Orbitals - recenzja i opinia o grze [Switch2]. Czy każdy może stworzyć It Takes Two?
Podzielony ekran, dwójka bohaterów, ciekawa historia i mnóstwo mechanik wymagających ciągłej współpracy - Hazelight przez lata udowadniało, jak wiele można wycisnąć z takiej formuły. Teraz swoich sił w tym gatunku próbuje kolejna ekipa, która chce zabrać graczy w wielką, kosmiczną przygodę. Czy Orbitals ma jednak wystarczająco dużo własnych pomysłów, by wyróżnić się na tle najlepszych przedstawicieli kooperacji? Przeczytajcie naszą recenzję.
Wspomniałem we wstępie o Hazelight nie bez powodu, bo za Orbitals odpowiada Shapefarm - studio rozpoczynające właśnie własną przygodę z autorskimi produkcjami, ale nie jest to zespół całkowicie pozbawiony doświadczenia w świcie wielkich gier, sukcesów i kooperacji. Najważniejszą postacią w kontekście samego gameplayu jest Jakob Lundgren, reżyser recenzowanego Orbitals, który wcześniej przez około siedem lat pracował w Hazelight. Jako designer współtworzył A Way Out, It Takes Two, a następnie uczestniczył również w pracach nad Split Fiction. Mówimy więc o człowieku, który znaczną część swojej kariery spędził przy produkcjach budowanych od podstaw wokół współpracy dwóch graczy.
I to doświadczenie bardzo szybko można dostrzec w Orbitals. Lundgren wraz z dyrektorem kreatywnym Marcosem Ramosem postawili na przygodę przeznaczoną dla dwóch osób, podzielony ekran oraz sytuacje, w których obaj gracze muszą ze sobą współpracować. Shapefarm dorzuciło jednak do znanej formuły własny charakter – przede wszystkim kapitalną stylistykę inspirowaną anime z lat 80. i początku 90. Twórcy wręcz określają Orbitals jako „anime, w które można zagrać”.
Czy jednak wystarczy zatrudnić doświadczonego twórcę Hazelight, podzielić ekran na pół, przygotować efektowną kreskę i postawić na współpracę, żeby stworzyć „nowe It Takes Two”? Właśnie z takim pytaniem rozpoczynałem Orbitals i bardzo szybko przekonałem się, że porównania do hitów Josefa Faresa będą towarzyszyć tej produkcji praktycznie na każdym kroku. Shapefarm ma jednak własne pomysły na kooperację i bardzo wyrazistą tożsamość, więc zamiast zastanawiać się, czy studio stworzyło kolejną wersję It Takes Two, warto sprawdzić, czy przygotowało po prostu dobrą grę. Zanim jednak przejdziemy do samego gameplayu, zacznijmy standardowo… od historii.
Ciekawa historia w wyjątkowym świecie. Taki jest Orbitals
Historia recenzowanego Orbitals opiera się na dwójce przyjaciół - Maki i Omurze, którzy dorastali razem na rozpadającej się kolonii kosmicznej. Bohaterów poznajemy jeszcze jako dzieci i już początek przygody wrzuca na ekran sporo tajemnic - katastrofa stacji, tajemnicza maszyna, wybuchy, tajne zadanie… i wszystko tak naprawdę mówi nam, że za tymi wydarzeniami kryje się coś znacznie większego. Dochodzi do eksplozji, a następnie historia wykonuje duży skok w czasie - około 15 lat później Maki i Omura są już nastolatkami i wspólnie próbują utrzymać swój dom przy życiu.
Sytuacja nie jest wyjątkowo przyjemna dla bohaterów, ponieważ ich stacja została uwięziona wewnątrz tajemniczej, nadnaturalnej kosmicznej burzy. Bohaterowie konstruują więc własny statek i ostatecznie decydują się przekroczyć burzę, by znaleźć sposób na uratowanie kolonii. Jednocześnie gdzieś w tle cały czas pozostają pytania związane z wydarzeniami sprzed 15 lat i szczerze mówiąc właśnie na początku ta tajemnica naprawdę potrafi zaintrygować.
Bardzo podoba mi się również to, jak Shapefarm przedstawia głównych bohaterów. Maki jest bardziej energiczna, impulsywna i ekspresyjna, natomiast Omura sprawia wrażenie zdecydowanie spokojniejszego. Różnice nie kończą się na dialogach czy najważniejszych scenach - twórcy wykorzystują mnóstwo drobnych animacji i interakcji, żeby nadać tej dwójce własny charakter. Dobrym przykładem jest nawet znajdujący się na statku kot, którego Maki i Omura podnoszą w zupełnie inny sposób. Drobiazg? Tak, ale właśnie takie szczegóły pokazują, że twórcy chcieli w inny sposób zaprezentować bohaterów. Maki i Omura są oczywiście pełnoprawnymi bohaterami rozgrywki - nie mamy tutaj klasycznego podziału na protagonistę oraz jego pomocnika. Cała podróż została przygotowana dla dwóch osób, a gracze otrzymują własne zadania i muszą współpracować, żeby pokonywać następne przeszkody. To dobrze współgra z samą opowieścią, bo skoro Maki i Omura wychowali się razem i wspólnie próbują uratować swój dom, ich wzajemna zależność podczas rozgrywki wydaje się całkowicie naturalna.
Sam początek historii naprawdę mi się podobał. Katastrofa, skok o kilkanaście lat, wielka tajemnica i wyprawa tworzą bardzo dobry punkt wyjścia, więc początkowo byłem naprawdę ciekawy, dokąd Shapefarm zaprowadzi tę dwójkę. Później nadal pojawia się kilka ciekawych scen i wydarzeń, ale nie mogę napisać, żeby scenariusz chwycił mnie za serce. Fabuła sprawnie prowadzi przez kolejne etapy i zapewnia odpowiedni pretekst do dalszej podróży, jednak nie jest historią, przez którą po wyłączeniu konsoli zastanawiałem się, co wydarzy się dalej. Orbitals opowiada sympatyczną kosmiczną przygodę, ale znacznie mocniejszym elementem jest sam świat i rozgrywka względem scenariusza.
Orbitals właśnie ze względu na świat potrafi zachwycić od pierwszych minut. Baza wypadowa, kolejne kosmiczne miejscówki, statki, maszyny, najróżniejsze urządzenia i sami bohaterowie tworzą niezwykle spójną całość. Retrofuturystyczna wizja Shapefarm ma mnóstwo charakteru - twórcy bardzo mocno inspirują się anime z lat 80. i 90., wykorzystując cel-shading, charakterystyczną kreskę, odpowiednio dobrane kolory oraz projekty przywodzące na myśl klasyczne japońskie science fiction. Można tutaj dostrzec inspiracje twórczością Akiry Toriyamy czy seriami pokroju Dragon Ball i Ranma ½, ale Orbitals nie wygląda przy tym jak bezpośrednia kopia jednej konkretnej produkcji. Shapefarm wykorzystuje dobrze znaną estetykę, a następnie buduje na jej podstawie własną tożsamość.
Nie bez znaczenia pozostaje współpraca z japońskim Studio Massket, co szczególnie dobrze widać podczas scen przerywnikowych. Kadrowanie, mimika, projekty postaci i animacje sprawiają, że momentami naprawdę można zapomnieć, że oglądamy fragment gry, a nie klasyczne anime. Twórcy poszli zresztą jeszcze dalej - sama rozgrywka działa w około 30 klatkach na sekundę, natomiast część animacji postaci i elementów otoczenia świadomie wykorzystuje 12 lub 24 klatki animacji, żeby jeszcze mocniej odtworzyć charakter ręcznie animowanych produkcji sprzed kilku dekad… czy to ma sens? I tak i nie. Ma to pewien urok, ale wiem z doświadczenia, że nie każdemu przypadnie to do gustu.
Orbitals przypomina It Takes Two, ale współpracę rozumie trochę inaczej
To właśnie podczas rozgrywki recenzowany Orbitals najbardziej przypomina produkcje Hazelight, ale paradoksalnie również tutaj najmocniej się od nich różni. Shapefarm przygotował przygodę wyłącznie dla dwóch osób i nie ma możliwości, żeby drugiego bohatera przejęła sztuczna inteligencja. Ja całą historię ukończyłem lokalnie na podzielonym ekranie (obraz przez cały czas jest rozdzielony na dwie części) ale możemy również skorzystać z Friend’s Passa, żeby zaprosić do zabawy znajomego przez Sieć. Fundament pozostaje więc znajomy: dwóch graczy, dwa ekrany i jedna przygoda, której po prostu nie da się ukończyć w pojedynkę.
Jest jednak jedna bardzo ważna różnica względem przykładowo It Takes Two czy Split Fiction. Hazelight bardzo często buduje współpracę wokół dwóch zestawów zdolności - jeden bohater otrzymuje konkretne narzędzie, drugi zupełnie inne i dopiero połączenie ich możliwości pozwala rozwiązać problem. Orbitals odrzuca ten podział, bo Maki i Omura mogą robić dokładnie to samo, a o przydziale obowiązków decydują sami gracze. Nie jesteśmy więc przez całą przygodę „tym od strzelania” albo „tym od uruchamiania mechanizmów”.
Świetnie pokazują to fragmenty związane ze statkiem kosmicznym, którym przemierzamy znaczącą część świata. Jeden z graczy siada za sterami i odpowiada za pilotowanie maszyny, podczas gdy drugi przejmuje kontrolę nad uzbrojeniem i ostrzeliwuje odpowiednie elementy znajdujące się w przestrzeni. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby przy następnej okazji zamienić się miejscami. Jeżeli jedna osoba lepiej radzi sobie z lataniem, może zostać pilotem, a jeśli po pewnym czasie chcecie spróbować czegoś innego… po prostu zmieniacie role.
Jeszcze ciekawiej robi się po opuszczeniu statku. Bohaterowie otrzymują dostęp do trzech podstawowych narzędzi i to właśnie wokół nich Shapefarm zbudował znaczącą część zagadek. Hak jak sama nazwa wskazuje pozwala chwytać i przemieszczać odpowiednie elementy otoczenia, wyrzutnię płynu wykorzystujemy między innymi do polewania wodą czy schładzania obiektów, natomiast laser pozwala oddziaływać na wybrane mechanizmy za pomocą wiązki energii. Najważniejsze ponownie jest jednak to, że sprzęt nie został na stałe przypisany do konkretnego bohatera. To gracze wybierają, kto w danej sytuacji bierze odpowiednie narzędzie. Na papierze może wydawać się to drobną zmianą, ale podczas całej kampanii naprawdę wpływa na komfort współpracy. Jeżeli jedna osoba lepiej radzi sobie z konkretną mechaniką, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przejęła odpowiedni sprzęt. Jeżeli ktoś nie może wykonać wymagającej sekwencji albo po prostu chce spróbować drugiej części zagadki, zamieniamy się rolami. To zupełnie inne podejście do kooperacji i jeden z pomysłów Shapefarm, który naprawdę mi się spodobał.
Sama rozgrywka bardzo mocno koncentruje się na zagadkach logicznych i wykorzystywaniu otoczenia. Trudno tutaj mówić o klasycznej walce - Orbitals nie jest przygodą, w której co kilka minut na arenę wpada dziesięciu przeciwników i rozpoczyna się wielka strzelanina. Znacznie częściej zatrzymujemy się przed kolejnym problemem, rozglądamy po lokacji i wspólnie zastanawiamy się, jak wykorzystać dostępny sprzęt, żeby otworzyć dalszą drogę. Komunikacja jest bardzo ważna, bo zazwyczaj sukces jednego gracza bezpośrednio zależy od tego, co w tym samym momencie robi druga osoba.
Pomysłów jest naprawdę sporo. Jeden gracz może nalać wodę na specjalną platformę, która następnie wystrzeli drugiego w odpowiednie miejsce. Innym razem jedna osoba wykorzystuje laser do ustawienia kładki, po której partner może przejść dalej. Trafiają się sytuacje, w których strzelamy w lodowe elementy, wykorzystujemy spadającą wodę, żeby druga osoba mogła pokonać wcześniej nagrzaną powierzchnię, albo za pomocą metalowych części konstruujemy prowizoryczne przejście. Zdarzyło mi się nawet zajmować czyszczeniem zabrudzonej maszyny, podczas gdy druga osoba wykonywała swoją część zadania. Orbitals bardzo często zmienia problem, nawet jeśli narzędzia pozostają te same. Nie brakuje również bardziej wymagających sekwencji platformowych, podczas których trzeba odpowiednio wykorzystać możliwości bohaterów i dobrze wyczuć moment wykonania kolejnego ruchu. Mimo wszystko zdecydowanie częściej niż zręczność liczy się tutaj spryt. Gra potrafi postawić przed nami większą lokację i pozwolić przez chwilę zastanowić się, jak właściwie dostać się do następnego miejsca. Pojawiają się również bardziej nietypowe przerywniki - między innymi muzyczne fragmenty wymagające dobrego wyczucia rytmu. Shapefarm stara się więc co jakiś czas odejść od klasycznych zagadek i zaproponować coś trochę innego.
I właśnie w tym miejscu dochodzimy do największej różnicy pomiędzy Orbitals a produkcjami Hazelight. It Takes Two oraz Split Fiction potrafiły dosłownie co chwilę wyrzucać poprzednie zasady przez okno i przedstawiać zupełnie nową mechanikę. Czasami otrzymywaliśmy rozwiązanie wykorzystywane przez kilkanaście minut, żeby chwilę później już nigdy więcej go nie zobaczyć. Orbitals jest pod tym względem zdecydowanie bardziej zachowawcze. Shapefarm przygotował podstawowe narzędzia i właśnie na ich różnych zastosowaniach buduje znaczącą część kampanii.
Nie oznacza to, że przez całą przygodę robimy dokładnie to samo. Zmieniają się lokacje, konstrukcja zagadek, sposób wykorzystania sprzętu, pojawiają się nowe sytuacje, a w pewnym momencie nasze narzędzia zostają również ulepszone. Twórcy potrafią znaleźć kolejne zastosowania dla dobrze znanych mechanik i przez większość czasu współpraca nadal daje sporo satysfakcji. Nie ma jednak wątpliwości, że Orbitals jest mniej zróżnicowane mechanicznie od Split Fiction czy It Takes Two. Hazelight przyzwyczaiło nas do nieustannego bombardowania nowymi pomysłami, natomiast Shapefarm woli wziąć kilka fundamentów i przez kolejne godziny rozwijać ich zastosowanie.
Czy to wada? Trochę tak, szczególnie jeśli ktoś rozpocznie Orbitals z oczekiwaniem otrzymania kolejnego It Takes Two. Po dwóch godzinach zaczynamy już rozumieć założenia gry i coraz łatwiej przewidzieć, jakiego rodzaju rozwiązania mogą wymagać kolejne przeszkody. Jednocześnie same zagadki są na tyle pomysłowe, a swobodne wymienianie się rolami działa na tyle dobrze, że współpraca nadal pozostaje największą siłą produkcji.
Twórcy Orbitals wykorzystali swoją koncepcję
Shapefarm bardzo dobrze bawi się również perspektywą i właśnie w takich momentach recenzowany Orbitals potrafi pozytywnie zaskoczyć. Choć większość przygody obserwujemy w klasycznym trójwymiarowym ujęciu, kilka razy produkcja właściwie zamienia się w rasowego side-scrollera i jednocześnie zmienia sposób współpracy. W jednej z takich sekwencji jeden gracz aktywuje kolejne platformy, podczas gdy drugi kontroluje pola grawitacyjne pozwalające partnerowi pokonywać przepaści. Chwilę później zasady ponownie się zmieniają - jedna osoba przesuwa pionową wiązkę grawitacyjną, a znajdujący się w jej wnętrzu partner musi odpowiednio się poruszać i omijać kolejne miny. Niby nadal chodzi o kooperację, ale zmiana perspektywy oraz obowiązków wystarcza, żeby dobrze znane mechaniki nabrały trochę świeżości.
Orbitals różni się od produkcji Hazelight jeszcze jednym bardzo ważnym elementem - statkiem kosmicznym, który nie jest wyłącznie środkiem transportu pomiędzy kolejnymi lokacjami. Maki i Omura mogą swobodnie poruszać się po jego wnętrzu. Strzelec może nawet podczas lotu opuścić swoje stanowisko i przejść w inne miejsce maszyny, podczas gdy druga osoba nadal kontroluje statek. Dzięki temu również te fragmenty zachowują charakterystyczną dla całej produkcji swobodę w podziale obowiązków. Sam statek jest zresztą stopniowo rozbudowywany o kolejne możliwości. Otrzymujemy nowe uzbrojenie, urządzenie generujące potężny podmuch czy elektryczny pocisk wykorzystywany między innymi do aktywowania odpowiednich maszyn. Shapefarm wykorzystuje te dodatki do przygotowywania kolejnych sytuacji wymagających współpracy, więc podróżowanie nie sprowadza się wyłącznie do przelecenia z punktu A do B. Jeden gracz musi odpowiednio ustawić maszynę, drugi w tym samym czasie wykorzystuje jej wyposażenie, a za chwilę sytuacja może wymagać ponownej zamiany obowiązków.
Gdy natomiast opuszczamy pokład w przestrzeni kosmicznej, Maki i Omura korzystają z jetpacków, co ponownie zmienia sposób poruszania się i pozwala twórcom przygotować bardziej przestrzenne fragmenty eksploracji. Nie spędzamy jednak całej kampanii wyłącznie w nowych lokacjach. Duet wraca również do swojej bazy wypadowej (stacji kosmicznej) gdzie możemy na moment odpocząć od właściwej przygody i pobawić się dodatkowymi interakcjami.
To właśnie w tym miejscu pojawiają się między innymi odblokowywane minigry, takie jak laserowa skakanka. Nie są to oczywiście atrakcje, dla których ktokolwiek kupi Orbitals, ale dobrze pasują do kooperacyjnego charakteru produkcji. Pozwalają na chwilę zapomnieć o ratowaniu kolonii, pośmiać się z drugiej osoby i wprowadzić odrobinę bezpośredniej rywalizacji do gry, która przez większość czasu wymaga ścisłej współpracy.
Czy rozgrywka z Orbitals działa?
Rozgrywka w recenzowanym Orbitals jest przede wszystkim bardzo przyjemna. Shapefarm umiejętnie zmienia tempo przygody za pomocą kolejnych zastosowań sprzętu, podróżowania statkiem kosmicznym, sekwencji platformowych czy zabawy perspektywą. Najmocniejszym elementem pozostają jednak zagadki, które regularnie wymagają współpracy i komunikacji, ale jednocześnie nie są przesadnie wymagające. Całą przygodę ukończyłem z nastolatką, która dobrze radzi sobie z kontrolerem, i właśnie dlatego bez większych obaw mogę polecić Orbitals rodzicom szukającym gry do wspólnego przejścia z dzieckiem.
Kooperacja działa tutaj również wtedy, gdy pomiędzy graczami występuje różnica w umiejętnościach. Zagadki pozwalają słabszemu mechanicznie partnerowi zabłysnąć poprzez znalezienie rozwiązania, natomiast możliwość swobodnego zamieniania się sprzętem sprawia, że bardziej doświadczony gracz może w razie potrzeby przejąć trudniejszą zręcznościowo część zadania. Nie oznacza to przy tym, że jedna osoba wykonuje całą robotę - oboje nadal muszą współpracować. Wydaje mi się jednak, że pod względem poziomu trudności Orbitals jest łatwiejsze od ostatnich produkcji Hazelight i dzięki temu może trafić do jeszcze szerszego grona odbiorców.
Najważniejsze jest jednak coś znacznie prostszego: we dwójkę naprawdę dobrze się tutaj bawiliśmy. Podczas naszych sesji regularnie pojawiały się komentarze w stylu: „Nie, nie to! Tamto!”, „Ty strzelasz, ja trzymam” albo moje ulubione: „Teraz idziesz, teraz czekasz, teraz idziesz… nie teraz!”… i właśnie w takich chwilach najlepiej działa Orbitals. Kolejne zagadki stają się pretekstem do rozmowy, wspólnego kombinowania, popełniania głupich błędów i śmiania się z sytuacji, w których jedna osoba doskonale wie, co trzeba zrobić, ale kompletnie nie potrafi wytłumaczyć tego partnerowi.
Szkoda tylko, że ta przygoda kończy się dość szybko. Nam wystarczyły trzy wspólne sesje, żeby zobaczyć zakończenie, i choć rozpoczęliśmy później drugie podejście, to właśnie tutaj zaczyna być odczuwalny brak mocniej zróżnicowanych zdolności przypisanych do bohaterów. Sprzętem możemy swobodnie się wymieniać, więc już podczas pierwszego przejścia każde z nas miało okazję dobrze poznać wszystkie podstawowe narzędzia. To kapitalnie sprawdza się podczas premierowej przygody, ale jednocześnie ogranicza regrywalność - przy drugim podejściu nie mamy poczucia, że wybierając drugiego bohatera, nagle poznajemy zupełnie inną stronę rozgrywki.
Z drugiej strony trudno mi mieć większe pretensje do gry, która przez te kilka wspólnych sesji tak regularnie dostarczała nam dobrej zabawy. Orbitals może nie mieć mechanicznego szaleństwa Split Fiction czy It Takes Two, ale bardzo dobrze rozumie, na czym polega dobra kooperacja. Nie zawsze potrzebujemy kolejnej rewolucyjnej mechaniki - czasami wystarczy zagadka, dwa różne zadania i partner, któremu przez pół minuty próbujemy wytłumaczyć, że ma nacisnąć ten jeden konkretny przycisk.
Na koniec muszę wspomnieć o jeszcze jednym elemencie, który naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Orbitals oferuje pełny dubbing po japońsku i angielsku, a jednocześnie w grze znalazły się polskie napisy. W przypadku produkcji, którą tak łatwo polecić do wspólnej zabawy rodzica z młodszym graczem, lokalizacja ma naprawdę duże znaczenie. Dzięki polskim tekstom łatwiej śledzić historię, zrozumieć kolejne instrukcje i przede wszystkim samodzielnie kombinować przy zagadkach. To może wydawać się drobnym dodatkiem, ale w praktyce jeszcze mocniej podkreśla, że Orbitals świetnie nadaje się na wspólną, rodzinną przygodę.
Czy warto zagrać w Orbitals?
Orbitals to bardzo ciekawa propozycja dla fanów kooperacji, szczególnie tych, którzy szukają gry do wspólnego przejścia na jednej kanapie. Shapefarm wyraźnie inspiruje się produkcjami Hazelight, ale jednocześnie próbuje znaleźć własny pomysł na zabawę dla dwóch osób. Jest tutaj łatwiej niż przykładowo w It Takes Two, a sama rozgrywka nie oferuje aż tak dużej różnorodności, jednak trudno uznać to za nieudaną przygodę. Wręcz przeciwnie – przez większość czasu bardzo dobrze się bawiłem, wspólnie rozwiązując kolejne problemy, wymieniając się sprzętem i sprawdzając następne pomysły przygotowane przez twórców.
Orbitals nie ma aż tylu momentów, w których z niedowierzaniem można powiedzieć: „oni naprawdę jeszcze to tutaj wsadzili?”. Hazelight przyzwyczaiło nas do ciągłego zmieniania zasad i mechanik, natomiast Shapefarm zdecydowanie dłużej korzysta z tych samych fundamentów. W zamian otrzymujemy jednak więcej zagadek wymagających zatrzymania się, spojrzenia na otoczenie i wspólnego znalezienia rozwiązania. To właśnie kombinowanie jest jedną z największych zalet Orbitals - bardzo często najpierw trzeba ustalić, co właściwie powinniśmy zrobić, a dopiero później zastanowić się, kto chwyta za odpowiednie narzędzie i jak wspólnie zrealizować plan.
Szkoda jedynie, że przygoda kończy się trochę za szybko, bo gdy pojawiły się napisy końcowe (5-6 godzin), miałem ochotę na jeszcze kilka bardziej rozbudowanych etapów wykorzystujących poznane wcześniej mechaniki. Tak jak wspomniałem, Orbitals nie jest tak różnorodne jak It Takes Two czy Split Fiction i nie osiąga poziomu największych produkcji Hazelight, ale też nie powinno być traktowane wyłącznie jako młodszy brat. Gra ma własny charakter, świetny styl, bardzo przyjemne zagadki i przede wszystkim dobrze rozumie, ile frajdy może dawać wspólne kombinowanie. Jeśli lubicie kooperacyjne przygody dla dwóch osób, zdecydowanie powinniście pamiętać o Orbitals.
Ocena - recenzja gry Orbitals
Atuty
- Świetna zabawa dla dwóch graczy,
- Dużo pomysłowych zagadek wymagających współpracy,
- Statek jest ważnym elementem rozgrywki,
- Bardzo dobry design świata i znakomita kreska,
- Przystępny poziom trudności,
- Dobrze sprawdza się podczas zabawy z młodszym graczem,
- Polskie napisy.
Wady
- Przygoda kończy się trochę za szybko,
- Ograniczona regrywalność,
- Fabuła nie dorównuje świetnemu projektowi świata.
Orbitals to bardzo przyjemna kooperacyjna przygoda, która zamiast nieustannie zasypywać graczy nowymi mechanikami, mocniej stawia na zagadki, komunikację i wspólne kombinowanie. Rozgrywka jest łatwiejsza i mniej zróżnicowana niż w It Takes Two czy Split Fiction, ale swobodne wymienianie się rolami, świetny design świata i pomysłowe wykorzystanie dostępnych narzędzi sprawiają, że we dwójkę można bawić się naprawdę dobrze. Szkoda jedynie, że przygoda kończy się tak szybko i nie oferuje większej regrywalności, bo Shapefarm stworzył bardzo solidną propozycję dla fanów kooperacji.
Graliśmy na:
NS2
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (11)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych