Naruto: Ultimate Ninja (a szczególnie „trójka”) było świetną serią cel-shadingowych bijatyk 2D na PS2, z którymi konkurować mogły co najwyżej niektóre odsłony Dragon Balla. Gdy na PlayStation 3 wyszło pierwsze Ultimate Ninja Storm, nagle dostaliśmy starcia w pełnym 3D z kamerą zza pleców, ogromną wioskę pełniącą rolę huba z zadaniami pobocznymi między walkami oraz niespotykanej jakości grafikę, którą z miejsca pokochał każdy fan anime. Była to zupełnie nowa jakość, która zrodziła wyjątkowo dobrą serię.

Po niemal dziesięciu latach UNS dorobiło się sześciu odsłon, z czego numerowana trylogia (jako paczka Trilogy) została odświeżona i trafiła na PS4. W połączeniu z „czwórką”, dostajemy wspaniały przekrój serii (paczka Legacy), by zobaczyć, jak ewoluowała, a przy okazji poznać wydarzenia z mangi i anime. Pozostałych dwóch części (Generations i Revolution) zabrakło, ale bądźmy szczerzy – to były bardziej rozszerzenia do „dwójki” i „trójki” aniżeli samodzielne produkcje. W tej recenzji skupie się na samej odświeżonej trylogii, gdyż zarówno czwartą część, jaki i rozszerzenie „Road to Boruto” zrecenzowaliśmy już na stronie i żadnych zmian tutaj nie przewidziano.

Ultimate Ninja Storm nigdy nie udawało złożonej bijatyki. Kontynuując zamysł z PS2, seria oddawała nam znane postacie i wydarzenia, opierając je na wyjątkowo prostym systemie walki. Żeby nikt nie miał problemu z uczeniem się długich sekwencji przycisków, combosy opierają się na jednym przycisku i ew. wychyleniu analoga. Dołożono do tego wzmocnienie ciosu czakrą, atak dystansowy, skok i obronę – chodziło o to, by żaden fan anime się w tym nie pogubił, a największą frajdę i tak miały sprawiać świetne animacje oraz efektowne Ultimate’y. Mimo prostoty, pomysł zwyczajnie działał i odświeżona trylogia rewelacyjnie pokazuje, jak przez lata ewoluował. Rozgrywka nabrała tempa, mashowanie uniku, by przerwać wraży atak i pojawić się za plecami przeciwnika, zostało ograniczone, a postacie wspomagające rozwinięto, dopasowując je do naszego stylu gry. Piękne jest jednak to, że po złożonej „czwórce”, wyjątkowo przyjemnie wrócić do pierwszej części i na spokojnie rozgrywać starcia, zaczynając rozumieć sens późniejszych zmian.

Zremasterowana trylogia nie zmienia niczego w kwestii swojej zawartości. Otrzymujemy to co na PS3, włącznie ze wszystkimi dotychczasowymi dodatkami, czyli głównie postaciami i alternatywnymi strojami (jest grywalny Lars z Tekkena, lecz zabrakło m.in. bonusowego stroju Goku dla Naruto). Najważniejsza jest oczywiście odświeżona oprawa. Cóż – udało się wyśmienicie, chociaż też nie trzeba było wiele poprawiać. Każda odsłona śmiga w 1080p, graficznie niemal dorównując „czwórce”. Wszystko działa płynnie i bezproblemowo, a przy tym czasy wczytywania są błyskawiczne, co było istną udręką na PS3. Cieszy także sprawny kod sieciowy i sporo chętnych do gry (kiedy bym nie próbował, zawsze było przynajmniej paru graczy online). Przez większość czasu nie uświadczyłem lagów ani zerwanych połączeń. Co zabawne, w tej kwestii jest znacznie lepiej niż z najnowszym UNS4 po premierze (chociaż i tu z czasem się poprawiło).

Są to remastery, więc nie powinno się narzekać na brak nowej zawartości, ale ogromna wioska i okolice pełniące rolę hubów między walkami są głównie po to, by wydłużyć nam drogę między kolejnymi misjami trybu fabularnego. Upchnięte zbieractwo i zadania poboczne zupełnie nie ratują sytuacji i choć ładnie to wygląda, żałuję, że nie postanowiono tego jakkolwiek urozmaicić. Jako nowość mogę zaliczyć komplet trofeów do zdobycia w pierwszej części (oryginał z PS3 tego nie miał), co zawsze nieco wynagradza bieganie po hubie i szukanie znajdziek, ale cała ta monotonna otoczka działa na nerwy – szczególnie gdy chce się szybko przejść fabułę, żeby odblokować postacie (lub w miarę sprawnie napisać recenzję…). Na szczęście w tle zawsze słychać rewelacyjnie motywy muzyczne, a im późniejsza odsłona, tym ciekawsze minigry i inne odskocznie („trójka” np. dorzuca hack’n’slashowe przebijanie się przez żołnierzy wroga czy bardziej złożone walki z bossami).

Jeśli chcecie się zapoznać z serią lub nadrobić wybrane pozycje, Naruto: Ultimate Ninja Storm Trilogy to rewelacyjna oferta. Całość wyceniono na 169 zł, przy czym za pojedynczą odsłonę zapłacicie 84 zł. Zestaw Legacy z „czwórką” i rozszerzeniem to już wydatek rzędu 289 zł, ale to w końcu cztery duże gry z dodatkami. Uważajcie natomiast, jeśli powracacie do tych gier – raz jeszcze będzie trzeba zaliczyć tryby fabularne, żeby odblokować wszystkie postacie. Nie oczekujcie też, że zrozumiecie zawiłości serii anime poprzez tutejsze cutscenki i dialogi. To gry raczej wyłącznie dla fanów. Nie znając historii Naruto i reszty ninja, dialogi nie będą miały sensu, proste minigry i bieganie po otwartym świecie znudzi po kilku chwilach, a wśród stylów gry postaciami znajdziecie bardzo dużo podobieństw. Nie znajdziecie tutaj głębi i złożonych combosów, ale nie to było celem dewelopera. Możliwość zagrania około 40 postaciami (a w „trójce” jest ich jakieś dwa razy tyle) i sprawdzenia ich efektownych Ultimate’ów – oto danie główne serii Ultimate Ninja Storm. A odświeżona grafika i znacznie krótsze ekrany wczytywania czynią z tego jeszcze lepsze doświadczenie.

Gra recenzowana była na PS4 Pro