Wszyscy chcą uratować świat... Tylko że każdy dla siebie - recenzja 1-go sezonu Fallouta

BLOG RECENZJA
12V
user-2119270 main blog image
jotzombi_ | Dzisiaj, 07:42
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

[To jest tekst archiwalny, pierwotnie opublikowany niedługo po premierze]

Fallout to nie tylko jedna z legendarnych serii gier wideo. To także jedna z tych serii, które na zawsze zostają w pamięci. Jednak ja, jako fan gier wideo i popkultury, nigdy jakoś bardzo w temat się nie zagłębiłem. Więc siłą rzeczy nie jestem wielkim fanem tego uniwersum, choć nie sposób przynajmniej o Falloutach nie usłyszeć, jeśli siedzi się w temacie. Zresztą grałem w Sheltera (choć to całkiem inny typ gry – strategia trochę bardziej ekonomiczna), chwilę też w „trójkę” i New Vegas. I w końcu zrobili tę (niby) adaptację w formie serialu. Pomyślałem – co mi szkodzi, może będzie chociaż nieźle. Więc w tym tekście postaram się odpowiedzieć na pytania: czy warto sięgnąć po serial Amazona? Czy to tylko kolejny syf sygnowany logiem jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii gier Bethesdy? A i – czy to faktycznie jest adaptacja, jak większość twierdziła? No i chyba przede wszystkim: czy ktoś niezaznajomiony z pustkowiem ma po co to oglądać?

Rycerze Bractwa Stali

Odpowiedź na trzecie pytanie brzmi: NIE. To nie jest adaptacja. I zaczynam od niego nie bez powodu. Bo nie wiem, kto to wymyślił, ale albo nie grał w gry, albo jest znawcą uniwersum takim, jak ja lekarzem. Dlaczego? A no dlatego, że akcja serialu ma miejsce (w większości) ponad dwieście lat po wybuchu „Wielkiej Wojny” (tak wiem, jak każda część). Ale żeby było jeszcze śmieszniej – nigdzie nie pada stwierdzenie, że to adaptacja którejkolwiek z gier. Co więcej, serial skupia się na trójce bohaterów, którzy nigdy wcześniej w żadnej grze się nie pojawili. Są to Lucy MacLean (Ella Purnell), Maximus (Aaron Moten) oraz Ghul (Walton Goggins).

Trzy postacie, trzy przeplatające się (miejscami) historie, trzy różne spojrzenia na świat i trzy zadania, jakie postawili przed sobą nasi bohaterowie. Nie bez powodu jest tych trójek aż tyle – każdy z bohaterów przedstawia jeden archetyp gracza. Zabieg ten ma na celu podkreślić erpegowość całej historii, niczym system wyborów atrybutów postaci w grach. A ponadto połączyć wszystkie wątki w jedną całość – i trzeba przyznać, że robi to całkiem sprawnie.

Lucy (Ella Purnell) to osoba, która stawia przede wszystkim na inteligencję. Stara się omijać niepotrzebne konflikty i załatwiać większość spraw polubownie. W sumie to nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że jest „Krypciarą”. Nie widzę w tym nic złego, ale skoro kieruje się głównie rozsądkiem i chłodną kalkulacją (przynajmniej w założeniu), to nie rozumiem, dlaczego bywa naiwna jak dziecko. A przez to niejednokrotnie pakuje się w kłopoty. Niemniej her cel jest naprawdę szczytny – odbicie porwanego ojca wymaga od niej nie tylko opuszczenia bezpiecznej Krypty, ale i wielu innych wyrzeczeń.

Maximus (Aaron Moten) natomiast to archetyp osiłka. Jak trzeba się lać, to idzie w ciemno – dosłownie i w przenośni. Często coś robi, a dopiero potem myśli. Jak dla mnie, jako niedoszły rycerz Bractwa Stali, nie pasuje zbytnio do tej roli. Choć nie powiem, że to totalny nieudacznik – może po prostu ma tyle szczęścia, co rozumu?

A Ghul (Walton Goggins) to typowy westernowy antybohater, który dosłownie kradnie całe show. Archetyp survivalowca twardo stąpającego po ziemi. Czasem coś spieprzy, ale w większości planuje następny krok. A jak już popełni błąd, to nie ogląda się za siebie – po prostu idzie dalej, często dosłownie po trupach. Jego celu nie mogę zdradzić, bo to zbyt duży spoiler, ale uwierzcie mi – to najbardziej autentyczna i zajebista postać w tym serialu.

Chyba wystarczająco wyjaśniłem kontrastowość głównych bohaterów. Ale co z resztą postaci? To pytanie też jest oczywiście zasadne. Bo w tym serialu nawet postacie poboczne mają sens. Nie są tylko tłem dla historii – mają własne (krótsze lub dłuższe) wątki i motywacje. Dobrym przykładem jest brat Lucy – Norman (Moises Arias). Na początku typowa ciapa, bardziej unikający kłopotów niż tchórz, ale później odkrywa kolejne tajemnice społeczności Krypt. I nie waha się prowadzić śledztwa mimo trudności. Więc z postaci drugoplanowej robi się ktoś, kto w drugim sezonie może stać się jednym z głównych bohaterów? No może i nie, ale swoją historię ma – i to jest fajne.

Moldaver

Podobnie jak Moldaver (Sarita Choudhury) – ta jest jednym ze złoli, choć w pewnym momencie można w to zwątpić i stwierdzić, że czyny, których się dopuściła, mogły być jednak w jej mniemaniu koniecznością. W skrócie jest to postać złożona, podobnie jak inne, i wiele z nich ma coś do zaoferowania.

No dobra – postacie są okej, ale co z klimatem? Fallouty mogłyby być tylko kolejnym postapo, jakich wiele. To, co je wyróżnia, to kilka specyficznych elementów: retrofuturystyka, czarny humor, specyficzna erpegowość (o której już wspomniałem) i masa easter eggów.

Scenografia i kostiumy trzymają klimat Falloutów. Może nie tych starszych, bo brakuje tej „brudnej” palety barw – bliżej im do nowszych, bardziej kolorowych odsłon. Widać to zwłaszcza w retrospekcjach. Niemniej retrofuturystyka tutaj zdecydowanie jest obecna. Dobrymi przykładami będą samochody ze wspomnianych retrospekcji czy Stimpaki – lek na większość obrażeń.

Cieniste Piaski

Co do easter eggów – nawet nie będąc znawcą, widać, że jest ich masa. Już na samym początku twórcy puszczają do widza oko. Wiem to stąd, że po seansie odpaliłem sobie „jedynkę”, trochę pograłem i zauważyłem parę ciekawostek; widziałem też różne filmy na YT. I jest jeden smaczek, o którym muszę wspomnieć – Ochłap. Kto nie wie, kim on jest, powinien wiedzieć, że bez Ochłapa (albo jego alternatyw) Fallouta nie ma. A kto liznął choć trochę falloutowego świata, ten powinien rozumieć, dlaczego tak uważam. Tak samo z czarnym humorem – może nie wyłapałem wszystkiego, ale jest go naprawdę sporo.

Jeszcze jedna rzecz podkreślająca erpegowość tej produkcji – soundtrack. Dobierany nie tyle do scen, co do postaci. U Lucy – spokojne, melancholijne utwory. U Maximusa – rockowe rytmy. A u Ghula – country. Mieszanka zróżnicowana, ale dobrze dopasowana. Chociaż miejscami odbiega to od tej reguły, nadal pasuje.

Gra aktorska – co tu dużo mówić? Aktorzy się spisali. Są emocje, zaangażowanie – to nie jest kolejna sztywna produkcja, w której wszyscy mają miny, jakby robili to za karę, a jak się uśmiechają, to tak, jakby mieli kija w tyłku. Widać, że nie grają tylko po to, żeby grać, a wcielają się w swoje postacie, dzięki czemu są autentyczne i można je szybko polubić (lub nie).

Cooper Howard

Muszę przyznać – klimat ten serial trzyma. I to chyba nie bez powodu. Amazon dobrał jedną z najodpowiedniejszych osób na stanowisko głównego reżysera i showrunnera – Jonathana Nolana. Osobiście nie jestem jego jakimś wielkim fanem – dla mnie to po prostu kolejny reżyser, który ma na koncie parę dobrych filmów. Ale to, co go wyróżnia, to fakt, że zna to uniwersum, bo jest jego fanem. A to ogromny plus.

Choć oczywiście jest kilka mankamentów – parę bezsensownych wątków prowadzących donikąd czy to, że pod koniec serial całkiem mocno przyspiesza tempo i za dużo się dzieje. Ale to tylko takie szczegóły, jeśli chcesz się do czegoś przyczepić. Ogólnie reszta jest zrealizowana bardzo dobrze.

Oceń bloga:
2

Atuty

  • Klimat
  • Historia
  • Wyraziste postacie
  • Scenografia i kostiumy
  • eRPGowość
  • Czarny chumor

Wady

  • Niektóre bezsensowne wątki
  • Pod koniec niepotrzebnie zwiększone tępo

jotzombi_

Podsumowując – nie jest to serial idealny, ale czy taki istnieje? Wątpię. Tu i ówdzie są wątki, które niczego nie wnoszą – i to mój główny zarzut – ale twórcy nie ciągną ich na siłę. Akcja przyspiesza pod koniec, co nie jest jakimś największym problemem, ale nie było to aż tak potrzebne. Jednak to też nie wpływa jakoś bardzo na całość. To nie adaptacja, tylko serial promujący uniwersum. Lekki, naprawdę dobry i – co ciekawe – kanoniczny, jeśli kogoś to interesuje. Fanboje albo pseudoznawcy powiedzą, że to „nie Fallout”. Nie wszyscy oczywiście, ale wielu. Tyle że o nowszych częściach też mówili, że to już nie Fallout – a i tak grali. Więc nie będę się rozwodzić nad gównoburzami – powiem tylko, że to serial, który ma przyciągnąć nowych odbiorców i potencjalnych fanów świata. I jeśli miałbym wskazać produkt, który i promuje markę, i zapewnia rozrywkę w takiej właśnie formie – to właśnie ten serial. Spodoba się nowym na pustkowiach, takim jak ja, osobom lubiącym czarny humor i porządne postapo. A ci wyjadacze mogą go albo zaakceptować, albo zgrzytać zębami. Ja się dobrze bawiłem – i szczerze go polecam.

7,5

Komentarze (1)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper