TOP 6 Bossów z serii Metal Gear Solid
6. Solidus Snake - Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty (2001) - PS2

Walka z liderem grupy anarchistów na szczycie Nowojorskiego Federall Hall, to nie tylko epicki pojedynek na katany w dynamicznym stylu, ale i puenta głównego przesłania gry. Solidus walczący o wolność jednostki do samostanowienia i jej podmiotowość, koniec końców jest postacią tragiczną, wykorzystany przez Liquida z powybijaną drużyną, nie miał nic do stracenia podejmując się honorowej walki z Raidenem. Sama mechanika starcia oparta jest głównie na defensywie i parowaniu ataków przeciwnika, który za pomocą różnych gadżetów jak ognisty ogon czy elektryczne macki będzie próbował nas rozproszyć. Tutaj liczy się cierpliwość i wyczucie, a każdy błąd może kosztować nas utratę punktów życia.
5. Sniper Wolf - Metal Gear Solid (1998) - PS1

Walka z wilczą snajperką, zapisała się w historii serii jako pierwsze pamiętne starcie z tego rodzaju przeciwnikiem. Kojima kontynuował tą tradycję w kolejnych odsłonach min. przez walkę z The End w trójce czy Quiet w piątej odsłonie. Starcia z Wolf są dwa. W trakcie pierwszego, musimy wytężyć nasze celne oko, chroniąc postrzeloną przez kobietę Meryl, przy okazji nie dając się samemu ustrzelić. Natomiast prawdziwym pokazem snajperskich umiejętności, zarówno naszej przeciwniczki jak i gracza jest drugi pojedynek, mający miejsce wśród zaśnieżonych obrzeży bazy Shadow Moses. Walka ta stała się nie tylko kultowa za sprawą samego jej przebiegu, ale także wyciskającej łzy z oczu śmierci kobiety. Stanowi także punkt zwrotny w rozwoju postaci Otacona, który darzył snajperkę jednostronnym uczuciem, chcąć ostatecznie pomścić jej śmierć pokonując Liquid Snake'a. Kiedy w czwartej części w jednym z najbardziej nostalgicznych etapów wracamy do Shadow Moses, przyjdzie nam walczyć z Crying Wolf, członkinią psychopatycznych zabójczyń z gruby Beauty and beast, której postać podobnie jak Sniper Wolf, pokazuje, że ukojenie cierpienia można znaleść rezygnując z nienawiści, a śmierć nie staje się końcem, kiedy ma się przy sobie swoją wilczą watahę.
4. Liquid Ocelot - Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots (2008) - PS3

Dla wielu czwarty Metal Gear to bardziej już interaktywny film niż gra, gdzie łączna długość cutscenes przewyższa nie jeden odcinkowy serial. W tej części Kojima całkowicie puścił wodzę fantazji, chyba niekiedy samemu gubiąc się w swojej wizji, przez co krytykujący grę zarzucali jej przerost formy nad treścią. Jeśli chodzi o bossfighty, to one również połączyły oskryptowaną filmowość z mechanikami skradania, kamuflażu i walki. Zwieńczeniem przyjętej przez Kojimę formy jest widowiskowy filmowo-growy ostateczny pojedynek z arcynemesis Snake'a Liquidem w ciele Ocelota. Walka ta określana "walką nad walkami" podzielona została na etapy, stylem nawiązującymi do poprzednich starć z final bossami w wcześniejszych odsłonach cyklu, jak ta na pięści (pojedynek z Liquidem w jedynce) czy z użyciem CQC (starcie z The Boss z trójki). Klimat tutaj skutecznie buduje oprawa muzyczna, będąca motywami przewodnimi wspomnianych starć. Jest to pojedynek w dużej mierze bazujący na umiejętnie zarządzanej nostalgii, zarówno poprzez mechanikę, jak inne walory audiowizualne. Kiedy walka dobiega końca i czeka nas ostatni odcinek serialu w postaci prawie 1h cutscenki, człowiek czuję ulgę, widząc jak dwójka poobijanych staruszków, odchodzi na zasłużoną emeryturę, dosłownie i w przenośni.
3. The End - Metal Gear Solid 3: Snake Eater (2004) - PS2

Pojedynek z groteskowym starcem o wyczulonych zmysłach to starcie między łowcami polującymi na zwierzynę. Walka odbywa się na rozległym, lesistym terenie, pełnym mnóstwa miejsc do ukrycia czy obrania dobrego punktu widokowego. Pokonanie The Enda nie należy do najszybszych i wymaga od gracza dużej dozy cierpliwości, zwłaszcza za pierwszym podejściem, kiedy dopiero uczymy się zachowań przeciwnika potrafiącego wykorzystać chwilę naszej nieuwagi. W ciągu całego trwania potyczki z stetryczałym snajperem, przytłacza również ogrom mapy na której przyjdzie nam z nim walczyć, co potęguję napięcie rosnące z każdym kolejnym celnym trafieniem przeciwnika. Wyróżniającym ten pojedynek aspektem, jest taktyka i inteligencja The Enda z pozoru zachowującego się jak niedołężny staruszek, rzadko przyjmuje on identyczną taktykę lub obiera te same kryjówki. Niezbędnym do jego pokonania, staje się detektor podczerwieni i sprzęt do nasłuchiwania dzwięków, dzięki którym możemy go wyśledzić i zaskoczyć oddając strzał. Granie bez wspomnianych gadżetów jest niesamowicie trudne i znacząco wydłuża czas rozgrywki, zwłaszcza ze względu na kamuflaż przeciwnika. W trakcie walki pojawia się także ciekawy sposób na jej obejście, za pomocą którego Kojima rozbija kolejny raz czwartą ścianę. Tutaj jednak bez spoilerów.
2. Psycho Mantis - Metal Gear Solid (1998) - PS1

Mające miejsce w połowie gry starcie z Psycho Mantisem, zapisało się w historii gier ze względu na niekonwencjonalne podejście do samej mechaniki walki, która wykraczała poza sprawne naciskanie przycisków na padzie. Potrafiący czytać w myślach, przeciwnik Snake'a, co chwilę wprowadzał graczy w zakłopotanie, przewidując ich kolejne ruchy, przy okazji w bardzo dosadny sposób, przełamując czwartą scianę na bieżąco komentując z dozą ironii nasze poczynania. Walka ta wprowadziła gry na nowy poziom interaktywności, dając graczowi do zrozumienia, że oprócz zręczności, potrzebna jest mu także pewna taktyka i umiejętność czytania między wierszami. Samo starcie nie należy do specjalnie trudnych, kiedy już odkryjemy w jaki sposób przechytszyć Mantisa i wyprzedzić jego ruchy, zanim wykorzysta je przeciwko nam. Przez cały czas ma się jednak poczucie, jakby postać ta, rzeczywiście dosłownie czytałą nam w myślach, co tylko pogłebia nasuwajace się na myśl, WTF. W momencie wydania, taki sposób poprowadzania rozgrywki, musiał robić niesamowite wrażenie, stanowiąc jedną z rewolucji w sposobie podejścia do bossfightingu. W dzisiejszej dobie, tak zaawansowanej technologii napędzanej przez sztuczną inteligencje, starcie to nie robi już wrażenia, jednak te 30 lat temu dla wielu graczy było to rzeczywiście przełamanie dzielącej ich granicy między światem rzeczywistym i wirtualnym, co znacznie wzmacniało immersję, czyniąc pierwsze MGS tak wyjątkową pod wieloma względami grą.
1. The Boss - Metal Gear Solid 3: Snake Eater (2004) - PS2

Starcie z The Boss to nie tylko najlepszy z pojedynków w ramach serii, ale i jedna z najlepszych walk z bossem w historii gier. Posiada wszystko to co ostateczny "bossfight" powinien posiadać, od wykorzystania mechanik jakich nauczyliśmy się w trakcie gry, po rozwiązanie kwestii fabularnej, dotyczącej "zdrady" naszej byłej mentorki. Wykonanie tej walki, jest genialne niemal na każdym szczeblu, zyskujac głównie na twowarzyszącej jej didaskaliach Ostateczny pojedynek Mistrzyni i ucznia, poprzedzony emocjonalnym katharsis niesprawiedliwie potraktowanej przez los i własną ojczyznę The Boss, nadaje jej postaci niespotykanej dotąd w grach video głębi, a wypowiadane przez nią słowa, oddziałują na gracza w trakcie całego starcia, zwlaszcza w momencie ostatecznego pociągnięcia za spust, przychodzącego z trudnością, równą popełnienia jakiegoś moralnie wątpliwego czynu. Do tego dochodzi jeszcze świetny voice acting Lori Allan w której głosie czuć zarówno dojrzałość, żal, ale i ulgę związaną z zrzuceniem ogromnego, emocjonalnego balastu. Sceneria złożona z morza białych kwiatów, stanowi kolejny wpływający na gracza element. Samą The Boss możemy pokonać na parę sposobów, przy czym najtrudniej zrobić to za pomocą samego CQC. Podobnie jak w wielu innych walkach z bosssami, tutaj liczy się wyczucie i przewidywanie ruchów przeciwnika, połączone z umiejętnym wykorzystaniem gadżetów. Dodatkowo wszystko to odbywa pod presją czasu, ponieważ jeśli nie zmieścimy się w 10 minutach, teren zostanie zbombardowany, natomiast za pewnego rodzaju timer, służy nam lecąca w tle piosenka "Snake Eater" z początku gry, nadając jej iście epickiego charakteru.