Matterfall to dowód na to, że deweloperzy z Housemarque znają się na tym, co robią. Ich nowa gra prezentuje nieco inny kierunek – teraz mamy do czynienia z bardzo udanym połączeniem gry platformowej i twin-stick shootera. Nie tylko strzelamy, ale też wykonujemy akrobacje, przeskakujemy nad przepaściami i szybko materializujemy kolejne osłony czy platformy – wszystko w towarzystwie niemal nieustającej akcji. A choć gra jest krótka i prawie bez fabuły, to uzależnia na tyle mocno, że nie przestajemy w nią grać przez wiele godzin.

Matterfall zabiera nas w bliżej nieokreśloną przyszłość. Świat trawiony jest przez kryzys powstały w wyniku korzystania z nowo odkrytego pierwiastka, na którym zbudowano niemal całą cywilizację. Później ludzkość posunęła się jeszcze dalej i zaczęła eksperymentować na nieznanej technologii, chcąc stworzyć broń. Zwykle w takich przypadkach wspomniane odkrycie staje się ogromnym zagrożeniem dla ludzi i nie inaczej jest w tym przypadku. Wcielamy się w Avalon Darrow, czyli najemniczkę, której zadaniem jest zniwelowanie zagrożenia i posprzątanie bałaganu. Fabuła nie jest oczywiście czymś, nad czym warto się szczególnie rozwodzić. Mamy tutaj jedynie dwie scenki – jedną na początku, a drugą na koniec gry. Są to jedyne momenty, w których usłyszymy polską wersję językową. Reszta kwestii głosowych, mimo iż jest ich zaledwie kilka, nie został wypowiedziana w naszym języku. Same filmiki otwierające i zamykające grę prezentują się zresztą średnio. Sprawiają wrażenie niskiej rozdzielczości, ale dają nam wgląd w oryginalny styl artystyczny, jakim charakteryzuje się gra.

Dalej jest tylko lepiej. Najważniejszą cechą Matterfall jest oczywiście wciągająca i wymagająca rozgrywka. Poziomów jest niewiele, bo tylko dwanaście, włącznie z tymi, w których walczy się z bossami. Jako osoba czująca się pewnie w gatunku, zacząłem grę na poziomie średnim, określonym tu jako „Weteran”. Opisany był jako „potężne wyzwanie dla większości graczy”, ale mimo to nie chciałem zabierać się za poziom „Żółtodziób” – ten z kolei jest oczywiście świetny dla początkujących, lecz wciąż potrafi sprawić problem. Przez całą grę przebrnąłem na średnim poziomie trudności i niejednokrotnie kilkadziesiąt minut starałem się wyuczyć cięższego fragmentu. Ostatecznie poległem w walce z ostatnim bossem, gdzie zmniejszenie poziomu trudności dało mi więcej szans na popełnianie błędów.

Przy pierwszych próbach końcowa walka wydawała mi się niemożliwa, ale taki już urok tego typu gier. Widzisz chaos dziejący się na ekranie i w głowie powstaje tylko pytanie – co się tutaj dzieje?!. To jednak tylko pierwsze wrażenie, bo w rzeczywistości, w miarę dłuższego obcowania z grą, o wiele łatwiej się w tym połapać. Ostatecznie udało mi się pokonać ostatniego bossa nawet na wysokim poziomie trudności, a wtedy odblokował się jeszcze trudniejszy („Mistrzowski”), który na tym etapie wydaje mi się po prostu niemożliwy. Nie można ani razu oberwać, a ponadto zabici przeciwnicy wystrzeliwują dodatkowy pocisk w momencie śmierci. Osoby szukające wyzwania mogą być pewne, że tutaj je znajdą. To jedna z tych gier, których opanowanie do perfekcji zajmie znacznie dłużej niż jedno ukończenie – w moim przypadku zajęło ono około 5 godzin.

Jak wspominałem wcześniej, mamy tu do czynienia nie tylko ze świetnym twin-stick shooterem, ale i wymagającą grą platformową. Do dyspozycji w Matterfall dostajemy szybkostrzelną broń z nieskończoną amunicją, która może też wytwarzać specjalną materię. Opcja ta przydaje się podczas materializowania szkieletów platform i ścian – czasem osłoni nas to przed ostrzałem, a innym razem pozwoli dostać się do nowego miejsca. Poza strzelaniem i skakaniem, możemy też korzystać ze specjalnego wślizgu, który chwilowo zamrozi przeciwników, jeśli zetkną się z nami w takim momencie. Zlikwidowanie ich w ten sposób daje nam więcej punktów, co oczywiście przekłada się na lepszy wynik.

Po ukończeniu poziomu możemy porównać swoją punktację ze znajomymi bądź graczami z całego świata. Oczywiście królować będą ci, którzy grają na wyższych poziomach trudności, bo wtedy mnożnik jest wyższy. Na przestrzeni poziomów trafimy też na uwięzionych cywilów – po uratowaniu niektórych z nich dostaniemy nowe umiejętności, z czego możemy ustawić trzy naraz jako aktywne. Ich właściwości są różne – mogą funkcjonować jako dodatkowa broń lub zwiększyć skuteczność innych umiejętności. Wprawne korzystanie z nich może znacznie ułatwić starcia – choćby poprzez zwiększenie żywotności czy zasięgu rażenia. Gra jest bardzo intensywna i mocno wciąga. Do teraz trochę bolą mnie kciuki, ale wciąż mam ochotę na więcej. Ta gra po prostu uzależnia. Jedyne, czego produkcji brakuje, to kooperacja, która mogłaby bardzo uatrakcyjnić rozgrywkę.

Matterfall świetnie wygląda i brzmi. Oprawa wizualna stoi na wysokim poziomie, ale to, co świadczy o jej atrakcyjności, to przede wszystkim przecudowne efekty cząsteczkowe. Zlikwidowani przeciwnicy (zwłaszcza więksi) rozpadają się na milion małych kawałeczków i przy większych zadymach wygląda to po prostu bajecznie. Jednocześnie działa też bardzo płynnie – poza jednym wyjątkiem, kiedy płynność znacznie spadła. To jednak tylko kilkanaście sekund na całą grę i podczas fragmentu bez walki. W żaden sposób nie wpływa to na zabawę. Przy tym wszystkim towarzyszy nam świetna muzyka, od której szybko się uzależniłem. Swoim stylem nawiązuje do starszych gier zręcznościowych schyłku lat 80. Składa się z wielu chwytliwych melodyjek i nie nudzi się nawet po wielu sesjach. Zadowoleni powinni być ci, którzy zamówili grę przed premierą, bo prezentem była właśnie ścieżka dźwiękowa.

Matterfall to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów wymagających gier zręcznościowych. Mimo niewielkiej liczby poziomów, spędzicie długie godziny na opanowywaniu tytułu do perfekcji. Uprzyjemni Wam to bardzo dobra muzyka i świetna grafika z oszałamiającymi efektami cząsteczkowymi. Nic tylko brać i grać. Jeśli z kolei nie czujecie się pewnie w podobnych grach, to nic straconego – jest też niższy poziom trudności, który odpowiednio zapozna Was z mechaniką. Po uporaniu się z nim, pozostanie zabawa z trudniejszymi poziomami, co potrafi wciągnąć na wiele godzin.