Matchbox: Film (2026) - recenzja filmu [Apple]. Niby można, ale po co?

Matchbox: Film (2026) - recenzja, opinia o filmie [Apple]. Niby można, ale po co?

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 20:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Grupa przyjaciół z dzieciństwa spotyka się w rodzinnej miejscowości, kiedy bliski im mechanik odchodzi na tamten świat. Celebracja i wspominki szybko przybierają nieciekawy obrót, a cała piątka budzi się nagle związana w wojskowym samolocie, oskarżona o kradzież niebezpiecznej broni, którą jeden z nich miał dostarczyć Amerykanom, a która zniknęła bez śladu. Będą musieli na nowo nauczyć się sobie ufać jeśli chcą odzyskać dobre imię i ocalić swoje życie. Jaki to ma związek z Matchboxami? Lubili się nimi bawić, jak byli mali. 

Dla młodzieży, która może nie wiedzieć, co to takiego. Matchboxy to alternatywa dla Hot Wheels, również od firmy Mattel. Oryginalnie produkowane przez Lensey Products, firmę założoną przez trzech kolegów, Lesley Smitha, Rodneya Smitha i Johna Odella. To ten ostatni wpadł na pomysł zrobienia zabawki wielkości pudełka zapałek, ponieważ szkoła, do której uczęszczała nie pozwalała na przynoszenie gadżetów większych niż właśnie pudełko zapałek. Pomysł ruszył jak rakieta, ciesząc kolekcjonerów niską ceną i przywiązaniem do detali. W czasach PRL były na blokowiskach symbolem luksusu, ponieważ dostać można je było wyłącznie za dolary. W latach dziewięćdziesiątych każdy chłopak na osiedlu miał całą flotę "resoraków", którymi jeździło się po chodnikach, budowało garaże w piaskownicach i trasy z patyków. Piękne czasy. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Kiedy zobaczyłem na Apple TV tytuł "Matchbox", oczy zaświeciły mi się jak dziecku na widok słodyczy. Ożyły wspomnienia, pojawił się entuzjazm. Ale zacząłem się też zastanawiać, jak właściwie można przerobić taką markę na sensowny film. Może pójść w kompletny odjazd, jak autorzy "Barbie" (też Mattel) i na przykład pomniejszyć obsadę i kazać im jeździć tymi małymi samochodzikami, magicznie posiadającymi nagle silniki? Na pewno mogłoby z tego być niezłe widowisko - świat w skali makro oznaczałby wielkie przeszkody, offroad w czyimś ogrodzie, a cały film mógłby dziać się na jednym osiedlu, jednej ulicy. Ale nie. Scenarzyści, Matt Westbrook i David Coggeshall, postanowili zrobić do bólu generyczny film akcji, z fabułą tak prostą i nijaką, że po maksymalnie 25 minutach wiesz już wszystko i tylko obserwujesz, czekasz na koniec. Całe powiązanie z zabawką wynika z faktu, że jak byli mali, nasi bohaterowie mieli "klub matchboxów". i lubili się nimi bawić. Bezczelność niemal na miarę postaci z genialnej "Superprodukcji" Juliusza Machulskiego, gdzie kompletnie oryginalny scenariusz "Miłość przez KO" dostał w dystrybucji tytuł "Latarnik: czyli miłość przez KO", bo wiadomo, że jak podepniesz się pod lekturę, to szkoły przyjdą i kasa się kręci. 

Matchbox: Film (2026) - recenzja, opinia o filmie [Apple]. Scenariusz tak mierny, jakby pisało go AI

Głównym bohaterem filmu jest Sean (John Cena), w dzieciństwie nieśmiały chłopiec, który bał się wyznać miłość koleżance, dzisiaj elitarny agent CIA, który niemalże wszystko potrafi zrobić sam, nie potrzebuje niczyjej pomocy i nie chce nawet zbliżać się do ludzi, ponieważ byłoby to dla nich potencjalnie niebezpieczne. Tamta koleżanka, imieniem Aimee, wyrosła na Jessicę Biel, kochającą wyścigi i prędkość, twardą babkę. Prócz nich w grupie byli jeszcze Crosby i Charmane (odpowiednio Sam Richardson i Teyonah Parris), którzy mieli się ku sobie już od wczesnej młodości, choć teraz przechodzą lekki kryzys małżeński, oraz Ted (Arturo Castro), rozczarowany dzisiejszą młodzieżą nauczyciel chemii, ojciec i mąż. Sean musi działać szybko i skutecznie, jeśli chce oczyścić swoje dobre imię i przy okazji ocalić resztę przed więzieniem albo śmiercią, lecz najpierw będzie musiał nauczyć się ufać swoim przyjaciołom.

Nie owijając w bawełnę, scenariusz "Matchbox: Film" jest mierny. Sama intryga to czysty banał, w dodatku bardzo szybko wykładający dosłownie wszystkie karty na stół, ale to jeszcze byłoby do wybaczenia, gdyby chociaż postacie i ich wątki zostały lepiej rozpisane. Gdyby tylko! Jedyne dwa wątki, które zaliczają jakikolwiek progres, gdzie można mówić o jakimś łuku fabularnym, dotyczą Seana oraz małżeństwa w kryzysie. Ale tak jak jeszcze historia Seana jakoś tam się lepi, faktycznie dostaje on nauczkę, a jego brak wiary w innych niemal doprowadza go do bardzo kiepskiego końca, tak w przypadku kryzysu Crosbiego i Charmane ani nie widzimy genezy ich problemu ani jego rozwiązanie nie ma żadnego głębszego sensu. Pozostałe postacie to natomiast kompletne nieporozumienie. Aimee lubi prędkość i cały czas stara się być lepsza na początku filmu i dokładnie tak samo można opisać ją na koniec filmu. Tak samo w przypadku Teda. Najgorszy jest jednak czarny charakter filmu, który jest zły... Bo tak. Biorąc pod uwagę to, co wiemy na jego temat, myślę, że wypadałoby trochę lepiej go umotywować, nadać jakiś sens jego poczynaniom. Zamiast tego - niezamierzenie - filmowcom wyszedł podkręcający metaforycznego wąsa, generyczny złol. Kolejne przykłady mógłbym mnożyć jeszcze długo, ale zbyt mocno wbiłoby nas to na teren spoilerów, więc już się powstrzymam. 

Matchbox: Film (2026) - recenzja, opinia o filmie [Apple]. Rozwalmy kilka samochodów 

Jednym elementem filmu Sama Hargrave'a, który faktycznie można pochwalić, jest jego widowiskowość. Sceny akcji z udziałem pojazdów są bardzo kinetyczne, pełne stłuczek, obrotów, skoków, upadków i czego tam jeszcze. Co najważniejsze, znakomita większość tych popisów kaskaderskich została zrealizowana naprawdę, w oku kamery, na co najlepszym dowodem jest fakt, że podczas nowojorskiej premiery filmu, kaskader Karl Van Moorsel, w towarzystwie Ceny, odebrał oficjalny dyplom od przedstawiciela Księgi Rekordów Guinnessa, potwierdzający pobicie rekordu największej liczby obrotów auta po jednym wybiciu. Poprzedni rekord to osiem obrotów. Tutaj udało się zrobić czternaście. A do tego dochodzą pościgi ulicami i alejkami jakiegoś targu, zrzucanie wielkich samochodów w przepaść z interesująco wyglądającym przelotem dronem, łapiącym dynamicznie całą sytuację, a nawet szalony wyczyn, którym lata temu popisał się w jednym ze swoich filmów James Cameron. I choć minęło już tyle lat, wciąż robi on wrażenie. 

Na tym jednak zalety filmu się kończą. Zostaje już jedynie zerowa chemia między postaciami i żarty trafiające do celu rzadziej niż polska reprezentacja piłki nożnej. Trudno nie odnieść w trakcie seansu wrażenia, że w gruncie rzeczy wszyscy poza Seanem są w filmie wyłącznie po to aby komentować jego poczynania. I nie jestem pewien, czy dałoby się ten pomysł uratować nawet gdyby te ich komentarze faktycznie były w większości zabawne, bo jednak wypadałoby aby reszta obsady też robiła przez cały film coś konkretnego. I jasne, koniec końców "coś" robią, ale trzeba na to coś czekać niemalże cały film. 

"Matchbox: Film" to tak naprawdę wcale nie film, to produkt. Bezduszny, nieśmieszny, przewidywalny, za długi, generyczny, pełen lokowań produktów. Jedyne, co jakkolwiek go ratuje, to dobrze zrealizowane pościgi. I tylko z tego powodu ocenia nie jest niższa. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Atuty

  • Dobre sceny akcji;
  • Ze dwa niezłe gagi.

Wady

  • Cała reszta.

Za szybcy się wściekli! Apple zrobiło chyba najbardziej excelowy film tego roku - znany tytuł, znane i lubiane nazwiska, tani humor i jeszcze tańsza fabuła.

4,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper