Ciężko mi to nazywać sequelem, skoro otrzymujemy praktycznie to samo, tylko z małymi zmianami. 2 nowe postacie, nowe utwory muzyczne i tryb Legion przeniesiony z PSP-kowej wersji gry. Ale czy to źle?

Oryginalne BlazBlue było bardzo dobrze przemyślanym tytułem i zmiany, które zostały wprowadzone w nowej części poskutkowały jedynie polepszeniem wrażeń z obcowania z grą. Oczywiście tylko i wyłącznie w przypadku, jeśli ktoś z poprzedniczką miał mało do czynienia, bo jeśli było inaczej, to zasadne są pytania o sens zakupu praktycznie tego samego po raz drugi. Ale nie marudźmy i lepiej zająć się nowościami wprowadzonymi w Continuum Shift. Wspomniałem o dwóch postaciach, wspomnę także o lekko zmienionych planszach jak i tych całkiem nowych, ekskluzywnie udostępnionych tylko na PlayStation 3. Jednak największymi nowinkami są nowe tryby gry. Challenge Mode jest podobny do tego co uświadczyć mogliśmy w SFIV. Otrzymujemy do wykonania zależne od postaci zadanie, im dalej, tym trudniej, wiadomo. Zmieniony został Tutorial, dzięki któremu możemy zagłębić się w system gry i opanować ją w stopniu dużo bardziej profesjonalnym, niż początkowo mogłoby się nam wydawać. Ważne, że całość jest bardzo przystępna i nie odstraszy nawet totalnego laika. Ostatnią nowinką jest tryb Legion, w którym zostaje nam oddana plansza z polami (ilość zależna od poziomu trudności) na których znajdują się przeciwnicy. Po pokonaniu ich, jednego możemy wcielić w szeregi naszej "armii" i z nowym kamratem kontynuować podboje. Za wielki dodatek to nie jest, ale trzeba przyznać, że kilkugodzinna odskocznia od nieustannego nawalania się po twarzach to coś naprawdę fajnego.

Zapoznani z poprzednią częścią gracze dobrze wiedzą czego oczekiwać po BlazBlue, ale co gra ma do zaoferowania osobom, które mają pierwszy raz do czynienia z serią? Bardzo dużo. Największym plusem jest przystępność systemu.  To gra z serii tych, które są bardzo łatwe do przyswojenia, umożliwiając nawet niezaznajomionemu w temacie na fajna zabawę. Z kolei wymasterowanie jej to nie lada osiągnięcie. Arc System udało się zachować idealne proporcje między dwoma biegunami opanowania gry. Dobrym przykładem mogą być moi kumple, którzy pomogli mi w jej testowaniu. Po 30 minutach wiedzieli z czym się je BlazBlue i nie mashowali przycisków na ślepo, a to naprawdę wielki plus, którym nawet najlepsze odsłony serii Tekken nie mogły się pochwalić.

Oprócz tego twórcy postanowili zawrzeć sensowną fabułę dla każdej postaci, obojętnie czy gramy w trybie Story czy w Arcade, dlatego też gra w singlu także przyciąga i długo nie pozwala oderwać się od telewizora. Nie to co poniektóre bijatyki (tak, na Ciebie patrzę Tekkenie 6!). Ponadto, otrzymujemy klasyczny Versus, tryb treningowy, galerię gdzie możemy poprzeglądać sobie obrazki z gry, filmiki i tym podobne rzeczy oraz tryb Score Attack. Gra także wspiera rozgrywkę przez internet i na szczęście problemów żadnych nie stwierdziłem, lagi występują naprawdę sporadycznie, łatwość konfiguracji walk i tworzenia maksymalnie 6-cio osobowych pokojów to coś co powinno być standardem (no, może większa ilość osób w lobby by się przydała). Jedynym minusem to jednak nie tak duża liczba osób dostępnych online, ale trzeba pamiętać, że to bijatyka nie dla każdego.

Technicznie tytuł nie ma sobie nic do zarzucenia. Zacytuję tutaj mojego kumpla, albowiem zgadzam się z nim w 100%: "Gra jest zajeb*ście ładna". Tak, rysowane postacie są na najwyższym poziomie. Do tego dochodzą świetnie zaprojektowane tła aren, gdzie rysowanie 2D połączone jest z trójwymiarowymi obiektami i powiem szczerze, nie widać różnicy. Efekty ciosów, przeróżne wybuchy, smugi światła, jakieś fajerwerki – wszystko stoi na najwyższym poziomie, nie zapominajac także o ilości szczegółów jakimi obładowane są postaci. Brawo twórcy, w tym aspekcie należy wam się mocny uścisk dłoni. A poza tym, piątkę przybić należy Wam za mistrzowski soundtrack. Jako fan cięższych brzmień i gitarowych riffów, utwory zamieszone w grze łechcą moje nerwy od początku do końca. Dynamiczne starcia polane sosikiem agresywnej muzyki są jeszcze lepsze. Jest tylko jeden minus, nie każdemu spodoba się typowo japońskie brzmienie gitarowe. A jak wypada reszta dźwięków? Równie żywiołowo i fenomenalnie, wrzaski postaci, stęki panienek (tylko bez skojarzeń braci konsolowa) nie odstają od dynamiki walk.

Jednak nie ma gry bez wad, ponarzekać także muszę, na szczęście są to czysto subiektywne rzeczy. Mnie, jako zwolennika oryginalnych głosów, ciężko zadowolić dobrym, angielskim dubbingiem. Niestety, BlazBlue cierpi na tę samą przypadłość co wiele typowo japońskich gier. Angielskie głosy postaci są słabe, po prostu. Włączenie oryginalnych głosów postaci. To pierwsza rzecz, którą zrobiłem po rozegraniu mojego dziewiczego pojedynku. Nadało to też bardziej japoński klimat, jednak to nie każdemu może się spodobać. Coś jeszcze? Uczepię się jednak ciut za długich loadingów, jednak dzięki Bogu, opcja instalacji części danych na dysku ratuje sprawę i wtedy czekanie schodzi na dalszy plan, bo wszystko śmiga jak powinno.

Czyli co, bijatyka dla każdego? Zdecydowanie nie, fani GuiltyGear, Melty Blood czy wielu innych bijatyk 2D znajdą tutaj swój Eden. Gdy zanurzą się w tym tytule, do głowy nie przyjdzie im by z niego zrezygnować. A co z pozostałymi? Jeśli  szukacie prostej do opanowania bijatyki i nie macie zamiaru się w nią zgłębiać, to odradzam, wtedy BlazBlue wydaje się płytkie i nieciekawe. Szacuneczek dla wydawcy, że cenę gry w Polsce ustalił na sensownym poziomie, w związku z czym nie musimy płacić za nią jak za pełnoprawny produkt. Warto się skusić w dobie panowania Super Street Fighter 4 i w perspektywie nadchodzącego Mortal Kombat? Odpowiedź będzie krótka. Warto...