Ostatni dom (2026) – recenzja, opinia o filmie (Netflix). Nie jest umarłym ten, który spoczywać może wiekami
Zupełnie zwyczajna rodzina, dla której szczytowym osiągnięciem jest medal córki w szkolnych zawodach, nagle znajduje się w sytuacji, z której nie ma logicznego wyjścia. Czy dostosują się do nowych warunków, czy złożą broń i pozwolą sobie zginąć z resztą świata?
Kiedy robisz horror oparty na bardzo konkretnej idei, musi ona być szalenie wręcz mocna. Idea a nie prosty potwór chce kogoś zabić? Musisz mieć w głowie dokładny powód, dla którego tak się dzieje. W innym wypadku wyjdzie ci filmidło chaotyczne, pełne absurdów i nieskoordynowanych, komicznych zwrotów akcji. Trudno jest utrzymać ten delikatny balans między komedią a dramaturgią, a każde jego przełamanie oznacza wbicie się w kompletnie inny, niezamierzony gatunek filmowy. I wiesz co? „Ostatni dom” robi sobie z tej linii skakankę, przez którą można sobie wesoło skakać bez cienia zastanowienia.
Dawno już nie widziałem tak miernie zrobionego dreszczowca. Nie mamy tutaj niczego – od zewnętrznego zagrożenia, przez budowanie napięcia przez... cokolwiek właściwie na koniec. Jest to film, który się dzieje i to nam musi wystarczyć. Czysto technicznie rzeczywiście mamy tu do czynienia z problemem, z którym należy sobie poradzić, więc jest tu fabuła jako taka, ale to tak jakby upierać się, że fabułę mają również filmy porno...
Ostatni dom (2026) – recenzja, opinia o filmie (Netflix). Rodzina słowem silna
Nic tutaj nie ma sensu. Głównymi bohaterami jest jedna, wesoła rodzina. Jason (Wagner Moura) jest jej głową, zawsze skoncentrowanym na zapewnianiu swoim bliskim dobrobytu tatełem. Przy nim trwa zona, Ann (Greta Lee), oraz dwójka dzieci, Ruth i Graham. On jest rybakiem, a oni... jego rodziną. Nieistotne! Ważne jest to, że razem stają się więźniami swojego własnego domu. Czemu? Nie wiadomo. Grunt, że nie mogą otworzyć żadnych drzwi, żadnego okna, niczego – choćby strzelali do nich z broni palnej. Dlaczego tak się dzieje? Jak długo to potrwa? Czemu tak jest? Na te pytania film bardzo niewprawnie film spróbuje opowiedzieć przez kolejne dwie godziny. Męcząc nas po drodze niemożebnie.
Cała fabuła sprowadza się do prostego hasła: przeżyjmy. Jasonowi i jego rodzinie udaje się wytworzyć prosty system przetrwania, dzięki któremu jest w stanie przesiedzieć we własnym domu bez prądu, bez wody i bez żadnych innych nowoczesnych „udogodnień” przez siedem lat. W trakcie seansu w głowie widza pojawia się jednak kilka pytać, z których pierwsze jak nic brzmieć będzie „Jak, do cholery udało im się przetrwać siedem lat bez wychodzenia z domu?!”. I jest to bardzo uczciwe pytanie, ponieważ kiedy ostatnio ich widzieliśmy, nie mieli już praktycznie żadnych racji żywnościowych, po czym nagle hodują własne pomidory, własną kukurydzę i cholera wie co jeszcze. I co? Skąd wzięli nasiona? Jak to się stało, że stworzyli wokół domu, z którego nie mogą wyjść, system zbierania wody? Nie myśl o tym – oto odpowiedź filmowców.
Ostatni dom (2026) – recenzja, opinia o filmie (Netflix). Kto to napisał?!
Jest to jedna z ulubionych odpowiedzi filmowców za każdym razem, kiedy widz dostrzega, że oglądany przez niego film nie ma sensu. I sytuacji takich mamy tu bez liku. Czemu nasi bohaterowie nie mogą wyjść z domu, choć czasami jednak mogą? Nie myśl on tym. Czemu potwory nie niepokoiły ich przez siedem lat? Nie myśl o tym. Jak udało im się przetrwać na deszczówce i wiewiórkach przez siedem lat? Nie myśl o tym. Czym są mini Cthulhu czasami próbujące dostać się ich domu, a czasami mające ich totalnie między nogami? Nie myśl o tym. W całym tym filmie nie ma jednej, satysfakcjonującej odpowiedzi. Rzeczy po prostu się dzieją, zmuszając naszych bohaterów do podejmowania komicznie niedorzecznych decyzji, które nijak nie zgrywają się z ich wcześniejszym stylem bycia.
Najgorsze jest to, że w głównych rolach oglądać możemy nazwiska takie jak Wagner Moura czy Greta Lee – utytułowanych aktorów, którzy tutaj nie mają absolutnie nic do roboty. Myślałby kto, że zobaczymy rodzinę rozrywaną sytuacją, w której się znalazła, lecz nie! To po prostu dwie osoby informujące siebie nawzajem o tym, co następnego należałoby zrobić. Dzieci nie są lepsze – raz za razem podejmując absolutnie idiotyczne decyzje, które normalnie kosztowałyby ich życie, gdyby nie to, że są głównymi bohaterami filmu. Nie da się ich lubić i nie wprowadzają niczego do fabuły jako takiej.
„Ostatni dom” to kompletnie zepsuty potencjał, zaklęty w stuminutowy film czerwonego N – nic nowego. Solidna obsada miesza się z absolutnie okropnym scenariuszem, opartym o wcale nie najgorszy pomysł. Efekt końcowy? Blisko dwie godziny absolutnej nudy, z paroma echami „Cichego miejsca” (które również niczym wybitnym nigdy nie było).
Atuty
- Nieźle zrobione potwory;
- Z początku nawet intryguje.
Wady
- Cała reszta.
Absolutnie nudny, pozbawiony napięcia horror, w którym nic nie ma sensu i każdemu jednemu bohaterowi życzy się jak najgorzej.
Przeczytaj również
Komentarze (7)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych