Kusan: City of Wolves - recenzja i opinia o grze [PS5, Xbox, Switch2, PC]. Hotline Miami x Blade Runner
Od początku roku na rynku debiutują przede wszystkim pewniaki - gry wspierane gigantycznymi kampaniami marketingowymi, prezentujące doskonale znane mechaniki i rozwijane za pieniądze najbogatszych wydawców. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z najnowszym tytułem studia CIRCLEfromDOT, który pojawia się niemal po cichu i bez wielkich obietnic. Ale wiecie co? Ja naprawdę lubię takie niespodzianki. Przeczytajcie naszą recenzję Kusan: City of Wolves.
Od pierwszej zapowiedzi Kusan: City of Wolves wyglądało jak połączenie Hotline Miami z Ruinerem i trudno było oprzeć się właśnie takiemu skojarzeniu. Studio CIRCLEfromDOT od początku prezentowało niezwykle brutalnego top-down shootera, w którym ekran regularnie zalewają pociski, eksplozje i krew przeciwników. Siadając do gry oczekiwałem więc przede wszystkim efektownej walki, wysokiego poziomu trudności i kolejnych wymagających starć, które będą wystawiać refleks na ciężką próbę.
Twórcy bardzo szybko pokazali jednak, że nie zamierzają ograniczać się wyłącznie do sprawdzonego schematu. Nie mogę napisać, że brakuje tutaj widowiskowej akcji, ale równie dużo uwagi poświęcono światu przedstawionemu oraz sposobowi prowadzenia opowieści. Recenzowany Kusan: City of Wolves od pierwszych minut prezentuje własną tożsamość, a futurystyczne miasto pogrążone w przemocy, wojnach gangów i korporacyjnych konfliktach staje się czymś więcej niż tylko efektownym tłem dla kolejnych strzelanin.
Największym zaskoczeniem okazała się dla mnie właśnie fabuła. Spodziewałem się prostego pretekstu do eliminowania setek przeciwników, tymczasem CIRCLEfromDOT przygotowało historię, która potrafi zaciekawić i skutecznie motywuje do poznawania kolejnych rozdziałów. To właśnie dzięki opowieści oraz świetnie wykreowanemu klimatowi Kusan: City of Wolves bardzo szybko przestaje być jedynie kolejnym shooterem inspirowanym Hotline Miami i zaczyna budować własny charakter.
Nie tylko walka. Kusan: City of Wolves to także świat i historia
Jedną z największych pozytywnych niespodzianek podczas ogrywania Kusan: City of Wolves okazała się dla mnie sama fabuła. Spodziewałem się historii, która będzie jedynie pretekstem do kolejnych efektownych starć, ale twórcy ze studia CIRCLEfromDOT podeszli do tego elementu z dużo większymi ambicjami. Już od pierwszych minut poznajemy mroczny, brutalny świat futurystycznego miasta Kusan, gdzie korupcja, wojny gangów i wpływ potężnych korporacji sprawiają, że praktycznie każdy walczy wyłącznie o własne przetrwanie. Ten neo-noirowy klimat czuć niemal w każdej scenie i bardzo szybko wciąga do przedstawionego uniwersum.
Głównym bohaterem jest Jin... były żołnierz, który obecnie pracuje jako najemnik. Jego zadaniem jest odnalezienie i uratowanie Haru, dziewczyny noszącej w sobie niezwykle niebezpieczną broń stworzoną przez mieszkańców miasta. To właśnie wokół tej relacji oraz kolejnych odkrywanych tajemnic rozwija się cała opowieść. Nie jest to historia pełna spektakularnych zwrotów akcji, która co chwilę wywraca wszystko do góry nogami. Znacznie większe wrażenie robi sposób jej prowadzenia. Twórcy bardzo umiejętnie budują napięcie, stopniowo odkrywają kolejne elementy świata i sprawiają, że po zakończeniu każdego rozdziału naprawdę chce się zobaczyć, co wydarzy się dalej.
Ogromną rolę odgrywa również sposób prezentacji fabuły. Historia opowiadana jest za pomocą efektownych plansz przypominających kadry z komiksu, które doskonale współgrają z cyberpunkową stylistyką gry. Dzięki temu kolejne przerywniki nie wybijają z rytmu rozgrywki, a wręcz przeciwnie - stanowią naturalne uzupełnienie akcji i jeszcze mocniej budują atmosferę. To właśnie tutaj Kusan: City of Wolves najbardziej mnie zaskoczyło, bo zamiast prostego shootera, otrzymałem produkcję, w której naprawdę zależało mi na poznaniu kolejnych rozdziałów historii oraz lepszym zrozumieniu tego niebezpiecznego świata i jego bohaterów.
Klimat budowany obrazem i dźwiękiem. Kusan: City of Wolves to atmosfera
To wszystko nie miałoby jednak takiej siły, gdyby nie oprawa audiowizualna. Kusan: City of Wolves zachwyca stylistyką, która doskonale współgra z historią i klimatem całego świata. Twórcy postawili na efektowny pixel art, ale jednocześnie zadbali o ogromną liczbę detali. Neonowe ulice, padający niemal bez przerwy deszcz, wszechobecne światła reklam i mroczne zaułki sprawiają, że miasto Kusan żyje własnym życiem. Nietrudno dostrzec inspiracje „Blade Runnerem”, wspomnianym Hotline Miami czy koreańskimi thrillerami, jednak studio nie kopiuje tych produkcji bezmyślnie. Wszystkie elementy połączono w spójną całość, która bardzo szybko buduje własną tożsamość.
Duże znaczenie ma również komiksowa narracja. Plansze przedstawiające kolejne wydarzenia nie tylko świetnie wyglądają, ale także nadają historii odpowiednie tempo i charakter. Dzięki nim fabuła zyskuje jeszcze więcej klimatu, a kolejne sceny zapadają w pamięć znacznie mocniej niż zwykłe statyczne dialogi. W połączeniu z mroczną kolorystyką oraz cyberpunkowym stylem świata otrzymujemy produkcję, która od strony artystycznej prezentuje się naprawdę znakomicie.
Na równie wysokim poziomie stoi warstwa dźwiękowa. Soundtrack przygotowany przez koreańskiego producenta Loptimista idealnie trafia w klimat gry. Mocne hip-hopowe rytmy, ciężkie basy i elektroniczne brzmienia znakomicie podkreślają tempo walki, ale równie dobrze budują napięcie podczas spokojniejszych momentów fabuły.
Jest akcja. Jest w Kusan: City of Wolves zabawa
Twórcy recenzowanego Kusan: City of Wolves promowali grę hasłem „Every move counts” i nie było w tym ani grama przesady. To właśnie ta filozofia napędza całą rozgrywkę - praktycznie każdy błąd kończy się śmiercią, a kolejne poziomy przypominają brutalne łamigłówki, które trzeba rozwiązać za pomocą broni palnej, walki wręcz i perfekcyjnego wyczucia czasu. Wpadamy na nową arenę, obserwujemy rozmieszczenie przeciwników, próbujemy swoich sił, dostajemy kulkę… i zaczynamy od początku. Ponownie. I jeszcze raz. Jeszcze raz. Jeszcze raz… dopiero z czasem zaczynamy dostrzegać najlepszą drogę do celu, a po wyeliminowaniu wszystkich przeciwników możemy przejść do następnej lokacji.
W praktyce wygląda to bardzo naturalnie. Otwieram drzwi, widzę trzech przeciwników i w ułamku sekundy muszę zdecydować, od którego zacząć. Strzał w uzbrojonego rywala daje mi chwilę oddechu, dwóch pozostałych eliminuję błyskawicznie łapą, po czym wracam do oszołomionego przeciwnika i kończę robotę. Kilka sekund później podłoga tonie we krwi, ekran informuje o wyczyszczeniu pomieszczenia, dostaję ocenę za przejście i niemal natychmiast ruszam do kolejnej sali… gdzie cały proces zaczyna się od nowa. Schemat pozostaje podobny przez całą grę, ale kolejne areny, nowe typy przeciwników oraz coraz większa liczba zagrożeń sprawiają, że ani przez moment nie można pozwolić sobie na utratę koncentracji.
Kusan: City of Wolves wymaga zapamiętywania rozmieszczenia przeciwników, wykorzystywania osłon, odpowiedniego prowadzenia rywali i szukania najbezpieczniejszej ścieżki. Bardzo często zwycięstwo zależy od tego, czy uda nam się ominąć jednego przeciwnika, sprowokować drugiego do oddania strzału lub wykorzystać element otoczenia, który da kilka dodatkowych sekund przewagi. Nie jest to gra, w której można improwizować przez całą kampanię. Każda arena staje się małą zagadką, a satysfakcja pojawia się dopiero wtedy, gdy uda się ją rozwiązać niemal perfekcyjnie.
Nie oznacza to jednak, że wszystko działa idealnie. Sztuczna inteligencja przeciwników potrafi momentami zachowywać się dość nierówno. Zdarzało mi się eliminować jednego wroga dosłownie za ścianą, podczas gdy jego kompan nadal spokojnie patrolował korytarz, jakby nic się nie wydarzyło. Bywało również, że przeciwnicy całkowicie ignorowali ciała swoich sojuszników lub nie reagowali na ślady krwi prowadzące niemal pod ich nogi. Z jednej strony potrafi to lekko wybić z immersji, z drugiej mam świadomość, że bardziej agresywna i spostrzegawcza sztuczna inteligencja mogłaby uczynić tę grę wręcz bezlitosną... a już teraz poziom trudności stoi bardzo wysoko.
I właśnie to warto mieć na uwadze przed rozpoczęciem zabawy. Kusan: City of Wolves jest jedną z tych produkcji, do których najlepiej siadać wypoczętym i w pełni skupionym. Wystarczy chwila zawahania, zbyt późne naciśnięcie przycisku czy źle wykonany unik, aby po kilku sekundach oglądać ekran śmierci. Kiedy ginie się zaraz po rozpoczęciu poziomu, nie robi to większego wrażenia. Znacznie bardziej boli moment, gdy po trzech czy czterech perfekcyjnie wykonanych akcjach popełniamy jeden drobny błąd i całą sekwencję trzeba powtarzać od początku. Potrafi to wywołać frustrację, ale jednocześnie daje ogromną satysfakcję, gdy w końcu uda się przejść arenę bez najmniejszej pomyłki.
Ręka, noga, mózg na ścianie. Taki jest Kusan: City of Wolves
Bardzo podoba mi się to, jak deweloperzy Kusan: City of Wolves podeszli do tematu progresji. Tutaj nie ma czasu ani miejsca na budowanie gigantycznego arsenału, z którego przez większość kampanii korzystamy tylko sporadycznie. Jin oczywiście sięga po kolejne bronie, ale jego największym atutem pozostaje War Hand - cybernetyczna ręka, która pozwala przebijać się przez ściany, rozrzucać przeciwników i dosłownie malować ich krwią kolejne fragmenty lokacji. Wygląda to niezwykle efektownie, ale co najważniejsze, z czasem staje się również jednym z najważniejszych elementów całej rozgrywki.
To właśnie War Hand najlepiej pokazuje, jak bardzo rozwój postaci wpływa na styl zabawy. Im bardziej agresywnie gramy, sprawniej łączymy eliminacje i kończymy starcia z wysoką oceną, tym więcej zdobywamy waluty, którą następnie możemy przeznaczyć na kolejne ulepszenia. Początkowo rozwój obejmuje prostsze bonusy, takie jak zwiększenie prędkości poruszania się czy poprawienie skuteczności wybranych ataków, ale z czasem odblokowujemy znacznie potężniejsze możliwości. Dobrze rozwinięta cybernetyczna ręka potrafi jednym uderzeniem przebić sporą część areny i wyeliminować kilku przeciwników jednocześnie. W takich momentach Jin przestaje przypominać zwykłego najemnika, a zaczyna działać jak prawdziwa maszyna do zabijania.
Pieniądze możemy oczywiście przeznaczać także na ulepszanie broni palnej, zwiększanie jej skuteczności czy wzmacnianie wybranych zdolności. Deweloperzy nie pozwalają jednak bezmyślnie aktywować wszystkich dostępnych usprawnień. Bohater posiada ograniczony plecak przedstawiony w formie siatki, na której muszą zmieścić się bronie, perki, wszczepy oraz kolejne zdolności. Każdy element zajmuje określoną liczbę pól, dlatego przed rozpoczęciem następnej misji trzeba zdecydować, co rzeczywiście będzie nam potrzebne.
System przypomina trochę zarządzanie ekwipunkiem znane z Resident Evil 4, choć tutaj nie służy wyłącznie do porządkowania przedmiotów, lecz bezpośrednio wpływa na budowanie postaci. Możemy postawić na większą liczbę ulepszeń broni, wybrać pasywne bonusy poprawiające szybkość i obrażenia albo zostawić więcej miejsca na rozwiązania defensywne. Za zgromadzoną gotówkę da się stopniowo zwiększać udźwig i odblokowywać kolejne sloty, ale nawet wtedy nie jesteśmy w stanie zabrać ze sobą wszystkiego.
Najlepsze jest jednak to, że rozwój nie sprowadza się wyłącznie do podbijania statystyk. Nowe ulepszenia rzeczywiście zmieniają sposób przechodzenia kolejnych aren. Potężniejszy War Hand pozwala eliminować całe grupy przeciwników, lepszy pistolet ułatwia kontrolowanie uzbrojonych rywali, a odpowiednio dobrane perki potrafią uratować sytuację po jednym źle wykonanym ruchu. Dzięki temu progresja bardzo dobrze współgra z wymagającym charakterem gry i daje poczucie, że każda kolejna godzina nie tylko zwiększa możliwości Jina, ale również otwiera przed graczem nowe sposoby rozwiązywania brutalnych łamigłówek.
Ta sama sieczka? Kusan: City of Wolves potrafi wymęczyć
Kusan: City of Wolves nie zapomina również o widowiskowych pojedynkach z bossami. Twórcy przygotowali kilku zróżnicowanych przeciwników, którzy wymagają nieco innego podejścia niż zwykli wrogowie. Nie wystarczy tutaj bezmyślnie naciskać spustu - trzeba nauczyć się wzorców ataków, odpowiednio wykorzystywać uniki i znaleźć moment na zadanie obrażeń. Walki potrafią dostarczyć sporo satysfakcji, szczególnie za pierwszym razem, choć z biegiem kampanii zacząłem odczuwać, że również one wpisują się w dobrze znany już schemat rozgrywki.
I bez wątpienia to jest największy problem gry - Kusan: City of Wolves bardzo szybko pokazuje wszystkie swoje najważniejsze karty. Po kilku poziomach doskonale wiemy, czego możemy się spodziewać. Oczywiście pojawiają się nowi przeciwnicy, kolejne areny czy następne ulepszenia War Hand, ale fundament zabawy pozostaje praktycznie taki sam. Wpadamy do nowej lokacji, uczymy się układu przeciwników, eliminujemy ich, otrzymujemy ocenę i przechodzimy dalej. To wciąż sprawia dużą frajdę, jednak z czasem coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że gra nie rozwija swoich pomysłów w takim stopniu, jak mogłaby.
Nie pomaga również fakt, że system progresji jest mimo wszystko dość ograniczony. Bardzo podoba mi się pomysł z plecakiem i zarządzaniem miejscem na ulepszenia, ale samych zdolności czy naprawdę przełomowych umiejętności nie ma zbyt wiele. Rozwijamy War Hand, wzmacniamy broń, odblokowujemy kolejne bonusy, jednak nie są to zmiany, które całkowicie odmieniają sposób prowadzenia rozgrywki. Po pewnym czasie bardziej doskonalimy własne umiejętności niż rozwijamy samego bohatera.
Gra oferuje aż 54 poziomy i mam wrażenie, że odbiór tej kampanii będzie zależał przede wszystkim od dwóch czynników. Po pierwsze: jak bardzo lubicie produkcje opierające się na ciągłym powtarzaniu tych samych sekwencji i dążeniu do perfekcji. Po drugie: jak dobrze radzicie sobie z wymagającymi grami. Jeżeli w obu przypadkach odpowiedź brzmi „to coś dla mnie”, Kusan: City of Wolves potrafi wciągnąć na długie godziny. Bardzo łatwo wrócić do ukończonych poziomów, poprawić ocenę, znaleźć lepszą drogę czy spróbować przejść całą arenę bez najmniejszego błędu.
Jeżeli jednak stosunkowo szybko męczy Was powtarzalna formuła lub nie przepadacie za wielokrotnym rozpoczynaniem tych samych poziomów od nowa, entuzjazm może z czasem osłabnąć. Kusan: City of Wolves jest grą wymagającą, momentami wręcz bezlitosną… i właśnie na tym opiera swoją tożsamość. Dla jednych będzie to jej największa zaleta, dla innych powód, by odłożyć kontroler po kilku godzinach. Dlatego uważam, że to produkcja, która nie trafi do każdego gracza. Jeśli jednak zaakceptujecie jej zasady i dacie się wciągnąć w ten rytm nauki, porażek i kolejnych prób, odwdzięczy się naprawdę satysfakcjonującą rozgrywką.
Czy warto zagrać w Kusan: City of Wolves?
Recenzowany Kusan: City of Wolves okazało się dla mnie jedną z największych pozytywnych niespodzianek wakacji. Studio CIRCLEfromDOT nie stworzyło wyłącznie kolejnego brutalnego top-down shootera inspirowanego Hotline Miami. To produkcja z własnym charakterem, która potrafi zachwycić mrocznym światem, świetnie poprowadzoną historią, kapitalnym klimatem oraz bardzo satysfakcjonującym systemem walki. Do tego dochodzi znakomita oprawa graficzna i fantastyczny soundtrack, dzięki którym niemal od pierwszych minut chce się poznawać kolejne fragmenty futurystycznego miasta Kusan.
Nie oznacza to jednak, że jest to gra pozbawiona wad. Po kilku godzinach coraz mocniej daje o sobie znać powtarzalność rozgrywki, a system progresji, mimo kilku bardzo dobrych pomysłów, nie rozwija się na tyle, by regularnie zaskakiwać czymś nowym. Kusan: City of Wolves bardzo szybko pokazuje wszystkie swoje najważniejsze mechaniki i później przede wszystkim oczekuje od gracza coraz lepszego opanowania tego, co już zna. Dla jednych będzie to ogromna zaleta, dla innych sygnał, że formuła zaczyna się wyczerpywać.
Największym wyzwaniem pozostaje jednak sam poziom trudności. To gra, która nie wybacza błędów i potrafi naprawdę wymęczyć, zwłaszcza podczas dłuższych sesji. Paradoksalnie właśnie to jest jednocześnie jej największą siłą i największą słabością. Każde perfekcyjnie rozegrane starcie daje ogromną satysfakcję, ale droga do takiego momentu bywa długa i pełna frustracji. Jeżeli lubicie wymagające gry, które nagradzają cierpliwość, refleks i systematyczne doskonalenie własnych umiejętności, to Kusan: City of Wolves powinno znaleźć się na Waszej liście. Jeżeli natomiast oczekujecie bardziej swobodnej i różnorodnej rozgrywki, warto pamiętać, że ta produkcja bardzo szybko pokazuje swoje zasady i ani przez chwilę nie zamierza ich zmieniać.
Ocena - recenzja gry Kusan: City of Wolves
Atuty
- Bardzo satysfakcjonujący i dynamiczny system walki,
- Mroczny, dobrze wykreowany świat,
- Ciekawie prowadzona historia,
- Kapitalny pixel art i komiksowa narracja,
- Znakomita muzyka budująca napięcie,
- Przyjemny system rozwoju War Hand,
- Dobry pomysł z ograniczoną przestrzenią na ulepszenia,
- Widowiskowe starcia z bossami,
- Duża satysfakcja z perfekcyjnego przechodzenia aren.
Wady
- Szybko odczuwalna powtarzalność,
- Ograniczona liczba naprawdę przełomowych ulepszeń,
- Bardzo wysoki poziom trudności może męczyć,
- Częste powtarzanie długich sekwencji bywa frustrujące,
- Gra dość szybko pokazuje większość swoich pomysłów.
Kusan: City of Wolves to efektowny, brutalny i wymagający top-down shooter, który pozytywnie zaskakuje nie tylko walką, ale również mrocznym światem oraz dobrze poprowadzoną historią. To bardzo dobra produkcja dla graczy lubiących wyzwania i poprawianie własnych rezultatów, ale jej bezlitosny charakter oraz ograniczona różnorodność sprawiają, że nie będzie propozycją dla każdego.
Graliśmy na:
PS5
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych