Gra na tapecie#1: Tokyo Jungle

BLOG O GRZE
10V
user-2119187 main blog image
Bedrock | Dzisiaj, 19:06
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.
Po około godzinie spędzonej z Tokyo Jungle mam mieszane odczucia — ale raczej w pozytywnym sensie. Gra wrzuca nas do zrujnowanego Tokio, gdzie po krótkim tutorialu naszym zadaniem jest przetrwać. Na początku sprawa wydaje się prosta: znaleźć jedzenie, unikać zagrożeń i oznaczyć terytorium, dzięki któremu znajdujemy samiczkę czy też samczyka. Samiczka (w moim przypadku) pomoże nam powiększyć nasze małe stadko i przekazać geny następnemu pokoleniu. Ważne jednak, że zaraz po „konsumpcji” związku taty-samczyka i mamy-samiczki zostają oni w gniazdku rodzinnym, a dzieci wyruszają dalej, szukać sposobu na przetrwanie. Proste, prawda? Ale bardzo szybko poziom napięcia rośnie.
 
Nawet drobne decyzje — czy zaatakować ofiarę, czy zagrać bezpiecznie — mogą zakończyć rozgrywkę. Cały czas towarzyszy nam lekki niepokój o spadający wskaźnik głodu. Gdy ten osiągnie poziom zerowy, nasze zdrowie zaczyna się drastycznie kurczyć. My zaś zaczynamy coraz bardziej chaotycznie poszukiwać czegoś do zjedzenia, co zmusza nas do popełniania błędów i eksplorowania kolejnych obszarów bez zachowania ostrożności. Na to właśnie czekają silniejsi drapieżnicy. Gdy posiadamy element zaskoczenia, jesteśmy w stanie wyjść zwycięską ręką nawet w walce z silniejszym przeciwnikiem. Przykładowo trzema małymi pieskami pokonałem cztery hieny — kluczowy okazał się element zaskoczenia. Przekornie, kilka razy miałem momenty, w których myślałem, że radzę sobie świetnie, tylko po to, żeby zostać natychmiast pokonanym.
 

Sterowanie jest proste. Paleta ruchów naszych futrzaków jest dosyć ograniczona: skok, akcja (jedzenie/picie), atak zwykły oraz z zaskoczenia, a także unik. Nauka mapy, zrozumienie zachowań zwierząt oraz pozostawianie padliny, żeby zjeść ją później, wydają się kluczowe. Na ten moment jednak wszystko wydaje się trochę chaotyczne — jakby gra celowo zmuszała mnie do nauki metodą prób i błędów.

Pod względem wizualnym i tematycznym gra jest naprawdę unikalna. Pomysł zwierząt przejmujących postapokaliptyczne miasto jest zaskakująco wciągający, nawet jeśli oprawa momentami wydaje się nieco surowa. Jest to w pewnym sensie miejska dżungla, gdzie biegamy pomiędzy budynkami i skaczemy po balkonach. Nasza eksploracja głównie polega na poruszaniu się w lewo i prawo, ale przemierzając tokijską dżunglę, musimy także skakać po platformach oraz poruszać się w głąb lub bliżej ekranu, aby odkrywać nowe aleje i lokacje.

Na razie mam dostępne dwa zwierzaki: psa rasy pomeranian oraz jakiegoś jelonka. Jestem ciekawy, co dalej i mam ochotę lepiej poznać tę dziką wizję zespołu z Crispy’s, wspartego przez Japan Studio. Reżyserem gry był Yohei Kataoka, który wymyślił cały koncept świata bez ludzi i walki zwierząt o przetrwanie. Ten eksperymentalny pomysł tworzony był początkowo przez kilkuosobowy zespół, co tłumaczy nietypowy styl gry, trochę „surowe” mechaniki, ale także bardzo oryginalny klimat.

Brakuje na obecnej generacji takich oryginalnych i niszowych produkcji, które towarzyszyły nam od początków ery gier konsolowych. Tokyo Jungle to gra łatwa do rozpoczęcia, ale zaskakująco brutalna w opanowaniu — szczególnie kiedy wydarzenia losowe, takie jak toksyczne opady, dodatkowo podbijają poziom trudności. Mam nadzieję, że kolejne porażki nie zniechęcą mnie zbyt szybko. 
Oceń bloga:
0

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper