Zacznijmy jednak od tego, że z poprzedniczkami gra ma jedynie wspólny świat i jeśli ktoś nie grał w dwie poprzednie części, to nie straci kompletnie nic. Wydarzenia zostały osadzone 150 lat po Dungeon Siege II, w królestwie zwanym Ehb. Frakcja nazwana Dziesiątym Legionem zostaje zmieciona w pył, pozostawiając nielicznych ocalałych. I to jest właśnie motorem napędowym, musimy dowiedzieć się kto i dlaczego wyrżnął w pień cały Legion, zbierając przy okazji niedobitków i tworząc z nich wesołą kompanię, która za zadanie będzie miała przywrócić blask i chwałę królestwu. Z pozoru banalna historyjka została opowiedziana w naprawdę dojrzały sposób...

Duża w tym zasługa dialogów, które prowadzimy. Jak na grę z elementami RPG przystało, mamy do wyboru różne opcje dialogowe, które wybieramy z „kółeczka”, które wydaje się ewidentnie być „pożyczone” od Bioware i Mass Effect. Niestety, malutki minusik w tym przypadku, praktycznie nie ma różnicy w wyborze jakiejkolwiek opcji dialogowej, ot, czasami zwiększymy wpływ na swoich kompanów, ale jest to tak rzadkie jak idealnie równe drogi w naszym kraju. W grze mamy możliwość wcielenia się w jedną z czterech postaci. Każda z nich różni się reprezentowaną profesją. Mamy więc rycerza, czarodzieja, strzelca i coś pomiędzy czarodziejem, a wojowniczką (ciężko mi określić tutaj Anjalę). Oczywiście wybór postaci uzależnimy od własnym preferencji, ale mam wrażenie, że najłatwiej gra się Lucasem, który jest fechmistrzem we władaniu mieczem. Sama walka nie jest skomplikowana, większość czasu po prostu wciskamy jak oszalali „X” czym skracamy większość przeciwników o głowę. Tak, mamy zmianę pozy w walce (jedno- lub dwuręczna), ale to żadne urozmaicenie i jeżeli zdecydujemy się na tego typu zmiany podczas fechtunku, to przez pomyłkę i to w ferworze walki.

Obsidian postanowiło urozmaicić pojedynki i wprowadziło ataki specjalne, które odpalić możemy w momencie, gdy mamy dostateczną ilość punktów „skupienia”. Ładujemy je w sposób jakże odkrywczy – atakując oponentów. Firma także poskąpiła sensownych elementów rozwoju sterowanych przez nas postaci. Cały system awansowania wydaje się być zrobiony "na odwal się" i tylko po to, żeby... był? Otrzymujemy 9 umiejętności, które i tak wykupimy na pewno [błagam, trzykrotnie więcej było tego w Dungeon Hunter: Alliance na PSN za 52 PLN - dop. Pyszny]. Owszem, dochodzą dodatkowe talenty, ale są one malutkim dodatkiem jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że ta gra powinna zawierać elementy RPG-a.

Nie zrozumcie mnie źle, walka jest przyjemna i z wielką uciechą szlachtuje się kolejne fale przeciwników, które czasami pojawiają się kompletnie z „tyłka”. Mógłbym tutaj ponarzekać na debilne SI ferajny, która pakuje nam się pod ostrze, ale w takich grach z zasady tak jest, że jedynym zagrożeniem jest ilość, a nie jakość tego co nas atakuje. I szkoda tylko, że tytuł ten jest tak łatwy. Na normalnym poziomie trudności raczej nie poznacie smaku zgonu, chyba, że gracie stopami i nie patrzycie na telewizor. Tak, gra jest tworzona pod mniej wymagających graczy. Niestety.

Graficznie jest średnio, ze wskazaniem na "dobrze". Modele postaci są w miarę szczegółowe, lokacje są dość bogate w szczegóły, a do tego różnorodne. Trochę odpychają pewne elementy, które wyglądają jakby ktoś ociosał klocka i postawił go w grze. Jednak na artystów odpowiedzialnych za tytuł nie plułbym jadem. Oni akurat wywiązali się ze swojego obowiązku bardzo dobrze. Gorzej jest z panami, którzy odpowiadali bezpośrednio za kodowanie. Bo o ile mogę zrozumieć, że gra mogłaby się zadławić mając na ekranie naraz z 50 jednostek i zaawansowane efekty czarów, to znaczące spadki wyświetlanej animacji, gdy walczymy z trzema przeciwnikami to jawna kpina z graczy, którzy oczekiwali płynnej rozgrywki.

Zganić powinienem także osobę odpowiadającą za pracę kamery. Ile razy miałem ochotę wydłubać ludziom z Obsidian oczy, to przechodzi ludzkie pojęcie. Kamera gubi postać, ustawia się pod tak idiotycznym kątem, że częstokroć zmuszeni jesteśmy uderzać na oślep. Jest opcja przybliżenia widoku, jednak jest to patent kompletnie niefunkcjonalny, bo zabiera nam dużo z pola widzenia, ale potrafi uratować. Więc nie zdziwcie się gdy w ferworze walki będziecie musieli mashować L3... bo kamera postanowiła mieć kaprysy. Ostatnią rzeczą, która mnie totalnie wkurza w grze jest kompletnie rozpieprzony system zbierania różnych rzeczy. Brak możliwości sortowania przedmiotów po danych statystykach, czy jakiegokolwiek grupowania to skandal. Po paru godzinach gry jeśli wejdziecie w Ekwipunek to może wam ukazać się 30 par spodni i ogromny ból głowy dotyczący tego, które są "najlepsze".

Tak narzekam ciągle i jeszcze sobie ktoś pomyśli, że gra jest fatalna. Nic bardziej mylnego, w Dungeon Siege III gra się bardzo fajnie i luźno. Gra potrafi wciągnąć na tyle, by nie móc od niej odejść. Zresztą, same walki skutecznie angażują gracza, by z uciechą używał tych paru umiejętności na krzyż. No i jeśli dodamy do tego możliwości blokowania tarczą, robienia uników i zbieranie kulek (odnawiają nam między innymi życie), to wychodzi całkiem fajny mix. Pojawia się tutaj syndrom "jeszcze jednego zadania", których jest wystarczająco dużo, by skutecznie odciągnąć od głównego wątku fabularnego będącego motorem napędowym gry. Idealnie dopasowują się efekty dźwiękowe, które słyszymy w walce. Szczęk mieczy, jęki martwych połączone ze... śpiewem słowików? Takie rzeczy to tylko tutaj, pod banderą Square Enix, które się postarało i dopilnowało poziomu odgłosów otoczenia, jak i samej ścieżki dźwiękowej. Może nie ma tu jakiegoś hiper-rozpoznawalnego utworu, jednak te kompozycje, które znalazły się w grze, pasują doń klimatycznie i z pewnością nie przeszkadzają w rozgrywce.

Jedną z głównych opcji, o ile nie najważniejszych jest tryb kooperacji dla czterech graczy, niestety tylko przez Internet. O ile samego trybu nie miałem szczęścia przetestować przez bardzo długi czas, to jednak nic nie przynosiło większej radości niż mordowanie przeciwników w 4. Także w czwórkę możemy wybierać linie dialogowe, które prowadzić będą tory, po których potoczy się dany dialog z losową postacią. Z technicznego punktu widzenia także nie jest źle. Kod rozgrywki sieciowej jest na tyle dobrze napisany, że ja osobiście żadnych lagów, spowolnień czy notorycznego wychodzenia z gry nie zauważyłem. Może to kwestia dobrego kodu, albo mojego internetu, ale było płynniutko i czyściutko.

Podstawowym pytaniem jakie będą musieli sobie zadać graczy przed zakupem tej gry, to fakt, czego od niej oczekują. Bo jeśli ktoś liczy na rozbudowane opcje dialogowe lub coś w rodzaju "iskry bożej", które zmieni branżę elektronicznej rozrywki, to się poczuje zawiedziony. Gra dużo nadrabia systemem walki, łatwością z jaką możemy wskoczyć w grę i kontynuować ją po przerwie. Naprawdę, duża intuicyjność towarzyszy nam od samego początku. Bo jeśli weźmiemy całe menu projektowane pod konsole, to wiadomo, że otrzymamy coś łatwego do nawigacji. Tylko dlaczego nie można wyłączyć na stałe pomocy, która towarzyszy nam co kroku, to ja już nie wiem. Wiem za to, że Dungeon Siege III pomimo swoich wad to nadal bardzo grywalny kawałek kodu, który powinien nam starczyć na paręnaście godzin samego głównego wątku fabularnego. I jeśli szukacie gry w takich klimatach, wiecie, lochy, potwory, szkielety, mrok, to nie ma się co zastanawiać, tylko gnać do sklepu i kupować. Tym bardziej w momencie, w którym mamy z kim w ten tytuł grać.