The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake - recenzja gry. Wyjątkowe odświeżenie

The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake - recenzja i opinia o grze [Switch2]. Wyjątkowe odświeżenie

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 12:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Nintendo w 2026 roku nie zwalnia tempa, regularnie zapraszając graczy do nowych światów i odświeżając kultowe przygody. Niemal na zakończenie roku japoński gigant przygotował jednak coś wyjątkowego - pełnoprawny remake jednej z najlepszych gier w historii. Czy The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake ponownie zachwyca i udowadnia, że prawdziwe legendy się nie starzeją? Przeczytajcie naszą recenzję.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią statystyki, zestawienia ocen i niekończące się dyskusje o najlepszych grach w historii, ale obok jednego wyniku naprawdę trudno przejść obojętnie. W 1998 roku Nintendo zaprosiło graczy do wyjątkowej przygody, która na zawsze zmieniła oblicze branży. The Legend of Zelda: Ocarina of Time zachwyciło recenzentów, wyznaczyło nowe standardy dla trójwymiarowych gier przygodowych i do dzisiaj pozostaje punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń twórców. Wystarczy wspomnieć, że produkcja może pochwalić się średnią ocen wynoszącą aż 99% w serwisie Metacritic, co zapewnia jej pierwsze miejsce w historycznym zestawieniu najlepiej ocenianych gier. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że same liczby nie gwarantują ponadczasowej rozgrywki, ale w tym przypadku doskonale pokazują, z jak wielkim wydarzeniem mieliśmy do czynienia. Nintendo stworzyło coś więcej niż kolejną odsłonę popularnej serii - przygotowało przygodę, która stała się prawdziwą legendą i przez następne dekady inspirowała innych deweloperów.

Dalsza część tekstu pod wideo

Nie jest to pierwszy raz, gdy japoński producent postanowił przypomnieć graczom historię Linka i księżniczki Zeldy. Już w 2011 roku otrzymaliśmy The Legend of Zelda: Ocarina of Time 3D na Nintendo 3DS, które pozwoliło ponownie odwiedzić Hyrule w odświeżonej oprawie i z szeregiem usprawnień. Teraz jednak Nintendo idzie o krok dalej, przygotowując pełnoprawny remake na Nintendo Switcha 2. Twórcy nie ograniczyli się do poprawienia rozdzielczości czy wymiany kilku tekstur, lecz postanowili na nowo przedstawić kultową przygodę, zachowując jej najważniejsze fundamenty. Mam w tej sytuacji wrażenie, że dla całego pokolenia graczy może to być najlepsza okazja, by po raz pierwszy poznać jedną z najważniejszych historii w dorobku Nintendo. Szczególnie że nowe wydanie ma również istotny atut z perspektywy polskiej publiczności.

Nie będę ukrywał, że do The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake podchodziłem z ogromną ciekawością, ale również z kilkoma pytaniami. W końcu mówimy o produkcji, której oryginalna wersja ma już niemal trzy dekady, a przez ten czas branża zmieniła się nie do poznania. Współczesne gry oferują znacznie większą swobodę, bardziej rozbudowane systemy walki i zupełnie inne podejście do eksploracji. Już nawet Nintendo za sprawą The Legend of Zelda: Breath of the Wild i The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom pokazało, jak daleko można rozwinąć formułę tego uniwersum. Czy zatem klasyczna konstrukcja Ocarina of Time nadal potrafi zachwycić, a wprowadzone ulepszenia wystarczą, by przygoda sprzed 28 lat ponownie oczarowała graczy? A może pod efektowną oprawą kryją się rozwiązania, które nie wytrzymały próby czasu? Właśnie na te pytania postaram się odpowiedzieć w recenzji… więc siadajcie wygodnie, ponieważ przed nami powrót do jednego z najważniejszych światów w historii gier wideo.

Ponadczasowa historia. O czym opowiada The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake?

Już w 1998 roku zespół odpowiedzialny za The Legend of Zelda: Ocarina of Time zachwycił graczy historią, która na stałe zapisała się w dziejach branży… ale nie ukrywajmy - od tego czasu wiele się zmieniło. Właśnie z tego powodu włączają nową produkcję Nintendo zastanawiałem się - czy faktycznie ten tytuł może nadal zapewnić oczekiwane wrażenia? Po spędzeniu z The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake blisko 30 godzin mogę jednak śmiało napisać jedno: ta gra nadal potrafi oczarować swoją prostą i niezwykle baśniową opowieścią. Nie znajdziemy tutaj skomplikowanych intryg politycznych, wielowątkowej narracji czy nieustannych zwrotów akcji. Zamiast tego otrzymujemy klasyczną historię o dorastaniu, odwadze, przeznaczeniu i walce dobra ze złem… i jestem przekonany, że właśnie w tej prostocie tkwi jej największa siła.

Na początku poznajemy młodego Linka, który mieszka w lesie Kokiri i wiedzie stosunkowo spokojne życie wśród jego mieszkańców. Chłopiec wyróżnia się jednak na tle pozostałych dzieci, ponieważ jako jedyny nie posiada własnej wróżki. Wszystko zmienia się w momencie, gdy odwiedza go Navi, wysłana przez Wielkie Drzewo Deku. Potężny strażnik lasu potrzebuje pomocy naszego bohatera, a pozornie niewielkie zadanie szybko okazuje się początkiem znacznie większej wyprawy. Stopniowo poznajemy historię Hyrule, dowiadujemy się więcej o legendarnym Triforce i zaczynamy rozumieć, dlaczego przyszłość całej krainy znalazła się w niebezpieczeństwie. Link opuszcza więc bezpieczny las i wyrusza na spotkanie z księżniczką Zeldą, która przedstawia mu swoje obawy dotyczące Ganondorfa. Tajemniczy przywódca Gerudo pragnie zdobyć potęgę Triforce i wykorzystać ją do przejęcia władzy, dlatego nasi bohaterowie muszą działać, zanim będzie za późno. To klasyczny początek wielkiej przygody, ale Nintendo prowadzi nas przez kolejne wydarzenia z ogromnym wyczuciem. Zamiast od razu rzucać Linka w sam środek wielkiego konfliktu, pozwala mu stopniowo odkrywać świat, poznawać jego mieszkańców i zdobywać doświadczenie potrzebne do wykonania znacznie trudniejszej misji.

Nie zamierzam szczegółowo przedstawiać wszystkich wydarzeń, ponieważ mam szczerą nadzieję, że The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake będzie dla wielu graczy pierwszą okazją do poznania tej historii. Trudno jednak opowiadać o tej produkcji bez wspomnienia o jednym z jej najważniejszych momentów - po kilku pierwszych godzinach Link przenosi się o siedem lat w przyszłość, a dobrze znane Hyrule okazuje się zupełnie innym miejscem. Kraina, którą wcześniej poznawaliśmy oczami dziecka, została naznaczona rządami Ganondorfa. Znajome lokacje zmieniły swój wygląd, mieszkańcy musieli zmierzyć się z nową rzeczywistością. To znakomity zabieg, ponieważ Nintendo nie ograniczyło się do prostego przeskoku fabularnego - dorosły Link zyskuje dostęp do legendarnego Master Sworda, może w końcu unieść metalową tarczę i stawiać czoła wyzwaniom, które wcześniej pozostawały poza jego zasięgiem. Jednocześnie dopiero teraz rozpoczyna się najważniejsza część wyprawy… musimy powstrzymać Ganondorfa, odkryć, co wydarzyło się z księżniczką Zeldą, i przywrócić nadzieję mieszkańcom Hyrule.

Szczerze mówiąc właśnie w tym miejscu kolejny raz poczułem, jak Nintendo dobrze poradziło sobie z tą opowieścią. Link rozpoczyna swoją podróż jako dziecko, które dopiero poznaje otaczający świat, ale bardzo szybko zostaje zmuszone do zmierzenia się z odpowiedzialnością znacznie przekraczającą jego możliwości. Kiedy po latach powraca do znajomych miejsc, musi nie tylko walczyć z potężniejszymi przeciwnikami, ale również zobaczyć konsekwencje wydarzeń, na które wcześniej nie miał wpływu.

The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake pozostaje wierne najważniejszym wydarzeniom oryginału, ale nie oznacza to, że twórcy postanowili odtworzyć wszystkie sceny bez najmniejszych zmian. Dialogi zostały rozbudowane, część wydarzeń otrzymała dodatkowy kontekst, a sceny przerywnikowe zyskały pełne udźwiękowienie. Nie są to zmiany, które wywracają fabułę do góry nogami, ale podczas ponownego przechodzenia gry naprawdę potrafiłem je docenić. Jednocześnie cieszę się, że Nintendo nie próbowało na siłę zamienić Ocarina of Time w produkcję przepełnioną wielominutowymi dialogami. Link nadal pozostaje małomównym bohaterem, a ważną rolę w prowadzeniu opowieści odgrywa Navi, która regularnie komentuje wydarzenia, podpowiada, na co zwrócić uwagę, i pomaga odnaleźć się w kolejnych sytuacjach.

Nie mam jednak wątpliwości, że z perspektywy polskich graczy najważniejszą nowością jest coś zupełnie innego. The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake otrzymało polskie napisy, co stanowi przełomowy moment dla serii i ogromną wiadomość dla naszej społeczności. Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić, że będziemy mogli poznawać tak ważną przygodę Nintendo w ojczystym języku, a teraz wreszcie stało się to rzeczywistością. Nie będę ukrywał, że sam główny wątek nie jest przesadnie skomplikowany, jednak właśnie dlatego wierzę, że nowe wydanie może stać się znakomitym początkiem przygody z The Legend of Zelda dla całego pokolenia młodszych graczy. Dzieciaki, które dotychczas nie miały okazji poznać tej serii, otrzymują teraz możliwość przeżycia jednej z jej najważniejszych historii bez bariery językowej.

Ulepszona rozgrywka. Jak się gra w The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake?

Pisząc o rozgrywce w The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake, muszę na początku przypomnieć o jednym niezwykle ważnym szczególe. To właśnie wydana w 1998 roku Ocarina of Time była pierwszą odsłoną serii, która przeniosła przygody Linka do pełnego trójwymiarowego świata. Nintendo zachwyciło wówczas graczy rozwiązaniami, które przez następne lata stały się fundamentami wielu gier przygodowych. System namierzania przeciwników, swobodne przemieszczanie się po rozbudowanych lokacjach czy wykorzystywanie kolejnych przedmiotów do rozwiązywania zagadek były ogromnym osiągnięciem. Nie oznacza to jednak, że wszystkie te mechaniki równie dobrze sprawdzają się w 2026 roku. Twórcy remake’u doskonale zdawali sobie z tego sprawę, dlatego zdecydowali się znacząco rozbudować możliwości głównego bohatera. Link może teraz swobodnie skakać za pomocą jednego przycisku, wykonywać przewroty pozwalające unikać ataków i znacznie sprawniej pokonywać przeszkody terenowe. Wspinanie się po wyznaczonych pnączach, przeskakiwanie pomiędzy platformami czy docieranie do kolejnych fragmentów lokacji jest po prostu wygodniejsze. Oczywiście bohater nadal nie dysponuje możliwościami swojego odpowiednika z Breath of the Wild czy Tears of the Kingdom - nie możemy przecież swobodnie wspinać się na każdą górę lub pokonywać świata w dowolny sposób. Mimo to już po pierwszych minutach poczułem, że Nintendo znalazło odpowiedni sposób na odświeżenie klasycznej formuły.

Na ogromną pochwałę zasługuje również pełna kontrola nad kamerą, która pozwala swobodnie rozglądać się po otoczeniu za pomocą prawego analoga. W oryginale było to znacznie bardziej ograniczone, a dzisiaj trudno wyobrazić sobie wygodną przygodę w trójwymiarowym świecie bez tak podstawowej funkcji. Jeszcze bardziej doceniłem jednak przebudowany system zarządzania ekwipunkiem. Nintendo przygotowało wygodne menu szybkiego wyboru, dzięki któremu możemy błyskawicznie korzystać z kolejnych przedmiotów bez konieczności nieustannego przerywania zabawy. Najlepszym przykładem są ciężkie buty, które w oryginalnej wersji wymagały regularnego otwierania ekranu wyposażenia. Osoby pamiętające słynną Świątynie Wody doskonale wiedzą, jak bardzo potrafiło to irytować, ponieważ podczas rozwiązywania zagadek trzeba było wielokrotnie zakładać i zdejmować odpowiednie obuwie. Teraz wystarczy szybki wybór przedmiotu, by kontynuować przygodę, a pozornie niewielka zmiana ma ogromny wpływ na komfort rozgrywki.

Bardzo dobrze wypada również celowanie za pomocą sterowania ruchem, które znakomicie współpracuje z klasycznym systemem walki i rozwiązywania zagadek. Link regularnie korzysta z łuku, dlatego możliwość delikatnego korygowania celownika poprzez poruszanie kontrolerem okazuje się niezwykle przydatna. Podczas eksploracji nie brakuje sytuacji, w których musimy trafić w niewielki przełącznik, by otworzyć drogę do kolejnego pomieszczenia. Podobnie wygląda to w starciach z przeciwnikami. Niektóre potwory posiadają charakterystyczne słabe punkty, a celny strzał w odpowiednim momencie potrafi całkowicie odmienić przebieg pojedynku. Oczywiście nadal możemy korzystać z tradycyjnego sterowania analogiem, ale osobiście bardzo szybko przyzwyczaiłem się do dodatkowej precyzji oferowanej przez żyroskop.

Nintendo pomyślało również o graczach, którzy nie zamierzają przechodzić całej przygody podczas kilku długich posiedzeń. W The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake pojawił się rozbudowany dziennik, pozwalający w dowolnym momencie przypomnieć sobie najważniejsze wydarzenia i aktualne cele wyprawy. To rozwiązanie doskonale znane z wielu współczesnych produkcji, ale właśnie w przypadku klasycznej Zeldy okazuje się szczególnie przydatne. Oryginał nie prowadził gracza za rękę, a po dłuższej przerwie od zabawy czasami trudno było przypomnieć sobie, gdzie powinniśmy się udać lub z kim porozmawiać. Teraz wystarczy zajrzeć do odpowiedniej zakładki, by uporządkować zdobyte informacje i bez większego problemu wrócić do przygody. Historia Linka jest również przedstawiana na specjalnym gobelinie, który stopniowo wypełnia się wraz z postępami fabularnymi - moim zdaniem to bardzo sympatyczny detal, ponieważ pozwala spojrzeć na całą wyprawę jak na kolejne rozdziały wielkiej legendy.

Na osobne omówienie zasługuje również okaryna, która ponownie stanowi jeden z najważniejszych elementów całej przygody. Ten niewielki instrument nie jest przecież zwykłym dodatkiem do wyposażenia Linka, lecz narzędziem pozwalającym wpływać na otaczający świat - w trakcie podróży poznajemy kolejne melodie, które wykorzystujemy w określonych sytuacjach. Dobrym przykładem jest Kołysanka Zeldy, pozwalająca potwierdzić naszą więź z księżniczką i aktywować specjalne mechanizmy. Inne utwory umożliwiają zmianę pory dnia czy też pozwalają skorzystać z szybkiej podróży pomiędzy wybranymi miejscami w Hyrule. Nintendo postanowiło rozbudować ten element, wykorzystując możliwości Switcha 2 - teraz możemy nucić poznane melodie do mikrofonu konsoli, a Link odtworzy je na swojej okarynie. To bardzo ciekawy pomysł, który jeszcze mocniej podkreśla znaczenie muzyki w całej przygodzie.

Miałem również okazję sprawdzić licencjonowaną okarynę przygotowaną przez HORI, która pozwala jeszcze bardziej zaangażować się w muzyczną część przygody. Sprzęt umożliwia odtwarzanie dostępnych utworów, ale jego największą atrakcją jest możliwość samodzielnego grania melodii podczas rozgrywki. W praktyce możemy więc własnoręcznie wykonać odpowiednią sekwencję dźwięków, by przykładowo aktywować przejście. To interesujące rozwiązanie, ponieważ jeszcze mocniej zaciera granicę pomiędzy działaniami gracza a możliwościami Linka. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób będzie to jedynie ciekawostka, szczególnie że wszystkie najważniejsze funkcje okaryny pozostają dostępne bez dodatkowego wyposażenia. Sam jednak doceniam takie pomysły, ponieważ świetnie wpisują się w charakter całej produkcji i pokazują, jak wiele uwagi poświęcono nawet pozornie niewielkim elementom rozgrywki. Okaryna od HORI pozwala także włączać utwory w rzeczywistości - mam wrażenie, że fani będą zachwyceni, gdy będą mogli w dowolnym momencie włączyć sobie kultowe utwory.

Zmiany, zmiany, zmiany i jeszcze więcej ulepszeń. Co jeszcze oferuje The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake?

Twórcy recenzowanego The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake zdecydowali się na jeszcze więcej zmian, które szczerze mówiąc w kilku momentach naprawdę mnie pozytywnie zaskoczyły. Spodziewałem się odświeżonej oprawy, poprawionego sterowania i szeregu usprawnień, ale nie sądziłem, że Nintendo zdecyduje się również na tak wyraźną ingerencję w konstrukcję niektórych lokacji. Deweloperzy nie ograniczyli się do odświeżenia tekstur i przygotowania nowych modeli, lecz miejscami zmienili architekturę, rozmieszczenie elementów otoczenia, a nawet sposób, w jaki przemieszczamy się pomiędzy poszczególnymi fragmentami świata. Dobrym przykładem jest już sam Las Kokiri, który teraz prezentuje się znacznie bardziej okazale. Znajdziemy tutaj dodatkową roślinność, bardziej szczegółowe ścieżki, przebudowane schody i mnóstwo niewielkich dekoracji… i to wszystko sprawia, że osada wygląda na zdecydowanie lepiej. Niektóre zmiany mają również wpływ na eksplorację, ponieważ twórcy dostosowali wybrane fragmenty lokacji do nowych możliwości Linka... to wciąż ten sam świat, który pamiętamy z 1998 roku, ale jednocześnie nie jest to jego wierna kopia.

Zmiany nie ominęły również świątyń, które przecież od zawsze stanowiły jeden z najważniejszych elementów The Legend of Zelda: Ocarina of Time. Nintendo zachowało ich charakterystyczną konstrukcję i najważniejsze pomysły na zagadki, ale jednocześnie zdecydowało się odświeżyć wybrane fragmenty, dzięki czemu nawet doświadczeni gracze mogą natrafić na niespodzianki. Szczególnie mocno odczułem to podczas eksploracji Świątyni Ognia, gdzie niektóre rozwiązania wyraźnie różnią się od tych, które pamiętałem z oryginału. Jeszcze ciekawsze doświadczenie czekało mnie jednak w Świątyni Wody - nie będę ukrywał, że przed laty była to jedna z najbardziej wymagających i momentami irytujących lokacji w całej grze. Natomiast w trakcie przechodzenia remake’u zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony, ponieważ zagadki związane ze zmienianiem poziomu wody są teraz znacznie łatwiejsze do opanowania - twórcy nie zmienili wszystkich elementów, ale po prostu czasami… lepiej ustawiają przełączniki. Mam wrażenie, że teraz najbardziej wymagająca lub dla niektórych najbardziej frustrująca świątynia nie będzie stanowić problemu - wystarczy po prostu dobrze się rozglądać i opanować jeden schemat.

Odświeżenie objęło również samo Hyrule, które ponownie stanowi centralny punkt naszej wyprawy. Twórcy zadbali o to, by przemieszczanie się pomiędzy kolejnymi krainami było wygodniejsze, ale jednocześnie zachowali charakterystyczną strukturę świata znaną z oryginału. Muszę tutaj podkreślić, że The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake nie jest kolejną przygodą oferującą ogromny, w pełni otwarty świat. Nie otrzymujemy swobody znanej ze współcześniejszych przygód Linka, ponieważ dostęp do niektórych obszarów nadal zależy od postępów fabularnych, zdobytego wyposażenia i rozwiązania określonych zagadek. Centralna część Hyrule pozostaje również stosunkowo pustą przestrzenią, szczególnie jeśli porównamy ją ze współczesnymi produkcjami Nintendo. Nie uważam jednak, by był to szczególnie duży problem - bardzo podoba mi się, że Nintendo nie próbowało na siłę zmieniać Ocarina of Time w zupełnie inną grę. W rezultacie Hyrule zachowało swój wyjątkowy charakter, a jednocześnie stało się znacznie bardziej przystępne dla współczesnych graczy.

Na osobną uwagę zasługuje również przebudowany cykl dnia i nocy, który w remake’u działa bardziej konsekwentnie niż w pierwotnej wersji gry. W oryginalnym The Legend of Zelda: Ocarina of Time upływ czasu był uzależniony od konkretnej lokacji, a niektóre miejsca funkcjonowały według odmiennych zasad. Teraz Nintendo zdecydowało się rozszerzyć ten system również na obszary, w których wcześniej nie odgrywał tak istotnej roli. W praktyce oznacza to, że podczas eksploracji miast i osad musimy zwracać większą uwagę na aktualną porę dnia. Czasami zdarza się, że poszukiwana postać nie znajduje się jeszcze we wskazanym miejscu, ponieważ pojawi się dopiero o określonym czasie. Innym razem natrafiamy na zamknięte drzwi i musimy poczekać na odpowiedni moment, by kontynuować swoje zadanie. Oczywiście nie oznacza to, że jesteśmy skazani na bezczynne obserwowanie upływającego czasu - dzięki okarynie możemy wykorzystać odpowiednią melodię, by zmienić porę dnia i szybciej zrealizować zaplanowany cel. To kolejny przykład rozwiązania, które na pierwszy rzut oka może wydawać się niewielkim dodatkiem, ale w rzeczywistości pozytywnie wpływa na odbiór całego świata.

Ciekawym uzupełnieniem głównej przygody jest również Sala Poległych Wrogów, czyli zupełnie nowa lokacja, w której Link może ponownie zmierzyć się z pokonanymi wcześniej przeciwnikami. To swego rodzaju galeria największych wyzwań, jakie napotkaliśmy podczas podróży przez Hyrule. Znajdziemy tutaj posągi pokonanych potworów, możemy poznać dodatkowe informacje na ich temat, ale przede wszystkim otrzymujemy możliwość ponownego stoczenia pojedynków z bossami. To bardzo sympatyczne rozwiązanie, ponieważ nie musimy rozpoczynać całej przygody od początku, by jeszcze raz sprawdzić swoje umiejętności w starciu z ulubionym przeciwnikiem. Oczywiście nie jest to ogromny dodatek, ale pokazuje, że twórcy nie chcieli ograniczyć się wyłącznie do odtworzenia zawartości oryginału. Zamiast tego przygotowali kilka dodatkowych atrakcji, które mogą zainteresować zarówno nowych graczy, jak i największych fanów serii.

Piękno i dźwięk. Jak wygląda i brzmi The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake?

Szczerze mówiąc, po pierwszej zapowiedzi The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake nie byłem do końca przekonany do kierunku artystycznego obranego przez Nintendo. Gra wyglądała dobrze, ale należałem do grupy graczy, którym niekoniecznie spodobał się odświeżony wygląd młodego Linka. Miałem wrażenie, że Japończycy zdecydowali się na nieco zbyt bajkową stylistykę, przez co główny bohater stracił część charakteru znanego z oryginału. Ostatecznie jednak po blisko 30 godzinach spędzonych z remake’em mogę śmiało napisać, że uwielbiam tę produkcję pod względem oprawy. Nintendo nie próbowało na siłę zamienić Ocarina of Time w realistyczną przygodę, lecz postanowiło jeszcze mocniej podkreślić jej baśniowy charakter… i była to znakomita decyzja. Modele postaci, otoczenie, roślinność, architektura oraz praktycznie wszystkie najważniejsze elementy świata zostały przygotowane od nowa, ale jednocześnie zachowano charakterystyczną tożsamość pierwowzoru. Dzięki temu Hyrule wygląda znajomo, choć niemal na każdym kroku potrafi zaskoczyć bogactwem szczegółów. Mam przy tym wrażenie, że nowa stylistyka znakomicie współgra z opowiadaną historią.

Największe wrażenie zrobiło na mnie jednak oświetlenie, które w wielu miejscach całkowicie odmienia sposób, w jaki odbieramy dobrze znane lokacje. Promienie słońca przebijające się przez korony drzew, delikatne cienie pojawiające się na ścieżkach, światło wpadające do wnętrz budynków czy subtelne odbicia na powierzchniach sprawiają, że Hyrule prezentuje się naprawdę znakomicie. Szczególnie dobrze wypadają fragmenty rozgrywające się w otoczeniu natury, gdzie dodatkowa roślinność, bardziej szczegółowe podłoże i odpowiednio dobrana kolorystyka budują niezwykle przyjemną atmosferę. Jednocześnie bardzo podoba mi się, że Nintendo potrafiło wykorzystać nową oprawę do podkreślenia różnic pomiędzy poszczególnymi regionami. Niektóre miejsca zachwycają ciepłymi barwami i spokojnym klimatem, inne stawiają na surową architekturę, mroczne korytarze czy niepokojące efekty świetlne - świetnie te zmiany są widoczne w momencie, gdy Link wraca do Hyrule po siedmiu latach i odkrywa zniszczony świat.

Kapitalną grafikę można docenić szczególnie podczas eksploracji świątyń - te lokacje w nowym wydaniu potrafią zrobić ogromne wrażenie. Najlepszym przykładem jest Świątynia Lasu, czyli miejsce, które już w oryginale wyróżniało się niezwykle tajemniczą i momentami wręcz niepokojącą atmosferą. W 1998 roku Nintendo musiało mierzyć się z ograniczeniami Nintendo 64, dlatego część pomysłów na budowanie klimatu była realizowana za pomocą stosunkowo prostych środków. Teraz twórcy mogli pozwolić sobie na znacznie więcej. Bogato zdobione wnętrza, szczegółowa architektura, mroczne zakamarki i światło przenikające przez witraże sprawiają, że kolejne pomieszczenia wyglądają fantastycznie. I mam przy tym wrażenie, że nie chodzi wyłącznie o większą liczbę detali. Odpowiednio wykorzystane oświetlenie potrafi nadać znajomym miejscom zupełnie nowy charakter, a niektóre fragmenty świątyni sprawiają wrażenie znacznie bardziej niepokojących niż przed laty. Podobne wrażenia towarzyszyły mi podczas odwiedzania innych lokacji, gdzie twórcy wykorzystali nowe możliwości sprzętu do budowania atmosfery.

Na osobną pochwałę zasługuje również udźwiękowienie, ponieważ trudno wyobrazić sobie The Legend of Zelda: Ocarina of Time bez muzyki, która od 1998 roku stanowi jeden z najważniejszych elementów całej przygody. Kompozycje Kojiego Kondo na stałe zapisały się w historii Nintendo, a melodie potrafią wywołać ogromną nostalgię już po kilku pierwszych nutach. W remake’u otrzymaliśmy odświeżone, symfoniczne aranżacje, które nadają dobrze znanym utworom zupełnie nową głębię. Bogatsze instrumentarium, lepsza jakość dźwięku i bardziej rozbudowane kompozycje sprawiają, że muzyka jeszcze mocniej podkreśla charakter kolejnych miejsc. Muszę jednak podkreślić, że twórcy zachowali rozpoznawalne melodie, dzięki czemu nawet po wielu latach bez problemu odnajdywałem w nich klimat oryginału. Jak już wspomniałem Nintendo zdecydowało się również na pełne udźwiękowienie scen przerywnikowych i rozbudowanie dialogów, co stanowi ogromną zmianę względem pierwotnej wersji, w której narracja opierała się przede wszystkim na tekstowych rozmowach. Dzięki temu najważniejsze wydarzenia nabrały bardziej filmowego charakteru.

Znana rozgrywka czy jednak coś więcej. Jak gra się w The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake?

Pomimo wszystkich zmian i usprawnień muszę podkreślić, że recenzowany The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake pozostaje przede wszystkim wiernym odtworzeniem klasycznej przygody z 1998 roku. Nintendo poprawiło sterowanie, rozbudowało możliwości Linka i odświeżyło wiele elementów świata, ale nie zdecydowało się na całkowite przebudowanie fundamentów rozgrywki. Najlepiej widać to podczas starć z przeciwnikami, ponieważ system walki jest po prostu bardzo prosty... a samo namierzanie przeciwników czasami potrafi sprawić problemy. Link może korzystać z miecza, tarczy, wykonywać uniki i wykorzystywać dodatkowe wyposażenie, jednak trudno mówić tutaj o szczególnie wymagających pojedynkach. Większość przeciwników posiada dosłownie jeden schemat ataków - twórcy tak naprawdę nie zmienili wielu elementów w podstawach, co dla niektórych graczy będzie symbolicznym, przyjemnym elementem, ale niektórzy mogą narzekać na lekko „staroświeckie” fundamenty. Nie oznacza to jednak, że walka jest nieprzyjemna – wręcz przeciwnie, dzięki poprawionemu sterowaniu starcia pozostają satysfakcjonujące, choć zdecydowanie brakuje im głębi znanej ze współczesnych gier akcji. Mam jednak wrażenie, że Nintendo świadomie zachowało ten element w niemal niezmienionej formie, stawiając na przystępność i charakter oryginału, zamiast próbować na siłę tworzyć zupełnie nowy system pojedynków.

Na szczęście największą siłą Ocarina of Time nigdy nie była sama walka, lecz sposób, w jaki Nintendo połączyło eksplorację świata z rozwiązywaniem kolejnych zagadek. Główna oś przygody nadal koncentruje się na odwiedzaniu rozbudowanych świątyń, które stanowią prawdziwe serce całej produkcji. To właśnie tutaj Link musi wykorzystywać zdobywane przedmioty, analizować otoczenie i stopniowo odkrywać drogę do kolejnych pomieszczeń. Łuk pozwala aktywować odległe przełączniki i trafiać w odpowiednie cele, ciężkie buty umożliwiają eksplorację podwodnych obszarów, młot pozwala niszczyć niektóre konstrukcje, a hak otwiera dostęp do miejsc, do których wcześniej nie mogliśmy dotrzeć. Często musimy wracać do wcześniej odwiedzonych lokacji, by wykorzystać nowe możliwości Linka i odkryć kolejne sekrety. Same świątynie nadal potrafią zachwycić pomysłowością, ponieważ każda oferuje nieco inne wyzwania i wymaga odpowiedniego podejścia.

Nie będę jednak ukrywał, że podczas ponownego przechodzenia tej historii regularnie towarzyszyło mi jedno zaskakujące uczucie - zapamiętałem The Legend of Zelda: Ocarina of Time jako znacznie trudniejszą grę. Przed laty niektóre świątynie potrafiły zatrzymać mnie na dłużej, pojedynki z bossami wymagały większego skupienia, a odnalezienie drogi do kolejnego celu nie zawsze było oczywiste. Tym razem przez większość przygody przechodziłem bez większych problemów, a nawet bardziej rozbudowane zagadki udawało mi się rozwiązywać stosunkowo szybko. Oczywiście trudno jednoznacznie stwierdzić, na ile jest to zasługa wprowadzonych usprawnień, a na ile mojego doświadczenia i znajomości oryginału. Nie zmienia to jednak faktu, że z perspektywy czasu chętnie zobaczyłbym w remake’u nieco wyższy poziom trudności, który pozwoliłby ponownie poczuć większe napięcie podczas eksploracji i walki. Mimo wszystko po blisko 30 godzinach spędzonych z grą nie mam wątpliwości, że klasyczna formuła nadal zapewnia mnóstwo przyjemności.

Czy warto zagrać w The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake?

Kapitalna przygoda powróciła i nie mam wątpliwości, że Nintendo wykonało kawał znakomitej pracy. Recenzowany The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake to coś więcej niż odświeżona wersja jednej z najważniejszych gier w historii. To piękna, baśniowa opowieść, która pomimo upływu niemal trzech dekad nadal potrafi oczarować. Japończycy zadbali o fantastyczną oprawę wizualną, odświeżyli kultową muzykę, poprawili sterowanie i rozbudowali wybrane elementy świata, ale przede wszystkim zachowali wyjątkowy charakter oryginału. Dzięki temu ponownie mogłem zanurzyć się w przygodzie, która nie potrzebuje ogromnej mapy, setek aktywności czy skomplikowanego systemu walki, by zapewnić mnóstwo… radości z rozgrywki.

Nie oznacza to jednak, że The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake zachwyci absolutnie każdego. Pod piękną oprawą nadal kryje się gra z 1998 roku, której fundamenty mogą wydawać się nieco archaiczne w zestawieniu ze współczesnymi produkcjami. Nintendo nie próbowało jednak stworzyć zupełnie nowej Zeldy, lecz przygotowało współczesną wersję klasyka, który przed laty wyznaczał standardy dla całego gatunku… i właśnie z tej perspektywy najlepiej oceniać najnowsze wydanie. To remake, który z ogromnym szacunkiem traktuje pierwowzór, jednocześnie eliminując wiele jego najbardziej uciążliwych ograniczeń.

Wierni fani Nintendo i serii The Legend of Zelda będą zachwyceni, ale mam również nadzieję, że dzięki temu wydaniu zupełnie nowe pokolenie graczy pozna historię Linka. Szczególnie cieszy mnie obecność polskiej wersji językowej, która pozwala wreszcie przeżyć tę legendarną opowieść bez bariery językowej. Sam wróciłem do Hyrule z ogromną ciekawością, zastanawiając się, czy wspomnienia nie okażą się piękniejsze od rzeczywistości. Ostatecznie otrzymałem przygodę, która przypomniała mi, dlaczego przed laty tak bardzo pokochałem tę serię. The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake nie jest już produkcją rewolucyjną, ale wcale nie musi nią być. To nadal znakomita gra, która udowadnia, że świetnie zaprojektowana przygoda, niezapomniana muzyka i odrobina magii potrafią przetrwać próbę czasu. Nintendo przywróciło jedną ze swoich największych legend i zrobiło to w naprawdę pięknym stylu.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Ocena - recenzja gry The Legend of Zelda: Ocarina of Time (remake)

Atuty

  • Przepiękna, baśniowa oprawa wizualna i znakomity klimat Hyrule,
  • Polska wersja językowa… ZELDA PO POLSKU!
  • Odświeżona, symfoniczna ścieżka dźwiękowa,
  • Znacznie wygodniejsze sterowanie i zarządzanie ekwipunkiem,
  • Przemyślane zmiany w świecie i konstrukcji wybranych lokacji,
  • Świetnie zaprojektowane świątynie i satysfakcjonująca eksploracja,
  • Rozbudowane dialogi i udźwiękowione sceny.

Wady

  • Niski poziom trudności, szczególnie dla doświadczonych graczy,
  • Niektóre rozwiązania i ograniczenia świata zdradzają wiek oryginału.

The Legend of Zelda: Ocarina of Time Remake to przepiękna, baśniowa przygoda, która dzięki odświeżonej oprawie, usprawnionej rozgrywce i nowym elementom ponownie potrafi oczarować. Choć prosty system walki i niski poziom trudności przypominają o wieku oryginału, eksploracja Hyrule oraz odkrywanie kolejnych świątyń nadal zapewniają mnóstwo przyjemności. Nintendo przygotowało znakomity remake, który zachwyci wiernych fanów serii i pozwoli nowemu pokoleniu graczy poznać jedną z największych legend branży.

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper