Order of the Sinking Star - recenzja i opinia o grze [PC]. Setki godzin główkowania
Słyszeliście kiedykolwiek o Order of the Sinking Star? Zapewne nie – a szkoda, bo to diabelnie dobra i wciągająca gra logiczna, którą po prostu trzeba się zainteresować. Oto recenzja tytułu na PC.
Za stworzeniem Order of the Sinking Star stoi Jonathan Blow – ten sam człowiek, który wyczarował The Witness czy legendarnego Braid. Tym razem deweloper oferuje coś zgoła odmiennego, choć wciąż powiązanego z poprzednimi dziełami. Na pewno punktem wspólnym pozostaje konieczność wytężania szarych komórek. Zakon Tonącej Gwiazdy to bowiem produkcja logiczna w stylu Sokoban, gdzie głównym zadaniem gracza jest przestawianie postaci i obiektów zgodnie z określonymi zasadami i prawami logiki.
Przechodzenie poziomów w Order of the Sinking Star wiąże się z dostawaniem się do określonych punktów na planszach, co zazwyczaj staje się możliwe wyłącznie wtedy, gdy najpierw przesuniemy w odpowiedni sposób kamienie, kule lub inne znajdujące się tu obiekty. Od początku gramy trzema postaciami: wojownikiem, złodziejką i czarodziejem. W telegraficznym skrócie: pierwsza postać pcha obiekty, druga ciągnie je, a trzecia zamienia się miejscami z tym, na co (lub na kogo!) akurat patrzy.
Te trzy zdolności stanowią kapitalny punkt wyjścia dla długich godzin główkowania, co i kogo (oraz jak) postawić na planszy. Gdy postacie działają jednocześnie, kluczem staje się odpowiednia współpraca między nimi. Czarodziej jest w stanie przenikać przez kraty i blokady, natomiast złodziejka może przesuwać obiekty w przeciwnym kierunku niż wojownik. Później dochodzą jeszcze inni bohaterowie z nowymi zdolnościami, które dodatkowo ubogacają rozgrywkę. Taki „sokobanowy” gameplay, który w założeniach brzmi trochę banalnie i całkiem nudno, w recenzowanym Order of the Sinking Star okazuje się sporym, ale i zaskakująco intrygującym wyzwaniem. Czasem trzeba naprawdę mocno wysilić szare komórki, żeby domyślić się odpowiedniej konfiguracji. A gdy taki moment olśnienia nadchodzi, satysfakcja jest ogromna!
Oczywiście czasem zdarza się tak, że moment olśnienia nie nadchodzi, a na domiar złego postać się gdzieś blokuje. Wtedy mamy opcję przewijania czasu, z której słynie twórca gry - możemy cofać się dowolnie krok po kroku albo całkowicie zresetować poziom. To bardzo ważne i cenne, bo czasem na danej planszy trzeba spróbować kilku konfiguracji, by wreszcie wymyślić tę, która zadziała.
Tylko z ukosa
Niemal z każdym nowym etapem Order of the Sinking Star wprowadza coś nowego – jakiś element gameplayu lub kolejne wyzwanie środowiskowe - dzięki czemu rozgrywka pozostaje cały czas diabelnie ciekawa i ekscytująca. Na przykład dość szybko mamy okazję zetknąć się z goblinami. Wtedy ważny jest sposób, w jaki sposób ustawiamy się na planszy - bohater nie może stawać bezpośrednio przy potworkach, a jedynie po przekątnej, bo inaczej zostanie z niego mokra plama i trzeba będzie przewijać rozgrywkę. W międzyczasie tytuł usilnie próbuje sprzedać nam jakąś fabułę. Poznajemy ją z dialogów, których słuchamy podczas gry. Niestety historia mnie nie porwała – już po pierwszych kilku rozmowach złapałam się na tym, że nie za bardzo interesuje mnie to, co mówią, bo mówią niemal ciągle to samo.
Na szczęście fabuła w tego typu produkcjach to kwestia drugorzędna. A niemal od pierwszej sekundy Order of the Sinking Star daje po sobie poznać, czym dokładnie jest i na co kładzie nacisk. Nie ma tu żadnych cut-scenek, nie pokazuje się żadne menu i nie trzeba ustawiać żadnych opcji – od pierwszej chwili od uruchomienia po prostu przejmujemy kontrolę nad postacią i gramy. Tak samo sytuacja wygląda przy każdym wznowieniu rozgrywki. Nie trzeba nawet wybierać opcji „wczytaj” czy „kontynuuj”, co w większości tytułów jest koniecznością.
Trochę tu zabawimy
Być może kogoś zaskoczy długość Zakonu. Na jego ukończenie trzeba przeznaczyć mnóstwo czasu - samo demo, które było swego czasu dostępne w sieci, stanowiło wyzwanie na kilkanaście (naprawdę) godzin. W sumie musimy zmierzyć się z łamigłówkami na ponad 1000 poziomach. Nikt nie zna dzieła tak dobrze, jak jego twórca, a ten wspomina nawet o... 500 godzinach potrzebnych na całkowite wymaksowanie wszystkich rejonów wirtualnego świata (cóż, to w sumie takie GTA 6, tylko na logikę).
Za liczbą poziomów śmiało podąża ich zróżnicowanie. Czasem mamy do czynienia z planszą podzieloną na wysepki lub odsunięte od siebie platformy, czasem to postacie są fizycznie od siebie odseparowane - i trzeba się zastanawiać, jak pokonać ten dystans i dotrzeć do wyznaczonego miejsca. Grę należy docenić za kosmiczną zawartość, a szczególnie za mnogość genialnie zaprojektowanych plansz.
Order of the Sinking Star wygląda bardzo atrakcyjnie
Oprawa graficzna w recenzowanym Order of the Sinking Star jest barwna i miła dla oka. Mijamy setki otwartych i zamkniętych przestrzeni, które różnią się tematycznie i kolorystycznie. Czasem jest jasno i wręcz idyllicznie, a czasem posępnie i tajemniczo. Bardzo ładnie i świeżo prezentują się animacje postaci. Niemniej sam styl graficzny nie do końca przypadł mi do gustu - mocno zarysowane kontury i ciosane siekierą modele za bardzo przypominają produkcje mobilne.
Osobiście nie jestem fanką takiego trendu, choć nie mogę też powiedzieć, że produkcja jest brzydka. Co natomiast dotyczy dźwięku, to po prostu nie ma na co narzekać - kawałki, które lecą w tle, są niezwykle klimatyczne i idealnie komponują się z tym, co widać na ekranie. I przede wszystkim pomagają się skupić. Tytuł oferuje pełen dubbing postaci. Rozmowy słyszymy po angielsku - i prawdę mówiąc, całe szczęście, że nie trzeba przewijać czy przeklikiwać dialogów, tylko można je spokojnie puszczać mimo uszu (bo, jak już wspomniałam, w mojej opinii bohaterowie nie mówią nic ciekawego).
Order of the Sinking Star - czy warto kupić?
Order of the Sinking Star to rozbudowana i pełna głębi produkcja z mnóstwem ciekawych rozwiązań gameplayowych i kreatywnie zaprojektowanych poziomów. Największą zaletą tytułu pozostaje rozgrywka, która nieustannie zmusza gracza do wytężania szarych komórek. Rozwiązywanie zagadek daje sporo satysfakcji. Oprawa wizualna, choć zróżnicowana, podobała mi się już trochę mniej. No, ale wszystkiego mieć nie można. Koniec końców, bardzo polecam tę grę - na długie jesienne wieczory będzie jak znalazł.
Ocena - recenzja gry Order of the Sinking Star
Atuty
- nieskomplikowany i zarazem szalenie wciągający gameplay
- genialny design poziomów (i ich liczba)
- ciągłe zmuszanie do główkowania
- brak powtarzalności, nieustannie nowe rozwiązania i pomysły
- dopracowane animacje postaci
- klimatyczna muzyka
Wady
- styl graficzny
- warstwa fabularna
- nudne dialogi
Order of the Sinking Star to bardzo udana gra logiczna ze świetnie zaprojektowanymi poziomami i angażującym gameplayem. Nie wszystkie rzeczy wyszły twórcy Braid idealnie, ale zdecydowanie warto sięgnąć po tę produkcję, jeśli lubicie gry „na myślenie”.
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych