Biorąc pod uwagę, jak mocno tematyka wampirów eksploatowana jest w popkulturze, mała liczba świeżych gier z udziałem krwiopijców może zaskakiwać. Legacy of Kain, BloodRayne czy Vampire: The Masquerade to serie martwe od dawna, ostatnia Castlevania ukazała się na początku 2014 roku, zatem jedyne warte odnotownia pozycje z udziałem wampirów w ostatnich latach to komediowe InFamous: Festival of Blood na PlayStation 3 oraz oczywiście znakomity dodatek do Wiedźmina 3 - Krew i Wino. Paryski deweloper stanął więc przed trudnym zadaniem, by przywrócić dzieciom nocy należne im miejsce w zerojedynkowym światku, a jednocześnie stworzyć solidnego RPG-a, po którego sięgną zarówno fani gatunku, jak i osoby chcące po prostu zagrać w dobry tytuł z wampirem w roli głównej. Na szczęście Francuzi, bogatsi o doświadczenie nabyte przy okazji dewelopingu Remember Me oraz Life Is Strange, dysponujący budżetem na poziomie gier z segmentu AA, stanęli na wysokości zadania.

"Nieważne ilu zginie, to wciąż będzie za mało…"

Akcja gry przenosi nas do Londynu roku 1918, niedługo po zakończeniu I wojny światowej. Po wybuchu epidemii grypy zwanej "hiszpanką" na terenie Stanów Zjednoczonych, wraz z transportami amerykańskich żołnierzy zaraza przeniosła się także do Europy, głównie na tereny Francji oraz Wielkiej Brytanii właśnie. Stolica królestwa wykrwawia się, a najciężej mają ludzie pochodzący z nizin społecznych, którzy zamieszkują miejsca, gdzie trudno o opiekę medyczną czy utrzymanie odpowiedniej higieny. Jakby tego było mało, brudne uliczki miasta zamieszkuje także społeczność wampirów, która posiada własne plany w stosunku do śmiertelników. Awatarem gracza jest Jonathan E. Reid, uznany angielski chirurg, który właśnie wrócił z frontu, gdzie pełnił służbę lekarza w lazarecie. Niestety, niedługo potem zostaje zaatakowany przez tajemniczego napastnika, po czym zamienia się w wampira. Przerażony swoją nową formą, musi nie tylko odszukać sprawcę i dokonać zemsty, lecz także stoczyć wewnętrzną walkę, decydując, czy chce się poświęcić dla mieszkańców miasta, niosąc im pomoc, czy ulec pragnieniu ludzkiej krwi. Na domiar złego po piętach depcze mu tajemnicza organizacja zrzeszająca łowców wampirów, których jedynym celem jest likwidacja wszystkich krwiopijców. Czy Jonathan przetrwa na ulicach XX-wiecznego Londynu, a jeśli tak, to za jaką cenę? Pomagający bohaterowi dr Swansea to osoba godna zaufania, czy wręcz przeciwnie? Odpowiedzi na powyższe pytania będzie sobie musiał na koniec udzielić każdy gracz, który da Vampyrowi szansę, gdyż tylko od nas zależy, w jakim kierunku potoczy się historia doktora Reida.

Scenariusz to bez wątpienia najmocniejszy punkt produkcji Dontnod, który w dodatku świetnie funkcjonuje na płaszczyźnie rozgrywki. Z jednej strony mamy wciągającą, doskonale napisaną historię lekarza przemienionego w wampira, który szukając zemsty na swoim stwórcy, odkrywa kolejne fragmenty przerażającej prawdy o istotach żyjących pośród londyńczyków, jak również o samych ludziach. Wampirze uniwersum zostało potraktowane przez scenarzystę wyjątkowo serio, znajdziemy tu więc złożoną i podzieloną społeczność krwiopijców, niejednoznaczne postaci, naukowe wyjaśnienia fenomenu nocnych stworów czy polityczne rozgrywki między różnymi frakcjami "pijawek". Opowieść posiada też doskonałe tempo, co jakiś czas zaskakując zwrotem akcji, bez silenia się na prostackie gatunkowe chwyty. Nade wszystko skrypt Vampyra bardzo zręcznie sprzężony został z warstwą gameplay'ową. Zaraz po ukończeniu prologu, Jonathan otrzymuje propozycję od doktora Swansea, by nocami pracować w podupadającym szpitalu. W ten sposób Reid zyskuje kryjówkę przed słońcem, a jednocześnie może prowadzić badania nad swoją chorobą. W praktyce placówka medyczna pełni rolę HUB-a, z poziomu którego wyruszamy do innych dzielnic Londynu. Mimo wszystko bohater czuje, iż powinien pomagać chorym, lecz o tym, czy i w jakim stopniu pomożemy rezydentom szpitala, decydujemy my sami. Na przekroju ośmiu rozdziałów wielokrotnie rozmawiamy z pacjentami i personelem, poznajemy ich osobowości, dowiadujemy się o problemach i relacjach z innymi osobami, wykonujemy związane z tym zadania poboczne, by ostatecznie zatrzymać epidemię na terenie placówki oraz zwiększyć "wartość" przebywających na jej terenie ludzi.

Vampyr recenzja

Vampyr recenzja

"Martwi tańczą, piekło śpiewa."

Przez "wartość" mam na myśli punkty doświadczenia, jakie posiada każda postać napotkana w grze. Rozwijając relację z konkretną osobą, mamy teoretycznie szansę pozyskania dużej ilości XP, jeśli zdecydujemy się zahipnotyzować ofiarę, a następnie pożywić się jej krwią. W ten sposób stosunkowo szybko podnosimy umiejętności bojowe Jonathana, ulepszając postać w kilku kategoriach aktywnych/pasywnych, takich jak znacznie dłuższe paski energii i wytrzymałości, regenerujące właściwości wypijanej krwi, możliwości wpływania na rozmówcę, potężne ataki specjalne itp. Grając w taki sposób starcia z kolejnymi grupami adwersarzy nie stanowią wielkiego wyzwania, wiążą się z tym jednak także przykre konsekwencje. Pożywiając się krwią ludzi na pewno nie obejrzymy pozytywnego zakończenia, tutaj jednego z wielu, ponadto wzrasta poziom zagrożenia w dzielnicach, na terenie których dopuścimy się tego czynu (większa ilość potworów, wzmożona aktywność łowców wampirów). Z drugiej strony, opierając się pragnieniu, Reid będzie swobodniej przemieszczał się po świecie gry z nadzieją na "happy end", tyle że spotkania z wrogami, zwłaszcza w późniejszej części gry, będą stanowić nie lada wyzwanie. Punkty doświadczenia pozyskujemy również wykonując zadania fabularne, misje nieobligatoryjne, ratując NPC-ów w opałach, prowadząc śledztwa w stylu Geralta w Wiedźminie 3, czy szukając znajdziek, jednak zdobywanych w ten sposób XP zawsze jest zbyt mało. Moim zdaniem autorzy trochę przesadzili, blokując w ten sposób drogę do szczęśliwego finału wielu graczom. Nie mam nic przeciwko wymagającym starciom na jedynym, domyślnym poziomie trudności, jednakże czuć wówczas, iż giniemy, gdyż brakuje nam kilku umiejętności, a kilkadziesiąt sekund potrzebnych na powrót po zgonie, potrafią skutecznie wybić z zabawy.