NHL 27 - recenzja gry. Pierwszy raz z kijem i krążkiem
Szczerze? Pierwsze minuty z NHL 27 przypominały mi wejście do baru, w którym wszyscy znają zasady jakiejś skomplikowanej gry karcianej poza mną. Ludzie jeżdżą w każdą stronę, krążek znika z pola widzenia, nagle sędzia przerywa akcję, na ekranie pojawia się komunikat, którego znaczenia nie znam, a chwilę później przeciwnik wbija mnie w bandę. Totalne zagubienie - pomieszanie z poplątaniem.
I między innymi dlatego recenzowany NHL 27 okazał się dla mnie znacznie ciekawszym eksperymentem, niż początkowo zakładałem. Nie oceniałem, czy jeden zawodnik zachowuje się o trzy procent bardziej realistycznie niż rok temu ani czy konkretny system taktyczny odwzorowano lepiej od poprzedniej odsłony. Uczyłem się hokeja razem z grą. Najpierw próbowałem w ogóle trafić w bramkę, potem odkryłem, że podanie przed siebie nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem, a po kilku meczach zacząłem nawet rozumieć, dlaczego pięciu ludzi na lodzie porusza się tak, jak się porusza.
NHL 27 chce wyglądać jak prawdziwa transmisja
NHL 27 zadebiutowało 11 września 2026 roku na PlayStation 5 oraz Xbox Series X|S i tegoroczna odsłona bardzo mocno stawia na autentyczność. EA przebudowało atmosferę wszystkich hal, dodając charakterystyczne przyśpiewki, oprawy świetlne, muzykę po golach i elementy prezentacji właściwe konkretnym drużynom. Doszedł nowy duet komentatorski oraz odświeżona realizacja telewizyjna. Podczas przerw kamera łapie zawodników i trybuny, oprawa reaguje na przebieg spotkania, a poszczególne areny rzeczywiście mają trochę własnego charakteru.
Zmiany schodzą również na sam lód. SI ma lepiej zachowywać się jako pięcioosobowa jednostka, a zespoły zmieniają podejście zależnie od wyników i sytuacji w meczu. Poza zwykłymi spotkaniami mamy rozbudowane Be a Pro, w którym tegoroczna historia mocniej skupia się na drodze do roli lidera i kapitana, Hockey Ultimate Team, World of Chel oraz Connected Franchise Zawartości zdecydowanie nie brakuje. Większym problemem jest nauczenie świeżaka, co właściwie powinien z nią zrobić.
Nie znam hokeja
Największy komplement, jaki mogę dać tej grze, jest banalny: recenzowane NHL 27 sprawiło, że zainteresował mnie hokej. Na początku widziałem niesamowicie szybką grę sportową, w której sześć sekund nieuwagi wystarcza, żeby sytuacja przeniosła się spod jednej bramki pod drugą. Po kilku meczach zaczynałem jednak widzieć coś więcej. Cofnięcie krążka zamiast desperackiego pchania się do przodu. Szukanie miejsca na drugiej stronie tafli. Wyciąganie bramkarza z pozycji i tak dalej…
Bardzo spodobało mi się też samo sterowanie. Hokeista ma masę, rozpęd, potrzebuje chwili na zmianę kierunku. Jeszcze lepiej wypada moment, w którym po kilku przypadkowych golach wreszcie zdobywa się bramkę dokładnie tak, jak człowiek zaplanował. Podanie w poprzek, jeden ruch, strzał i siatka. Przez sekundę można poczuć się jak geniusz taktyczny.
Ogromnie pomaga prezentacja. Jako osoba bez przywiązania do konkretnych klubów bardzo szybko zacząłem wybierać drużyny również na podstawie tego, jak wyglądają ich hale, oprawy i całe otoczenie meczu. EA rzeczywiście położyło nacisk na różnice między arenami, muzykę po golach i zachowanie publiczności. Dla wieloletniego fana mogą to być szczegóły. Dla mnie budowały praktycznie całe pierwsze wrażenie.
Brak samouczka
Tutaj dochodzimy do największego problemu. NHL 27 jest zaskakująco kiepskie w uczeniu człowieka, który naprawdę zaczyna od zera. Gra pyta o doświadczenie, może ustawić niski poziom trudności i oferuje On-Ice Trainer, a EA przygotowało nawet osobny poradnik zalecający początkującym Free Skate, Play Now oraz odpowiednie suwaki. Brakuje jednak porządnego, prowadzonego krok po kroku samouczka.
I przez to moje pierwsze godziny były niepotrzebnie trudne. Niektóre rzeczy można odkryć metodą „wciskaj wszystko, aż zadziała”, ale dlaczego sędzia przerwał grę? Jak powinienem się ustawić podczas konkretnej sytuacji? Dlaczego jeden atak wyglądał dobrze, a drugi rozpadł się natychmiast? Gra skierowana przede wszystkim do wieloletnich fanów serii może zakładać pewien poziom wiedzy, ale jeśli EA chce przyciągać nowych ludzi, ktoś powinien wreszcie zbudować dla nich prawdziwą szkołę hokeja.
Reasumując...
NHL 27 było dla mnie wejściem do sportu, którego wcześniej właściwie nie znałem, i pod tym względem zadziałało zaskakująco dobrze. Świetne tempo, przyjemne sterowanie, fizyczność i naprawdę mocna prezentacja sprawiły, że po kilku spotkaniach przestałem wyłącznie gonić za krążkiem i zacząłem próbować rozumieć grę. Szczególnie cieszy moment, gdy z kompletnie zagubionego człowieka wciskającego strzał przy każdej okazji zaczyna się robić ktoś, kto potrafi cierpliwie rozegrać akcję. I to mimo tego, że dalej nie do końca ogarniam przepisy.
Szkoda tylko, że EA każe nowemu graczowi samodzielnie wspinać się przez pierwsze metry tej góry. Porządny tutorial zrobiłby tutaj ogromną różnicę, bo za dość nieprzyjaznym wejściem kryje się bardzo dobra gra sportowa. Wieloletni fani będą zapewne analizować recenzowane NHL 27 przede wszystkim jako kolejną ewolucję znanej serii. Ja dostałem coś trochę innego - pierwszy kontakt z całym sportem.
Ocena - recenzja gry NHL 27
Atuty
- Szybka, angażująca rozgrywka
- Przyjemne sterowanie i wyczuwalna fizyczność
- Satysfakcja z dobrze rozegranych akcji
- Świetna oprawa meczów i charakter poszczególnych hal
- Bogata zawartość i różnorodne tryby
Wady
- Brak kompleksowego samouczka
- Niewystarczające wyjaśnienie przepisów i taktyki
- Trudne wejście dla osób nieznających hokeja
NHL 27 wciąga tempem i oprawą, ale brak porządnego samouczka utrudnia pierwszy kontakt z hokejem. Nie czuję, że hokej był dla mnie nową piłką nożną, ale na pewno po tej zabawie sama dyscyplina jest mi nieco bliższa.
Graliśmy na:
PS5
Przeczytaj również
Komentarze (7)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych