Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.
POKEMON: CHAMPIONS...
Kolejny już tytuł spin-off sławetnej serii Pokemon. Kolejna próba zadowolenia graczy i przeciągnięcia ich w oczekiwaniu na nadchodzące Winds and Waves. No i kolejna już próba wyciągnięcia łatwej kasy z tego produktu free-to-play. Sprawdziłem nowe Pokemony na tyle dobrze, że mogę powiedzieć, że jest to... gra. Dziękuję, można się rozejść.
Dla ciekawskich można jednak zostać chwile dłużej i zapoznać się z recenzją Pokemon: Champions. Grę tym razem stworzyło i opracowało studio The Pokémon Works, nie Gamefreak, jak wielu mogło się spodziewać. Niestety gra jakością jest bliźniaczo słaba, jak te od Gamefreak, ale poza brzydotą i technicznymi niedoróbkami, oferuje sporo fun'u.
Tytuł ten to właściwie mięso wyciągnięte z głównych serii, czyli walki. Żadnego chodzenia i przeklikiwania nudnych dialogów i byle jakiej fabuły, żadnego parcia przez otwarty świat w 15 klatach. Tu dostajesz czystą rozwałkę od pierwszych minut gry. Tuż po tutorialu gra puszcza nas w samopas po menusach. Jest tu tego niewiele na pierwszy rzut oka, jednak na tyle wystarczająco, żeby usiąść na kilka godzin planowania i trenowania swojej jedynej i niepokonanej ekipy.

Gra na starcie oferuje nam paczkę Poków, którą dostajemy ten jeden raz na stałe do boxu zupełnie za darmo. Jeśli chcemy zdobywać i trenować nowe kreaturki, musimy czekać godzinami na otwarcie rancza za darmo lub przyspieszyć rekrutację za walutę w grze. Tą można zdobyć grając i odblokowując nałożone na nas zadania albo wydać kasę i od razu dowalić do pieca Charizardami, Snorlaxami, czy innymi Dragapultami. Niezwykle istotne jest zaimplementowane w grze parowanie z Pokemon Home. To stamtąd możecie przerzucić do gry wybrane Poki wprost do Champions i delegować je do walki. Pamiętajcie jednak, że nie wszystkie kreaturki będą dostępne do transferu. Upierdliwe jest samo przenoszenie, bo każdorazowo trzeba "latać" od aplikacji do aplikacji, w przypadku gdy chcemy zrezygnować z Poka i go odesłać, a w jego miejsce przerzucić nowego. No ale... cieszmy się, że w ogóle taka opcja jest.
Jak na darmową gierkę przystało, próbuje ona wydusić z nas grosza i nie są to małe kwoty. Za pieniążki możecie nabyć premium pass, który przyspiesza trening i ogólne expienie w grze. Wasz wybór, czy postawić na Poke Home, grindować i nerdzić za free lub wysypać złoto i ułatwić sobie robotę.
Nim przejdę do wojowania stworkami, słów kilka o wyglądzie gry. Już na trailerach nie wyglądało to dobrze i nie wygląda dobrze teraz. Obraz jest trochę rozmyty, krawędzie dają ząbkami po oczach, a animacja niekiedy ledwo trzyma 30 klatek na sekundę. Modele Poków są ok, nie ma do czego się przyczepić, tak samo jak do kozackiego wykonania ataków. Z drugiej strony mamy ociężałe i powolne menu, zupełnie jakby gra ciągnęła niewiadomo jakie algorytmy i obraz 4K w 120 klatkach, a tak nie jest... Wszystko reaguje tu powoli i z opóźnieniem. Gra wymaga też stałego połączenia z internetem, jednak to wynika z jej konstrukcji, bo to w 100% gierka nastawiona na sieciowe potyczki.
Wspomniane mięso gry to batalie w trybie jeden Pokemon na drugiego lub dwa nasze w starciu na dwa oponenta. Oba tryby wymagają trochę innego podejścia. Walki 1v1 przy dobrze wytrenowanym, szybkim Pokemonie można zakończyć w minutę, zwłaszcza jeżeli ma on odpowiednio dobrany żywioł na oponenta. Tuż przed walką w lobby możemy podejrzeć jaką pakę ma do dyspozycji przeciwnik (on widzi też Twoje) i wystawić możliwie najlepszy skład i być przygotowanym. Fajny haczyk polega na tym, że z sześciu jakie są w zespole, do walki desygnujemy tylko trzy. I tym sposobem można się nieźle zdziwić, kiedy ułożyłeś skład pod archetyp trawiasty, a koleś wybrał coś innego. W rezultacie twoje ataki niewiele mu robią, a jego dewastują twój dzielny skład. To dlatego tak ważne jest, aby mieć uniwersalny pakiet kreaturek, oferujący rozwiązanie nawet na najbardziej wymagających adwersarzy. Starcia 2v2 to trochę inna bajka. Tutaj z ekipy wybieramy cztery Pokemony, przy czym dwa z nich od razu lądują na polu bitwy. Ważne są ataki obszarowe, które zdejmują HP obydwojgu Pokemonom przeciwnika, jak SURF albo EARTHQUAKE (który może zabić i twojego stworka, jeśli nie lata!). Sami już rozumiecie że batalie 2v2 mają trochę więcej głębi, wymagają planowania i pieczołowitego dobierania Poka do Poka (Np. Steelix i Charizard). Twórcy wrzucili specjalne kamienie znane już z innych części. Dzięki nim w trakcie walki możemy przemieniać stworki w ich Mega ewolucje. Żeby Steelix stał się Mega-Steelixem, trzeba mu podpiąć w opcji treningu Steelixite, Charkowi Charizardite X albo Y i tak dalej i dalej. Sprytnie przemyślane wybory, dobór ataków w menu Poksa i przemiany mogą zdjąć rywalowi całą ekipę naszym jednym stworkiem. Nie ma natomiast jednej uniwersalnej metody na wygrywanie. Jako, że walki w Pokemonach to trochę kamień-papier-nożyce (żywioły), to w starciach nieustannie towarzyszy nam choćby minimalny procent przypadkowości i szczęścia lub jego brak!

To właśnie te wygrane jak i niepowodzenia motywują nas do coraz to głębszego grzebania w ranczu, na którym rekrutujemy nowe Pokemony. Ekipa kilku stworków, którą odkrywa przed nami ranczo jest przypadkowa, ale zawsze kryje się w niej jakaś perełka. Z listy widać, który Pok jest najszybszy, który ma defensywę jak skała, jaką posługuje się abilitką pasywną i jaką ma naturę. Tak jak wspomniałem, jeśli liczycie na łut szczęścia, zrezygnujcie i od razu wędrujcie do Pokemon Home i tam kombinujcie kogo wrzucić do gry. Mam w ogóle takie wrażenie, że ci co budowali przez lata skład i wrzucali go do Home, nie będą zainteresowani wydawaniem gotówki w grze, bo i tak mają już pakę od lat.
Słów kilka o tym, co gra oferuje jeszcze. Są tu sklepiki do wydania fortuny, są statystyki (to akurat fajne), które pokazują jaki Pok jest teraz na topie, jakim atakiem dewastuje inne ekipy, jaki procent graczy nim gra. Obecnie w grze króluje Garchomp. Ponadto, możecie rozejrzeć się w sklepiku za ciuszkami, czapeczkami i okularkami, żeby potem wylansować się w trakcie meczu. Tylko na miłość boską, komu to potrzebne?
I tak to już jest z tym POKEMON CHAMPIONS. Gra o niskim standardzie technicznym i po prostu brzydka, szczególnie, kiedy gra się w opcji zadockowanej na Nintendo Switch. Gra, która nie oferuje za wiele poza walkami, ale na tyle wciąga, że fani Poksów przepadną na długo. Wasz wybór, ja mimo wszystko dobrze się bawię i dalej szukam złotego środka w podobjach serwerów Pokemon.