Resident Evil (2026) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Czy to najlepsza adaptacja serii w historii?
Bryan chciał po prostu wrócić do domu, lecz lęk przed trudną rozmową z dziewczyną i chęć dorobienia skusiła go, aby wykonał jeszcze jedną dostawę. Nie miał pojęcia, że zabierze go ona w sam środek zombie apokalipsy. Aby przeżyć, będzie musiał nauczyć się walczyć. I to szybko.
Seria Capcomu nie miała łatwo w świecie kinematografii. Zaczynając od filmu George'a Romero, który ostatecznie nigdy nie doszedł do skutku, przez całkiem udany, choć bardzo luźno czerpiący z oryginału, pierwszy film Paula W.S. Andersona, a na całej reszcie jego tworów i komicznie złej, acz wizualnie znajomej abominacji, jaką było "Witajcie w Raccoon City" kończąc. Okazuje się, że szalenie trudno jest zrobić w tym uniwersum coś, co faktycznie będzie warte uwagi. Reinterpretacja postaci i wydarzeń w wersji Andersona sprawia wrażenie, jak gdyby grając w gry, co jakiś czas natykał się on na coś, co mu się podobało, więc stwierdzał, że wrzuci to do kolejnego filmu, nie bacząc na logikę ani nic innego. Wielkie bydle w skórzanym fartuchu, z olbrzymim, katowskim toporem, w środku nowoczesnego budynku korporacji farmaceutycznej? Pewnie, czemu nie! Dorzućmy jeszcze zraszacze, będzie fajniej wyglądało!
Z każdą kolejną częścią, publiczność miała coraz bardziej dosyć publicznej asasynacji ich ulubionej serii, więc Hollywood, zdając się słyszeć ich krzyki, odsunęło Andersona i zrobiło coś zupełnie nowego, tym razem znacznie bliżej trzymając się środków wyrazu, którymi operują gry. Przynajmniej na papierze, bo tak jak "Witajcie w Raccoon City" zgrabnie odtwarzało niektóre wnętrza, kostiumy czy ikoniczne kadry, tak ostatecznie okazało się być chaotycznym miszmaszem pierwszych dwóch gier, z postaciami o głębokości charakterologicznej kałuży po letniej mżawce. W papierowej adaptacji dwójki stało, że Leon spóźnił się na swój pierwszy dzień pracy, bo pochlał poprzedniego dnia? Dobra, zrobimy z niego wiecznie zapijaczonego fajtłapę!
Resident Evil (2026) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Niby coś zupełnie innego...
Ostatecznie, wychodzi na to, że w dwudziestoczteroletniej, celulozowej historii serii najlepiej zrobił to pierwszy film Andersona z 2002 roku - na tyle dobrze, że później sam Capcom zaadaptował kilka zawartych weń pomysłów w kolejnych osobach serii. Randomowe "laboratorium" z dwójki stało się "Nestem", jasno nawiązując do filmowego "Hive'a"; laserowy korytarz pojawił się w czwórce i jej remake'u, a Red Queen pojawiła się w lekko zmienionej formie w "Umbrella Chronicles". Wydaje mi się, że ten pierwszy "Resident Evil" odniósł sukces, ponieważ mógł stać na swoich własnych nogach - nie było w nim praktycznie żadnych postaci, które widzieliśmy w grach, więc trudno było czuć się zawiedzionym ich przedstawianiem, fabuła zbudowana została od zera w oparciu na tych nowych postaciach i tylko ogólny feeling i odniesienia do gier jasno przypominały widzowi, że to jest ten sam świat, być może w tej samej chwili w innej posiadłości Chris, Jill i reszta również starają się przeżyć. Nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie do takich wniosków doszedł reżyser dzisiejszego filmu, Zach Cregger, ponieważ jego wersja opiera się na tych samych założeniach, co film Andersona z 2002 roku.
Postawmy sprawę jasno - najnowszy "Resident Evil" mógłby równie dobrze nazywać się "Infection", "Courier", "Outbreak" lub jakkolwiek inaczej, i działałby dokładnie tak samo. Ponoć sam reżyser przyznał, że pisał ten scenariusz jako generyczny horror, dopiero później dostrajając go, aby pasował do marki Capcomu, kiedy okazało się, że może się nią pobawić. Z jednej strony, nie lubię tego typu zagrań, bo wyglądają jakby ktoś po prostu próbował podpiąć się pod znaną markę, aby więcej zarobić. Z drugiej, ustaliliśmy już, że w przypadku tej konkretnej serii, zdaje się to być jedyne skuteczne rozwiązanie. Pozostaje więc odpowiedzieć na pytanie, czy sam film jest zwyczajnie, tak po ludzku... Dobry.
Resident Evil (2026) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Narracyjnie mogłoby być lepiej
Fabuła jest chyba najsłabszym elementem nowego "Resident Evil". Nie dlatego, że scenariusz jest jakiś zły, a dialogi kiepskie, ale ponieważ... Prawie ich tu nie ma. Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z kinem drogi. Bryan (Austin Abrams) dostaje zadanie i przez sto minut próbuje je wykonać - zawieźć cenną paczkę do szpitala generalnego w Raccoon City. Szkoda, że główny bohater nie ma na imię Sam, byłoby ładne nawiązanie do innej serii gier. Jasne, po drodze spotkamy na przysłowiową sekundę ze trzy, cztery postacie, żeby nasz bohater miał się do kogo odezwać, ale to tylko krótkie epizody, pomiędzy którymi obserwujemy po prostu jak chłopak chodzi, znajduje nowy sprzęt, walczy i rzuca pod nosem taką ilość słów na "f", że nawet twórcy "South Park" byliby dumni.
Nie wiem czy to przebija z tego krótkiego opisu, ale zasadniczo Cregger przepisał tutaj DNA gier na język kina. Samotny bohater musi iść pieszo przez śnieżycę, mamy farmę/dom, pistolet jako pierwszą broń, do której szybko dołącza strzelba - i tak dalej i tak dalej. Film jest przy tym dosłownie naszpikowany wizualnymi odniesieniami do gier. Amunicja do strzelby znajduje się w znajomo wyglądającym, zielonym opakowaniu, w czyimś samochody stoją w doniczkach pokaźne, zielone roślinki, w stodole, z jakiegoś powodu, leży sobie puszka ze sprayem leczniczym (piękne nawiązanie do faktu, że w grach też potrafią się te przedmioty znajdować w dosyć losowych miejscach), a kłódka na drzwiach ma na sobie symbol karo, czy tam, jak kto woli, dzwonka. Mógłbym tak wymieniać jeszcze długo, ale nie chcę wchodzić w spoilery.
Resident Evil (2026) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Lickery, Huntery, Cerberusy, Tyranty?
Nie do końca jestem natomiast przekonany do zaprezentowanych w filmie potworów. Może to jakaś pozostałość po pierwotnej wersji scenariusza, ale jestem odrobinę zawiedziony faktem, że prócz zombie nie ma tu właściwie żadnych przeciwników, których kojarzyli byśmy z gier, a i same zombie mają w sobie coś, hmmm, specjalnego, co wyróżnia je na tle tych z oryginału. To powiedziawszy, trzeba przyznać, że Cregger wie jak te swoje maszkarony skutecznie wykorzystywać aby zbudować nastrój. Kolejne sekwencje łączą ze sobą najlepsze cechy body horroru i czarnej komedii - co zapewne nie każdemu się spodoba - dodatkowo podlane okazjonalnym jump scare'em, ale zwykle uczciwym, satysfakcjonującym. Moim zdaniem to połączenie całkiem dobrze pasuje do opowiadanej tu historii, do tego konkretnego, neurotycznego, nieobytego z bronią bohatera. Zmieniłbym może jedynie finał, który nie dość, że w dalszym ciągu pozostaje aż do przesady śmieszkowy, to jeszcze, hmmm, jakby to powiedzieć bez spoilerów... Nie jest do końca satysfakcjonujący. Pod wieloma względami.
Zach Cregger zrobił taki "Resident Evil" z jakim czuł się komfortowo. To nie jest historia wyciągnięta z gier i tonem opowieści nie przypomina niczego, co byśmy do tej pory widzieli, ale udało mu się tak wpasować, że bezapelacyjnie jest to element właśnie tego uniwersum. Fabularnie mogłoby być lepiej, ponieważ jako taki, film jest narracyjnie lekko pusty i porwany, ale nawet to mógł być zamysł reżysera, bo przecież same gry też właśnie tak wyglądają. Koniec końców, myślę, że entuzjaści serii Capcomu będą zadowoleni, a i niedzielny fan twórczości Creggera nie wyjdzie z kina smutny.
Atuty
- Feeling gier - eksploracji, walki - bezbłędnie przeniesiony na język kina;
- Podane z wyczuciem gore i body horror;
- Masa czarnego humoru, który może nie kojarzy się z serią, ale tu pasuje;
- Bardzo rześkie tempo;
- Wizualne odniesienia do gier na każdym kroku;
- Austin Abrams musi dźwigać niemal cały film tylko na swoich barkach i wychodzi z tego zadania obronną ręką.
Wady
- W temacie fabuły, bardzo mało mięsa znajduje się na tej kości;
- Zakończenie mogłoby być lepsze;
- Miejscami humorystyczna strona filmu dominuje nad tą horrorową.
"Resident Evil" w kinie jeszcze nigdy nie był tak blisko gier, na których jest wzorowany i to nawet opowiadając w pełni oryginalną historię. Jest miejsce na poprawki, ale to i tak chyba najlepsza adaptacja serii Capcomu, jaką do tej pory dostaliśmy.
Przeczytaj również
Komentarze (14)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych