Chad Powers (2025) - recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Disney]. Walka o play-offy
Russ Holliday w dalszym ciągu z powodzeniem udaje kogoś kim nie jest, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że to się musi w końcu wydać. Pytanie, jak ogromna będzie skala wyrządzonych w dobrej wierze szkód...
"Chad Powers" to serial na wskroś absurdalny, z centralną koncepcją tak niewiarygodną, że aż nie sposób się z niej nie śmiać. Lecz niezaprzeczalny urok Chada, postaci tak pozytywnej i prostolinijnej, jak to tylko możliwe, sprawia, że zamiast śmiać się z niego, śmiejemy się z nim. Jest ciepło i sympatia w tym "haha".
Drugi sezon zasadniczo po prostu kontynuuje napoczętą rok temu historię, ewoluując bardzo powoli i niespiesznie. Z jednej strony to dobrze, że skupiamy się na postaciach, że wydarzenia dzieją się we własnym tempie, bardzo naturalnie, ale trudno nie odnieść przy tym wrażenia, że ostatecznie dzieje się tu raczej niewiele. Nie dostajemy ani początku nowego wątku ani żadnego zakończenia starego, tak jakby za tydzień miały ukazać się kolejne odcinki. Jestem pewien, że kiedy serial ukaże się już w całości, wszystkie odcinki ciurkiem będzie się świetnie oglądać, ale teraz to ordynarne urwanie wszystkiego "w pół zdania" trochę mi doskwiera.
Chad Powers (2025) - recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Disney]. Niecodzienne podejście do miłości i nienawiści
Prócz Chada (Glen Powell), istotnymi fabularnie postaciami tego sezonu są Ricky (Perry Mattfeld) i Gerry (Colton Ryan). Ta pierwsza próbuje dostosować się jakoś do sytuacji, pogodzić się z faktem, że musi pomagać Russowi w utrzymaniu jego lipnej tożsamości, bo w innym wypadku cała drużyna i wszystko, co udało im się osiągnąć, pójdzie na dno. Z drugiej strony, ewidentnie załącza się jej syndrom sztokholmski, bo musimy mieć przecież wątek romantyczny. I tak jak uważam, że sami aktorzy jakąś tam chemię ekranową mają, tak fakt, że zasadniczo Ricky jest tutaj zakładniczką Russa i nie wydaje mi się, aby ten związek miał szansę przetrwać, skutecznie zabija mi romantyzm całej sytuacji.
Gerry już w pierwszym sezonie dał się poznać jako raczej dziwny typek. Z początku można było nawet trochę go żałować, bo do drużyny przyszedł zakamuflowany profesjonalista i praktycznie go wygryzł, ale z czasem stało się jasne, że jest on pozycjonowany na głównego antagonistę serialu i przemiana ta dokonuje się w pełni w tym sezonie. I tutaj również odczuwam pewien dysonans, ponieważ Gerry zdecydowanie jest zaburzony i stanowi realne zagrożenie dla Chada i całej drużyny, ale przy tym jest on taką ciapą i wiecznym przegrywem, że nie sposób traktować go poważnie. I wiem, że właśnie taki był na niego zamysł, że to nie dzieło przypadku, ale jakoś mi się to nie zgrywa.
Chad Powers (2025) - recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Disney]. Spektakl jednego aktora
Odrobinę zawiódł mnie fakt, że praktycznie całą reszta obsady jest w tym nowym sezonie właściwie dekoracją. Trener Hudson (Steve Zahn) dochodzi do siebie po zawale i od czasu do czasu oferuje słowa otuchy - a to i tak najwięcej, co można powiedzieć o którymkolwiek z trenerów, bo cała reszta nie ma absolutnie nic do roboty. Danny (Frankie Rodriguez), maskotka drużyny, nadal po prostu pomaga Russowi być Chadem, ale nie ewoluuje w żaden sposób i nie dostaje żadnego własnego wątku. Miło natomiast, że na sam koniec scenarzyści dali coś do roboty Tricii (Wynn Everett), która powoli ewoluuje w absolutnego ojca (?) chrzestnego futbolu amerykańskiego.
No dobra, pomarudziliśmy, a teraz wszystkie te narzekania możemy spokojnie zrzucić z metaforycznego stołu, ponieważ prawda jest taka, że Chad jest absolutnie przesympatyczną i przezabawną postacią, którą po prostu chce się oglądać. Kolejne podbramkowe sytuacje, z których musi się jakimś cudem wygrzebywać mają i tempo i emocje i opatrzone zostały całą masą sympatycznych gagów. I nagle fakt, że cały serial kręci się wokół jednej postaci przestaje przeszkadzać, a staje się wręcz (do pewnego stopnia) zaletą. Same fabuły są zresztą całkiem pomysłowe - od szaleńczej gonitwy by naprawić sztuczny nos zanim ktoś go zauważy, przez całkiem uroczą kolację z równie oklejonym lateksem tatą, a na pomysłowej z przymusu finałowej rozgrywce z Teksasem kończąc.
"Chad Powers" jest jakimś dziwnym ewenementem w obecnym świecie seriali. Przyglądając się suchym faktom, to nie powinno działać. Tak po prostu. Jest jednak w tym dziwnym prostaczku z potężnym ramieniem coś takiego, co sprawia, że chce się go oglądać i mu kibicować. Drugi sezon ledwie dobiegł końca - do kompletu zostawiając nas z cliffhangerem, czego szczerze nienawidzę - a ja już nie mogę się doczekać kolejnej porcji odcinków. To chyba dobry znak.
Atuty
- Nowe, szalone sytuacje;
- Regularne salwy śmiechu;
- Solidnie nakręcone sekwencje boiskowe.
Wady
- Gerry jest jednocześnie najlepszym i najgorszym materiałem na antagonistę w historii;
- Koniec końców, nie dzieje się tu za wiele.
Drugi "Chad Powers" to tylko i aż po prostu ciąg dalszy tego samego, co pokazał pierwszy sezon. Fabuła rozwija się raczej powoli, ale czysty magnetyzm postaci i niecodzienne sytuacje, w których się regularnie znajduje sprawiają, że i tak ciężko jest nie obejrzeć wszystkich odcinków za jednym zamachem.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych