Dzisiaj 40. Wczoraj 14. Czyli, czy warto oglądać starocie #3
Miodowe lata
Jesteś mieszkańcem warszawskiej Woli. W bliskiej okolicy jest zajezdnia tramwajowa, która w jakimś okresie młodego człowieka wywołuję ciekawość. Tony czerwonego żelastwa, który spłaszcza resoraka czy innego matchboxa w sekundę na torach robi wrażenie. A praca motorniczego nie jest odległym marzeniem dla co po niektórych (chociaż ja wolałem autobusy, za wolność od torów). I pojawia się serial, gdzie właśnie mamy wszystkiego po trochu.
Bohater serialu, motorniczy czerwonej błyskawicy, mieszkaniec warszawskiej ulicy Wolskiej, tworzy na pozór szczęśliwy związek z żoną Aliną. Posiada jednego przyjaciela, który mieszka piętro wyżej ze swoją, nazwijmy to póki co, miłością. Żadna z par nie posiada dzieci, a Karol, niemal w każdym odcinku marzy, że w końcu los się do niego uśmiechnie i próbuje różnych pomysłów i biznesów. Oczywiście z kiepskim skutkiem.
Do dzisiaj mam sentyment do niektórych odcinków, jak np. „Mister uprzejmości”. Można lubić aktorów lub nie ale scena, kiedy teściowa próbuje wyprowadzić pana Cezarego Żaka z równowagi jest dla mnie mistrzowska.
Gdybym miał jednak wyrazić swoją opinie czy warto to dzisiaj ogólnie oglądać, to z przykrością stwierdzam, że nie. Serial jest pełny złych wzorców, zachowań i nawet jako komedia, nie specjalnie dzisiaj daje radę. Plus ten śmiech publiczności. Sam główny bohater, Karol Krawczyk, to dinozaur poprzedniej epoki. Samozwańczy pan rodziny. Jedyny żywiciel. Trochę taki wygodnicki, który żonę ma tylko od podania obiadu i utrzymywania domu. Zabawne jest to, i to zarzut do scenarzystów, bo akurat żona, Alina, jakby chciała to by pracowała. Nawet w którymś odcinku jest piękny cytat, jak tłumaczy teściowej, która oczywiście nie lubi zięcia, że to jej mąż i będzie go sobie okręcała wokół palca jak jej się żywnie podoba. Co można uznać za argument, że jakby chciała to by pracowała. Dlatego może, tej bohaterki, po latach zupełnie nie lubię. A czasami się nawet zastanawiam, co ta kobieta przez większość dnia robiła, bo sprzątanie pokoju i sypialni, pranie i obiad, to u niej ranga drugiego etatu i to na własne życzenie (tak, wiem, scenariusz). Zresztą dokładnie ten sam argument dzisiaj się słyszy w wojnie płciowej ;-)
Same relacje w związku, też nie są wzorem do naśladowania. Jednak i tak się lepiej prezentują niż przyjacielskie kontakty Karola z Norkiem, sąsiadem z piętra wyżej. Nie wiem co to za przyjaźń, kiedy jeden drugiego nieraz straszy pobiciem. Norek za to, to podwójna ofiara, bo jego żona, to już w ogóle tragedia. Dzisiaj to by chyba podeszło spokojnie pod maltretowanie i kwalifikowało na niebieską kartę (jak oczywiście ktoś uwierzy, bo przecież kobiety to tylko anioły). Sam krzyk na męża jest znakiem rozpoznawczym, kto w tym związku nosi spodnie. W obu związkach dochodzi również do przemocy finansowej. Obie kobiety pod płaszczykiem dbania o dom, zabierają całą wypłatę, zostawiając kieszonkowe panom (zaznaczę tylko, że żaden z obu panów nie ma problemów np. z alkoholem czy ogólnie nie jest z szeroko pojętej rodziny patologicznej) i rozporządzają pieniędzmi, których nie zarobiły.
Mamy dzisiaj zmiany kulturowe, inne relacje (żeby nie zaryzykować brak innych poza cyfrowym, wyidealizowanym światem), to wydaje się, że serial jest zwyczajnie szkodliwy i jego oglądanie nie ma większego sensu. Można w nim dostrzec podobieństwa do powiedzeń typu „zjeść ciastko i mieć ciastko”, które odnosi się do związków i oczekiwań. Strasznie słabe liczenie Karola na cud, że w końcu trafi z pomysłem na biznes. Zamiast iść na przykład do szkoły wieczorowej (ten motyw w polskich serialach w ogóle nie istnieje, w przeciwieństwie np. do amerykańskich). Z tym jednak, strasznie krytyczna i wiecznie torpedująca pomysły postawa Aliny bardziej irytuje. Relacje, które nie są kompletnie do naśladowania.
Zostaje chyba tylko sentyment. I odłożyć na półkę, że może kiedyś się obejrzy. Jeden odcinek. Ewentualnie ten, jak Karol, pomylił wyniki psa ze swoimi i myślał, że zostało mu niewiele dni..