Normal (2026) - recenzja, opinia o filmie [M2 Films]. Najnormalniejsza miejscowość w Ameryce
Zmęczony życiem mężczyzna pracuje jako zastępczy szeryf w miejscach, które akurat takiego potrzebują, nigdy nie grzejąc zbyt długo stołka. Kiedy trafia do wdzięcznie nazwanego miasteczka Normal w stanie Wisconsin, podoba mu się jak spokojne i zżyte jest to miejsce. Kiedy jednak miejsce jest aż tak agresywnie zwyczajne, jakiś mrok czai się zazwyczaj tuż pod płaszczykiem fałszywych uśmiechów i wzajemnego dbania o siebie.
Przyznam, że nie obejrzałem nawet jednego trailera przed seansem filmu Bena Wheatleya. Wiedziałem jedynie, że to kolejny film z Bobem Odenkirkiem, który gdzieś tam, do pewnego stopnia porównywany jest z serią "Nikt". Tak więc, kiedy film zaczął się od członków Yakuzy, ucinających sobie palce w geście skruchy przed swoim Oyabunem, a ten wysyła ich do Normal, żeby zrobili tam porządek, byłem tylko lekko zdziwiony.
Najlepsze jest to, że chwilę później scenariusz zwalnia drastycznie i trwa w tej pełnej niepewności sielance przez dobrą połowę filmu. Rozumiemy, że coś się tu prędzej czy później wydarzy, ale nie mamy jeszcze pojęcia co dokładnie i w jaki sposób, a reżyser nie zamierza spieszyć się z udzieleniem odpowiedzi. To całkiem genialne zagranie, ponieważ mimo początkowego zaangażowania i napięcia, z czasem zaczynamy, zupełnie niezauważenie, tracić czujność. A wtedy film wybucha kolosalną eksplozją przemocy, co dzieje się tak nagle i bezpardonowo, że nie sposób nie zacząć się śmiać.
Normal (2026) - recenzja, opinia o filmie [M2 Films]. Trochę śmiechu i odrobina powagi
Mimo wszystko, nie powiedziałbym aby film Wheatleya - napisany przez samego Odenkirka i znanego z serii "Nikt" oraz "John Wick" Dereka Kolstada - był typową komedią. Ton opowieści przez większą część seansu pozostaje raczej słodko-gorzki. Można się regularnie pośmiać z pojedynczych tekstów i sytuacji, ale znakomita większość filmu utrzymana jest w poważnym tonie. Poruszane są tematy depresji, alkoholizmu, korupcji i paru innych, ciekawych rzeczy, o których nie będę się rozpisywał ze względu na potencjalne spoilery.
Najlepiej obrazuje to postać głównego bohatera. Szeryf Ulysses (Odenkirk) ma raczej luźne podejście do świata i swojej pracy - zamiast wypisywać beznamiętnie mandaty, prosi kierowców żeby następnym razem zastanowili się gdzie i jak parkują, jak ktoś siedzi i pije w samotności, to chętnie przysiądzie się do niego i sam złapie łyka, a wezwania do niedorzecznie błahych sytuacji przyjmuje na klatę bez marudzenia, zachowując pogodny nastrój. Od samego początku widzimy jednak, że jest to człowiek pogrążony w depresji - słyszymy jak nagrywa kolejne wiadomości na pocztę głosową swojej żony, z którą obecnie jest w separacji i prędko dowiadujemy się, że ma za sobą bardzo trudne do przepracowania zdarzenie, do którego doszło na służbie. Pozorna radość, podszyta smutkiem.
Normal (2026) - recenzja, opinia o filmie [M2 Films]. Dla większego dobra?
W kontraście do niego, znakomita większość reszty obsady zdaje się być chorobliwie wręcz typowa, lecz tematycznie nie miałoby to zbyt wiele sensu, więc oczywistym jest, że coś się pod tą ich szarością kryje. Sprawia to, że wszyscy pozostali bohaterowie filmu są... Dziwni. Od nadgorliwego, rzucającego wytartymi frazesami burmistrza (Henry Winkler), przez właściciela restauracji, dekorującego swoje ściany żywą, nabitą i odbezpieczoną bronią, na przesadnie entuzjastycznie nastawionym do wszystkiego zastępcy szeryfa, który wszędzie chodzi w swojej skórze do Harleya, tylko jeszcze nie kupił Harleya (Billy MacLellan) kończąc. Skojarzenia z "Hot Fuzz" Edgara Wrighta są jak najbardziej na miejscu, a i sami twórcy filmu zdają się być tego świadomi, dzięki czemu bawią się oczekiwaniami widzów, okazjonalnie wywracając je kompletnie do góry nogami. Albo doszukuję się czegoś, czego tu wcale nie ma. Trudno powiedzieć.
Akcja, kiedy już się rozkręca, trzyma naprawdę solidny poziom praktycznie do samego końca. Jest brutalnie, ale zazwyczaj w tak przesadzony sposób, że trudno jest traktować tę brutalność poważnie. Jeden z przeciwników naszego bohatera dosłownie eksploduje w chmurze krwi po centralnym trafieniu granatnikiem - w dodatku w połowie zdania, żeby jeszcze bardziej podkreślić zaskakującą, nagłą naturę całej sytuacji. Rzadko kiedy ktokolwiek dostaje po prostu kulkę między oczy i tyle, choć i takie sytuacje się zdarzają. Aby nie było zbyt powtarzalnie, od czasu do czasu reżyser przygotowuje również sytuację, jakby kręcił kolejną odsłonę "Oszukać przeznaczenie": gdzieś luzuje się śrubka dużego szyldu, ktoś uderza w witrynę, wielki kawał metalu spada innu komuś prosto na głowę. Absurd, ale przemyślany i dzięki temu szczerze zabawny.
Powiedziałbym jednak, że "Normal" ma też i kilka problemów. Sama zagadka, o ile można ją tak w ogóle nazwać, nie jest przesadnie ciekawie poprowadzona, a jej rozwiązaniu brakuje pazura, który sprawiłby, że czujemy satysfakcję, kiedy karty zostają wyłożone na stół. No i samo zakończenie, choć na swój sposób zabawne i pasujące do dziwnie absurdystucznego tonu filmu, jest w mojej ocenie już zbyt dziwaczne i nie potrafiłem zmusić się do polubienia go. Ostatecznie jednak, uważam, że "Normal" to całkiem przyjemne, solidnie zrealizowane kino popcornowe. Prosta, zazwyczaj satysfakcjonująca rozrywka.
Atuty
- Spokojny i wyluzowany, ale jednak skutecznie zabójczy Bob Odenkirk;
- Klimat miasteczka trochę jak amerykańska wersja "Hot Fuzz";
- Do granic przerysowana, zabawna przemoc.
Wady
- Intryga tylko połowicznie realizuje swój potencjał;
- Dziwny finał, który nie do końca mi podszedł, prosząc o zbyt wielkie zawieszenie niewiary.
O "Normal" powiedzieć można wiele, ale na pewno nie to, że jest to normalny film. To specyficzne połączenie akcji, dramatu i farsy, które niby nie powinno działać, a jednak Odenkirk i Wheatley sprawiają, że widz bawi się dobrze przez bite 90 minut.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych