SKLEP

Nintendowo i growo

o branży oczami laika
Rayos Rayos 16.01.2018, 13:47
Ja, kolekcjoner(em już nie jestem).
1754V

Ja, kolekcjoner(em już nie jestem).

Jestem Rayos i uważam się za zapalonego gracza. W Moim życiu przyszedł taki moment, w którym swoje hobby przekształciłem w prawdziwą pasję. Kolekcjonowanie, zbieranie kolejnych tytułów, konsol, unikatów i białych kruków było moim chlebem powszednim. Chciałem więcej i więcej aż pewnego razu zadałem sobie pytanie – po co? 

W obskurnym, małym mieszkaniu siedzę na kanapie patrząc w okno odsłaniające przede mną pesymistyczny widok na depresyjny Kraków. Uginające się drzewa pod naporem niezwykle silnego wiatru zdolnego łamać te potężne rośliny zasadzone na długo przed moimi narodzinami przypominają mi własne dylematy uginające się pod wpływem racjonalnego myślenia. Ulewny deszcz zmywający czyjeś wymiociny z chodnika pod klatką jawią się niczym łzy które jeszcze parę dni temu spływały po mojej twarzy czyszcząc weń trudy życia i odsłaniając coraz to głębsze zmarszczki. Zapalam kolejnego Camela, biorę łyk starego dobrego Glenfiddicha i staram się jak najdłużej rozkoszować tą chwilą, bo wiem, że wkrótce w moim życiu wszystko się zmieni. Wsłuchuję się w szum deszczu i wiatru przerywany rytmicznie głośnym tykaniem wysłużonego zegara zawieszonego wysoko na ścianie za moimi plecami. Niestety, zaledwie parę minut później przez okno wejrzały światła reflektorów starego Volkswagena Passata rocznik 95. sunącego leniwie po ulicy w poszukiwaniu miejsca parkingowego. Wiedziałem, że to oznacza, iż mój czas dobiega końca. Zgasiłem niedopalonego papierosa, jednym haustem dopiłem whisky, ubrałem płaszcz koloru trawy z Krzywuchowych Moczar, założyłem prosty, czarny kapelusz na głowę i ,wydając przy tym ostatnie, smutne westchnienie, podniosłem solidnej wielkości kartonowe pudło wyładowane pamiątkami mojego dawnego ja. Z czasów, kiedy miałem pełno prawo nazywać się kolekcjonerem. Wyszedłem z mieszkania i wyruszyłem, przeciwstawiając się sile wiatru i nie zwracając uwagi na sążniste krople deszczu uderzające w moją twarz, w kierunku zaparkowanego już samochodu w celu przekazania pudełka i zamknięcia kolejnego rozdziału w moim życiu.

Człowiek ma w zwyczaju otaczać się przedmiotami i osobami które sobie ceni, lubi. Jedni zbierają znaczki pocztowe, inni puste flaszki po alkoholach. Są faceci co kolekcjonują zaliczone laski i są dziewczyny które zbierają zużyte kondomy. Są osoby które zbierają sobie znajomych liczonych w setkach, ale istnieją również osoby bliższe naszej wspólnej pasji – kolekcjonerzy gier. Sam zwykłem się tak nazywać jeszcze do poprzedniego roku. Teraz jednak nie mogę tak o sobie powiedzieć, bo z mojej kolekcji około trzystu gier rozsianych na przeróżne konsole zostało ich, według mojej listy, mniej niż sto.  Pozbyłem się większości konsol i większości gier. Dlaczego? Bo nie chciałem, żeby mi się to kurzyło.

Wszystko zaczęło się w sumie na początku zeszłego roku. Jeszcze w połowie 2016 miałem spory cel: zebrać wszystkie gry wydane fizycznie w USA i Europie na Vitę. Dlaczego? Bo tak. Bo miałem fazę na tę konsolę, na X1 prawie nie grałem, PS4 nie miałem, a 3DS coraz mniej mnie jarał. Znalazłem więc sobie nowe wydatki w postacie gier na Vitunię i kupowałem wszystko jak leci. Tytuły dobre, pozycje złe, nietuzinkowe, unikalne czy po prostu dziwaczne. Gry te jednak w większości kupowałem, stawiałem na półce i jedynie mile sobie łechtałem ego za każdym razem jak wchodziłem do jedynego w wynajmowanej kawalerce pokoju i mnie witała półeczka pełna gier na Vitę. Początek roku 2017 był okresem… burzliwym. W zasadzie to już końcówka 2016 zwiastowała początek „nowego”, kiedy to bez mrugnięcia okiem sprzedałem znajomemu wysłużonego Xbox 360 z paroma grami za kilka groszy. Wcześniej sprzedałem co prawda kilka znamienitych gier na DSa/3DSa, ale to raczej była chwilowa potrzeba pieniędzy, a, jak się potem okazało, gierki to całkiem dobra inwestycja na przyszłość. 

Na początku 2017 postanowiłem zaopatrzyć się w PS4 PRO. Posiadałem jednak PS3 slim z kilkudziesięcioma gierkami, a miejsca na szafce przy TV było mało. Postanowiłem więc sprzedać sprzęt, który w zasadzie również kurzył się od dłuższego czasu, przyoszczędzić jeszcze trochę grosza i lutym 2017 stałem się szczęśliwym posiadaczem PROsiaka. Miesiąc później obok Wii U, PS4 PRO oraz Xbox One pojawiła się najcudowniejsza konsola jaką miałem przyjemność używać, a mianowicie – Nintendo Switch. Jak można łatwo się domyśleć, mając Switcha, bez żadnego żalu sprzedałem limitowane Wii U z Wind Wakera. Podobnie jak w przypadku PS3, sprzęt głównie leżał i się kurzył. Zarobione pieniążki zainwestowałem w kilka Switchowych akcesoriów i gier. Możecie tu się dopatrzyć pewnej analogii. Miałem gry, miałem konsole, ale… zarówno i jedne i drugie głównie leżały i się kurzyły. Dlaczego? Nie wiem. Może mnie głowa zaczęła boleć od przybytku? W końcu co za dużo to niezdrowo.  Z Wii U to miałem zupełnie inny problem, którego wytłumaczyć zwyczajnie nie potrafię. Gdy chciałem w coś na nim zagrać to aż mnie głowa zaczynała boleć, nic mi się nie chciało, zmuszałem się, żeby włączyć jakąś grę. No bardzo dziwne i naprawdę nie mam pojęcia dlaczego tak bardzo ta konsola Nintendo mi nie siadła. Padlet był bardzo wygodny, Pro Controller był świetny, gry cudowne, ale… chęć do grania znikoma. 

Jak widzicie, pierwsze kilka sprzedanych konsol i gier były wytłumaczone kupnem innych, kolejnych. W sumie, wielu z nas tak robi. Ale wtedy coś we mnie pękło i zadałem sobie pytanie, które, na daną chwilę, całkowicie zmieniło moje podejście do gier. „Po co trzymać te wszystkie gry na półkach, żeby zbierały kurz?”.

Dość szybko pozbyłem się PS2 z grami, GCN z grami. Nie minęło dużo czasu i zacząłem wyprzedawać powoli moje gry na Vitę, które przestałem kupować na początku 2017 z powodu zmiany priorytetów na PS4 i Switcha. Przeskakując na koniec 2017, pozbyłem się X1 na rzecz X1X (więc po prostu zamiana na inny model), przy okazji pozbywając się kolejnego rzutu kilku/nastu gier na Vitę, sprzedałem przy okazji Wii ze wszystkimi grami, parę pozycji na Game Boy/Game Boy Color/Game Boy Advance i wskoczyłem w rok 2018, biedniejszy już o sporą ilość gier i konsol. 

Początek 2018, który w zasadzie nadal jest obecny (w końcu to zaledwie początek trzeciego tygodnia tego roku) był definitywnym zamknięciem mojej kariery kolekcjonera. Pozbyłem się Vity i reszty gier a ostatnie uderzenie, bis, nastąpił ledwo kilka dni temu gdy pozbyłem się GB, GBA SP i GBM wraz z praktycznie wszystkimi grami (zostawiłem sobie tylko GBC i bootlegowego Speedy Gonzales na pamiątkę). Co mi zostało? W gruncie rzeczy nadal sporo, blisko setka gier to w dalszym ciągu liczba dla kogoś niepojęta. PS4 PRO, Xbox One X, Nintendo Switch, DS, DSi, N3DS (szlag, zapomniałem wspomnieć, że sprzedałem mojego oryginalnego 3DSa limitowanego wydanego na 25 lecie Zeldy!), Game Boy Color, Mini NES i mini SNES. Tylko tyle i aż tyle. 

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Bo tak szczerze, to nie wiem jak mam się z tym wszystkim czuć. Z jednej strony – czuję niesamowitą ulgę, jakby mi ktoś kamień z serca ściągnął. Dlaczego? Nie wiem. Może, podczas gdy widok uginających się półek przyjemnie pieścił moje ego, jednocześnie umysł i serce ze zgrozą ogarniały, że zagracam wolną przestrzeń plastikiem w który nigdy nie zagram? Z drugiej strony… czuję smutek. W końcu to była moja kolekcja. Moje kochane tytuły, moje gry, moje unikaty i białe kruki. Jednak… może to przypadek, ale im więcej sprzedawałem, tym większą miałem ochotę na granie w te gry które zostawiałem. Wróciła mi prawdziwa miłość do gry, pasja, którą dawno w sobie zgasiłem na rzecz kolekcjonowania. Chyba nigdy w całym moim życiu nie skończyłem tyle gier co w 2017, ale to nadal jest liczba skromna i ciągle mam sporo do nadrobienia. Ale wiecie co? Chce mi się nadrabiać i to jest piękne. Dawno, dawno temu, jeszcze kiedy nawet nie należałem do redakcji PPE (a o redakcji PE nawet nie śniłem) popełniłem bloga mówiącego o braku chęci do grania spowodowanym zbyt dużą ilością przetrzymywanych na półkach (i dyskach twardych) gier. Wtedy jeszcze nie widziałem, że ten problem może mnie tak bardzo dotknąć. Czuję się na ten moment oczyszczony, lekki i wolny od wszelkich plastikowych trosk. I choć nigdy nie przestanę grać w gry, prawdopodobnie nigdy już nie będę ich tak wiele kolekcjonował. Co nie znaczy, że nie będę przechowywał ukończonych gier. Ale właśnie – ukończonych. Na które mogę spojrzeć bez cienia wstydu i zażenowania kiedy będą zbierały kurz na półce. 

W sumie to ten wpis kupy się nie trzyma, poczynając od jego wstępu po całą, „mięsistą” treść. W ogóle to mam wrażenie, że moje teksty to się kupy nie trzymają. Ale może i lepiej? Czasem, żeby zebrać się do jakiegoś tekstu, nastawiam się do niego psychicznie już parę dni wcześniej, przygotowując co chcę przedstawić, co opisać a co nie, układam, przestawiam, analizuję. A kiedy w końcu przychodzi czas pisania, siedzę przed monitorem i… nie wiem co napisać. Czasem jednak przychodzi taka chwila jak ta, gdy litery po prostu same się układają w mniej lub bardziej chaotyczny tekst i… to jest fajne. Może nie dla czytelnika, który „musi” czytać ten słowotok sensu się nie trzymający ale…  Chciałem jedynie zrzucić z siebie resztki poczucia winy. Bo jak wspomniałem, jednak nadal trochę żałuję pozbycia się tych wszystkich gier i konsol. Znalazłem sobie jednak kolejną niszę na której teraz lekko się skupię (oczywiście nie mającej wpływu na gry wideo), a mianowicie… Gry planszowe. Od jakiegoś czasu rośnie kolekcja gier planszowych, musiałem zacząć je układać na nowej szafce, bo przestają się mieścić… A już w drodze 3 (albo i 5) gier z KickStartera i jeszcze zwykłe zakupy… Wpadłem w kolejny nałóg? Być może. Być może za parę lat popełnię tutaj podobny wpis, faktycznie bogatszy o te kilkanaście zmarszczek, chore płuca od palenia i zniszczoną wątrobę od picia. Tymczasem jednak, jeśli dotrwaliście do tego momentu – dziękuję za wysłuchanie smętów zagubionego lekko człowieka.  Do następnego, miejmy nadzieję, bardziej optymistycznego już wpisu.

Rayos

Tagi: gry planszowe gry wideo kolekcja kolekcjonowanie nałóg rayos rozterka

Oceń notkę
+ +59 -

Ten człowiek od Nintendo
Oceń profil
+ +77 -
Rayos
Ranking: 117 Poziom: 61
PD: 30114
REPUTACJA: 10971
Miesięcznik PSX Extreme