BodyCam - recenzja i opinia o grze [PC]. Najbardziej realistyczna gra w historii gatunku strzelanek
Kiedy po raz pierwszy uruchomiłem Bodycam, przeżyłem potężny, trudny do opisania szok. Branża strzelanek z perspektywy pierwszej osoby od dekad mami nas hasłami o fotorealizmie i bezkompromisowej imersji, ale zazwyczaj kończy się na ładniejszych teksturach i bardziej błyszczących kałużach.
Tutaj zderzenie z rzeczywistością było tak gwałtowne, że przez pierwsze sekundy po prostu stałem w bezruchu, wpatrując się w ekran monitora z opadniętą szczęką. Nigdy wcześniej nie widziałem gry, która tak bezbłędnie zatarłaby granicę pomiędzy wirtualnym kodem a autentycznym nagraniem wideo.
Zanim jednak rzucimy się w wir sieciowych potyczek, trafiamy do kapitalnie zaprojektowanego hubu treningowego. To nasza prywatna baza operacyjna, która pełni rolę interaktywnego poligonu i zbrojowni w jednym. Już tutaj twórcy rezygnują z tradycyjnych, nudnych okienek menu na rzecz pełnej imersji. Wszystkie operacje-– od wyboru wyposażenia, przez personalizację postaci, aż po zakupy nowego oręża - wykonujemy za pośrednictwem wirtualnego tabletu trzymanego bezpośrednio w rękach naszego operatora.
Sama lokacja szkoleniowa w recenzowanym BodyCam to małe arcydzieło. Możemy swobodnie eksplorować bazę, sprawdzając każdy jej zakamarek, a przede wszystkim zmienić muzykę (zdecydowano się na "gangsterski" phonk i nie tylko), sprawdzić zdjęcia twórców, fanów gry, recenzje ze Steama czy co najważniejsze, udać się na profesjonalną strzelnicę. Deweloperzy oddali do naszej dyspozycji pełen arsenał dostępny w grze, co pozwala bez pośpiechu przetestować każdy model karabinu, pistoletu czy strzelby przed wyruszeniem na front. To doskonałe rozwiązanie, bo w tym tytule z żadnej broni nie strzela się intuicyjnie w arkadowym tego słowa znaczeniu.
To my jesteśmy żołnierzem
Właśnie na tej strzelnicy uświadamiamy sobie, z jak unikalnym doświadczeniem mamy do czynienia. Ciężar postaci czuć w każdym kroku, a kołysanie kadru imitujące kamerę nasobną sprawia, że gracz natychmiast przestaje myśleć w kategoriach „steruję modelem 3D”. Zaczynamy autentycznie czuć się jak żołnierz obwieszony dziesiątkami kilogramów oporządzenia, stawiający ostrożne kroki na niepewnym gruncie. Bezwładność ruchów i fizyka ciała tworzą iluzję, do której żadna współczesna produkcja wieloosobowa dotąd się nawet nie zbliżyła.
Gdy opanujemy podstawową motorykę, możemy przejść do dania głównego, czyli potyczek wieloosobowych. Twórcy w fazie wczesnego dostępu przygotowali zestaw klasycznych, lecz sprawdzonych trybów. Mamy tu tradycyjny deathmatch, w którym każdy dba wyłącznie o własną skórę, a także zacięty drużynowy deathmatch oparty na ścisłej koordynacji. Nie zabrakło uwielbianego przez społeczność wyścigu zbrojeń, gdzie po każdym udanym zabójstwie w naszych rękach ląduje zupełnie nowa spluwa, wymagając błyskawicznej adaptacji do innych przyrządów celowniczych.
Do tego dochodzi zmaganie w systemie squadów, gdzie walczymy z wrogimi zespołami do ostatniego żywego żołnierza na mapie, a także niezwykle intensywne, rankingowe starcia 2 na 2, mocno przywodzące na myśl kultowy tryb Skrzydłowy z Counter-Strike’a 2. W takich mikropojedynkach nie ma miejsca na błędy, a każda runda zamienia się w partię szachów o ekstremalnie wysokiej stawce. Wystarczy jeden zbłąkany rykoszet, by wyeliminować nas z zabawy na resztę starcia, co wymusza żelazną dyscyplinę i absolutną ostrożność. Tak jak w realnym świecie, po dwóch celnych strzałach giniemy, a z mocniejszych broni, jak snajperka, już po jednym.
To, co wynosi omawiany Bodycam na zupełnie inny poziom i deklasuje konkurencję, to bezkompromisowy, wręcz surowy realizm. W grze nie uświadczymy absolutnie żadnego interfejsu użytkownika. Na ekranie nie ma paska zdrowia, radaru, minimapy ani wskaźnika amunicji - jeśli chcesz wiedzieć, ile nabojów zostało ci w magazynku, musisz go przeładować lub po prostu liczyć wystrzelone kule w pamięci. Nie ma tu także żadnego wirtualnego krzyżyka celowniczego na środku ekranu, a jedynym punktem odniesienia są fizyczne przyrządy mechaniczne lub kolimatory zamontowane na szynie broni.
Pełny realizm
Najbardziej uderzający jest jednak brak jakichkolwiek powiadomień o trafieniach czy eliminacjach. Kiedy oddajemy serię w stronę sylwetki skrytej w krzakach, nie pojawia się żaden dźwięk potwierdzający zgon ani komunikat na środku ekranu. Widzimy jedynie, jak cel bezwładnie osuwa się na ziemię. Często nie mamy pojęcia, czy wróg faktycznie zginął, czy jedynie przykucnął, by odpowiedzieć ogniem. Ta niepewność wwierca się w psychikę i buduje paranoję, jakiej nie znajdziemy w mainstreamowych strzelankach. W pierwszych minutach gry często strzelałem za długo niż powinienem, przyzwyczajony do dobijania wrogów z innych gier gatunku strzelanek...
Mechanika celowania i poruszania się to kolejny filar tego symulatora. Kamera zawieszona na klatce piersiowej sprawia, że broń porusza się niezależnie od wzroku, reagując na każdy krok operatora. Dobywanie ciężkiego oręża czy podnoszenie lufy do linii wzroku trwa zauważalną chwilę i wymaga podjęcia świadomej decyzji. Nie ma mowy o błyskawicznym przeskakiwaniu między celami. Kluczowe staje się metodyczne wychylanie się zza węgła w lewo lub w prawo, sprawdzanie każdego kąta i ostrożne zamiatanie pomieszczeń lufą.
Każda jednostka uzbrojenia to zupełnie inna bajka pod względem balistyki i zachowania w rękach strzelca. Różnice czuć natychmiast po przejściu ze stabilnych pistoletów maszynowych na potężniejsze kalibry. Próba strzelania długą serią z klasycznego karabinka AK-47 bez kontroli to prosta droga do posłania całego magazynka w ściany obok - odrzut jest potężny, wstrząsa całym ciałem operatora i drastycznie zaburza pole widzenia. Tutaj opłaca się strzelać wyłącznie krótkimi, przemyślanymi seriami lub pojedynczym ogniem.
Różnorodność broni oraz map
Zróżnicowanie arsenału idealnie współgra ze świetnie zaprojektowanymi arenami. Projektanci recenzowanego BodyCam zadbali o to, by każda mapa wymuszała zupełnie inne podejście taktyczne i dobór odpowiedniego oręża. Na rozległych, błotnistych lokacjach pokroju wojennych okopów bezkonkurencyjne okazują się karabiny wyborowe, pozwalające zdejmować wrogów z bezpiecznego dystansu, zanim ci w ogóle dostrzegą błysk wystrzału. Z kolei uniwersalne karabiny szturmowe brylują na średnich dystansach, doskonale sprawdzając się na otwartych przestrzeniach opuszczonego toru paintballowego czy w urokliwych, jak i zdradliwych rzymskich uliczkach. Z kolei w domu czy na strzelnicy najlepiej działa oczywiście strzelba. Wszędzie coś innego...
Prawdziwy horror zaczyna się jednak w ciasnych wnętrzach, takich jak zrujnowana rosyjska szkoła czy opuszczony, klaustrofobiczny szpital. W wąskich korytarzach i zdemolowanych salach królują strzelby. Huk wystrzału ze śrutówki w zamkniętym pomieszczeniu dosłownie ogłusza, a potężna siła obalająca pozwala zneutralizować zagrożenie w ułamku sekundy przy wchodzeniu do nieznanego pokoju.
Niezależnie od wybranej lokacji, elementem rzucającym na kolana jest system oświetlenia oparty na technologii Unreal Engine 5. Gra światłocienia to nie tylko ozdoba graficzna, ale fundamentalny element mechaniki przetrwania. Bardzo często najlepszą decyzją taktyczną jest zgaszenie latarki, wtopienie się w głęboki mrok i cierpliwe wyczekiwanie na sylwetkę przeciwnika wychodzącego ze słońca. Korzystanie ze sztucznego światła to miecz obosieczny - rozświetla drogę, ale działa jak gigantyczna latarnia morska zdradzająca naszą pozycję z drugiego końca korytarza.
Warto przy tym podkreślić, że wyczekiwanie na wroga w jednym miejscu nie ma nic wspólnego z bezkarnym „kampieniem” znanym z serii Call of Duty czy Battlefield. Tutaj pozycja stacjonarna nie daje automatycznej przewagi dzięki genialnemu, przestrzennemu udźwiękowieniu. Huk wystrzałów niesie się echem po całych kompleksach, a każdy, nawet najwolniejszy krok po potłuczonym szkle, skrzypiącej podłodze czy gruzie natychmiast zdradza naszą obecność wprawnym uszom przeciwników. Tym właśnie wyróżnia się BodyCam.
Nawet po śmierci (nie licząc deathmatchy, gdzie dochodzi do odrodzenia sekundę po śmierci) gracz nie zostaje wykluczony z teatru działań wojennych, co stanowi fantastyczne urozmaicenie rozgrywki zespołowej. Po zgonie otrzymujemy dostęp do dronów - zarówno małych jednostek zwiadowczych, jak i śmiercionośnych maszyn wybuchowych kamikadze. Możemy w ten sposób nadal wspierać pozostałych przy życiu członków oddziału, zdradzając ruchy wrogów z powietrza lub polując na nieostrożnych oponentów, którzy myśleli, że po wybiciu piechoty są już całkowicie bezpieczni.
Jeszcze więcej autentyczności w BodyCam
Dbałość o detale wizualne przejawia się również w brutalnych, naturalistycznych animacjach. Ciała trafionych żołnierzy nie składają się w powtarzalne figury - padają pod ciężarem własnego ekwipunku, a w agonii niektórzy ranni wrogowie potrafią jeszcze przeraźliwie krzyczeć lub charczeć, co potęguje wojenny dramat. Wszystko to potrafi wywołać u grającego autentyczny dreszcz niepokoju.
Twórcy wprowadzili nawet tak unikalne mechanizmy, jak konieczność przecierania obiektywu kamery. Gdy w trakcie dynamicznej akcji wpadniemy w błoto, kurz lub w naszą stronę polecą odłamki po pobliskim wybuchu, soczewka ulega zabrudzeniu, a operator automatycznie wykonuje ruch ręką, by przetrzeć szybkę. Te ułamki sekund komplikują sytuację - ekran zaczyna gwałtownie się trząść, a my tracimy stabilność widzenia. Próba wychylenia się zza ściany w takim momencie niemal zawsze kończy się śmiercią.
Choć na obecnym etapie rozwoju omawianego BodyCam to wyłącznie projekt wieloosobowy, skupiony na klasycznych starciach oraz zmaganiach rankingowych, podczas każdej kolejnej rundy w mojej głowie pojawiała się jedna, natrętna myśl: jak niesamowicie wyglądałaby ta gra z pełnoprawną kampanią fabularną dla pojedynczego gracza. Taka narracyjna przygoda mogłaby bez trudu przedefiniować podejście do pierwszoosobowych opowieści militarnych na rynku.
Gdyby twórcy zdecydowali się na stworzenie kampanii jednoosobowej lub kooperacyjnej opartej na tych samych fundamentach technologicznych - zrealizowanej w formie surowego zapisu z kamery mundurowej jednostek specjalnych podczas misji odbijania zakładników czy rajdów na kryjówki terrorystów - dostalibyśmy prawdopodobnie najbardziej realistyczną i poruszającą opowieść wojenną w historii gier wideo. Klaustrofobia, strach przed każdym rogiem korytarza i brak sztucznych przerywników filmowych zbudowałyby napięcie, którego nie jest w stanie osiągnąć żaden oskryptowany blockbuster.
Oczywiście trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z projektem znajdującym się we wczesnym dostępie. Po pewnym czasie grania w BodyCam możemy poczuć trochę znużenia, wszak trybów jest sześć, z czego 4 z nich trwają po 5-10 minut na jedną rozgrywkę. Brakuje czegoś w rodzaju dłuższych misji, zrobić z tego nawet Ready or Not, ale jeszcze bardziej realistyczne i mielibyśmy kandydata do najbardziej realistycznej strzelanki w historii gier wideo.
Recenzowany BodyCam to bez wątpienia powiew świeżego, choć przesiąkniętego prochem i dymem powietrza w skostniałym gatunku sieciowych FPS-ów. Zamiast kolejnej kolorowej strzelanki dla mas, dostaliśmy surowy, brudny i przerażająco autentyczny symulator współczesnego pola walki, który nie wybacza najmniejszego błędu.
To pozycja obowiązkowa, w którą bez wahania powinien zagrać każdy szanujący się fan wirtualnego strzelectwa. Otrzymaliśmy wczesny dostęp, który już teraz wyznacza nowe standardy graficzne i udowadnia, że prawdziwy realizm potrafi generować emocje, jakich nie zapewni żaden zręcznościowy hit
Dodam na sam koniec, iż w BodyCam grałem na RTX 4060 Ti z włączonym DLSS-em na jakości. Gra wyglądała prześwietnie, nie miała żadnych problemów graficznych czy spadków płynności, więc można rzec, że na średnim GPU można spokojnie grać w rozdzielczości 1440p.
Ocena - recenzja gry Bodycam
Atuty
- REALIZM jest na poziomie nieosiągalnym dla CoD-a czy BF-a
- Każda broń to totalny inny model strzelania
- Animacje postaci, poruszanie się czy udźwiękowienie na najwyższym poziomie
- Gra świateł - oświetlenie w tej grze robi przeogromną robotę
- Mapy są różnorodne i klimatyczne - szpital i okopy szczególnie wciskają w fotel
- Dobra optymalizacja
Wady
- Za mało trybów rozgrywki (choć to wciąż Early Access)
- Po sprawdzeniu wszystkich modułów zabawy i większości broni gra może stać się nudna (nie ma tutaj bitew na wielką skalę jak w Battlefieldzie)
- Czasami potrafi wywalić nas z serwera przy wyborze mapy do kolejnego meczu
BodyCam to najbardziej realistyczna strzelanka, w jaką miałem okazję zagrać i jako wielki fan tego gatunku gier, poziom tej produkcji zawstydza w wielu miejscach nie tylko Call of Duty, ale nawet Battlefielda.
Graliśmy na:
PC
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (16)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych