły, które od dawna znajdowały się na mojej kupce pod tytułem "do ogrania w dobrej cenie", tj.Tales from the Borderland oraz Alienation. Z tego też powodu zdecydowałem się, po przeszło 3 latach, na odnowienie subskrypcji. Jako, że pozycję od Telltale Games ograłem już prawie miesiąc temu, a w ex'a od Sony cioram regularnie, tak skupię na na tym drugim tytule.

I jakby to powiedział wnuczek z reklamy zajepasztetu - "Babciu to jest zajebiste!". Nie wiedziałem, że wykaszanie kosmitów w grupie zupełnie nieznanych mi osób może dać tyle przyjemności. A wszystko to w świetnej oprawie wizualnej. Dla mnie jest to odkrycie, a zarazem jedna z bardziej niedocenianych gier jakie wyszły. Fun jest tym większy, że swego czasu mocno rozczarowało mnie Diablo III, kupione pod kątem lokalnej kooperacji.

I tutaj mega pozytyw, twórcy dodali kanapowego co-op'a, co daje możliwość zabawy ze znajomymi. W weekend robię mała parapetówkę, na która wpadną moi bracia... rzecz jasna z padami, także obcy mogą szykować się na mocne skopanie tyłków.

Rozwałkę rozpocząłem sabotażystą, z uwagi na fakt, iż w Diablo najbliżej było mi właśnie do postaci mnicha. Miecz plazmowy robi robotę, a maskowanie pozwala na skuteczną ucieczkę w sytuacji, kiedy horda zagoni mnie w kozi róg.  Wbiłem już 30 poziom i szczerze mówiąc to nie wiem co dalej? W senie, że niby wątek fabularny nie został jeszcze przeze mnie ukończony, także piszcie, jak tu teraz działać, żeby doprowadzić go do mety. :) Generalnie nt. fabuły nie ma się co rozpisywać, gdyż stanowi ona wyłącznie tło dla rozgrywki. W wolnej chwili biorę się za rozwój dwóch innych klas, czyli obrońcy i biospecjalisty.

Jeśli chodzi o kategorię "Moja prywatna bomba całego E3" to gameplay ze Spider-Mana. Przedstawiony materiał wyglądał bardzo soczyście, system walki przypomina ten z Batmana, ale jest bardziej efekciarski, co na pewno cieszy. Wierzę, że Insomaniac Games staną na wysokości zadania i doczekam się na konkretny kawałek kodu zwłaszcza, że tytuł trafi na jedną platformę, a to na ogół gwarantuje dużą dbałość o szczegóły i wysoką jakość produktu.

Dzięki, trzymajcie się ciepło i do usłyszenia. :)

 

Tagi: alienation carmageddon Daaku dishonored 2 e3 elanczewski hop piąteczek piątek piątunio podsumowanie suikoden

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +34 -

SW-7888-0046-7787
Oceń profil
+ +245 -
Daaku
Ranking: 1 Poziom: 95
PD: 105586
REPUTACJA: 88268
Miesięcznik PSX Extreme