Blog użytkownika dKc

dKc
dKc dKc 01.06.2019, 07:13
Obejrzane - maj 2019. Ten o M. #365challenge
350V

Obejrzane - maj 2019. Ten o M. #365challenge

Maj. Miesiąc święta wszystkich mam. Miesiąc Cannes. Zaczynamy tym  świętokrzyskim rymem i zaczynamy podsumowanie maja. Poza tym to też miesiąc grillowania i największego święta studentów w roku, czyli juwenaliowych koncertów. Miesiąc matur. Była też Eurowizja.

Miesiąc temu: https://www.ppe.p(...)nge.html

Miesiąc sponsoruje literka M., a to dlatego, że będą trzy tematy z którymi miałem do czynienia w tym miesiącu zaczynające się na ten znak. Pierwszym będzie pojęcie, drugim będzie film, a trzecim cały gatunek filmowy.

"mind game movies", czyli coś co neguję.

Pojęciem z jakim spotkałem się po raz pierwszy było "mind game movies" lub też "puzzle movies". Pojęcie o tyle ciekawe, co niejasne, a nawet absurdalne w opisie. Zaznajamiając się z definicjami z podcastów oraz polskiego youtuba zyskałem ogólny pogląd na to czym jest owy nurt. Są to filmy, które zmuszają do myślenia poprzez elementy w scenariuszu takie jak: zaburzenie chronologii czasowej, eksperymenty z narracją, bohaterowie nieraz cierpiący na różnego rodzaju schorzenia psychiczne czy zachęcanie widza do rozwiązywania zagadki tkwiącej w historii (zwłaszcza w finale). Jeśli ta definicja składająca się z losowych elementów nie mówi Wam za wiele (bo nie mówi) to posłużę się kilkoma przykładami. Fight Club, Memento, Szósty zmysł, czyli ogólnie rzecz biorąc filmy, które mają sens. Ale nie tylko, bo do tego nurtu ponoć zaliczamy surrealistyczne obrazy jak np. Zagubiona Autostrada Lyncha. Jak dla mnie to krzywdzące, bo jak wiadomo filmy Lyncha są pozbawione sensu, a sam zainteresowany zazwyczaj o sensie i fabule swoich filmów się nie wypowiada. Ba, swego czasu oferował milion dolarów nagrody dla tego, kto rozwiąże zagadkę i opowie o czym jest Mulholland Drive. Zatem stawianie Nolana obok Lyncha jest uwłaczające dla samego Nolana mając na uwadze całość dokonań Lyncha (zwłaszcza Inland Empire i Rabbits). Innym choć na mniejszy kaliber twórcą wpisującym się w ten nurt jest Darren Aronofsky, który oscyluje gdzieś pomiędzy niejasnym przesłaniem, a historią dla uważnych. Żeby dowiedzieć się o innych filmach, powstałych w głównej mierze pod koniec lat 90. najlepiej wejść w TOP500 imdb albo filmwebu. Pomijając cały ten niejasny surrealizm przyznam, że bardzo spodobała mi się ta chwytliwa nazwa. Tak bardzo, że w następnym akapicie wypiszę same filmy, które (na podstawie powyższej definicji) uważam, że zaliczają się do tego nurtu.

Fight Club, Gra, Memento, eXistenZ, Dzień świstaka, Incepcja, Interstellar, Mr Nobody, Przypadek, Run Lola Run, Wyspa Tajemnic, Predestination, Donnie Darko, 21 gramów, Amorres Perros, Magnolia, Piękny umysł, American History X, Prestiż, Palimpsest, Dla Ciebie i ognia, Młody Adam, serial Dark, The Arrival, Magnolia, Szósty zmysł, Efekt motyla, Gone girl, Piła, Zwierzęta nocy, Adaptacja, Pamiętnik, Cztery pokoje, Ciekawy przypadek Benjamina Buttona, Czas surferów, Chinatown, K-PAX, Fuga, wszystkie filmy kryminalne, Milczenie owiec, Siedem, American Beauty, Obywatel Kane, Nienawistna ósemka, Jestem Bogiem, Oldboy, Matrix, Mechanik, Rękopis znaleziony w Saragossie, teledyski Childisha Gambino, 12 małp, Equilibrium, Iluzja, Babel, Być jak John Malkovich, Closer, Koneser, Hawaje Oslo, Moje ja, Tożsamość, Truman Show, 23, Pająk, Primer, 8 części prawdy, serial Lost, serial The Affair, serial Mr Robot, gra Tales from Borderlands, komiks Sandman, Go, Słoń, 11:14, gra Max Payne 2, Równoległa rzeczywistość, Pamięć absolutna, Dark city, Biały Oleander, Usual Suspects, trylogia Cube

"Mind game movies" mimo niejasnego opisu jest dla mnie tym co najlepsze w kinie. Dostajemy zaskakującą, dobrą, przemyślaną rozrywkę,  z którą obcowanie to czysta przyjemność. Ja sam tego typu filmy rozumiem jako "te, które mają sens", więc całkowicie wykluczam ruch surrealistyczny. Czołowym przedstawicielem tego ruchu jest Christopher Nolan i nie bez powodu jest on moim ulubionym reżyserem (Tenet - czekam). Samych filmów jest na pewno więcej, ale chciałem przytoczyć tylko te, które widziałem i które sam wrzuciłbym do tego niejasnego niezrozumiałego wora. Wszystko fajnie tylko... trochę bez sensu ta definicja. Bo co niby wspólnego mają np. Słoń i Fight Club? Pamięć absolutna i Czas surferów? Szósty zmysł i Zagubiona autostrada? Prowodyrem  teorii "mind game movie" był Thomas Elsaesser, którego esej (znów rym jakości takiej, jak i cała definicja) można znaleźć w formie PDF na Internecie, zatem można ją przeczytać, ale uczulam, że to nieprzemyślane lanie wody na 30 stron po angielsku. Ogólnie, dziwna ta definicja, którą mógł wymyśleć tylko Amerykanin, jednak chwytliwa, więc pewnie przejdzie do użytku codziennego. "Mind game" a.k.a. "puzzle movies" zdają się być czymś co ma ładną nazwę, ale niekoniecznie dającą się logicznie opisać. To trochę tak, jakbyśmy wymyślili nowy gatunek aut, który składałby się z aut z turbodoładowaniem, aut o kolorze czerwonym lub aut o kolorze zielonym. Wtedy, zaliczymy do niej czerwone Ferrari oraz zieloną Syrenkę. Definicja brzmi mniej więcej tak: "mind game movies mogą mieć taki element albo taki albo taki albo taki albo taki" i z tym mam największy problem. Generalnie nie zgadzam się z tą definicją, tym bardziej jeśli zaliczamy do niej dokonania Lyncha czy Bunuela, jednakże ładna nazwa jest tym, na co zwracam uwagę i dzielę się nią z Wami.

Barbara szczekała... [sprawdza notatki] przepraszam, Barbara Szczekała była propagatorem tej definicji w Polsce proponując nie-tak-ładnie już brzmiącą nazwę "mózgotrzepy". Dzięki niej, na youtubie możemy obejrzeć felieton z udziałem Bolesława Racieńskiego (mój autorytet) i jej (zresztą, dzięki temu pierwszemu dowiedziałem się o tejże definicji) w przystępnej, kilkuminutowej formie na kanale ekrany. Oprócz niej na kanale naEkranie możemy znaleźć inny filmik rozprawiający o tym samym. Poza nią, książkę o nietypowych sposobach narracji wydał też Warren Buckland, który używa nazwy "puzzle films" (przynajmniej w tytule) i teoretycznie taka nazwa pasuje bardziej do opisywanego zjawiska, ale "mind game" brzmi lepiej. Od momentu przywołania tej nazwy po raz pierwszy w 2009 roku minęło trochę lat, zanim dotarła do Polski i taką powściągliwość sobie cenię ze względu na to, że definicja jest to niejasna, choć sprawiająca wiele radości i nieco łagodniejsza niż "mindfuck".

W poszukiwaniu pomnika, który sika

Manneken Pis jest belgijskim filmem z 1995 roku, który chcę obejrzeć. Bardzo ciężko go znaleźć, polecam spróbować samemu. Jedyne na co można natrafić to rozmowa Raczka z Kałużyńskim (kultowi krytycy) na temat tego filmu na portalu kultura.onet.pl. Film jest po prostu nie do nabycia, żadną drogą. Jednakże, okazuje się, że na Internecie jest wszystko; z pomocą przychodzą inni Internauci, trzeba tylko dobrze poszukać i jak dobrze pójdzie za miesiąc podzielę się wrażeniami z seansu. Tytułowy Manneken Pis to rzeźba siusiającego chłopca, stojącego w fontannie, który równocześnie jest symbolem Brukseli.

Muzyk, ale...?

Trzecią rzeczą na "m" są musicale i krótka refleksja. Czy wiedzieliście, że po roku 1927, czyli premierze Śpiewaka Jazzbandu, pierwszym filmie dźwiękowym przez kilka lat tworzone były same musicale? Tego typu tradycja tłumaczyłaby zamiłowanie amerykańskich akademików do tego typu filmów. Skoro przy USA jesteśmy to czy potraficie wymienić jakiś film albo chociaż kraj, w którym został stworzony musical? Odpowiedź jest tyle ciężka (chwilę może potrwać zanim na to wpadniemy) co łatwa, bo w wyrazie "Hollywood" wystarczy zmienić  pierewszą literę na "B" i mamy odpowiedź. Czy w Polsce też powstają tego typu filmy? Cóż, jeden na pewno i zostanie o nim wspomnięte potem. Będzie też jeden film stworzony przez reżysera słynącego z komedii, będący musicalem o przemyśle filmowym.

Największe święto kina w roku

Cannes jest europejskim festiwalem mającym status najważniejszego festiwalu filmowego na świecie. Czerwony dywan mający kilka kilometrów, gwiazdy i twórcy filmowi z całego świata oraz kilka gorących premier są czymś co przyciąga kinomanów z całego świata. W tym miesiącu specjalnie wykupiłem Canal+, żeby pooglądać relacje z Cannes i okazuje sie, że dostałem tylko jedno wydanie Aktualności filmowych+, jedno poprzedzające wydanie Aktualności filmowych+ z wywiadem z Tomaszem Kotem (m.in. o Cannes 2018) oraz galę zakończenia i wręczenia nagród. Trzeba przyznać ogólnie, że jeśli chodzi o relacje z Cannes i materiały wideo to polski Internet pod tym względem był ubogi i najwięcej informacji było na stronie... tvn24! Filmweb wysłał Michała Walkiewicza co oznacza tyle co nic, bo z jego krytykujących wszystko recenzji niewiele można wyciągnąć. Ale zaznaczę jedną wpadkę Walkiewicza, który przy podsumowaniu Cannes zaprosił dwóch gości i przedstawia po kolei: Grażyna Torbicka, Radio Zet oraz Krzysztof Kwiatkowski, Wysokie obcasy. Nie trzeba być mistrzem Internetu, zeby wejść na mediakrytyk i zobaczyć, że pan Kwiatkowski to przede wszystkim recenzent najważniejszego obecnie magazynu o filmie w Polsce - Kina. Oj, Michał... Nie zmienia to jednak faktu, że z filmowych stron to filmweb właśnie raczył nas największą ilością materiałów filmowych "o Kan". Poniżej opiszę trochę o gali i użyję tytułów własnoręcznie przetłumaczonych, więc nie gwarantuję, że pod taka nazwą filmy (o ile w ogóle) wejdą do polskiej dystrybucji. Jeśli chodzi o samą galę to mimo, że początkowo transmisja działała źle i słowa prowadzącego galę nie były schynchronizowane z ustami to oglądało to się lepiej, niż galę oscarową, bo trwało to przede wszystkim krócej. W około godzinę poznaliśmy konkrety i obejrzeliśmy wręczenie nagród. A wręczały je takie osobistości jak Gael Garcia Bernal, Catherine Denevue, Michael Moore (twórca Fahrenheit 9/11 i zdobywca Złotej Palmy), Viggo Mortensen czy Sylvester Stallone (promujący najnowszego Rambo w Cannes). Prawie każdy z artystów powiedział kilka słów po francusku, co wyglądało bardzo fajnie. Najbardziej pamiętnym wręczeniem nagrody było dla mnie to jak piękna azjatyckiej maści aktorka Ziyi Zhang wręczała nagrodę najlepszemu aktorowi. Powiedziała coś takiego "Teraz kategoria Najlepszy aktor. Bardzo bym chciała dostać tą nagrodę!... ale niestety nie stanie się to w tym życiu.". Zabrzmiało to tak jakby bardziej chciała nagrodę za rolę meską, niż żeńską (na którą ma szansę). Chińsko-dziwne. W jury konkursowym w Cannes zasiadali Lantimos (reżyser m.in. Lobstera, którego fajnie było po raz pierwszy zobaczyć na oczy) oraz nasz rodzimy Paweł Pawlikowski (Złota Palma ze reżyserię Zimnej wojny rok temu). Przewodniczącym jury został Innaritu (reżyser m.in. Amores Perros, Birdmana). Muszę przyznać, że śledziłem w tym roku festiwal jak tylko potrafiłem. W pewnym momencie cały polski Internet zachwycił się, że Rafał Zawierucha pojawił się na czerwonym dywanie przy promocji Pewnego razu... w Hollywood. Czy jego rola w filmie jest znacząca, przekonamy się w drugiej połowie roku. Moim zdaniem nie, ale mogę się mylić. Śledzenie recenzji o filmach ograniczyło się u mnie głównie do przejrzenia portali metacritic i rotten tomatoes pod kątem emitowanych filmów w ostatni dzień festiwalu. Dowiedziałem się wówczas, że otwierający festiwal film o zombie Umarli nie umierają Jima Jarmuscha z Adamem Driverem, Billem Murrayem i Seleną Gomez w rolach głównych to film 5/10, ale zauważyłem też, że wyróżnione zostały filmy takie jak Parasite czy Portrait of a Lady on Fire, nieraz zgarniając noty rzędu nawet 10/10. Zaraz do nich przejdę, ale zdarzały się też wpadki, jak np pewien film na "M", który ponoć trwał 4 godziny, dostawał noty 0/10, 1/10 i zaskoczył krytyków, że jest filmem pornograficznym. Oprócz tego był najnowszy, osobisty film Almodovara "Chwała i Blask" (Banderas dostał Złotą Palmę za rolę w tym filmie), film braci Durdenne "Młody Ahmed" (Złota Palma za reżyserię). Nagrodę za aktorstwo dostała Emily Beecham (za rolę Mały/a Joe).  Co do dwóch wspomnianych na początku filmu sprawdziło się: Pasożyt w reżyserii Bong Joon-ho dostał Złotą Palmę. Trochę to zabawne w świetle ostatnich wydarzeń w Cannes. Jakich? Otóż, Cannes ostatnimi czasy jasno odcięło się od platform streamingowych jak Netflix. Nie dopuszczając tym samym Romy do żadnego z konkursów. Włodarze festiwalu twierdzą, że kino to nie tylko obrazy puszczane w dowolnym pudełku, ale i sala kinowa, interakcja z widzami, atmosfera seansu, duży ekran itd. Jednakże, jak wiemy Bong Joon-ho oprócz opisywanego przeze mnie jakiś czas temu hollywoodzkiego Snowpiercera nakręcił też film Okja, stworzony przez platformę Netflix właśnie. Można powiedzieć, że jednak w pewnym stopniu dopuszczono Netflixa do Cannes. Powiedzieć, że Cannes zostało skażone Netfliksem, ale może się skończyć tak, że wręczenie Złotej Palmy koreańskiemu reżyserowi będzie nomen omen pasożytem, które rozrośnie się na tyle, że Netflix w przyszłości zostanie dopuszczony do konkursu. Drugim wspomnianym filmem był Portret damy w ogniu, który również zebrał gigantyczne oceny od krytyków, na który czekam. Był też film Tarantino Pewnego razu..., ale premierę będzie miał niedługo i tak pewnie wszyscy na niego pójdą i bedzie o nim głośno, więc dla równowagi o nim się nie rozpiszę.

Huh, myślałem, ze będzie mało tekstu, a tu wyszedł mi taki wywód. Ok, do rzeczy. Przejdźmy do konkretów - TOP 3 maja.

TOP 3 MAJA

1. Miś (1980)

Polska, reż. Stanisław Bareja

Kultowa komedia Barei nie dość, że potrafi rozbawić również i dziś to, jak się okazuje, nie jest tylko wyśmianiem pewnych spraw z komunizmu, ale to też bardzo wymowna końcówka. Obecnie mówi się o filmach, że są odważne poprzez na przykład pokazywanie jakichś scen gore, tylko, że czym ryzykują twórcy takich filmów? Chyba tylko większa reklamą. W dziele Barei natomiast to co dzieje się w ostatnich momentach jest odważne na zupełnie innym poziomie. Wydźwięk, przesłanie i humor towarzyszący nam w tym filmie są składnikami, które wymieszane sprawiają, że film trzeba traktować jako nasze patriotyczne dobro narodowe.

2. Pokój syna (2001)

La stanza del figlio

Włochy, reż. Nanni Moretti

Zdobywca Złotej Palmy w 2001 roku w Cannes. Genialna opowieść o psychoanalityku, którego spotyka w pewnym momencie niesłychana tragedia. Film jest na tyle intrygujący i subtelny w przesłaniu, że po seansie postanowiłem, że przeczytam jakiś tekst o nim, żeby spróbować jeszcze bardziej zrozumieć parę scen. W trakcie czytania zrozumiałem znaczenie niektórych scen i całego kształtu filmu. Bardzo polecam ten niedługi, ale intensywny obraz, a po seansie tekst, który nie do końca jest recenzją, znaleziony tu. Akcja dzieje się w roku 2001, co oznacza, że też były to czasy minimalnie różne od obecnych i taka historia dzisiaj raczej nie miałaby szans na wydarzyć się dzisiaj.

3. Skrzypek na dachu (1971)

Fiddler on the roof

USA, reż. Norman Jewison

Kultowy musical, który przeszedł do historii kina. Ten blisko trzygodzinny film jest piekną opowieścią o pewnej żydowskiej rodzinie i o tym jak należy rozumieć szczęście. Całości towarzyszy kilka świetnych utworów, w tym jeden ponadczasowy (Gdybym był bogaczem). Jewison oprócz tego musicalu stworzył też opisywany miesiąc temu Jesus Christ Superstar. A antrakt to przerwa w sztuce lub operze, może się to przydać podczas seansu.

Tagi: #365challenge filmy

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +14 -

Oceń profil
+ +98 -
dKc
Ranking: 56 Poziom: 69
PD: 42297
REPUTACJA: 19264