Czas wymierania (2015) - recenzja filmu [Netflix]. To mógł być świetny horror, ale czegoś mu zabrakło

Czas wymierania (2015) - recenzja filmu [Netflix]. To mógł być świetny horror, ale czegoś mu zabrakło

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 21:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Kino postapokaliptyczne bardzo często obiecuje nam to samo. Świat się kończy, ludzie uciekają, a gdzieś za drzwiami czai się coś, czego zdecydowanie nie chcielibyśmy spotkać po zmroku. „Czas wymierania” próbuje jednak zrobić coś więcej. Miguel Angel Vivas nie traktuje apokalipsy wyłącznie jako pretekstu do kolejnych scen walki z potworami. Zamiast tego buduje opowieść o samotności, poczuciu winy, nieufności i ludziach, którzy po końcu świata nadal muszą żyć z własną przeszłością.

Problem w tym, że ambitniejszy pomysł nie zawsze oznacza lepszy film. „Czas wymierania” ma klimat, niezłe aktorstwo i kilka naprawdę mocnych horrorowych momentów, ale przez znaczną część seansu bardziej opowiada o tym, co mogłoby się wydarzyć, niż faktycznie pozwala nam to przeżyć.

Dalsza część tekstu pod wideo

Czas wymierania (2015) - recenzja i opinia o filmie [Netflix]. Zamiast kolejnej apokalipsy dostajemy historię o samotności

Najciekawsze w filmie Miguela Angela Vivasa jest to, że jego świat nie przypomina typowego placu zabaw dla miłośników zombie. Nie ma tu nieustannego chaosu, tłumów nieumarłych i ciągłego strzelania. Akcja rozgrywa się wiele lat po katastrofie, kiedy największa fala zagrożenia wydaje się już należeć do przeszłości. Śnieżna, niemal wymarła miejscowość Harmony staje się przez to czymś więcej niż tylko miejscem akcji. To przestrzeń, która doskonale oddaje stan psychiczny bohaterów - zimna, pusta, odizolowana i pozbawiona nadziei.

Patrick i Jack żyją niemal obok siebie, ale równie dobrze mogliby znajdować się na dwóch różnych końcach świata. Matthew Fox i Jeffrey Donovan grają ludzi, których łączy wspólna historia, a jednocześnie dzieli coś znacznie silniejszego niż zwykła niechęć. Film nie spieszy się z wyjaśnieniem ich relacji, próbując stopniowo budować napięcie między bohaterami. To właśnie tutaj „Czas wymierania” pokazuje swoją ambitniejszą stronę. Apokalipsa nie jest najważniejszym potworem. Znacznie bardziej interesujące okazują się emocje, które pozostają z człowiekiem nawet wtedy, gdy świat wokół niego przestaje istnieć.

Na pierwszy rzut oka można uznać takie podejście za odważne. Problem pojawia się wtedy, gdy spokojne tempo zaczyna być zwyczajnie zbyt spokojne. Film potrzebuje sporo czasu, żeby przejść od ekspozycji do właściwego zagrożenia, a część scen sprawia wrażenie, jakby fabuła stała w miejscu. Pomysł na dramat między ocalałymi jest interesujący, ale nie zawsze wystarczająco rozwinięty, aby utrzymać uwagę przez niemal dwie godziny.

Czas wymierania (2015) - recenzja i opinia o filmie [Netflix]. Potwory są naprawdę ciekawe. Szkoda, że film tak często o nich zapomina

Jeżeli ktoś sięga po „Czas wymierania” przede wszystkim dlatego, że chce zobaczyć dobry horror, może poczuć się nieco oszukany. Film bardzo długo trzyma swoje potwory na dystans. To świadomy wybór reżysera, ale nie zawsze skuteczny. Vivas chce najpierw zbudować atmosferę, relacje i poczucie izolacji, a dopiero później pozwolić zagrożeniu wejść na pierwszy plan. Tyle że w pewnym momencie trudno nie pomyśleć - dobrze, ale kiedy wreszcie zacznie się ten horror?

Kiedy jednak zagrożenie się pojawia, film ma kilka argumentów, których nie można mu odmówić. Istoty zamieszkujące świat „Czasu wymierania” nie są po prostu kolejną wersją klasycznych zombie. Ich wygląd i sposób funkcjonowania wyraźnie odróżniają je od znanych nam nieumarłych, a wykorzystanie słuchu i węchu zamiast wzroku pozwala reżyserowi stworzyć kilka interesujących sytuacji.

To zresztą jeden z największych paradoksów produkcji. Kiedy „Czas wymierania” pokazuje swoje potwory, potrafi być naprawdę niepokojący. Problem polega na tym, że robi to zdecydowanie zbyt rzadko. Zamiast wykorzystać potencjał nowych przeciwników, scenariusz często ponownie wraca do konfliktów między bohaterami. W teorii ma to sens, bo film chce być czymś więcej niż kolejnym horrorem o przetrwaniu. W praktyce napięcie nie zawsze rośnie tak, jak powinno. Potwory mogły być jednym z najmocniejszych elementów całej produkcji, a ostatecznie pozostają raczej ciekawym dodatkiem.

Na pochwałę zasługuje natomiast strona wizualna. Śnieg, nocne zdjęcia, puste ulice i odizolowane budynki tworzą bardzo charakterystyczną atmosferę. Vivas potrafi wykorzystać przestrzeń, aby podkreślić beznadzieję sytuacji. „Czas wymierania” często wygląda lepiej, niż można byłoby oczekiwać po produkcji tego kalibru.

Czas wymierania (2015) - recenzja i opinia o filmie [Netflix]. Matthew Fox i Jeffrey Donovan robią, co mogą

Największym kapitałem filmu okazują się aktorzy. Matthew Fox po „Zagubionych” miał już doświadczenie w budowaniu postaci obciążonych emocjonalnie, a tutaj dostaje rolę człowieka zamkniętego we własnym świecie. Patrick nie jest typowym bohaterem kina postapokaliptycznego. Nie ma w nim ciągłej potrzeby udowadniania, że potrafi przeżyć. Jest zmęczenie, samotność i poczucie, że pewne rzeczy dawno przestały mieć znaczenie.

Jeffrey Donovan dobrze odnajduje się po drugiej stronie tego konfliktu. Jack jest bardziej skupiony na codziennym przetrwaniu i ochronie najbliższej osoby, przez co jego relacja z Patrickiem nabiera dodatkowego ciężaru. Aktorzy nie grają swoich postaci w sposób przesadnie efektowny. Zamiast tego opierają wiele scen na spojrzeniach, pauzach i niewypowiedzianych emocjach. To dobrze współgra z założeniami filmu.

Największym odkryciem pozostaje jednak Quinn McColgan. Młoda aktorka wcielająca się w Lu potrafi nadać swojej bohaterce energię, której czasami brakuje pozostałym postaciom. Jej obecność sprawia, że relacje między bohaterami nabierają większej wiarygodności, a sama Lu nie zostaje sprowadzona wyłącznie do roli bezbronnego dziecka, które trzeba chronić. To jeden z najmocniejszych punktów produkcji.

Szkoda więc, że scenariusz nie zawsze potrafi wykorzystać potencjał tego aktorskiego zestawu. „Czas wymierania” ma interesujące postacie, ale ich rozwój jest nierówny. Część konfliktów zostaje rozciągnięta ponad miarę, a niektóre rozwiązania sprawiają wrażenie bardziej funkcjonalnych niż naturalnych. Film chce jednocześnie być dramatem rodzinnym, horrorem, thrillerem postapokaliptycznym i opowieścią o odkupieniu. Każdy z tych elementów ma swoje momenty, ale żaden nie zostaje wykorzystany w pełni.

I właśnie tutaj pojawia się największy problem filmu. „Czas wymierania” jest produkcją, którą łatwiej docenić za ambicję niż pokochać za wykonanie. Nie można powiedzieć, że Vivas poszedł po najmniejszej linii oporu. Wręcz przeciwnie - próbował nadać historii o zombie własny charakter. Jednak w gatunku, który od lat potrzebuje świeżych pomysłów, sama próba nie wystarcza. Film musi jeszcze odpowiednio rozłożyć akcenty, a tutaj proporcje między dramatem bohaterów i horrorem są momentami zwyczajnie nietrafione.

Czas wymierania (2015) - recenzja i opinia o filmie [Netflix]. Podsumowanie

„Czas wymierania” to jeden z tych filmów, przy których po seansie można pomyśleć: „to naprawdę mogło być świetne”. Miguel Ángel Vivas miał do dyspozycji bardzo dobry punkt wyjścia - izolowaną społeczność ocalałych, nietypowych przeciwników, zimową scenerię, dwóch skonfliktowanych mężczyzn i młodą bohaterkę, która staje się ważnym elementem ich relacji. Do tego dochodzi solidne aktorstwo, niezła scenografia i kilka scen potrafiących skutecznie zbudować napięcie.

Jednocześnie film zbyt często sam podcina sobie skrzydła. Tempo jest nierówne, potwory pojawiają się za rzadko, a część dramatycznych wątków zostaje rozwleczona. Krytyczny odbiór produkcji nie jest więc przypadkiem - „Czas wymierania” rzeczywiście ma problem z utrzymaniem odpowiedniego rytmu i wykorzystaniem własnych pomysłów.

I chyba właśnie tak najlepiej potraktować ten film. Nie jako ukrytą perełkę, którą niesłusznie wszyscy przegapili, ale jako interesujący, niedoskonały eksperyment. Jeśli oczekujesz bezustannej walki z hordami potworów, możesz szybko się zniechęcić. Jeżeli jednak lubisz postapokaliptyczne historie, w których równie ważne jak zagrożenie z zewnątrz są konflikty między ocalałymi, to „Czas wymierania” ma kilka rzeczy do zaoferowania.

Na Netflixie film może dostać drugie życie, bo dzisiaj łatwiej trafić na niego przypadkiem niż w momencie premiery. I warto dać mu szansę, ale z odpowiednimi oczekiwaniami. To nie jest horror, który redefiniuje gatunek. To solidna, klimatyczna, momentami naprawdę niepokojąca produkcja, której największym przeciwnikiem okazują się nie potwory, lecz własny scenariusz.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Atuty

  • Klimat
  • Aktorstwo
  • Potwory
  • Zdjęcia

Wady

  • Tempo akcji
  • Nierówny scenariusz
  • Mało horroru w horrorze

„Czas wymierania” chciał być czymś więcej niż kolejnym filmem o końcu świata. Szkoda tylko, że zabrakło mu konsekwencji, żeby tę ambicję przekuć w naprawdę mocne kino.

5,0
Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper