Po całym dramacie w paru aktach jaki rozegrał się w Konami po odejściu Kojimy, ostatnią serią na której ożywienie miałem nadzieję była Castlevania. Aż do wydania Order of Ecclesia, seria dostarczała nam dziesiątek godzin świetnej rozrywki, ale ze sprzedażą było coraz gorzej. Dlatego zresetowano serię i ten zabieg nawet się udał - Lords of Shadow to tytuł warty grzechu. Niestety, chwilę potem Mercury Steam zaczęło się gubić i kontynuacja - ze swoimi problemami - zaliczyła finansową wtopę. Wtedy też Konami uznało, że czas odstawić Draculę i Belmontów do szafy.

"What is a man?! A miserable little pile of secrets!"

Dlatego gdy pojawiły się pierwsze informacje na temat Castlevania Requiem: Symphony of the Night & Rondo of Blood, najzwyczajniej w świecie się uradowałem. Miałem cichą nadzieję na jakiś usprawniony port wydania Dracula X Chronicles z PSP. Trzy gry w jednym wydaniu, na dużym ekranie. Niestety, Konami postanowiło się nie przemęczać i w ramach Castlevania Requiem dostaliśmy tylko dwie gry - oryginalne wersje Symphony of the Night oraz Rondo of Blood. Oczywiście to nadal świetne gry, ale w tym wypadku na PS4 lądują wersje z PSP, które tam były emulowanymi wydaniami z oryginalnych konsol.

Castlevania Requiem: Symphony of the Night & Rondo of Blood #1

Oznacza to, że na dużych telewizorach straszą sporych rozmiarów piksele, upchane w proporcje 4:3 z ramkami (parę do wyboru) po bokach. Do tego FMV fatalnej jakości i dźwięk, któremu daleko do jakości Audio CD. Poprawiły się za to czasy wczytywania, które zamykają się teraz w sekundzie. Obecna jest też opcja szybkiego zapisu przy wyjściu z gry. I to tyle. Nie zmieniono nic ponad to, co (w Symphony of the Night) zmienione było na PSP.

"Well met, my son! It's been a long time..."

Na szczęście, w kwestii jakości gry, w zestawie dostaliśmy zdecydowanie dwie z najlepszych odsłon w serii, o ile nie najlepsze. Rondo of Blood, które w oryginalnej wersji pojawiło się w Europie dopiero na PSP, jest ostatnią z odsłon w serii oferującą klasyczne, platformowe podejście do rozgrywki. Cała gra podzielona jest na parę plansz (wraz z alternatywnymi ścieżkami) przez które mozolnie się przeprawiamy, każdorazowo walcząc na koniec z bossem. Symfonia Nocy jest jednocześnie pierwszą grą w gatunku metroidvanii i po dziś dzień mocnym kandydatem do miana najlepszej gry w gatunku. Obie produkcje zresztą łączą się z sobą fabularnie, gdyż początek SotN to jednocześnie końcówka RoB.

Castlevania Requiem: Symphony of the Night & Rondo of Blood #2

W przypadku Rondo of Blood, gdzie gramy Richterem Belmontem (lub Marią), rozgrywka jest znacznie wolniejsza i - w dzisiejszym świetle - znacznie sztywniejsza, co żółtodziobów zabierających się za serię może zaboleć. Bohaterowi daleko do zwinności, ginie po kilku ciosach, a przedmioty odnawiające życie występują wyjątkowo rzadko. Dlatego przez większość czasu giniemy, zanim po prostu nie nauczymy się lokacji, ruchów przeciwników i taktyk przydatnych w walce z bossami.

Castlevania Requiem: Symphony of the Night & Rondo of Blood #4

Symphony of the Night jest znacznie przyjemniejsza grą i to nawet mimo upływu aż 21 lat od premiery. W gatunku metroidvanii pojawiło się mnóstwo gier oferujących znacznie więcej i w znacznie dłuższym wymiarze czasowym. Jednak gra Konami jest ponadczasowa i spokojnie broni się przed młodszymi konkurentami klimatem, mnogością sekretów, ścieżką dźwiękową oraz sama rozgrywką, która mocno miksuje z sobą elementy RPG oraz klasycznego, platformowego podejścia. Jeśli jednak miałbym na coś wskazać, co po latach lekko trąci myszką, to byłby to czas gry (niecałe 6 godzin na zaliczenie gry z prawdziwym zakończeniem) oraz poziom trudności połączony z brakiem balansu w grze. Być może sporo tu zrobiła znajomość gry na pamięć, ale przez SotN dosłownie przebiegłem, nie męcząc się z żadnym z bossów. A jeśli komuś gra sprawi trudność to i tak ostatecznie zostaje kombinacja Shield Rod + Alucard Shield i w parę sekund kończymy z każdym wyzwaniem.

Castlevania Requiem: Symphony of the Night & Rondo of Blood #3

"Die, monster! You don't belong in this world!"

Ostatecznie, w tej cenie, zakup Castlevania Requiem: Symphony of the Night & Rondo of Blood jest rozsądnym wyjściem, chociażby z uwagi na ceny oryginalnych wydań gry. Symphony of the Night to koszt przynajmniej 500 złotych, a o Rondo of Blood nawet nie mówię. Jest co prawda cyfrowa wersja Dracula X Chronicles za 42 złote, co przy 79 zł które Konami woła za Castlevania Requiem wygląda lepiej, ale... nie każdy ma PSP lub Vitę pod ręką. No i tutaj dostajemy zestaw trofeów jeśli dla kogoś ma to znaczenie.

Nie ukrywam, że gdzieś tam w sercu siedzi we mnie niewykorzystana szansa. Konami mogło bez problemu się bardziej postarać i zrobić porządny remake. A nawet jeśli nie, to dorzucić do tej kolekcji sporo dodatkowych materiałów, tak, jak było w 2007 roku przy wydawaniu reedycji na PSP.