Ekipa Thing Trunk wiedziała, że musi przyciągnąć do siebie graczy czymś bardzo oryginalnym, a jednocześnie tanim w produkcji. Sprytnie przemyśleli zatem, że ich wydane ostatnio dzieło przypominać będzie książkę z wystającymi obrazkami.

Wycinane opowieści

Zapewne nieco starsi, bardziej dojrzali już czytelnicy naszego portalu pamiętają z czasów dzieciństwa książeczki dla najmłodszych, w których każda strona wypełniona była wycinanymi w kartonie krajobrazami, jakie po rozłożeniu takiego tomiku na pół, tworzyły malutkie makiety tego, co opisywał zawarty tam tekst. Mogły to być jakieś łąki, lasy, chatki, magiczne stworzenia i inne tego typu bajeranckie elementy, które na twarzach dzieciaków wywoływały efekt "wow". 

Z tej koncepcji wywodzi się pomysł na Book of Demons, albowiem cała produkcja stworzona jest na modłę takich kartonowych rozkładanych makiet. Z tą małą jednak różnicą, że wszystko zostało podlane iście diabelskim sosem przypominającym stylem i kolorystyką dwie pierwsze odsłony serii Diablo.

Podobna rzecz tyczy się również opowieści serwowanej nam przez Księgę Demonów. Pisarze z Thing Trunk doskonale wiedzieli co mają zrobić, dlatego przygotowali dosyć zabawną parodię słynnej serii Blizzarda. Wcielamy się tu bowiem w typowego wojownika, czarodzieja bądź łotrzyka, którzy jako dzielni, aczkolwiek początkujący bohaterowie, postanowili wyczyścić lochy lokalnego kościoła ze wszelkiego zła - brzmi znajomo, co nie?

Tutaj jednak nikt nie sili się na przesadzony mrok i wywoływanie w nas poczucia niepokoju, zamiast tego otrzymujemy śmieszki z arcydemona, który kąpie się w lawie z gumową kaczusią, a czterej mieszkańcy miejscowej wioski oskarżają się wzajemnie o spiskowanie ze złem. Nie jest to szczyt możliwości komediowego potencjału jaki drzemie w tym temacie, ale jako tło dla zabawy sprawdza się dobrze.

Ciach, ciach, ciach

Równie nietypowo zaprojektowana została tu rozgrywka. W odróżnieniu od praktycznie wszystkich innych reprezentantów gatunku hack'n slash, które dają nam pełną swobodę w poruszaniu się po planszach, tutaj trasę wytyczają nam wąskie i proste chodniki. Może to zabrzmieć trochę dziwnie, ale nasi protagoniści nawet na piksel nie zejdą z wyznaczonych ścieżek, co nadaje całości całkiem fajnego aspektu taktycznego - jeśli można tak to ująć.

W tradycyjnych slasherach pokroju Diablo, Torchlight, czy też Path of Exile, mogliśmy praktycznie w dowolnym momencie po prostu uciec z opresji - zarówno za pomocą czarów oraz umiejętności, jak i po prostu odejść w siną dal, jeśli wrogowie byli wolniejsi od nas. Tutaj deweloperzy z Thing Trunk znaleźli miejsce na fajną innowację ze swojej strony.

Chodzi mianowicie o to, że od czasu do czasu lubią zamknąć nam drogę odwrotu i zmusić do kombinowania w nieco bardziej zaawansowany sposób. Zamiast przyjmować taktykę Forresta Gumpa, musimy zastanowić się przez chwilę nad tym, jak w krótkim czasie rozwalić lodowiec blokujący nam przejście, zbić tarczę blokującemu nas bydlakowi, a na dodatek rozwalić łuczników kradnących nasze serduszka.

Tutaj ujawnia się druga bardzo ważna zaleta Book of Demons. Projektanci starali się na wszelkie możliwe sposoby zerwać ze skostniałymi konwencjami swojego gatunku, dzięki czemu do ich głów wpadło kilka fantastycznych pomysłów. Gdy nacierający na nas nieprzyjaciel ma na siebie nałożony pancerz, wtedy musimy nakierować na niego myszką i ręcznie stukać w symbol tarczy, aby mu ją rozbić, inaczej nie zadamy mu żadnych obrażeń. To bardzo miła odmiana od klasyki, w której wystarczyłoby przyłożyć takiemu delikwentowi ze 2 razy mocniej. 

Podobnie jest z innymi przeciwnikami. Jedni zamiast życia mają regenerującą się zbroję, kolejni odnawiają sobie życie wypluwając z siebie trujące pociski i aby ich pokonać, trzeba ich znokautować kilkukrotnie. Najciekawsi są jednak bossowie, którzy miewają od 2 do około 5-6 faz i przy każdej z nich diametralnie zmieniają styl walki. Na początku taki jegomość może nas razić magią, potem być odpornym na uderzenia na kilka sekund, następnie zamrażać, a na końcu otoczyć się nietykalną aurą zasilaną życiem jego podwładnych. 

Podarta makieta

Jak zatem widzicie Księga Demonów ma całkiem sporo fajnych mechanik rozgrywki, które wpływają bardzo dobrze na jej generalny odbiór. Jednakże każdy medal ma dwie strony, a nasza rodzima produkcja, ma tych ciemniejszych nawet i kilka. Szczerze przyznam, że gdy zacząłem bawić się przy dziele Thing Trunk moje pierwsze odczucia były bardzo pozytywne i z chęcią zacząłem zagłębiać się w ten świat. Czekały tu na mnie bowiem trzy klimatycznie zaprojektowane rodzaje lochów, z których Piekło jest chyba najlepszym, a także kilkadziesiąt różnorodnych przeciwników - od szkieletów, przez skorpiony, a na duchach skończywszy. 

Jednakże im bardziej zagłębiałem się w ten świat, tym więcej spraw zaczęło przykuwać moją uwagę. System ustawienia umiejętności oraz broni pod specjalnymi kartami, które można łączyć i ulepszać, brzmi bardzo fajnie na papierze, lecz w praktyce zalatuje to nieco grami mobilnymi. Za każdym razem gdy znajdziemy jakąś niezidentyfikowaną kartę, lokalny mag odczyta ją za skromne 1 000 monet. Gdy chcemy mieć kolejne miejsce na kartę, mag nam je doda, ale każde kolejne będzie kosztować znacznie więcej niż poprzednie. 

Ponadto z każdym kolejnym wbitym poziomem doświadczenia lub przy jakiejś innej specjalnej okazji, otrzymujemy 1 kryształek, jaki możemy w wiosce zamienić na nagrody. Każde uruchomienie kociołka dającego nam tajemnicze fanty, zwiększa cenę jego następnego użycia. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać nad tym, jaka jest główna platforma docelowa Book of Demons, gdyż w myślach coraz bardziej rodziło mi się przekonanie, że tytuł ten zmierza sporymi krokami na rynek mobilny.

To tylko taka uwaga dotycząca systemu ekonomii w całej grze. Jeśli zaś chodzi o rozgrywkę, ta na początku wprowadza powiew świeżości, intryguje i sprawia, że czeka się na to, co będzie dalej. Jednakże po dłuższym czasie w zabawę wkrada się nuda, monotonia i swoiste zmęczenie materiału. Na szczęście deweloperzy pozwalają nam dzielić sesje w lochach na te krótkie przygody jak i długaśne wyprawy.

Reasumując, Book of Demons jest bardzo dobrą grą, która świetnie bawi się staroszkolną konwencją, dodaje do niej sporo własnych pomysłów i jest świadoma swoich ograniczeń. Niestety deweloperzy muszą jeszcze popracować nieco nad planowaniem swoich gier i odpowiednim dopasowaniem wybranych przez siebie rozwiązań, do platformy docelowej. Czy warto zatem kupić dzieło Thing Trunk? Oczywiście, że tak! A na dodatek warto  wyczekiwać ich kolejnych produkcji, albowiem Book of Demons jest tylko pierwszym epizodem w wielkiej opowieści cyklu Return 2 Games.