Fire Emblem: Fortune's Weave - recenzja gry. Prawdziwy strategiczny kolos

Fire Emblem: Fortune's Weave - recenzja i opinia o grze [Switch2]. Prawdziwy strategiczny kolos

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 14:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Nintendo Switch 2 wchodzi w kolejny rok życia z naprawdę mocnym zestawem gier. Obok następnych oczekiwanych portów Japończycy nie zapominają o ekskluzywnych perełkach, a jedną z najważniejszych premier tego okresu jest Fire Emblem: Fortune’s Weave. Czy Intelligent Systems ponownie znalazło sposób na odświeżenie swojej kultowej serii? Przeczytajcie naszą recenzję.

Nintendo to nie tylko kolejne przygody Mario i następne wyprawy Linka ratującego Zeldę. Japończycy od dekad rozwijają wiele innych serii, a prawdziwą perłą jest Fire Emblem - jedna z najważniejszych strategicznych serii RPG. Intelligent Systems regularnie udowadnia, że turowe starcia można połączyć z ogromnymi historiami, rozwojem dziesiątek bohaterów oraz relacjami sprawiającymi, że każda utracona jednostka może wpłynąć nie tylko na jedno starcie, a całą opowieść.

Dalsza część tekstu pod wideo

Ostatnie odsłony pokazały zresztą, jak wiele twórcy potrafią wyciągnąć z tej formuły. Fire Emblem: Three Houses zachwycało rozbudowaną fabułą, relacjami i życiem pomiędzy kolejnymi bitwami, natomiast Fire Emblem Engage znacznie mocniej skupiało się na samych starciach. Fire Emblem: Fortune’s Weave już w dniu zapowiedzi wyglądało jak próba zebrania wielu najlepszych pomysłów z poprzednich części i stworzenia z nich jeszcze większej przygody. Kolejne materiały tylko potęgowały wrażenie, że Intelligent Systems tym razem naprawdę nie zamierzało się ograniczać.

Jaki jest więc najnowszy exclusive Nintendo Switcha 2? Gdybym miał streścić całą recenzję jednym zdaniem, powiedziałbym po prostu: to prawdziwy kolos. Ogromna historia, kilku głównych bohaterów, masa systemów, dziesiątki godzin rozgrywki i zawartość, która jeszcze długo po rozpoczęciu przygody potrafi podrzucać kolejne niespodzianki. Macie ochotę poznać więcej? Siadajcie wygodnie i czytajcie!

Jedna historia, a może cztery? Fire Emblem: Fortune's Weave to wielka gra

Twórcy Fire Emblem: Fortune’s Weave na początku promocji bardzo mocno skupiali się na Igrzyskach Bohaterów, wielkim turnieju organizowanym w Dagsion. Do rywalizacji przybywają najpotężniejsi wojownicy z najróżniejszych zakątków świata, a stawka jest wyjątkowo kusząca – zwycięzca może liczyć na spełnienie jednego życzenia przez obecnego władcę, Solela. To właśnie Igrzyska są miejscem spotkania najważniejszych postaci i przez długi czas można było sądzić, że będą fundamentem całej historii. Intelligent Systems przygotowało jednak znacznie większą opowieść, ponieważ turniej jest tak naprawdę tylko jednym z dwóch głównych filarów fabuły.

Fire Emblem: Fortune’s Weave rozpoczyna się w znacznie mniej optymistycznych okolicznościach. Pięć lat po Igrzyskach świat znajduje się na skraju zagłady, Imperium Dagdy chyli się ku upadkowi, a źródłem katastrofy jest odrodzony demoniczny bóg Balor. Czterech wojowników, którzy mogli odegrać kluczową rolę w tych wydarzeniach, zniknęło, a przyszłość nie pozostawia większych nadziei. Właśnie wtedy na pierwszy plan wychodzi Eshmel - główny bohater gry, który choć zginął przed wydarzeniami z głównej historii, to jednak w pewien sposób zostaje wskrzeszony… my mamy możliwość stworzenia jego awatara i w zasadzie jest to protagonista opowieści. Z pomocą Fortuny, Goddess of Fayte, postać otrzymuje możliwość dokonania czegoś, co może całkowicie odmienić bieg historii - cofa się w czasie do okresu Igrzysk Bohaterów.

Jego zadanie na papierze jest bardzo proste. Eshmel musi odnaleźć czwórkę wojowników określanych mianem Władców Płomieni, wpłynąć na ich losy i zapobiec wydarzeniom prowadzącym do tragicznej przyszłości. Nie chodzi jednak wyłącznie o zebranie czterech potężnych jednostek w jednej drużynie. Bohater musi poznać ich historie, zmienić kluczowe wydarzenia i doprowadzić do sytuacji, w której cała czwórka będzie mogła wspólnie przeciwstawić się Balorowi.

Czterech Władców Płomieni, cztery zupełnie inne historie

To właśnie w tym miejscu pojawia się najważniejszy i moim zdaniem najlepszy element recenzowanego Fire Emblem: Fortune’s Weave. Cai, Dietrich, Theodora oraz Leda są zupełnie różnymi postaciami, które trafiają na Igrzyska z innych powodów. Cai pochodzi z Ribeiry i reprezentuje najbardziej klasyczną, przygodową stronę opowieści. Jego ojciec został uwięziony pod Dagsion, więc młody wojownik wraz z przyjaciółmi z dzieciństwa wyrusza na turniej, licząc, że zwycięstwo pozwoli mu odzyskać najbliższą osobę. Jest tutaj sporo młodzieńczej energii, przyjaźni i wiary w to, że odpowiednio wielkim wysiłkiem można jeszcze wszystko naprawić.

Zupełnie inną energię wnosi Dietrich. Wojownik pochodzi z obcego kraju, trafia do Dagdy po katastrofie statku i nie potrzebuje wielkiego dramatu, żeby chwycić za broń - ten facet po prostu uwielbia walczyć. Igrzyska są dla niego idealną okazją do sprawdzenia własnych możliwości i zmierzenia się z najlepszymi wojownikami. Dietrich jest znakomitym szermierzem i początkowo jego motywacja wydaje się zdecydowanie najprostsza, ale Intelligent Systems stopniowo wykorzystuje tę postać do pokazania zupełnie innej perspektywy na rozgrywające się wydarzenia.

Theodora jest natomiast królową Saramis, więc od początku dźwiga na barkach odpowiedzialność nie tylko za siebie. Walczy o swoje królestwo oraz broni wiary w Keeper of Death and Night, bóstwo wzbudzające sporo nieufności. Jej opowieść zdecydowanie mocniej dotyka polityki, religii, władzy i obowiązków wobec poddanych. Theodora nie może podejmować decyzji wyłącznie na podstawie własnych pragnień, ponieważ niemal każdy jej ruch może mieć konsekwencje dla całego kraju.

Ostatnią z czwórki jest Leda i tutaj otrzymujemy znacznie bardziej osobistą historię napędzaną zemstą. Kobieta pochodzi z uprzywilejowanej rodziny, jest utalentowaną muzyczką i mogłaby prowadzić zupełnie inne życie, gdyby nie zabójstwo jej ojca. Gdy dowiaduje się, że morderca ma pojawić się podczas Igrzysk Bohaterów, porzuca dotychczasową codzienność i wyrusza do Dagsion. Jej droga jest zdecydowanie mroczniejsza od przygody Caia, a chęć zemsty pozwala scenarzystom pokazać kolejną stronę tego samego świata.

Jedna gra, ale cztery perspektywy

Każdy z Władców Płomieni ma więc własne cele, marzenia, problemy oraz osobny powód uczestnictwa w Igrzyskach, a Intelligent Systems nie próbuje na siłę natychmiast wrzucić całej czwórki do jednego worka. Rozpoczynamy od wyboru bohatera, ale później możemy przełączać się pomiędzy historiami i obserwować wydarzenia z kolejnych perspektyw. Poszczególne opowieści długo funkcjonują samodzielnie, jednak w najważniejszych momentach zaczynają się przecinać, pokazując kolejne elementy większej układanki związanej z Balorem i przyszłością całego świata.

Bardzo podoba mi się ta konstrukcja, ponieważ pozwala podejść do Fire Emblem: Fortune’s Weave na różne sposoby. Możecie skupić się na jednej historii i prowadzić ją przez kolejne wydarzenia albo swobodnie przeskakiwać pomiędzy bohaterami, obserwując, jak ich losy zaczynają się splatać. Jednocześnie daje to ogromne możliwości podczas kolejnych podejść - poznanie tej samej sytuacji z innej perspektywy potrafi całkowicie zmienić jej odbiór. Nad wszystkim znajduje się jeszcze Eshmel, piąta kluczowa postać, która spaja te historie i doskonale wie, do czego doprowadzi ich pierwotny przebieg.

Nie napiszę jednak, że każdy fragment fabuły trzyma równie wysoki poziom. Fire Emblem: Fortune’s Weave to ogromny RPG i szczególnie podczas spokojniejszych momentów poświęconych rozwojowi bohaterów historia potrafi wyraźnie zwolnić. Nie wszystkie wątki zainteresowały mnie w takim samym stopniu, ale z czasem wydarzenia nabierają świetnego tempa, a gra zaczyna regularnie bombardować gracza kolejnymi ważnymi scenami, odkryciami i spotkaniami bohaterów. Najważniejsze jest jednak to, że chciałem wiedzieć, co wydarzy się dalej. Ta czwórka naprawdę potrafi zainteresować, ich historie mają własny charakter, a obserwowanie, jak cztery pozornie niezależne drogi zaczynają tworzyć jedną wielką opowieść, jest jednym z największych atutów Fire Emblem: Fortune’s Weave.

Igrzyska dopiero pokazują skalę Fire Emblem: Fortune’s Weave

Każdy z czterech głównych bohaterów otrzymuje własny prolog, podczas którego poznajemy jego sytuację, najbliższych oraz powód rozpoczęcia podróży. Prędzej czy później wszystkie drogi prowadzą jednak do Dagsion oraz Igrzysk Bohaterów… i właśnie wtedy Fire Emblem: Fortune’s Weave zaczyna pokazywać swoją prawdziwą skalę. Pomiędzy kolejnymi etapami turnieju otrzymujemy czas wolny i ogromną swobodę w decydowaniu, jak chcemy go wykorzystać. Możemy przygotowywać drużynę do następnego pojedynku, ale równie dobrze opuścić miasto i na wiele godzin zapomnieć, że gdzieś tam czeka na nas kolejny etap Igrzysk.

Po wyjściu z Dagsion trafiamy na mapę świata, po której możemy podróżować do kolejnych lokacji. Czekają tam dungeony, zadania mieszkańców, rabusie do wyeliminowania, dodatkowe starcia, skarby oraz oczywiście następne okazje do zdobywania doświadczenia. Eksploracja nie jest więc wyłącznie dodatkiem wrzuconym pomiędzy najważniejsze pojedynki – to kolejna, naprawdę duża część gry pozwalająca rozwijać bohaterów i przygotowywać ich na nadchodzące wyzwania. W pewnym momencie złapałem się na tym, że od dłuższego czasu nie brałem udziału w samych Igrzyskach, bo ciągle znajdowałem coś, czym warto było się zająć.

Równie dobrze możemy jednak pozostać w Dagsion, ponieważ samo miasto jest wypełnione aktywnościami. Możemy trenować na arenie lub skorzystać z automatycznego treningu, obserwować przyszłych przeciwników, kupować wyposażenie, ulepszać broń, odwiedzać świątynie zapewniające czasowe błogosławieństwa, zdawać egzaminy potrzebne do zmiany klasy czy wykonywać zadania mieszkańców. Są również gospody, wspólne posiłki i inne aktywności pozwalające rozwijać relacje. Intelligent Systems bardzo szybko zasypuje gracza możliwościami i niemal cały czas mamy poczucie, że moglibyśmy zrobić jeszcze jedną rzecz przed następnym etapem turnieju.

Istotnym elementem jest także rekrutowanie nowych członków drużyny. W Dagsion spotykamy wielu uczestników Igrzysk, których możemy spróbować przekonać do swojej sprawy. Sama rozmowa często nie wystarczy - czasami trzeba lepiej poznać daną osobę, wykonać zadanie albo znaleźć odpowiedni prezent, dzięki któremu wojownik zdecyduje się do nas dołączyć. Warto o tym pamiętać, ponieważ pojedynki podczas Igrzysk szybko stają się naprawdę rozbudowanymi starciami. Intelligent Systems najwyraźniej przewidziało jednak, że szczególnie na początku nie każdy będzie dysponował wielką armią, dlatego w wybranych bitwach otrzymujemy wsparcie. Obok naszej drużyny mogą pojawić się pozostali główni protagoniści, a nawet boginie Dagdy, których zadaniem jest pomaganie uczestnikom w realizacji ich przeznaczenia.

Fortuna odgrywa zresztą w całej tej konstrukcji znacznie większą rolę. Historia nie jest prezentowana wyłącznie z perspektywy Caia, Dietricha, Theodory i Ledy - regularnie obserwujemy również wydarzenia związane z boginią, która pilnuje, czy kolejne elementy historii rzeczywiście zmierzają w odpowiednim kierunku. Dzięki temu nawet wtedy, gdy zajmujemy się bardziej przyziemnymi problemami jednego z protagonistów, gdzieś w tle cały czas znajduje się większa opowieść o przeznaczeniu i próbie zapobieżenia katastrofie.

Jest jednak jeden haczyk: większość ważniejszych aktywności pochłania czas. Nie możemy bez końca trenować, podróżować, budować relacji, wykonywać zadań i rozwijać drużyny przed następnym etapem Igrzysk. Trzeba wybierać, na czym aktualnie zależy nam najbardziej. Ja na początku zdecydowanie mocniej nastawiłem się na rozwój ekipy - trenowałem, zdobywałem doświadczenie i szukałem lepszego wyposażenia, ponieważ zwyczajnie obawiałem się, że podczas kolejnych pojedynków mogę mieć problem. Dopiero gdy poczułem, że moja drużyna jest odpowiednio przygotowana, zacząłem więcej czasu przeznaczać na relacje i spokojniejsze aktywności. Bez wątpienia właśnie na tym etapie najlepiej widać skalę Fire Emblem: Fortune’s Weave - gra daje gigantyczną swobodę, ale jednocześnie zmusza do zaakceptowania, że podczas jednego podejścia po prostu nie zdążymy zrobić wszystkiego.

Zanim wrócimy na Igrzyska, można zmienić niemal wszystko

Pomiędzy kolejnymi etapami Igrzysk Bohaterów możemy naprawdę mocno przebudować swoją drużynę, a jednym z fundamentów pozostaje system profesji. Klasy zostały podzielone na trzy poziomy (początkujący, specjalistyczny i zaawansowany) i przejście na kolejny poziom nie oznacza wyłącznie kilku dodatkowych punktów do statystyk. Zmieniają się dostępne rodzaje uzbrojenia, zdolności, a nawet możliwości poruszania się po polu bitwy, więc odpowiednie rozwijanie jednostek potrafi później całkowicie odmienić przebieg starcia. Nowych profesji nie odblokowujemy automatycznie – powracają egzaminy certyfikacyjne, do których trzeba odpowiednio przygotować bohatera, a sam egzamin może zakończyć się niepowodzeniem.

Na początku wybór jest jeszcze stosunkowo klasyczny i znajdziemy między innymi gladiatorów, magów czy jeźdźców, ale później Intelligent Systems zaczyna znacznie mocniej bawić się możliwościami. Rycerz w zbroi, Woźnica rydwanu, szaman  Rycerz leśny, snajper czy nawet… zupełnie nowy Jeździec na słoniu - opcji jest naprawdę sporo, a każda z klas oferuje trochę inne spojrzenie na pole bitwy. Warto zastanowić się, czego brakuje całej drużynie i właśnie pod tym względem przygotowywać kolejnych wojowników. Dorzućcie do tego uzbrojenie, ulepszanie ekwipunku i pieniądze potrzebne na kolejne inwestycje, a szybko okaże się, że przed następnym pojedynkiem można spędzić naprawdę sporo czasu na samym przygotowywaniu zespołu.

Nie możemy jednak przeznaczać wszystkich wolnych chwil wyłącznie na zwiększanie statystyk. Relacje ponownie mają ogromne znaczenie - rozmawiamy z kompanami, zapraszamy ich na wspólne posiłki, wręczamy prezenty i rozwijamy poziom współpracy. Bardzo podoba mi się, że nie działa to jak prosty automat, w którym kilka podarunków gwarantuje przyjaźń z każdym napotkanym wojownikiem. Niektóre relacje rozpoczynają się dopiero w konkretnym momencie historii, inne mają swoje ograniczenia, a następne rozmowy wymagają odpowiedniego postępu fabularnego. Kilkukrotnie miałem wręcz wrażenie, że o sympatię konkretnych bohaterów trzeba się naprawdę postarać, dzięki czemu kolejne etapy znajomości faktycznie coś znaczą.

Wszystko to świetnie pokazuje skalę Fire Emblem: Fortune’s Weave, ale jednocześnie prowadzi do jednego z problemów tej produkcji. Gra w czasie wolnym potrafi zwyczajnie przytłoczyć. Klasy, egzaminy, trening, wyposażenie, zakupy, rekrutacja, relacje, prezenty, zadania, eksploracja - możliwości jest tak dużo, że czasami zamiast ekscytacji czułem, że przede mną znajduje się długa lista rzeczy, którymi powinienem się zająć. Szczególnie że każda większa aktywność pochłania wcześniej wspomniany czas. Nie każdemu spodoba się również tempo wynikające z takiej konstrukcji. W grze są  momenty, gdy wydarzenia fabularne naprawdę mnie wciągnęły, chciałem natychmiast dowiedzieć się, co wydarzy się dalej, ale w Fire Emblem: Fortune’s Weave wszystko przebiega w odpowiednim tempie. Trzeba zebrać odpowiednią drużynę, rozwinąć jednostki, zadbać o wyposażenie i dopiero wtedy ruszyć dalej. Dla graczy uwielbiających zarządzanie zespołem będzie to prawdziwa kopalnia możliwości, ale jeśli oczekujecie ciągłej fabularnej jazdy bez przystanków, momentami możecie poczuć zniecierpliwienie.

Gdy rozpoczyna się walka, Fire Emblem: Fortune’s Weave błyszczy

Fire Emblem: Fortune’s Weave błyszczy jednak w każdym momencie, gdy akcja nabiera rozpędu, oglądamy kolejne fabularne wstawki i w końcu ruszamy do walki. Fundament pozostaje doskonale znany fanom serii - otrzymujemy turowe starcia na mapach podzielonych na pola, wybieramy skład i początkowe ustawienie drużyny, analizujemy zasięg ruchu przeciwników, a następnie próbujemy wykorzystać możliwości każdej jednostki. Brzmi znajomo? Zdecydowanie, ale Intelligent Systems ponownie pokazuje, dlaczego od dekad jest specjalistą w takich pojedynkach.

Tutaj naprawdę liczy się każdy ruch. Ustawienie, teren, zasięg broni, klasa postaci oraz znajdujący się obok kompani potrafią być znacznie ważniejsze od kilku dodatkowych punktów ataku. Wojownika walczącego wyłącznie z bliska najlepiej ostrzelać z bezpiecznej odległości, natomiast do łucznika warto podejść, żeby ograniczyć możliwość odpowiedzi. Trzeba jednocześnie cały czas kontrolować zasięg kolejnych przeciwników, ponieważ jeden zbyt agresywny ruch może sprawić, że po zakończeniu naszej tury wystawimy ulubioną jednostkę na ataki kilku wrogów.

Duże znaczenie ma oczywiście uzbrojenie, szczególnie że klasyczny system „papier, kamień, nożyce” został zastąpiony systemem, w którym każdy rodzaj broni otrzymał własną specjalizację. Miecze są najbardziej uniwersalne i wzmacniają kolejne ataki, włócznie zadają dodatkowe obrażenia kawalerii, natomiast topory są mniej celne, ale nadrabiają większą siłą i gwarantują zadanie przynajmniej 5 punktów obrażeń. Łuki pozostają zabójcze dla jednostek latających, choć nie pozwalają odpowiedzieć na atak z bezpośredniego sąsiedztwa, rękawice zwiększają szansę na unik, a magia najlepiej sprawdza się przeciwko przeciwnikom z niską odpornością. Każdy typ uzbrojenia ma więc konkretne zastosowanie, przez co odpowiednie przygotowanie drużyny jest równie ważne jak późniejsze dowodzenie nią na polu bitwy.

Tak szczerze to grając w Fire Emblem: Fortune’s Weave miałem w głowie jedno „taktyka, taktyka i jeszcze raz taktyka”. Kilkukrotnie rozpoczynałem starcie z zespołem, który przynajmniej na papierze wyglądał na słabszy, a mimo to odpowiednie wykorzystanie mapy pozwalało mi całkowicie zmienić sytuację. Możemy blokować przejścia, wykorzystywać wąskie gardła czy nawet doprowadzić do zawalenia fragmentu drogi, zmuszając przeciwników do nadłożenia trasy. Innym razem wystarczy odpowiednio ustawić wytrzymałą jednostkę, żeby zatrzymała natarcie, podczas gdy reszta drużyny przygotowuje atak z innej strony.

Intelligent Systems nie każe nam przez kilkadziesiąt godzin wyłącznie eliminować wszystkich przeciwników. Poszczególne mapy otrzymują własne założenia i warunki zwycięstwa, które potrafią całkowicie zmienić sposób prowadzenia drużyny. Świetnym przykładem jest starcie, w którym zamiast koncentrować się wyłącznie na pokonywaniu kolejnych jednostek, przejmujemy odpowiednie pola na planszy i próbujemy kontrolować większą część mapy. Nagle mobilność bohaterów, ich ustawienie oraz przewidywanie kolejnych ruchów rywala stają się ważniejsze od samej siły ataku.

Takich pomysłów pojawia się więcej i właśnie dzięki nim kolejne mapy wymagają zmiany sposobu myślenia. Czasami trzeba wykorzystać elementy otoczenia, innym razem odpowiednio rozdzielić drużynę, szybko dotrzeć w konkretne miejsce lub dostosować skład do nietypowych zasad pojedynku. Szczególnie podczas Igrzysk Bohaterów Intelligent Systems może pozwolić sobie na większe eksperymentowanie, ponieważ turniej jest idealnym pretekstem do wrzucania uczestników w kolejne nietypowe próby.

W Fire Emblem: Fortune’s Weave powracają mechaniki, ale są też nowe propozycje

Świetnym rozwinięciem tych możliwości pozostają Combat Arts. Potężniejsze ataki mogą zapewnić większe obrażenia, dodatkowy zasięg lub specjalny efekt, ale korzystanie z nich zużywa wytrzymałość broni. Nie możemy więc bezmyślnie odpalać najlepszych ruchów przy każdym napotkanym przeciwniku, ponieważ za chwilę możemy zostać z uszkodzonym orężem dokładnie wtedy, gdy będzie najbardziej potrzebny. Szczególnie podczas większych pojedynków Igrzysk bardzo szybko zaczynałem kalkulować, czy faktycznie warto teraz poświęcić część wytrzymałości.

Jeszcze ciekawsze są Blaze Arts, czyli specjalne zdolności głównych bohaterów. Tutaj walutą nie jest wytrzymałość broni, lecz… zdrowie postaci. Cai może przykładowo podpalić dużą część pola bitwy, Dietrich wykorzystuje swój płaszcz do teleportowania się i błyskawicznej zmiany pozycji, Theodora potrafi manipulować ziemią, natomiast Leda wspiera kompanów, a nawet może przywołać potężną bestię. To kapitalny system ryzyka i nagrody - Blaze Art potrafi uratować całą sytuację, ale jednocześnie świadomie osłabiamy jednego z najważniejszych członków drużyny.

Twórcy zostawili graczom koło ratunkowe. Fortuna’s Blessing pozwala cofnąć czas do wcześniejszego momentu starcia i ponownie rozegrać źle zaplanowaną akcję. Jeśli wystawiliśmy ważną postać na pewną śmierć, źle oceniliśmy zasięg przeciwnika albo zwyczajnie wykonaliśmy fatalny ruch, nie musimy natychmiast rozpoczynać całej bitwy od początku. Purystom może się to nie spodobać, ale przy skali niektórych pojedynków bardzo szybko doceniłem możliwość naprawienia jednego głupiego błędu.

Dungeony zapewniają trochę innego Fire Emblema

Już wcześniej wspomniałem o dungeonach, do których możemy wyruszać w czasie wolnym, ale bez wątpienia w tym wypadku warto dodać kilka dodatkowych słów. Nie mogę napisać, żeby same miejscówki były specjalnie rozbudowane, skomplikowane czy wymagające pod względem eksploracji - przemierzamy kolejne korytarze, szukamy skarbów, zbieramy materiały i trafiamy na przeciwników. Mimo wszystko jest to bardzo przyjemne odświeżenie rozgrywki, ponieważ w tych fragmentach Fire Emblem: Fortune’s Weave na chwilę porzuca klasyczne starcia na dużych, podzielonych na pola mapach i proponuje bardziej tradycyjny system walki znany z japońskich RPG-ów.

Do lochu wchodzimy wybraną wcześniej drużyną, a po rozpoczęciu pojedynku bohaterowie ustawiają się naprzeciwko przeciwników i wykonują kolejne akcje w systemie turowym. Możemy korzystać ze standardowych ataków oraz znanych już Combat Arts, ale bardzo ważne są także Link Attacks, podczas których dwóch członków zespołu wspólnie atakuje wybrany cel. Nie możemy jednak bez końca korzystać z takich akcji, ponieważ wymagają one osobnego zasobu - Link Points (LP). Warto więc zachować najlepsze kombinacje na mocniejszych przeciwników zamiast pozbywać się punktów przy pierwszej okazji.

Ciekawie rozwiązano również kwestię zdrowia. Podczas eksplorowania dungeonów cała drużyna posiada jeden wspólny pasek HP. Przeciwnicy nie eliminują więc kolejnych kompanów osobno, lecz stopniowo osłabiają cały zespół, a wyzerowanie paska oznacza konieczność ewakuacji z lochu. To znacznie prostszy system od właściwych bitew, ale jednocześnie dobrze pasuje do charakteru tych wypraw – trzeba kontrolować kondycję całej ekipy i zastanowić się, czy warto zapuszczać się jeszcze głębiej.

Twórcy najwyraźniej zdawali sobie również sprawę, że nie każdy będzie chciał ręcznie rozgrywać wszystkie takie potyczki. Starcia możemy pominąć i pozwolić grze automatycznie rozstrzygnąć wynik, co szczególnie później pozwala oszczędzić trochę czasu. Same dungeony nie są więc najważniejszym ani najbardziej rozbudowanym elementem Fortune’s Weave, ale spełniają swoje zadanie - pozwalają na moment odpocząć od wielkich taktycznych bitew, zdobyć dodatkowe materiały i doświadczenie, a przy okazji pokazują, że Intelligent Systems chciało upchnąć w tej gigantycznej przygodzie jeszcze jeden sposób na zabawę.

Fire Emblem: Fortune’s Weave nie zachwyca technologią, ale ma swój styl

Fire Emblem: Fortune’s Weave nie jest produkcją, którą będziemy pokazywać znajomym jako największą technologiczną wizytówkę Nintendo Switcha 2, ale pod względem artystycznym trudno mi na tę grę narzekać. Intelligent Systems ponownie stawia na charakterystyczną, niezwykle kolorową oprawę, świetne projekty najważniejszych bohaterów oraz bardzo przyjemne dla oka lokacje. Nie wszystkie elementy otoczenia zachwycają liczbą szczegółów, a w przypadku mniej istotnych postaci łatwo dostrzec prostsze modele, jednak Fortune’s Weave nadrabia te niedoskonałości stylem. To jedna z tych produkcji, która nie potrzebuje najbardziej zaawansowanej technologii, żeby przez kilkadziesiąt godzin prezentować się naprawdę dobrze.

Kapitalnie wyglądają natomiast animacje podczas walki. Intelligent Systems już wcześniej potrafiło efektownie przedstawiać pojedynki, ale Fortune’s Weave naprawdę błyszczy, gdy bohaterowie rozpoczynają swoje najbardziej widowiskowe akcje. Kamera dynamicznie pokazuje kolejne uderzenia, ekran wypełniają kolorowe efekty, magia potrafi zdominować całe pole bitwy. Bardzo dobrze wypada również soundtrack. Muzyka świetnie podkreśla zarówno spokojniejsze momenty spędzane pomiędzy kolejnymi etapami Igrzysk Bohaterów, jak i wielkie fabularne wydarzenia, ale oczywiście najlepiej sprawdza się podczas walk. Gdy rozpoczyna się ważny pojedynek, odpowiednia oprawa muzyczna potrafi znakomicie podkręcić atmosferę i sprawić, że kolejne ruchy naprawdę nabierają znaczenia.

Pewnym zaskoczeniem może być natomiast działanie w 30 klatkach na sekundę. Switch 2 pokazał już, że potrafi zapewnić znacznie większą płynność, więc naturalnie chciałoby się zobaczyć Fortune’s Weave w 60 fps, jednak podczas samej rozgrywki bardzo szybko przestałem zwracać na to uwagę. Mówimy przecież o turowym RPG-u, w którym spokojnie analizujemy pole bitwy, wybieramy jednostki i zastanawiamy się nad następnymi ruchami. Nie ma tutaj pojedynków wymagających błyskawicznych reakcji, więc 30 fps w żaden sposób nie wpływało na moje decyzje czy komfort prowadzenia kolejnych starć.

Znacznie ważniejsze jest dla mnie to, że przez całą przygodę Fire Emblem: Fortune’s Weave działało stabilnie i nie natrafiłem na żadne błędy, które mogłyby przeszkodzić mi w zabawie. Przy tak gigantycznej produkcji, pełnej różnych aktywności, wielkich bitew, eksploracji dungeonów oraz przeskakiwania pomiędzy historiami czterech protagonistów, jest to zdecydowanie dobra wiadomość. Fortune’s Weave może nie wykorzystuje możliwości Switcha 2 do granic, ale nadrabia świetnym kierunkiem artystycznym, znakomitymi animacjami oraz bardzo dobrą muzyką. Technologicznie nie jest to pokaz możliwości konsoli, ale artystycznie Intelligent Systems ponownie wie, jak przyciągnąć gracza do ekranu.

Jedna przygoda może zamienić się w ponad 100 godzin

Fire Emblem: Fortune’s Weave ponownie pozwala bardzo mocno dostosować poziom wyzwania do własnych oczekiwań. Dotyczy to nie tylko samego poziomu trudności, ale również decyzji dotyczącej losu pokonanych jednostek - możemy wybrać bardziej przystępny wariant, w którym bohaterowie wracają po zakończeniu starcia, albo postawić na klasyczny permadeath i zaakceptować konsekwencje każdego błędu. Nowi gracze mogą spokojnie poznawać kolejne systemy bez ciągłego strachu o utratę ulubionych kompanów, natomiast doświadczeni dowódcy nadal mogą stworzyć sobie warunki, w których każda decyzja ma ogromne znaczenie.

Trzeba jednak pamiętać, że Fire Emblem: Fortune’s Weave jest gigantyczną opowieścią zbudowaną wokół czterech historii, ale nawet Intelligent Systems przy takiej skali musiało momentami pójść na skróty. Nie jest tak, że wybierając kolejnego protagonistę otrzymujemy od początku do końca zupełnie nową kampanię wypełnioną wyłącznie świeżymi misjami. Niektóre wydarzenia powracają, część aktywności pobocznych wygląda identycznie niezależnie od prowadzonego bohatera, a podczas eksploracji ponownie odwiedzamy znane miejsca. Możemy oczywiście rekrutować innych wojowników, rozwijać zupełnie odmienne klasy i budować drużynę według nowego pomysłu, ale świetna regrywalność Fortune’s Weave ma swoje stałe elementy i podczas kolejnych historii trzeba zaakceptować pewną powtarzalność.

Z drugiej strony z własnego doświadczenia zdecydowanie polecam nie zamykać się na jednego protagonistę. Można prowadzić wybraną historię przez dłuższy czas, ale warto regularnie przeskakiwać pomiędzy bohaterami, ponieważ wtedy zaczynamy oglądać wydarzenia z innych perspektyw, poznawać kolejne elementy większej układanki i znacznie lepiej rozumieć, jak wszystkie wątki zaczynają się ze sobą łączyć. Fortune’s Weave wręcz zachęca do takiego poznawania świata i jeśli chcecie naprawdę zagłębić się w cztery historie, eksperymentować z drużynami, wykonywać zadania poboczne oraz sprawdzić większość przygotowanej zawartości, spokojnie przygotujcie ponad 100 godzin wolnego czasu.

Czy warto zagrać w Fire Emblem: Fortune’s Weave?

Fire Emblem: Fortune’s Weave to kapitalna gra i jedna z najlepszych strategii, w jakie miałem okazję zagrać w ostatnim czasie. Intelligent Systems nie próbuje na siłę wymyślać swojej serii od początku, ale bierze doskonale znane fundamenty, rozbudowuje je i wrzuca w zupełnie nowe okoliczności. Świetne, różnorodne mapy, ogrom możliwości rozwoju drużyny, Combat Arts, Blaze Arts, klasy i kapitalne wykorzystanie otoczenia sprawiają, że kolejne pojedynki cały czas zachęcają do kombinowania. Nawet po wielu godzinach chciałem sprawdzać następne ustawienia i szukać kolejnych sposobów na pokonanie przeciwników.

Fire Emblem: Fortune’s Weave jest przy tym prawdziwym kolosem, co momentami staje się zarówno jego największą zaletą, jak i wadą. Cztery przeplatające się historie, Igrzyska Bohaterów, rozwijanie relacji, eksploracja świata, dungeony, rekrutacja i masa dodatkowych aktywności potrafią zapewnić zabawę na ponad 100 godzin, ale czasami chciałem po prostu szybciej ruszyć dalej z fabułą. Nie wszystkie wątki trzymają równie wysoki poziom, część aktywności powtarza się pomiędzy bohaterami, a ogrom systemów potrafi przytłoczyć. Gdy jednak rozpoczyna się kolejna ważna bitwa i wszystkie wcześniejsze decyzje dotyczące rozwoju drużyny zaczynają procentować, bardzo łatwo zapomnieć o tych niedoskonałościach.

Nintendo Switch 2 otrzymał więc kolejną znakomitą produkcję na wyłączność i prawdziwą pozycję obowiązkową dla fanów gatunku. Fire Emblem: Fortune’s Weave wykorzystuje doświadczenie Intelligent Systems, czerpie z najlepszych pomysłów wcześniejszych odsłon, ale jednocześnie ma wystarczająco dużo własnych rozwiązań, żeby nie sprawiać wrażenia zwykłej powtórki. Jeśli lubicie turowe strategie, rozwijanie ogromnej drużyny i historie, w których możecie spędzić dziesiątki godzin, trudno znaleźć obecnie lepszą propozycję.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Ocena - recenzja gry Fire Emblem: Fortune's Weave

Atuty

  • Kapitalny, niezwykle taktyczny system walki,
  • Świetnie zaprojektowane i różnorodne mapy,
  • Czterech protagonistów i ciekawe historie,
  • Ogrom możliwości rozwoju oraz budowania drużyny,
  • Combat Arts i Blaze Arts świetnie rozbudowują starcia,
  • Mnóstwo zawartości i bardzo dobra regrywalność,
  • Znakomite animacje ataków i świetny soundtrack.

Wady

  • Ogrom systemów i aktywności potrafi przytłoczyć,
  • Tempo fabuły czasami wyraźnie zwalnia,
  • Część wydarzeń i zadań powtarza się pomiędzy historiami.

Fire Emblem: Fortune’s Weave to jedna z najlepszych strategii ostatnich lat, która znakomicie rozwija sprawdzone fundamenty serii i dorzuca do nich kilka świetnych pomysłów. Kapitalne taktyczne starcia, cztery przeplatające się historie oraz ogrom możliwości rozwijania drużyny sprawiają, że bez problemu można spędzić w tym świecie ponad 100 godzin. Nie wszystkie wątki i aktywności trzymają równie wysoki poziom, a ogrom systemów potrafi czasami przytłoczyć, ale dla fanów gatunku jest to pozycja obowiązkowa.
Graliśmy na: NS2

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper