Blog użytkownika haloogen

haloogen haloogen 09.07.2013, 06:48
Czwarty dzień rzucania palenia.
395V

Czwarty dzień rzucania palenia.

Witam, wszystkich. Dziś dzień czwarty moich zmagań z tym okropnym nałogiem. Przed dalszą lekturą powiem tylko, że nastąpił mały przełom... pozytywny :)

Dzień czwarty.

Hej hej, jeszcze raz :). Wtórując słowa piosenki chciałbym, by odnosiły się do możliwości ponownego zatopienia się w głębokim śnie, bez żadnych restrykcji. Niestety, wstajemy. Oczywiście z rana chęć zapalenia nadal mnie dopada. Ciężko wyprzeć z umysłu to przyzwyczajenie, powtarzane dzień w dzień przez kilka(naście?) lat. Z tym będzie duży kłopot.

Nie lubię poniedziałku, naprawdę. Tym bardziej teraz, gdy rzucanie palenia jest priorytetem, a praca nie należy do najlżejszych (psychicznie), a kumpel z którym pracuję pali. Ciężki orzech do zgryzienia.

Dzień w pracy był dość ciężki. Mieliśmy kilku klientów, chcących zrównać nas z ziemią; telefonów od groma z naprawdę dziwnymi sprawami, z niektórymi nie szło zamienić dobrze słowa. Przez te 6 godzin wciąż coś się działo, nie mogłem jednak tym razem odsapnąć na zewnątrz, ciągnąc ten błogi dymek, wypuszczając z płuc kółeczka :D. Ile mi to dawało, uświadomiłem sobie właśnie dziś, po podkur(pipi)iu przez klienta, gdy skupił na mnie całe swe niezadowolenie, żal i rozgoryczenie. Cóż... zwykle była szluga i po sprawie, teraz trzeba się ogarnąć samemu. Teraz wiem, że fajeczka była dla mnie synonimem błogiego spokoju, badź przynajmniej środkiem antystresowym :P.

Nosiło mnie w robocie niemiłosiernie, także wtedy, gdy już wszystko się unormowało i do końca czasu pracy pozostały jakieś 2 godzinki, nie było nic do roboty i siedziałem gapiąc się w ścianę i myśląc o wszystkim co tylko możliwe, byle nie o papierosie. Hard to do, reaaally...

Po powrocie do domu rozmawiałem z 2 połówką. Po dłuższej rozmowie doszliśmy do wniosku, że dzięki rzuceniu przeze mnie fajek, mamy 4 stówki w miesiącu więcej, a co za tym idzie, możemy to spożytkować na coś innego. Wyszło na to, że do naszego nowego mieszkanka wybiorę i kupię nowiuśkiego PieCyka z dobrymi podzespołami (na raty ofkoz), co dało mi takiego kopa w szczenę, że chęć zapalenia zmniejszyła się w tamtej chwili do drobiny kurzu, ulatniającej się w nieznanym (mi na pewno) kierunku. Taki bodziec do rzucenia nałogu był mi potrzebny. Możecie mówić co chcecie, ale gdy wiecie, że kasę przeznaczaną miesięcznie na nałóg, teraz przekazujesz na wyższy i duuużo korzystniejszy cel, choćby materialny, to daje to niesamowitego power’a i dodatkowo w głowie zagnieżdża się świadomość, że „już nie możesz tego robić, nie masz na to środków”. True story...

Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw, takich plusów w życiu poproszę więcej :D. Pozostaje teraz jak najprędzej zamówić kompa i patrzeć, jak środki przeznaczane w miesiącu na fajeczki, idą na to, co sprawi mi wiele radości. Czuję się w taki sposób, jakby to była nagroda w zamian za wygraną (OBY!) walkę z nałogiem.

Do przeczytania! Trzymajcie się...

Tagi: fajka fajki nałóg nałogi papieros papierosy super komputery szluga szlugi

Oceń notkę
+ 0 -

Oceń profil
+ +2 -
haloogen
Ranking: 4653 Poziom: 24
PD: 2307
REPUTACJA: 88