Odyseja (2026) – recenzja filmu [UIP]. Wielki triumf Christophera Nolana

Odyseja (2026) – recenzja, opinia o filmie [UIP]. Wielki triumf Christophera Nolana

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 18:00

Odyseusz, za sprawą swojego fortelu z drewnianym koniem, przyczynił się do zwycięstwa Greków w Troi. Po wojnie on i jego ludzie wracają do domu, do Itaki. Jednak bogowie mają dla nich inne plany.

Odyseja. Podróż Odyseusza, legendarnego króla Itaki. Synonim długiej i wymagającej tułaczki. Jeden z najważniejszych eposów starożytnej Grecji. Kilka dekad temu, Hollywood lubiło brać się za grecką mitologię – regularnie dostawaliśmy filmy o Jazonie, Achillesie, Heraklesie i wielu innych herosach. Ostatnim, który ja kojarzę (tak z czubka głowy) jest „Herkules” z 2014 roku – który raz, że nie był jakoś przesadnie wybitny, a dwa, że był szalenie niekonsekwentny, biorąc sobie rzymskie imię herosa i grecką całą resztę. Zapewne scenarzyści znają postać głównie z filmu Disneya... Tak czy inaczej, po latach posuchy, angielski reżyser, Christopher Nolan stwierdził, że dawno już nikt nie próbował zrobić z tematem niczego nowego, a że lubi on stawiać przed sobą wyzwania, przeszło dwa lata temu usiadł przed komputerem i zaczął pracować nad scenariuszem do dzisiejszego filmu.

Dalsza część tekstu pod wideo

Zanim zacznę o samym filmie, chciałbym zaadresować problem części użytkowników internetu, którzy wieszczą Nolanowi kompletną porażkę, ponieważ jego nowy film jest woke'ową, żydokomunistyczną propagandą i nie wiadomo czym tam jeszcze. Błagam cię, czytelniku, nie wierz w takie bzdury. Nie daj się zmanipulować głośnej mniejszości. Nolan nigdy jeszcze nie zrobił stricte słabego filmu i sytuacja ta wcale się teraz nie zmieni. Elliot Page nie gra Achillesa – jego postać jest bardzo odpowiednia do postury aktora. Lupita Nyong'o pasuje do roli Heleny i jej siostry – gwarantuję, że przekonasz się dlaczego. Nawet Travis Scott jako bard śpiewający o Odyseuszu podbija jedynie klimat scen, w których go widać. Żołnierze o różnych odcieniach skóry nie rzucają się w oczy, bo przecież i tak pływamy po basenie morza Śródziemnego – z jednym wyjątkiem. Azjatycki żeglarz na pokładzie Odyseusza uciążliwie przykuwał moją uwagę za każdym razem, kiedy pojawiał się na ekranie. Jest to jednak dosłownie kropla w morzu wypełnionym absolutnie natchnionymi zdjęciami, muzyką, castingami, kostiumami, grą aktorską i wszystkim pomiędzy.

Odyseja (2026) – recenzja filmu [UIP]. Nolanowy styl

Telemach
resize icon

Film trwa bez mała trzy godziny. Ale tak jak w większości przypadków narzekałbym, że to za długo, tak tutaj uważam tych 180 minut za optymalny czas projekcji. Jasne, z początku wydawało mi się, że akcja prowadzona jest trochę chaotycznie i odrobinę za wolno, ale to dlatego, że przy tak wielkiej opowieści, reżyser potrzebował tego czasu aby ją należycie ukorzenić. Kiedy już widz przywyknie do sposobu prowadzenia narracji i pozna wszystkich jej bohaterów, fabuła nabiera tempa i epickości, które zostają z nią aż do napisów końcowych.

Czym „Bezsenność” i „Mroczny rycerz” różnią się od praktycznie wszystkich innych filmów Nolana? Zostały opowiedziane w sposób chronologiczny – scena po scenie posuwając akcję do przodu, bez skoków w przyszłość czy przeszłość. I „Odyseja” do tego grona nie dołączy. Właśnie między innymi to mam na myśli pisząc, że do rytmu narracji dzisiejszego filmu trzeba się przyzwyczaić. Bo zaczynamy od oznajmiającego początek opowieści Travisa Scotta, chwilę później widzimy jak Sinon (Elliot Page) zostaje zaatakowany przez Trojańczyków stojąc przed zagrzebanym w piasku, drewnianym koniem Odyseusza (Matt Damon), dosłownie kilka sekund później widzimy samego króla Itaki w objęciach Kalipso (Charlize Theron), a jeszcze chwilę później młodego Telemacha (Tom Holland) rozmawiającego z matką (Anne Hathaway). Wszystkie te rzeczy dzieją się w różnych miejscach i na przestrzeni ponad dziesięciu lat. Musi minąć chwila zanim widz przyzwyczai się do tego kto, co, jak i z kim.

Odyseja (2026) – recenzja filmu [UIP]. Muzo! Męża wyśpiewaj...

Koń trojański
resize icon

Bardzo podoba mi się struktura narracyjna filmu. Naszą kotwicą są sceny w Itace i na wyspie Kalipso. Na nich zaś, różni bohaterowie snują pieśni o bohaterskim Odyseuszu. Ile w nich prawdy? Tego nie wiemy. Jednak stopniowo, poprzez ten ustny przekaz dziesiątek różnych osób, zaczyna ujawniać się historia legendarnego króla, najznamienitszego generała Agamemnona (Benny Safdie), zwycięzcy wojny trojańskiej. A ponieważ Odyseusz i jego ludzie zostali przeklęci przez bogów, ich podróż do domu naznaczona jest ciągłą ucieczką i walką o przetrwanie. To szalone tempo doskonale podbudowuje muzyka Ludwiga Goranssona, skomponowana na odtworzone specjalnie na potrzeby filmu, antyczne instrumenty. Efekt jest niesamowity – wywołujący niepokój, podnoszący poziom adrenaliny, rozpychający klatkę piersiową widza. 

Z drugiej strony, to nieustępliwe tempo narracji może w pewnych momentach wydawać się być odrobinę zbyt prędkim, na czym traci lekko narracja. Tak jak scena na wyspie Kirke (Samantha Morton) jest po prostu dobrze zmontowana pod napięcie i po prostu kończy się trochę za szybko, ale widz nigdy nie ma najmniejszego problemu ze zrozumieniem co i dlaczego się właśnie wydarzyło, tak już scena z kanibalami olbrzymami została przepisana na zwykłą akcję, gdzie ekipa schodzi na ląd, spotyka wielkoludów w zbrojach i ucieka przed nimi, tracąc przy tym znaczną część załogi i statków. Gdyby widz sam nie posiadał tej wiedzy, nie miałby nawet pojęcia, że ma do czynienia z kanibalami, ponieważ cała sekwencja jest niemal pozbawiona jakichkolwiek dialogów. Zastanawiam się czy zawsze tak to miało wyglądać, czy może była to jedna ze scen, które musiały zostać skrócone aby zmieścić się poniżej trzech godzin czasu projekcji.

Odyseja (2026) – recenzja filmu [UIP]. Film rządzi się swoimi prawami

Agamemnon
resize icon

Żadna to akurat wiadomość, kiedy rozmawiamy o filmach Nolana, ale wypada zaznaczyć, że film wygląda absolutnie obłędnie. Odpowiedzialny za zdjęcia Hoyte van Hoytema (naczelny operator Nolana od czasów „Interstellara”) bezkompromisowo realizował zdjęcia w najróżniejszych warunkach pogodowych – dając nam piękne ujęcia wchodów i zachodów słońca, wnętrz jaskini, pokładów statków, świątyń, pałaców, wzgórz, lasów i wszystkiego pomiędzy. W szczególności wielkie wrażenie robi ucieczka przed Scyllą i Charybdą oraz najazd ludzi Agamemnona na Troję, kręcony w nocy, przy użyciu nowatorskich emiterów światła ognia, stworzonych specjalnie na potrzeby tego filmu. Cały najazd na Troję jest zdecydowanie punktem kulminacyjnym filmu, kilkuminutowym crescendo, pozostawiającym widza w szoku i ze łzami w oczach. Ale im mniej o nim napiszę, tym lepiej.

Obsada dobrana przez Nolana i Johna Papsidera robi niesamowitą robotę od A do Z. Tutaj praktycznie nie ma źle dobranych ról. Jasne, „Grecy tak nie wyglądali” i tak dalej, ale to jest film, fikcja, której zadaniem jest zabrać widza w podróż. Szczerze mówiąc już mi się naprawdę cofa to marudzenie, że jak to tak żeby geja mógł zagrać tylko gej, Greka tylko Grek i tak dalej. Przecież to jest aktorstwo. Polega DOKŁADNIE na udawaniu kogoś, kim się nie jest. Ma wywołać efekt na ekranie, a nie być kropka w kropkę zgodne z prawdziwym światem. Dlaczego Brad Pitt jako Achilles był okej, a już Matt Damon jako Odyseusz śmierdzi? Przecież zagrał doskonale – pokazując ten balans między taktycznym geniuszem, a bólem i frustracją postaci. Robert Pattinson jako jeden z zalotników Penelopy jest tak wkurzający, że widz ma ochotę podejść do ekranu i mu przywalić – czyli dokładnie tak, jak wymaga tego fabuła. Hathaway jako starająca się zachować godność i stoicki spokój, a jednak w głębi duszy cierpiąca katusze Penelopa to materiał na Oscara, Jon Bernthal jako Menelaos jest świetny, a najlepszym aktorem w całym filmie jest... pies. I może piszę to trochę na wyrost, ale gwarantuję ci, że ta odrobina aktorstwa, którą wykazuje się bliżej końca rozpuści twoje serce. Długo zastanawiałem się o co chodzi z graną przez Zendayę Ateną, lecz spokojnie, i na nią reżyser ma prześwietny pomysł – jeden z najlepszych, jeśli nie w ogóle najlepszy zwrot akcji w całym filmie. Za dużo gadam.

Na pewno żadną niespodzianką nie będzie również, kiedy napiszę, że większość efektów specjalnych, które widzimy w filmie uzyskana została w klasyczny, fizyczny sposób. Jasne, nikt nie stworzył raczej sztucznego wiru wodnego i kazał aktorom płynąć obok niego, ale wszystkie statki, burze i transformacje uzyskano w oku kamery za pomocą sztuczek i... ogromnego budżetu, bo czegóż by innego. Nawet olbrzym Polifem był w większości prawdziwą, fizyczną kukłą, powiększoną za pomocą odpowiedniego kadrowania. Jasne, tu i tam na pewno mamy odrobinę CGI, ale najważniejsze jest to, że w większości z tych sytuacji nie jesteśmy nawet w stanie stwierdzić z całą pewnością, czy widzimy coś fizycznego, czy sztucznie naniesionego na ekran.

„Odyseja” jest jednym z największych filmów tego roku i absolutnie będzie walczyła o palmę pierwszeństwa z trzecią „Diuną”. To film, w którym niemalże wszystko działa dokładnie tak, jak powinno. Doskonale przeniesiona, natchniona wizja reżysera. Lekko odmienna od książki – bo taka już jest natura filmu – ale zachowująca jej ducha. Dla mnie to jeden z najlepszych filmów tego roku i zaklinam cię, drogi czytelniku, na wszystko – idź zobaczyć ją w największej sali kinowej, wyposażonej w jak najlepszy zestaw audio. Warto.

Atuty

  • Fenomenalne zdjęcia;
  • Klimatyczna ścieżka dźwiękowa;
  • Bardzo dobre tempo;
  • Niesamowicie dobra obsada;
  • Argos;
  • Celebracja praktycznych efektów specjalnych;
  • Atak na Troję;
  • Żywa akcja i niesamowite ujęcia, mimo że cały film kręcony był kamerami IMAX.

Wady

  • Może odrobinę za szybko przelatuje nad pewnymi wątkami.

„Odyseja” to trzynasty, pełnometrażowy film Christophera Nolana, ale w tym przypadku nie możemy mówić o pechu. To bezapelacyjnie jeden z najlepszych filmów tego roku. Triumf kinematografii.

9,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper