Dom duchów (2026) - recenzja serialu [Amazon]. Międzypokoleniowa walka o wolność

Dom duchów (2026) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Międzypokoleniowa walka o wolność

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 22:17

Clara od zawsze posiadała niezwykłą moc przeczuwania, że jej bliskim coś się przydarzy. Czasami było to coś miłego, innym razem wizja dotyczyła... Śmierci.

"Ej, napiszesz o tym nowym serialu Amazona? Nazywa się 'Dom Duchów'", zapytał Roger jakoś z tydzień temu. Byłem wtedy dosłownie zawalony tysiącem innych obowiązków, z zalewającym mi łazienkę sąsiadem na czele, więc spojrzałem na tytuł, stwierdziłem, że może coś z tego będzie, zgodziłem się i zapomniałem o temacie. Przyszedł jednak czas zająć się oglądaniem i wyobraź sobie, jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że nie mam do czynienia z kolejnym "Nawiedzonym domem na wzgórzu", a z zajeżdżającym lekko telenowelą dramatem o kobietach uciskanych przez patriarchat. Tematyka wybitnie bliska sercom użytkowników PPE. No dobrze, sprawdźmy go więc. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Podobnie jak w przypadku niedawnego "Ta noc", również hiszpańskojęzycznego, choć nakręconego na zupełnie innym kontynencie, akcja serialu kręci się wokół grupy kobiet, a narrację prowadzi potomkini jednej z nich. Rzecz dzieje się jednak nie w dzisiejszych, a mocno już archaicznych, pierwszych dekadach dwudziestego wieku, w pięknym Chile, przez co ton serialu jest zupełnie inny, nawet jeśli obie historie komplementują się tematycznie.

Dom duchów (2026) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Widziała duchy, a nad jej rodziną ciążyła klątwa

"Najbardziej" główna bohaterka serialu, Clara, jest osobą niezwykłą. Nie tylko dlatego, że jest nad wyraz świadoma społecznie, oczytana i zdecydowana, jak na czas i miejsce akcji, ale również, a może wręcz przede wszystkim ze względu na swoje zdolności paranormalne. Od najmłodszych lat potrafiła przewidywać przyszłość - od głupiego podawania który numer wygra w najbliższej loterii, po wizje zbliżającej się śmierci - a nawet rozmawiać z duchami swoich bliskich. Kiedy ją poznajemy, rozmawia właśnie ze swoim widzem. Ich dialogi są odrobinę dziwne... Widz nie do końca rozumie jeszcze, co tu się dzieje, lecz już chwilę później przekonuje się, że wujek zmarł kilka dni wcześniej - o czym rodzina jeszcze nie wie - a Clara rozmawiała przez cały ten czas z jego duchem. Z początku, wątek ten zdaje się służyć jedynie budowaniu dramaturgii, ale z biegiem czasu staje się istotnym elementem układanki, dzięki któremu cała intryga może wyjść na wierzch. 

Kolejne odcinki bardzo niespiesznie rozwijają główną fabułę serialu. Każdy odcinek zdaje się koncentrować na jakimś pojedynczym elemencie układanki - czy jest to historia konkretnej postaci czy jakiś jeden wątek, jedno wydarzenie, które, choć z początku niepozorne, rozwija się w czasami szalonym tempie. Scenariusz na przemian żongluje tematami rodzinno-romantycznymi oraz politycznymi. Mam jednak problem z tym, jak narracja prowadzona jest z minuty na minutę, jak narratorka próbuje zaintrygować widza, sugerując przyszłe wydarzenia. Pierwszy odcinek kończy się słowami "Clara nie wiedziała jeszcze, że od tej pory jej los na zawsze miał związać się z Estebanem Truebą". No... Mniej więcej. W każdym razie, wątek ten wraca na koniec kolejnego odcinka i jest tak kompletnie przewidywalny, niesatysfakcjonujący i ostatecznie po prostu nijaki, że nie rozumiem po co było tak mocno go eksponować. Równie, a może nawet bardziej bolesne są dialogi, jak rozumiem, wiernie przeniesione z książki Isabel Allende. Rozmowy między postaciami są zwykle bardzo wiarygodne i odpowiednie do epoki, ale od czasu do czasu zdarzy się usłyszeć kwiatki pokroju: "Esteban nigdy już jej nie pocałuje. Nigdy nie zanurkuje w jej najgłębszych wodach". Jakbym czytał Harlequina.

Dom duchów (2026) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Nazywał się Esteban Trueba

Czego by nie mówić o tempie rozwoju fabuły i jej ostatecznej jakości - raz jeszcze, bardzo mocno przywodzącej na myśl starusieńką, wenezuelską telenowelę, gdzie miłość, zemsta i intryga idą ramię w ramię - wypada przyznać, że poszczególni bohaterowie dramatu są wyraziści i na tyle wielowymiarowi, że regularnie nie jesteśmy pewni, czy powinniśmy kogoś lubić, czy nie. Albo inaczej - czy wolno nam w ogóle tę postać lubić. Dramaturgicznie dużo tu taniochy, lecz dzięki ludzkim sylwetkom bohaterów i tak łatwo dać się porwać ich opowieściom. Kto próbował zamordować ojca Clary? Do czego zmierza historia bękarciego syna Estebana? Jak rozwinie się relacja siostry Estebana, Feruli, z jego żoną? To całkiem interesujące pytania, więc nawet kiedy fabuła zdaje się stać w miejscu, i tak czujemy pewną dozę adrenaliny, ponieważ serial pozwolił nam poznać bohaterów na tyle, by zacząć przeżywać z nimi ich życie. Bodajże najciekawszą postacią w serialu jest grany przez Alfonso Herrerę Esteban - człowiek bardzo skomplikowany, tak kochający, jak i nienawistny, zepsuty, ale również godny pożałowania. Herrera gra go tak, że czasami w obrębie jednej sceny trudno jest zdecydować się, jakie dokładnie uczucia w nas wywołuje.

Nie jestem pewien czy wypada czepiać się serialu z Ameryki Południowej, że wygląda i brzmi jak serial z Ameryki Południowej, ale... No wiesz. Te wyraziste, często pastelowe barwy, arystokraci w swoich fikuśnych wieloelementowych strojach, z obowiązkowym wąsem doklejonym pod nos, specyficzne ujęcia i gra aktorska - wszystko to składa się na produkt, który trudno jest brać na poważnie. Scenarzyści biorą na tapet istotne tematy, z zawirowaniami politycznymi tamtych lat i sprawą kobiet oraz ich praw na czele, ale nie podchodzą do nich z należytym wyczuciem, tracąc po drodze całą powagę, cały ciężar opowieści. Aktorzy są całkiem nieźli w swoich rolach, choć ze względu na paranormalny charakter opowieści, relacje między nimi są po prostu dziwne, trudno się w nie wczuć, a czasami nawet po prostu się z nimi pogodzić.

Powiem wprost, sam z siebie nie miałbym ochoty oglądać reszty sezonu po sprawdzeniu pierwszych odcinków. Jest tu zdecydowanie jakaś wartość - myślę, że moja mama mogłaby naprawdę wciągnąć się w historię Clary i jej rodziny - ale ja tylko od czasu do czasu czułem lekką ekscytację, przez większość seansu czekając po prostu na to, co wydarzy się dalej, zadając sobie pytanie, czy fabuła jeszcze się rozkręci. I ostatecznie, na przestrzeni ośmiu, godzinnych odcinków, dostajemy spójną tematycznie, nawet jeśli często męczącą opowieść, która zdecydowanie może się podobać - szczególnie entuzjastom historii Chile. Dla większości widzów będzie ona jednak zbyt powolna, zbyt rozwleczona i lekko banalna, by próbować wytrwać z nią do końca. Adaptacja z 1993 broniła się ze względu na czasy, w których powstała (no i była jakieś cztery razy krótsza) i nie wiem, czy w dzis8aj podejście autorów serialu nie jest zbyt zachowawcze, zbyt nijakie. Nie lubię oceniać tego typu produkcji, bo nie chcę robić im krzywdy tylko dlatego, że nie trafiły w moje gusta, ale ostatecznie to ja piszę ten tekst, więc ocena musi odzwierciedlać moje wrażenia, a nie jakiś mglisty potencjał wiszący wokół. A moim zdaniem ten serial powinien był być i krótszy i lepiej skupiony.

Advertisement

Atuty

  • Bardzo wyrazisty Alfonso Herrera;
  • Kiedy chce, potrafi ruszyć za serce;
  • Piękne zdjęcia i kostiumy, nawet jeśli czasami trochę zbyt prstorkate;
  • Tematycznie składny.

Wady

  • Momentami strasznie się wlecze;
  • Odrobinę hermetyczny - myślę, że można by bawić się przy nim znacznie lepiej, jeśli znałoby się historię Chile;
  • Nieporadne próby chwycenia uwagi widza.

"Dom duchów" bardzo dokładnie przekłada postacie stworzone przez Isabel Allende na język telewizji. Może nawet zbyt dokładnie, przez co serial ma problemy z tempem, budowaniem napięcia i utrzymaniem zainteresowania widza.

5,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper