Sojusznicy (2025) – recenzja filmu [Amazon]. Byle dostać się do Polski!

Sojusznicy (2025) – recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Byle dostać się do Polski!

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 20:00

Prezydent Stanów Zjednoczonych, który wcześniej był aktorem, oraz otwarcie gardzący nim premier Wielkiej Brytanii zostają zestrzeleni nad Białorusią, kiedy lecieli akurat na spotkanie przywódców Paktu Północnoatlantyckiego. Muszą teraz przedostać się do bezpiecznego schronienia w Polsce, odkryć kto i dlaczego chciał ich śmierci.

John Cena jako prezydent Stanów Zjednoczonych?! Co to za absurd?! Chociaż, biorąc pod uwagę to, co się tam teraz u nich wyprawia, może wcale nie byłby to taki najgorszy pomysł? A już na pewno nie w pełni oryginalny. Mieli już przecież prezydenta, który zaczynał w Hollywood – Ronalda Reagana – a jeśli to zbyt klasyczny przykład, zbyt mało bombastyczny, to nie zapominajmy o tym jednym austriackim mięśniaku, który od remontowania domów przeszedł do prężenia się przed kamerą, aby ostatecznie przesiedzieć dwie kadencje jako gubernator stanu Kalifornia i wrócić do prężenia się przed kamerą - Arnoldzie Schwarzeneggerze. Także sama koncepcja nie jest wcale taka niedorzeczna.

Dalsza część tekstu pod wideo

Tym, co sprawia, że pomysł Josha Appelbauma, Andre Nemeca, Harrisona Query'ego oraz reżysera, Ilyi Naischullera potrafi miejscami być tak uroczy jest to, że ten tutejszy pan prezydent, Will Derringer (Cena), jest tak naprawdę zwykłym facetem – jasne, grał w filmach akcji, ale to tylko fikcja, więc w prawdziwym życiu sytuacja, w której nagle się znajduje, kompletnie go przerasta. Z czasem, jak to w filmach bywa, będzie musiał uwierzyć w to, że ten trening do filmów gdzieś wciąż w nim jest. Cała sytuacja jest jednak całkiem zabawna i prowadzi do kilku śmiesznych akcji, a John Cena ma w sobie bardzo specyficzną mieszankę powagi, humoru i „energii zbitego psa” żeby odpowiednio sprzedać je widzowi.

Sojusznicy (2025) – recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Humor góruje nad logiką wydarzeń

Sama fabuła filmu nie należy do najbardziej ambitnych na świecie, ale opowiedziana jest na tyle sprawnie, że nie przeszkadza. Wiadomo, że Derringer i Sam Clarke (Idris Elba) ostatecznie staną się najlepszymi przyjaciółmi, czarny charakter (Paddy Considine) nie jest tak banalny i czarno biały, jak mogłoby się wydawać, a tożsamość kreta w NATO staje się oczywista jeszcze w pierwszej godzinie seansu. Akcja jest jednak wartka, pełna nierzadko na swój sposób zabawnej, podkręconej do jedenastu przemocy, więc film i tak ogląda się szybko i przyjemnie. A dla polskiego widza dochodzi jeszcze dodatkowa wartość w postaci części akcji rozgrywającej się na terenie naszego kraju – wcale nie wypadliśmy źle. Trochę sztampowo, jasne, ale w granicach rozsądku. Kiedy policjant zostaje przykuty własnymi kajdankami do barierki i krzyczy za złodziejem radiowozu „ej, kur@a”, głośno chrumknąłem pod nosem. Swojsko!

Niestety, nie wszystkie wątki poprowadzone są równie sprawnie. Gdzieś około połowy filmu poznajemy agentkę Noel Bisset (Priyanka Chopra Jonas), posiadającą wspólną przeszłość z Clarke'iem. Być może nawet łączyło ich jakieś uczucie. Niestety, prócz ze dwóch wymian zdań, że „jak mogłeś tak zniknąć, myślałam, że cię straciłam” i tak dalej, nie dostajemy już w tym wątku niczego więcej, a i do niczego konkretnego on nie prowadzi – ot, Bisset im pomaga, a później film się kończy. Równie nieciekawie wypadają pomocnicy czarnego charakteru. Z klawymi imionami, jak Sasha the Killer (Alexander Kuznetsov), myślałby kto, że będą to ciekawe, nawet jeśli przerysowane postacie, pełne ikry i zapadających w pamięć tekstów. Tymczasem dostajemy dwie niemowy, tylko o rangę ciekawsze od szeregowych zbirów – jak sub-bossowie w jakiejś grze akcji.

Sojusznicy (2025) – recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Akcja prowadzona z jajem i werwą

Plus jest z nich natomiast taki, że zapewniają nam oni kilka naprawdę dobrze zrobionych scen akcji. Najpierw dostajemy przekomiczną konfrontację z białoruskimi byczkami ze wsi. Następnie sprytnie pomyślaną i nakręconą scenę z profesjonalnie przygotowanym na atak z zewnątrz agentem, Martym Comerem (Jack Quaid), gdzie widzimy jak technologia i odpowiednie przygotowanie mogą przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść nawet w potencjalnie beznadziejnych sytuacjach. Jest brutalnie i z jajem! Odrobinę później oglądamy bardzo pomysłowo zrobioną scenę pościgu samochodowego z użyciem pancernego samochodu, a na sam koniec maraton w górę okrągłych schodów w towarzystwie wystrzałów i eksplozji. Scen akcji jest w całym filmie sporo i nie brakuje im na siebie pomysłów.

Gdybym musiał się do czegoś przyczepić, to raczej do tego, że „Sojusznicy” są filmem przepełnionym wręcz wygodnymi zbiegami okoliczności. Niby film nie traktuje siebie zbyt poważnie, więc nie ma co mierzyć go tą samą miarą, co takiego „Mission Impossible” czy innych przygód Jasona Bourne'a, lecz odrobina mniej absurdalnych, idealnie zgranych w czasie sytuacji mogłaby wyjść filmowi na dobre, sprawić, że widz mógłby traktować fabułę odrobinę bardziej poważnie i trochę mocniej poczuć napięcie towarzyszące bohaterom podczas poszczególnych scen. Z drugiej strony, jest szansa, że ucierpiałaby na tym warstwa komediowa produkcji, więc może nie ma się za bardzo o co czepiać. Lepsza dobra komedia akcji, niż kolejny tylko poprawny akcyjniak na zrobiony na poważnie.

„Sojusznicy” to lekkie, jednorazowe kino – kinematograficzny odpowiednik fast fooda. Wiemy, że nie jest to film, który w jakikolwiek sposób zostanie z nami na dłużej, że jego wartość jest tak powierzchowna, jak to tylko możliwe, ale ogląda się go przyjemnie. Cena i Elba tworzą całkiem solidny duet ekranowy, akcja jest wartka i brutalna, humor zwykle trafia do celu, a praca kamery i pomysłowość scen akcji sprawiają, że film ogląda się po prostu przyjemnie. Na lekki, weekendowy seans jak znalazł.

Advertisement

Atuty

  • Cena i Elba tworzą dobry duet ekranowy;
  • Masa solidnego humoru;
  • Pomysłowe sceny akcji;
  • Nie boi się pokazać odrobiny przemocy;
  • Dobre tempo.

Wady

  • Część postaci drugoplanowych trochę nijaka;
  • Dużo bardzo wygodnych zwrotów akcji;
  • Przewidywalny.

„Sojusznicy” to dwie godziny niczym nieskrępowanej zabawy. Scenariuszowi przydałoby się kilka dodatkowych szlifów, ale nawet tylko to, co dostaliśmy wystarcza, aby spędzić przed telewizorem sympatyczny czas.

6,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper