Copa City - recenzja gry. Wielkie szlagiery poza boiskiem

Copa City - recenzja gry. Wielkie szlagiery poza boiskiem

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Gry piłkarskie najczęściej kojarzą nam się z tym, co dzieje się na murawie. Bramki, dryblingi, spalone, karne, nerwowe ostatnie minuty i tak dalej. Tyle że recenzowane Copa City próbuje spojrzeć na futbol z zupełnie innej strony - nie z perspektywy zawodników, trenerów czy kibica siedzącego przed telewizorem, ale miasta, które musi udźwignąć ciężar wielkiego meczu. Czy to brzmi jak pomysł ryzykowny? Pewnie trochę tak. Ale właśnie w takich nietypowych podejściach często kryje się coś najciekawszego.

Bo wielki mecz to nie tylko gwiazdy na boisku i hymn wybrzmiewający przed pierwszym gwizdkiem. To tłumy ludzi, transport, bezpieczeństwo, strefy kibica, emocje rozlane po ulicach i cała masa decyzji, których zwykły widz najczęściej nawet nie zauważa (kto brał udział w takim wydarzeniu jako widz, na pewno rozumie). Copa City bierze ten pozornie niewdzięczny chaos i próbuje zamienić go w pełnoprawną rozgrywkę. Czy udaje się z tego zrobić coś więcej niż ciekawostkę dla fanów futbolu i strategii? Pozwólcie, że opowiem o tym ze swojej perspektywy. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Czym jest Copa City? 

Copa City to - najprościej mówiąc - strategia ekonomiczna, w której nie przejmujemy kontroli nad piłkarzami, nie ustawiamy taktyki i nie walczymy o wynik na boisku. Zamiast tego trafiamy za kulisy wielkiego wydarzenia piłkarskiego, gdzie najważniejsze staje się przygotowanie miasta oraz stadionu na przyjęcie kibiców. W praktyce oznacza to budowanie i zarządzanie infrastrukturą, organizowanie przestrzeni wokół obiektu, dbanie o przepływ ludzi (zarówno głośnych kibiców, jak i rodzin z dziećmi), zapewnienie zaplecza gastronomicznego, rozrywki oraz bezpieczeństwa. Mecz pozostaje centralnym punktem całej zabawy, ale gra skupia się przede wszystkim na tym, co musi zadziać się zanim zabrzmi pierwszy gwizdek.

Podstawowym celem rozgrywki jest osiągnięcie odpowiedniego poziomu gotowości meczowej, od którego zależy powodzenie całego wydarzenia. Gracz podejmuje więc decyzje związane z rozwojem miasta, rozmieszczeniem obiektów, obsługą fanów i reagowaniem na potrzeby rosnącego tłumu. Copa City łączy przy tym elementy city buildera, tycoona i strategii zarządzania, przenosząc futbol z murawy na ulice, place oraz okolice stadionu. To gra o piłce nożnej, ale opowiedziana z perspektywy organizatorów, dla których równie ważne jak sam mecz są logistyka, emocje kibiców i sprawne działanie całego miejskiego organizmu.

Zacznijmy od tego, co dobre

Największą siłą Copa City od pierwszych minut jest chyba sam pomysł. Bo choć gry piłkarskie znamy od lat i widzieliśmy już naprawdę różne podejścia do tego sportu, to jednak zwykle wszystko kręci się wokół boiska, transferów, taktyki albo zarządzania klubem. Tutaj perspektywa jest inna, świeższa i przez to od razu ciekawa. Próbujemy przygotować miasto na wielkie piłkarskie wydarzenie, a więc zajmujemy się tym wszystkim, co w prawdziwym futbolu istnieje trochę obok kamer, ale bez czego cały spektakl zwyczajnie nie mógłby się odbyć.

Czuć też, że nie jest to projekt zrobiony przez ludzi, którzy potraktowali piłkę nożną wyłącznie jako atrakcyjny temat do strategii. Jest tu sporo sympatii do samego sportu, ale chyba jeszcze więcej do całej jego otoczki - do kibiców, stadionowej logistyki, emocji przed meczem, tłumu przemieszczającego się ulicami i tego napięcia, które pojawia się wtedy, gdy miasto przez kilka godzin zaczyna żyć jednym wydarzeniem. Wiecie, to nie jest gra o kopaniu piłki, ale o wszystkim, co dzieje się zanim ktoś tę piłkę w ogóle kopnie.

Na plus trzeba też zaliczyć to, że już na starcie dostajemy sensowny zestaw trybów. Jest kampania, jest tryb swobodny, a z czasem dochodzą kolejne opcje, więc nie ma wrażenia, że twórcy rzucają nas do jednego sztywnego scenariusza i każą samemu dopowiadać sobie resztę zabawy. Wprowadzenie również wydaje się całkiem dobrze działać, ale… No właśnie. Szybko okazuje się, że jest tutaj sporo uwag.

Im dalej w las, tym dziwniej

Dość szybko zacząłem mieć problem z tym, jak Copa City próbuje mnie wprowadzić w swoje zasady. Samouczek jest zrobiony trochę dziwnie, bo momentami miałem wrażenie, że postacie bardziej chcą sobie ze sobą porozmawiać, niż faktycznie wyjaśnić mi, co powinienem robić. Oczywiście część rzeczy da się wyłapać samemu, a podstawowe zależności nie są aż tak nieczytelne, żeby odbić się od gry po kilku minutach. Problem w tym, że voice-acting wypada tu mocno średnio, więc trudno było mi poczuć jakiekolwiek większe zainteresowanie do uczestniczenia w tych dialogach.

Z czasem okazało się też, że samouczek nie do końca przygotowuje na to, co czeka później. Niby człowiek rozumie podstawy, niby wie, gdzie kliknąć i co mniej więcej powinien robić, ale potem gra dorzuca kolejne elementy w sposób, który potrafi zaskoczyć nie tyle przyjemnie, co po prostu chaotycznie. Niektóre sytuacje sprawiały wrażenie, jakby ktoś założył, że gracz sam dopowie sobie brakujące fragmenty instrukcji, a to w strategii zarządzania bywa szczególnie niebezpieczne.

Wiecie - nie mam problemu z tym, że gra wymaga uwagi i cierpliwości. Mam za to problem, gdy zaczynam się zastanawiać, czy czegoś nie zrozumiałem, czy może system po prostu nie został do końca jasno przemyślany. Najmocniej odczułem to chyba przy interfejsie, który na PS5 był dla mnie zwyczajnie nieprzyjazny. Copa City oferuje dwa tryby sterowania - klasyczny oraz swobodny, mający imitować obsługę myszką - ale mimo tego zdarzało mi się po prostu męczyć z wykonywaniem dość podstawowych czynności (jak wybór usługi do postawienia na wolnym polu, czy montaż generatora energii).

Nie ukrywam przy tym, że ogólnie nie jestem największym fanem grania w strategie na kontrolerze, więc ktoś bardziej przyzwyczajony do takich rozwiązań może podejść do tego łagodniej. Mimo wszystko trudno mi przejść obok tego obojętnie, bo wygoda obsługi w takiej grze ma ogromne znaczenie.

A do tego dochodzi oprawa, która - choć w produkcjach tego typu nie jest najważniejsza - zostawiła mnie z pewnym niedosytem. Po maksymalnym przybliżeniu na telewizorze gra nie wygląda szczególnie dobrze i choć wiem, że to porównanie jest mocno hiperbolizowane, czasem miałem wrażenie, jakbym na 55 calach odpalił produkcję mobilną.

Werdykt po gwizdku 

Copa City zostawiło mnie więc z dość mieszanymi odczuciami, choć zdecydowanie nie nazwałbym czasu spędzonego z tą grą straconym. To nadal produkcja oparta na naprawdę fajnym, świeżym pomyśle, który pokazuje piłkę nożną z rzadko eksponowanej perspektywy. Podoba mi się to, że twórcy nie poszli najprostszą drogą i nie próbowali zrobić kolejnego managera, kolejnej gry o transferach albo kolejnej wariacji na temat stadionowej rywalizacji. 

Problem w tym, że dobry pomysł i kilka sympatycznych pierwszych godzin nie wystarczyły, żebym poczuł większą chęć powrotu. Spędziłem z Copa City trochę fajnego czasu, uczyłem się jej zasad, obserwowałem, jak to wszystko zaczyna się zazębiać i przez moment naprawdę chciałem zobaczyć, jak daleko da się ten koncept pociągnąć. Ale im dłużej grałem, tym mocniej przeszkadzały mi niewygodny interfejs, nie do końca zrozumiałe zasady zabawy i wrażenie, że całość nie zawsze potrafi przekuć ciekawy fundament w angażującą rozgrywkę na dłużej.

Na tym etapie trudno mi sobie wyobrazić, żebym miał wracać do Copa City po kilku tygodniach czy miesiącach. To raczej gra, którą można sprawdzić z ciekawości, docenić za nietypowe podejście, a potem odłożyć bez większego poczucia, że coś ważnego jeszcze na nas czeka.

Advertisement

Ocena - recenzja gry Copa City

Atuty

  • - Bardzo ciekawy pomysł podejścia do tematu gry piłkarskiej
  • - Pasja wylewa się z wielu elementów
  • - Kilka różnych opcji zabawy

Wady

  • - Tutorial powinien być zrealizowany znacznie lepiej
  • - Gra nie zachwyca wizualnie
  • - Interfejs i poruszanie się po nim (na konsoli) demotywuje
  • - Brak elementu, który mógłby zachęcać do dalszej zabawy

Copa City nie jest grą idealną i w zasadzie daleko jej nawet do określenia, jako bardzo dobrą. Pomysł niewątpliwie jest, plan również był, ale gdzieś w finalnym produkcie troszkę się to gubi. Nie żałuję godzin spędzonych z tą grą, ale na tym etapie nie sądzę, abym za jakiś czas miał motywację, aby do niej wrócić.
Graliśmy na: PS5

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper