Othercide od pierwszych materiałów promocyjnych zapowiadało się bardzo ciekawie - turowa walka w połączeniu z mrocznym, wyniszczonym światem, którego opanowały ciemne siły zła, to coś, czego w ostatnich czasach na rynku zdecydowanie brakowało. 

Produkcja Lightbulb Crew rzuca nas na głęboką wodę, ale czegoż innego możemy spodziewać się po roguelike'u? Przejmujemy kontrolę nad Matką, starszą wojowniczką, której zadaniem jest zapobiegnięcie rozwojowi przeciwników i współpracujących z nimi stworzeń, takich jak chociażby doktor, a także ochrona ważnego dla historii dziecka. Bohaterka prowadzi wojnę za pomocą swoich Cór, nieszczędzących środków na pokonanie sił zła.

Othercide a centrum dowodzenia i Córy

Othercide #1 - recenzja - Córy

Większość działań podejmujemy w menu, a raczej centrum dowodzenia. To właśnie tam powołujemy do życia nowe Córy, inne poświęcamy, aby te bardziej rozwinięte mogły odzyskać swoje zdrowie itd. Będąc przy wojowniczkach, warto wspomnieć, że dzielą się one na trzy profesje - fechmistrzyni (lubiącą walkę w zwarciu), tarczowniczkę (preferującą walkę na odległość) i szamankę (trzymającą dystans od wrogów). Jak łatwo można się domyślić, pierwsza klasa zadaje większe obrażenia, lecz posiada mniej zdrowia. Druga profesja ma natomiast dużo więcej punktów życia, lecz jej umiejętności nie są już tak owocne. Szamanka zaś jest zaprojektowana tak, jakby zaczerpnęła statystyki z fechmistrzyni, jak i tarczowniczki, bowiem zadaje średnie obrażenia, jak i posiada średnią ilość życia.

Nie można przywiązywać się do Cór w Othercide, a szczególnie na początku zabawy, kiedy to na arenę możemy wziąć jedynie trzy wojowniczki. Problem polega na tym, że jeśli chcemy rozwinąć jedną bohaterkę (w tym przykładzie załóżmy, że będzie to tarczowniczka), to będziemy zmuszeni poświęcać inne - innej opcji nie ma. Jeśli chcemy, aby po trudnej walce nasza bohaterka odzyskała zdrowie (nie regeneruje się ono po każdej walce!), musimy poświęcić wojowniczkę o takim samym, lub wyższym poziomie doświadczenia. Wraz ze wzrostem poziomów doświadczenia powiększa się pasek zdrowia, jak i samych obrażeń i umiejętności. Każda profesja ma dwa podstawowe skille, a oprócz tego dochodzą jeszcze cztery umiejętności, które osobiście wybieramy.

Dlatego też boli, kiedy musimy pozostawić przy życiu jedną bohaterkę kosztem tej drugiej. Plus jest taki, że tworzenie nowych Cór nie jest trudne, ani kosztowne, bowiem potrzebne do tejże czynności materiały zdobywamy wykonując wszelakie misje. Jest też opcja wskrzeszenia uśmierconych/poległych bohaterek zachowując jej statystyki, ale to już dużo trudniejszy zabieg ze względu na cenny surowiec, którego trudno znaleźć.

Othercide ma źle zbalansowany poziom trudności

Othercide #2 - recenzja - walka

W menu możemy czytać także notatki czy wspomnienia zebrane na mapach, które przybliżają nam świat wykreowany przez twórców. Oprócz tego mamy dostęp do panelu, w którym wybieramy zadania. Na liście przeczytamy o nagrodach, a także poziomie trudności danej misji. Z początku wybierałem jedynie te z łatwym poziomem, bowiem na nim nie było prosto odnosić zwycięstwa, a co dopiero na trudnym. Wraz z postępem zostały mi jedynie trudne zadania, więc byłem zmuszony wejść o dwa poziomy wyżej, nie testując średniego. Poszło jednak bardzo łatwo, co mnie lekko zszokowało. Nie wiem, czy bardzo dobrze rozpracowałem wrogów, czy też deweloperzy niezbyt dokładnie wyważyli poziom trudności. Wydaje mi się raczej, że to drugie, bo kolejne starcia na trudnym były takie, jak na łatwym (z tą różnicą, że wrogowie mogli przyjąć na klatę trochę więcej ołowiu/cięć).  

Przejdźmy do serca gry Othercide, czyli rozgrywce na arenach. Mapy są ogólnie bardzo podobne - każda z nich, jak to już bywa w turówkach, została podzielona na kilkadziesiąt kafelków, po których się poruszamy. Każda z wojowniczek ma swoje punkty akcji, podobnie jak zresztą wrogowie. W jednej turze mamy zawsze 100 takowych punktów - musimy przemyśleć swoje ruchy tak, aby zbliżyć się do przeciwnika, zadać mu cios, i najczęściej uciec na bezpieczną odległość. Jeśli wykorzystamy cały pasek (czyt. zostanie po rundzie 0 PA danej postaci), to nasza wojowniczka będzie musiała dłużej czekać na swój ruch. Deweloperzy przygotowali specjalną linię czasową, dzięki której widzimy, kiedy i kto będzie mógł działać na mapie. Pikanterii dodaje fakt, że my, jak i wrogowie, możemy manipulować czasem korzystając ze swoich umiejętności. 

Othercide posiada kilka dziwnych rozwiązań

Othercide #3 - recenzja - wskrzeszanie

Nad samym systemem walki w Othercide nie ma co się zbytnio rozpisywać, bowiem nie ma tutaj nic innowacyjnego. Trzeba myśleć, myśleć, i jeszcze raz myśleć, aby odnieść sukces. Problemem jest jednak zbyt mała różnorodność przeciwników i zbyt mało profesji, których po pięciu godzinach zabawy znamy już na pamięć. Każda rozgrywka na arenie sprowadza się do walki, która wraz z biegiem czasu staje się monotonna, a odbiorca czeka jedynie na walkę z bossem, która będzie dostępna dopiero po kilku walkach z jego podopiecznymi żołnierzami.

Warto wspomnieć, że gdy wszystkie nasze Córy zostaną zabite, a przy życiu zostaną jedynie siły zła, to cała zabawa rozpoczyna się od nowa, od pierwszego dnia, co oznacza, że trzeba zabić wszystkich bossów, jak i wykonać wszystkie misje od nowa. Jeśli mam być szczery, to zdecydowanie lepszą opcją byłoby powtórzenie jednej areny, a nie całej gry - jestem pewny, że przez taki zabieg od gry może odbić się wielu graczy.

Othercide to gratka dla fanów turówek

Othercide #4 - recenzja - konfrontacja

Tytuł szczyci się z pewnością wyjątkowym klimatem i dobrze dobraną muzyką, potrafiącą wyluzować gracza, kiedy ma chwilę oddechu, jak i taką, która podkreśla napięcie, kiedy zbliża się do konfrontacji z siłami zła. Jest to także artystyczne piękno, mimo tego, że na każdym kroku widzimy czerń z bielą. Czytając jednak notki przedpremierowe, liczyłem, że fabuła będzie bardziej wciskała w fotel.

Z minusów Othercide warto wymienić także cholernie małą czcionkę, której, można śmiało rzec, po prostu nie widać u osób grających na telewizorach. Nie rozumiem, dlaczego twórcy nie dali możliwości powiększenia napisów, wiedząc, jak dużo odbiorców gra na konsolach podpiętych pod ogromny ekran. 

Podsumowując - wydany parę dni temu roguelike'owy tytuł to gratka dla fanów turówek i wyzwań, jak i osób szukających gier wyróżniających się swoim klimatem. Ostrzegam jednak, że produkcja może Was lekko zanudzić swoją powtarzalnością, a także zbyt małą, według mnie, różnorodnością.