Zróbmy sobie przerwę (2026) – recenzja, opinia o filmie [Balance Film]. Trudy codzienności
Trzydzieści lat po tym, jak zaczęli się ze sobą spotykać, Walter i Fiorella są dla siebie niemal obcymi ludźmi – on w kółko tylko pracuje, jej brakuje bliskości i intymności, przez co postanawia skorzystać z internetowej porady i... wcisnąć pauzę. Nie porzuca męża definitywnie, ale chce niejako zmusić go do ponownego starania się o jej względy.
Włosi mają całkiem solidne poczucie humoru, zapewne wynikające przynajmniej po części z tego ich specyficznego trybu życia i temperamentów. Z jednej strony chłopaki chcieliby żyć względnie beztrosko, spędzać czas z przyjaciółmi, gotować, oglądać piłkę nożną. Z drugiej, włoskie kobiety to chodzące wulkany energii i emocji, regularnie trzymające swoich partnerów ciasno pod pantoflem. Stereotyp? Może i tak, ale z nieba się nie wziął. Jest w dzisiejszym filmie jedna scena wybuchu złości jednej z młodych kobiet, w której widziałem niemal jeden do jednego swoją dobrą przyjaciółkę Włoszkę. Takie połączenie kontrastujących ze sobą charakterów zwyczajnie musi być zabawne – zwłaszcza, że obrywają bohaterowie filmu, a nie my.
To napisawszy, „Zróbmy sobie przerwę” nie jest raczej przesadnie "głośną" komedią – to nie ten styl, co u nas czy w Stanach, gdzie raz za razem musi dziać się coś szalonego, a widz ma wybuchać gromkim śmiechem. Humor jest w filmie obecny i powiedziałbym, że zastosowano go raczej skutecznie, ale to są zwykle bardziej gagi do uśmiechnięcia się, a nie puszczania salw rubasznego rechotania. Pracownik restauracji podkrada guanciale z miski, szef nie chce znać wyniku meczu, bo woli obejrzeć powtórkę, ktoś myli strój Hulka ze Shrekiem – tego typu rzeczy. Sympatyczne, odpowiednie do obejrzenia z rodzicami przy niedzieli.
Zróbmy sobie przerwę (2026) – recenzja, opinia o filmie [Balance Film]. Za dużo grzybków w jeden barszcz
Film narracyjnie wykorzystuje ciekawy zabieg, który wziął mnie lekko z zaskoczenia. Tak mi się przynajmniej wydaje, ponieważ pod koniec scenariusz staje na rzęsach aby wszystko elegancko wytłumaczyć, ale jest też zupełnie możliwe, że się po prostu niedostatecznie skupiłem, ponieważ wydaje mi się, że film nie kryje się z prawdą. Rozmawiając po seansie z kilkoma osobami dowiedziałem się jednak, że i one czuły się lekko skonfundowane. Dlatego, aby uniknąć potencjalnego psucia niespodzianki, postaram się opowiadać o detalach filmu w możliwie najbardziej ogólnikowy sposób.
Całość rozgrywa się na kilku płaszczyznach, przecinając ze sobą zdrowo ponad dziesięć istotnych postaci, z których każda ma swoje własne problemy i troski. Z jednej strony, oznacza to, że w filmie praktycznie cały czas coś się dzieje, z drugiej fabuła może sprawiać wrażenie nieskoncentrowanej, łapiącej zbyt wiele srok za ogon. Reżyser mówi o wypaleniu, zdradzie, samotnym rodzicielstwie, homoseksualizmie, poliamorii, przyjaźni, różnicach pokoleniowych i jeszcze kilku rzeczach. Każdy z tych tematów dostaje przynajmniej kilka minut i zostaje lepiej lub gorzej domknięty, więc to nie tak, że film jest nieprzemyślany – może jedynie zbyt przeładowany, do przesady. A można było uciąć chociaż ze dwa wątki tak, aby pozostałe miały trochę więcej miejsca na oddech, aby mogły lepiej i pełniej wybrzmieć.
Zróbmy sobie przerwę (2026) – recenzja, opinia o filmie [Balance Film]. Mocna obsada... i Maciek Zakościelny też!
Jedną z najbardziej istotnych zalet filmu jest jego obsada. Aktorskie pary mają świetną chemię ekranową – i to nie tylko te romantyczne! Przyjaźń Waltera i Romeo jest bardzo wiarygodna, żywa, pełna życzliwości, ale też pociesznej, lekkiej złośliwości. Widz rozumie dlaczego kucharz tak lubi swojego szefa i zawsze chętnie mu pomoże, co z kolei pozwala dobrze zakorzenić późniejsze wątki i motywy. Centralna (powiedzmy) relacja jest dla nas jasna i zrozumiała, a obie strony konfliktu mają argumenty, które można zrozumieć, z którymi da się sympatyzować. To bardzo ważne, ponieważ nikt nie jest jawnie demonizowany, nikt nie jest oczywistym antagonistą. Ponieważ takie właśnie jest życie – wiele drobnych spraw może piętrzyć się nawet i całymi latami, aż w końcu czara goryczy zostaje przelana. Łatwo byłoby zrobić komedię o złym facecie, który dostaje po tyłku za bycie dupkiem. Na szczęście, scenariusz Marazzitiego jest znacznie bardziej subtelny.
Ciekawostką dla polskiego widza zdecydowanie będzie udział w filmie naszego własnego Maćka Zakościelnego. W całym filmie nie ma go jakoś przesadnie dużo, choć zdecydowanie jest on istotną postacią, a nie tylko takim tam sobie dodatkiem, ozdobą. Całkiem dobrze poszło mu granie po włosku – choć sam ponoć nie znał wcale języka przed otrzymaniem roli. Ciężką pracą dał jednak radę wyrobić sobie odpowiedni akcent i płynność, dzięki którym brzmi naturalnie i potrafi wiarygodnie sprzedać nawet odrobinę bardziej emocjonalne sceny dialogowe. Żeby jednak nie było, że tylko mu słodzę – jego wątek jest jednocześnie chyba najsłabszym elementem całego filmu. Nie ma w tym winy samego aktora. Po prostu sama historia jest odrobinę zbyt oczywista, przez co nie robi takiego wrażenia, jak być może powinna.
Koniec końców, „Zróbmy sobie przerwę” jest filmem... solidnym. Raczej nie wskoczy do niczyjej topki najlepszych filmów tego roku, ale dobra obsada, stonowany, acz skuteczny humor i tona serca i pozytywnych emocji płynących z ekranu sprawiają, że jest to film łatwy do polecenia. Chętnie obejrzę go ponownie, tym razem z rodzicami, dla których powinna to być pozycja idealna.
Film wchodzi do kin już w najbliższy piątek, 28.08.2026.
Atuty
- Dużo serca i pozytywnej energii;
- Delikatny, ale skutecznie podany humor;
- Mocna, dobrze dopasowana obsada;
- Kilka naprawdę świetnych gagów.
Wady
- Lekko przeładowany narracyjnie;
- Zbyt przewidywalny w paru miejscach.
„Zróbmy sobie przerwę” to odrobinę chaotyczna, ale przyjemna komedia obyczajowa dla całej rodziny, z sympatycznym, polskim akcentem. Nic wybitnego, ale zdecydowanie miło spędzony czas.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych