Kilka mniej udanych odsłon i eksperymentów sprawiło, że blask marki przygasł i nawet Nexus nie rozbudził go na dłuższą metę. Ponowne podejście do  historii z 2002 roku wydawało się od początku rozsądną drogą do wzbudzenia zainteresowania wokół marki na nowo. Zwłaszcza że to właśnie fabuła w Ratchet & Clank (PS2) była najsłabszym elementem. Gdy odświeżyłem sobie ten tytuł kilkanaście dni temu, miałem wrażenie, że deweloperzy wpierw stworzyli całą grę, zaprojektowali każdą planetę z osobna, a dopiero na koniec zastanawiali się, jak to sensownie połączyć. Całość była sztampowa, wolno się rozkręcająca, bez sensownego ciągu, opierająca się na kliszach i oklepanych do granic możliwości kreacjach postaci.

Historia w Ratchecie opowiadana jest przez kapitana Qwarka, więc niektóre elementy świadomie są podkręcone i przeinaczone. W końcu nie od dziś wiadomo, że kapitan jest niezłym bajkopisarzem i mitomanem. Insomniac postawiło jednak jeszcze bardziej przebudować główną oś fabularną, dodając postać Nefariousa i część wątków, które w oryginale były wycięte. Większość lokacji jest łatwo rozpoznawalna, podobnie jak sceny w nich odgrywane. Tu coś zmieniono, tam dodano, gdzieś indziej podmieniono postaci i motywy pchające nas w dane miejsce. Dzięki tym zabiegom, historia wreszcie ma ręce i nogi, a jej prowadzenie jest płynne, poprowadzone jak w dobrej animacji kinowej (hm…).

Ale zmiany oczywiście nie tknęły wyłącznie osi fabularnej. Najważniejsza dla mnie mechanika gry została nie tyle stworzone od nowa, co poskładana w oparciu o ostatnie odsłony serii. W Ratchecie na PS2 sterowanie naszym bohaterem było drętwe i na dłuższą metę męczące. Częściej zamiast walczyć z przeciwnikami, musieliśmy użerać się z irytującą pracą kamery, archaicznymi nawet jak na tamte czasy rozwiązaniami i dziwnym opóźnieniem w sterowaniu. Tutaj dodano wszystko to, co usprawniono z biegiem lat. Mamy więc opcję swobodnego strafe'owania w trakcie strzelania do przeciwników, postać od razu reaguje  na komendy, a kamerę można spokojnie okiełznać w każdym momencie. Jest szybka zmiana broni przypisanej pod przyciskami kierunkowymi, a z Ratchet & Clank: Nexus (PS3) wyjęto latanie z wykorzystaniem plecaka odrzutowego. Dodatkowo zlikwidowano potrzebę backtrackingu - część gadżetów Ratchet ma od razu, a jeśli coś zdobywamy, to dzieje się to po drodze do następnego celu. Elementy naszego ekwipunku mają uzasadnienie fabularne, więc w tym aspekcie widać, jak dobrze wypada produkcja, gdy tworzona z głową historia jest w tym samym momencie, co cała reszta gry. Nowe elementy rozgrywki również nie dają poczucia wrzuconych na siłę. Dajmy na to lokacje, w których sterujemy tylko Clankiem. Stawiają one na dosyć proste zagadki i są sensownie rozmieszczone by odpowiednio dawkować tempo przedstawiania historii.

Insomniac Games pokusiło się także o nowe bronie. Owconator, jak nazwa wskazuje, zamienia wrogów w owce, a Pikselator nadaje im retro wyglądu, rozpikselowując wroga przy akompaniamencie wzorowanych na 8-bitowych grach dźwięków. Względem wersji z PS2 mamy tutaj znacznie większy repertuar maszyn zniszczenia, ale wszystko było już w poprzednich odsłonach. Jest mój ulubiony Pan Zurkon, jest mocarne Rhyno, jest Magmopożoger, Pan Wojny czy Piłomiot. Podobnie jak w ostatnich odsłonach, korzystanie z broni skutkuje nabijaniem ich poziomów, a dodatkowo możemy ulepszać je za Rarytanium, czyli coś, czego w pierwotnej wersji nie mieliśmy. Podobnie zresztą jak poziom Ratcheta, który przekłada się na dodatkowe punkty życia. Przez wszystkie te zmiany w nową wersję gra się wyśmienicie. Jej ukończenie zajmuje niecałe 8 godzin, bez szwędania się po lokacjach i szukania śrub. Jest to trochę mniej niż w wersji na PS2, ale ta znowuż na siłę wydłużała nam czas gry powrotami do zwiedzanych wcześniej lokacji i męczącą mechaniką, przez którą często ginęliśmy i musieliśmy powtarzać czasami nawet ¾ planszy z powodu fatalnie rozłożonych punktów kontrolnych. No ale jeśli ktoś potrzebuje dodatkowej motywacji, jest tryb wyzwań będący swoistym New Game+, a poza złotymi śrubami do zebrania dołożono nam kolekcjonerskie karty, które wypadają z potworów lub leżą zgrabnie poukrywane na planszach Złożenie zestawu daje nam albo bonusy do znajdowania śrub/kart/rarytanium, albo pozwala odblokować wszystkie punkty ulepszeń broni. Duble można wymieniać, więc i z tym tragedii nie ma.

Nie mogę też ukrywać, że czekałem na Ratcheta z powodu grafiki. Gry Insomniac od zawsze wysoko stawiały same sobie poprzeczkę, ale to, jak wygląda Ratchet & Clank na PS4, powoduje opad szczęki. Bez wątpienia jest to absolutnie jedna z najładniejszych gier, jakie pojawiły się na konsoli Sony tej generacji. Animacje postaci, pełne detali modele bohaterów, ogromne lokacje, do których napchano zawartości po brzegi... Jeśli marzyliście, żeby gry wyglądały jak animacje kinowe, to tutaj osiągnięto ten poziom. Design gry co prawda z tego powodu stał się ciut bardziej bajkowy i mniej surowy, ale wykorzystanie najnowszych technologii i kolorów sprawia, że ciężko się nie zachwycać takimi widokami. Tym bardziej że kamera często ustawiana jest w taki sposób, by pokazać nam rozbudowane i bogate w detale miejscówki. No i robotę robi także cała oprawa audio, zwłaszcza efekty dźwiękowe. Ba, nawet krytykowana przy zwiastunach polska wersja wypadła bardzo dobrze. Głos Ratcheta nie jest taki zły, jak go malują, ciut gorzej wypada Clank, a bryluje i tak Nefarious. Młodsi gracze powinni być zachwyceni.

Całość jest po prostu hołdem złożonym nie tylko pierwszej odsłonie sprzed 14 lat, ale też całej serii. W galerii znajdziemy rysunki koncepcyjne z wersji na PS2, a znajdowane karty przedstawiają rzeczy z pozostałych odsłon i w ich opisie znajdziemy chociażby informacje, w której części dana broń zadebiutowała. Mam szczerą nadzieję, że na tej produkcji pierwszej odsłony serii Insomniac Games nie poprzestanie i doczekamy się kolejnych odsłon Ratcheta. Tymczasem fani platformówek niech szykują portfele - za tak niską cenę (~140 zł) grzechem jest ignorować ten tytuł.