Devil May Cry (2025) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Najgorsza gra w najlepszym wydaniu
Darkcom, pod wodzą Ariusa, przypuszcza atak na świat demonów, by zdobyć jeden z legendarnych artefaktów - Arkana. W międzyczasie, do naszego świata przybywa Vergil, a Dante zostaje wybudzony z kriostazy. Co stanie się, kiedy bracia staną naprzeciwko siebie?
Pierwszy sezon "Devil May Cry" od Adiego Shankara był... Specyficzny. Twórcy zdecydowali się na oryginalny scenariusz, w znacznej mierze opierający się na oryginalnej postaci Białego Królika (niby była taka postać i w mandze, ale nie miała z tym tutaj zbyt wiele wspólnego), z masą politycznych paraleli do naszego świata, z Lady, która co drugie słowo waliła przekleństwami, bo jak inaczej pokazać, że jest twarda?! Wiele głosów krytyki nie czepiało się jednak samego odstępstwa od fabuły gry, a tego, jak potraktowany w nie został główny bohater, Dante - dzieciak pełen energii i humoru, potężny, ale przy tym nieopierzony, dający sobą pomiatać ludziom z większym doświadczeniem i dedykacją. Ja, natomiast, od samego początku mówiłem, że rozumiem zamysł twórców, którzy chcieli zacząć od bardzo "łysej" wersji postaci, by później móc stopniowo doprowadzić go do poziomu mającego wszystko w nosie profesjonalisty, który może dokonać wszystkiego i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Czy, w takim razie, Dante z drugiego sezonu jest właśnie tą postacią? Nie. Ale zmierza w tym kierunku.
Drugi sezon serialu adaptuje - ponownie bardzo luźno - wydarzenia z drugiej części gry. Ah... "Devil May Cry 2". Cóż to były za piękne czasy. Myszaq pisał wtedy swoje najlepsze recenzje do PSX Extreme, odjeżdżając czasami tak daleko, że nie sposób było nie wkręcić się w tej jego tok rozumowania, nie pośmiać się z jego żartów. Co prawda, ocena, którą wystawił wtedy grze, była kosmicznie wręcz zawyżona - w mojej opinii "DMC2" to jest maksymalnie 6/10 i to tak przy dobrych wiatrach - ale wtedy czytało się dla samego tekstu. Dzisiaj rzecz niewyobrażalna. A dlaczego tak nisko? Bo to zwyczajnie nie była dobra gra. Pierwsza część też nie powalała fabułą, ale przynajmniej miała ciekawy vibe I jakkolwiek zbudowane postacie. A tutaj? Dante był mroczny i "cool", Arius głównie wyglądał jak Heihatchi i miał strasznie dziwny głos i tak naprawdę jedyną jakkolwiek ciekawą postacią była nowo przybyła Lucia. Argosax, ostatni boss? Niemowa o bardzo ogólnie demonicznym kształcie - ot, kolejny demon. Ta gra praktycznie nie miała fabuły, bossowie nie mieli charakterów, często w ogóle nie rozmawiając nawet z głównym bohaterem. O absurdach takich jak przepakowane do granic możliwości pistolety nawet nie będę się rozpisywał... Ale miało być o serialu!
Devil May Cry (2025) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Jackpot
Drugi sezon serialu rozpoczyna się (chyba) wkrótce po finale pierwszego. Dante siedzi zamknięty w komorze kriogenicznej w Darkcomie, Lady wciąż ślepo wykonuje zadania powierzone jej przez Argusa, a Vergil daje się zwabić w pułapkę i wyrusza do naszego świata z gdzie nieuchronnie spotka się z bratem. Od początku widać, że scenarzyści zamierzają tym razem trochę bliżej trzymać się elementów fabuły znanej z gier. Absolutnie nie będą jej jednak przekładać jeden do jednego, na co, chyba, część widzów szczerze liczyła. Nie do końca rozumiem jednak dlaczego, biorąc pod uwagę, że, jak już wspominałem, ta gra niemalże nie miała fabuły. Jestem wręcz pod sporym wrażeniem, jak wiele udało się uzyskać biorąc jej elementy i postacie (choć to określenie użyte bardzo na wyrost) i wrzucając je w faktycznie jakikolwiek kontekst.
Drugi sezon wciąż ciągnie metaforę o tym, jak to demony są analogiem ludzi z bliskiego wschodu, lecz zrzuca ją bardzo mocno na drugi plan. Powiedziało się A, to trzeba powiedzieć też B, ale nie jest to już aż tak istotny element opowieści, jak w pierwszym sezonie. Nie oznacza to jednak, że serial w zupełności przestał być polityczny. W dalszym ciągu mamy prezydenta robiącego dla kogoś ponad nim, wojsko bezmyślnie idące na rzeź w imię "sprawy" i media sterujące opinią publiczną. Nie wiem na ile jest to odpowiedź na działania jednego takiego, całkiem prominentnego prezydenta, a na ile czysty przypadek - bo już zdarzyło się, że Eric Kripke powstrzymywał się przed pokazaniem Homelandera jako nowego Jezusa, bo to byłaby przesada, po czym Trump wchodzi i robi dokładnie to samo, tyle że w prawdziwym życiu, albo SNL chciał żeby Pete Hegseth zacytował fikcyjny tekst z księgi Ezekiela, po czym ten naprawdę to zrobił, zanim oni zdążyli się zdecydować , czy to nie zbyt wielki absurd. W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe. W każdym razie, polityczna strona serialu wciąż istnieje i wygląda na to, że raz jeszcze jest satyrą tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Nie jest jednak choćby w połowie tak namolna, jak w przypadku pierwszej partii odcinków.
Devil May Cry (2025) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Devils never cry
Lwia część fabuły opiera się na przeszłości bliźniaków - co naprawdę wydarzyło się wtedy w ich domu oraz jak wpłynęło to na ich dalsze życie. Podobało mi się, że ze względu na fakt, że scenariusz raczej luźno trzyma się ustalonego lore gier, praktycznie wszystko było możliwe. Czy za wszystkim stał Mundus czy może Arius? Nie jest to ostatecznie aż tak istotne, bo obaj są dosłownie demonami, pragnącymi nas zniszczyć, ale zagadka przez dobrych kilka odcinków nie pozwalała znaleźć jasnej, bezdyskusyjnej odpowiedzi. Zagadka ta jest jednak drugorzędna, ponieważ najistotniejsi w tym sezonie są Dante i Vergil. Widzimy tu echa ich relacji z trzeciej części gry, gdzie jeden z braci jest młokosem ze swoim poglądem na świat, a drugi bardziej zaprawionym wojownikiem ze swoją wizją. Serial bardzo dobrze motywuje te ich sprzeczne podejścia i nie czeka nie wiadomo ile, aby pokazać, że prócz tego obu chłopaków łączy również silna, braterska więź. Ponownie - to nie jest dokładnie to, co widzieliśmy w grach, ale, moim zdaniem, wyszło bardzo dobrze.
Należy pamiętać, że serial to zupełnie inne medium, niż gry i przełożenie tej samej historii bezpośrednio byłoby kompletną katastrofą, która MOŻE spodobałaby się garstce najbardziej zatwardziałych fanów. Shankar i jego ekipa zbudowali tu świat, który teraz mogą sobie rozwijać w różne strony i dopasowywać pod swoje potrzeby. To bardziej produkcja na motywach, niż faktyczną adaptacja - i jest to szalenie ważne rozróżnienie. Zwłaszcza kiedy rozmawiamy o wątkach takich jak Lady i Dante. Fanatycy gier na pewno będą mieli problem z tym wątkiem (sam też jestem wiernym fanem serii od jej początków), ale osobiście uważam, że to, co dostaliśmy trzyma się kupy, pasuje do tego, co wiemy o tych postaciach i rozwija je w ciekawy sposób. Czy pasuje do lore gry? Nie za bardzo. Ale to nie jest gra. To adaptacja grająca na własnych zasadach. I w obrębie tych zasad, ten wątek, jak i wszystkie wokół niego, mają sens.
Nie napomknąłem w tym tekście nic na temat animacji ani muzyki, ale to dlatego, że oba te elementy reprezentują dokładnie tę samą jakość, co rok temu. Na ścieżce dźwiękowej usłyszymy Papa Roach, Korna, Evanescence i kilka innych zespołów i powiem, że choć zawsze kojarzyłem DMC z oryginalną muzyką, to wybory Shankara działają na mnie tak, jak powinny. Dorastałem na przełomie wieków, więc kiedy słyszę "Not listening" od Papa Roach, "My immortal" Evanescence czy "Freak on a leash" Korna, to czuję się jak w domu. Czy są to pierwszy utwory, które wybrałbym do tego typu produkcji? Nie. Ale pasują całkiem nieźle. Co do animacji studia MIR, absolutnie nie da się im nic zarzucić - może poza moim standardowym czepianiem się o większą liczbę klatek animacji. Wypada jednak przyznać, że "Devil may cry" jest bardzo przyzwoicie zrobionym serialem. Bardzo solidna animacja łączy się tu ze świetną grą aktorską i paroma naprawdę solidnie zrobionymi wątkami. Jeśli lubisz tę serię lub chociaż pierwszy sezon serialu, powinieneś sprawdzić co i jak.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych