Księgozbiór Iselora #33

BLOG
30V
user-20587 main blog image
Iselor | Dzisiaj, 15:11
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

No to kolejna część książkowego cyklu. Jedziemy!

Podróżując przez góry Grombelardu może natrafisz na kota wielkości człowieka. W zbroi. Który będzie dowodził bandzie rozbójników. A może będziesz mieć pecha i natrafisz na sępa, który samym spojrzeniem zmusi cię do skoku w przepaść. Lub szczęście i natrafisz na młodą kobietę z łukiem. I o szarych oczach starego człowieka, które nijak nie pasują do jej twarzy....To postacie z grombleradzkich legend opowiadanych w karczmach. Jednak bez legend Grombelard to tylko deszcz i wiatr....
Lubię Kresa. Nie sądziłem, że coś mnie jeszcze zachwyci w fantasy. Tak wiem, on to pisał wiele lat temu, gdy pisali też Gene Wolfe czy Guy Gavriel Kay, a w Polsce Andrzej Sapkowski, ale ja z cyklem zapoznaje się teraz. Pierwszy tom "Księgi całości" to było militarystyczne fantasy, które przeniosło nas na północny zachód i konflikt z półdzikimi stworzeniami z Aleru, tom drugi to południowe wyspy i epicka powieść marynistyczna....Teraz mamy północny wschód i górzysty Grombelard. Góry, góry i góry. I jaskinie, rozbójnicy i...sępy. Trzecia z inteligentnych Szereru.
Klimat się z tej książki wylewa, to low fantasy, bez wielkiej magii, za to z ludźmi (i kotami) z krwi i kości, którzy są tacy.....dosyć normalni. I Autor lubi ich czasem ładować w tarapaty z których nie zawsze wyjdą żywi, ale to nie jest jak u Martina, że co 3 strony ktoś umiera. Skończyłem dopiero tom trzeci, ale to chyba będzie jeden z moich ulubionych cykli w fantasy ever; szkoda że jest tak mało znany, że nie jest znany zagranicą, ten świat się prosi o ekranizację albo o dobrego erpega w tym uniwersum.

Bez legend Grombelard to tylko deszcz i wiatr.
Ale w tym tomie nie każda żywa legenda doczeka starości. Feliks W. Kres zachował się trochę jak Martin i trup ścieli się gęsto. Równocześnie mocno "siadło" tempo. A co najgorsze....No czegoś mi tu zabrakło. Chyba tego klimatu Ciężkich Gór. I charyzmatycznych bohaterów. Niby jest Karenira, ale jest jej mniej i nie wokół niej toczy się fabuła. Zaznaczam jednak: czyta się ogólnie dobrze, ale nie ma tego efektu wow z pierwszego tomu. Może dobrze że ten tom jest ponad 100 stron chudszy od pierwszego. Bo w zasadzie na dobre wciągnął mnie dopiero na ostatnich kilkudziesięciu stronach. To domknięcie historii o grombelardzkich legendach (choć nie wszystkich, są tacy, którzy wiadomo że żyją i może wrócą w następnych tomach, kto wie),może nie do końca takie jakbym ja sobie życzył, ale nie jest źle.
No, jak ktoś już przeczytał trzy tomy to i ten pewnie też przeczyta :) Zobaczymy co dalej :)

Ta prawie 200 - stronicowa książeczka w założeniu jest atlasem turystycznym, jednak tekst jest tu tak samo ważny, a może ważniejszy, niż zdjęcia. Najpierw dostajemy krótki zarys historyczno - kulturowo - przyrodniczy polskiego wybrzeża, następnych kilka stron to najciekawsze wg Autorki trasy turystyczne by przejść do największej, trzeciej części: prezentacji (w kolejności alfabetycznej) kilkudziesięciu miejscowości polskiego wybrzeża (ale też miejscowości nieco od wybrzeża oddalonych jak np. Wejherowo). Od malutkich Mikoszewa czy Piasków (będących od lat 90 - tych de facto częścią Krynicy Morskiej) po Gdańsk czy Kołobrzeg. Zarys historyczny, najważniejsze atrakcje, ciekawostki....No i jakieś zdjęcia. Fajnie, że można się dowiedzieć czegoś nowego o miejscach, w których się było. Kilka miejscowości jakimś cudem mi umknęło, choć myślałem że znam wszystko co najważniejsze na polskim wybrzeżu. Tak więc polecam, choć głównie tym którzy dotąd dużo nad Bałtyk nie jeździli bo ta książeczka to fajny przewodnik.

Uwielbiam Dolny Śląsk, chyba najbardziej z całej Polski, a zwłaszcza obszar Karkonoszy i Gór Izerskich. Jelenia Góra, Kowary, Szklarska Poręba i inne miejscowości, a zwłaszcza ukochany Karpacz: mogę w tamte strony wracać co rok. Duch Gór sprawia że tamten obszar pełen jest swoistej magii i tajemnic i związanych z nim podań, baśni i legend. Część z nich zebrała Sandra Nejranowska w tym tomie. Każde ma swój niepowtarzalny, hm, klimat (często jednak ciężki, by rzec: ponury),wiele powiązanych jest mniej lub bardziej z postacią Ducha Gór, raczej nie są dla dzieci bo niektóre wcale dobrze się nie kończą. Jednak czyta się to bardzo dobrze. Jest legenda o damie z Zamku Chojnik....O powstaniu miasta Jelenia Góra....Albo Wodospadu Kamieńczyka. I oczywiście o skarbach Liczyrzepy. Dla tych, którzy jak ja kochają baśnie, podania, mity i legendy - lektura obowiązkowa. Dla tych, którzy dodatkowo kochają jak ja Karkonosze i okolice: absolutnie wręcz obowiązkowa ;)

Nie wiem jak to wyszło, ale mimo mojej miłości do Karpacza i szerzej: Dolnego Śląska, zwłaszcza obszaru Karkonoszy, nie było mnie w Mysłakowicach czy zamku w Karpnikach. Nie wiem, jakoś mi Mysłakowice umknęły a podejrzewam że jadąc od Jeleniej Góry do Karpacza musiałem (chyba) przez nie przejeżdżać :) Nic to, dzięki książce Romualda Witczaka wiem, że następna wizyta na Dolnym Śląsku to będą właśnie Mysłakowice, duża wieś, którą w XVIII wieku upatrzyli sobie pruscy możni, w tym królowie na miejsce swojego zamieszkania lub chociaż wypoczynku co sprawiło że wieś zwykła stała się wsią....niezwykłą, a kiedy sprowadzono tu ewangelickich uciekinierów z austriackiego Tyrolu no to już w ogóle rozkwitła. I do dziś Mysłakowice radzą sobie dobrze i wiele pamiątek materialnych (zespół pałacowy!) z czasów pruskiej świetności wciąż tu jest do zobaczenia. A Autor w swojej książce opowiada o tym zwięźle, nie nużąc, kreśli dzieje Mysłakowic na tle wielkiej polityki europejskiej od XVIII wieku do czasów współczesnych (przy okazji zahaczając o miejscowości sąsiednie jak Kowary czy Karpacz) a wszystko dokumentując olbrzymią ilością zdjęć (a jeszcze więcej ich jest na załączonej do książki płycie). Czy polecam? Cóż, niszowa to tematyka, ale dla kochających jak ja Karkonosze to na pewno ciekawa pozycja!

23 króciutkie opowieści związane z Duchem Gór i Karkonoszami, pięknie zilustrowane przez Jacka Kuziemskiego. Oczywiście, kilka tego typu publikacji na rynku już mamy (wydawane głównie przez jeleniogórskie wydawnictwo Ad Rem, tak jak i ta pozycja),ale zawierają one zazwyczaj dłuższe, często mroczne i nie zawsze dobrze się kończące opowieści raczej dla starszego (dorosłego) czytelnika. Opisywana pozycja zawiera opowiastki o wiele krótsze, często jednostronicowe, ale odpowiednie dla młodszego czytelnika (nie są "ciężkie" i nikt tu nie umiera). Dla starszych to karkonoska ciekawostka :) Poza tym: gratka dla fanów (jak ja) Ducha Gór, którzy zbierają wszystko co napisano o tym Władcy Karkonoszy.

Laboranci. W wielkim ogólnikowym skrócie: zbieracze ziół i wytwórcy różnego rodzaju medykamentów zrobionych z tychże ziół, ale też minerałów czy części zwierząt. W jeszcze większym skrócie: zielarze, którzy parali się tym co określamy dziś ziołolecznictwem. A Karpacz w swoim czasie był ich mekką; nawet 3/4 mieszkańców tym się zajmowało a jeden z pastorów nazwał Karpacz "wsią aptekarzy". Ale to właśnie właściwi aptekarze i medycy przyczynili się do upadku tego nieformalnej grupy zawodowej widząc w nich konkurencję....Ale po szczegóły zapraszam do tej książki (na ładnym papierze, bogato ilustrowanej). Tematyka niszowa, fakt, ale cóż...Jeśli interesujesz się zielarstwem: czytaj. Jeśli kochasz Karkonosze (a zwłaszcza Karpacz): czytaj.

 

 

Adam "Iselor" Wojciechowski - kulturoznawca, politolog i bibliotekoznawca z wykształcenia, religioznawca z pasji. Publikował m.in. w "Action Mag - Książki", "Tawernie RPG", "Games Corner" i "Twierdzy Insimilion". Obecnie bloger ppe.pl. Prywatnie bibliofil i kolekcjoner gier video. Bibliotekarz z zawodu. Ponadto miłośnik historii starożytnej i średniowiecza.

Oceń bloga:
1

Komentarze (1)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper