Diabeł ubiera się u Prady 2 (2026) – recenzja filmu [Disney]. Nowa kolekcja

Diabeł ubiera się u Prady 2 (2026) – recenzja, opinia o filmie [Disney]. Nowa kolekcja

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 18:00

Dwadzieścia lat wcześniej, aspirująca dziennikarka, Andy Sachs, na własnych warunkach odeszła z ikonicznego magazynu modowego the Runway. Teraz, sytuacja zmusza ją do ponownego, całkiem rozpaczliwego poszukiwania zatrudnienia. Zrządzenie losu sprawia, że ląduje w tej samej redakcji, z (prawie) tymi samymi ludźmi, co wtedy. Pomyli się jednak ten, kto myśli, że raz jeszcze zobaczymy tę samą historię, co wtedy, przystosowaną jedynie do dzisiejszych standardów. Trochę.

Trudno aż uwierzyć, że od pierwszego „Diabeł ubiera się u Prady” mija w tym roku już dwadzieścia lat. Pamiętam wciąż jak szedłem do kina na oryginał, na jakąś młodzieńczą randkę czy coś. Szalone czasy. I był to kawał naprawdę przyjemnego filmu. Jasne, to przede wszystkim komedia, z lekkim, kompletnie zbędnym wątkiem romantycznym, więc widz z grubsza wie, na co się szykować, ale wyraziste postacie, zagrane przez absolutnych tuzów gatunku, sprawiały, że seans mijał nie wiadomo kiedy, za to w bardzo przyjemnym nastroju. Przez całe lata po premierze, aktorzy zarzekali się, że choć chętnie powróciliby w kontynuacji, są na to raczej niewielkie szanse. Raz, że potrzebny byłby naprawdę solidny scenariusz, by namówić nazwiska takie jak Stanley Tucci czy Anne Hathaway na powrót, a dwa, że Meryl Streep, czyli (nieoficjalnie) tytułowa diablica słynie z tego, że nie wchodzi dwa razy do tej samej rzeki. Jaką czarownicą musiała być więc Aline Brosh McKenna, że napisała scenariusz, którym skusiła ich wszystkich do powrotu...

Dalsza część tekstu pod wideo

Krótka odpowiedź to: bardzo skutecznym. To jest po prostu bardzo przyjemne w odbiorze kino. Scenariusz jest odpowiednio pomysłowy, nieustannie wodząc widza za nos w kolejne miejsca i problemy, pozostając przy tym przyjemnie zabawnym, dobrze balansując na granicy absurdu i powagi. Jasne, życie miłosne głównej bohaterki wciąż jest tak kompletnie nieistotne, że nie wiem, po co w ogóle kłopotali się by je przedstawiać, a część wątków prowadzona jest zdecydowanie zbyt wygodnie, by można było mówić o prawdziwie wybitnym scenariuszu, ale co z tego? To jest film, na który idziemy by dobrze się bawić i zdecydowanie nie będzie z tym żadnego problemu podczas seansu. Mimo że zasadniczo jest to komedia humanizująca najgorszą branżę świata... No. Jedną z najgorszych.

Diabeł ubiera się u Prady 2 (2026) – recenzja, opinia o filmie [Disney]. Nowa kolekcja w starym trendzie

Miranda i Nigel
resize icon

Andy (Anne Hathaway) stała się na przestrzeni lat jedną z najbardziej utytułowanych dziennikarek Nowego Jorku. Regularnie zdobywa nagrody, a jej reportaże faktycznie niosą ze sobą jakąś wartość, czego nie można powiedzieć o większości obecnego dziennikarstwa, opartego głównie na przeklejkach i szukaniu tanich sensacji. Niestety, czasy są takie, że tego typu bardziej ambitne sztuki nie za bardzo się klikają (przykładów nie trzeba wcale szukać daleko, o czym każdy użytkownik internetu bardzo dobrze wie), więc gdy wracamy do niej po latach, odbiera właśnie nagrodę za artykuł i jednocześnie żegna się w obecnym miejscem zatrudnienia. Szalenie ciekawy punkt wyjścia, do którego reszta scenariusza będzie regularnie nawiązywała, a który nigdy jednak nie stanie się głównym tematem, nie spróbuje podnieść klasy scenariusza, sprowokować konwersacji. Ale, znowu – nie ma w tym nic złego. To po prostu nie jest tego typu film. Choć, trochę szkoda, bo fundament był.

Chwilę później, nasza bohaterka wraca na „stare śmieci”, ale tym razem będzie inaczej! Tym razem to ona ma pomóc im, a nie oni jej – magazyn wpakował się w niewielkie tarapaty wizerunkowe i potrzebują teraz koła ratunkowego, którym ma być właśnie Andy. Jest tylko jeden problem: naczelna magazynu, Miranda (Meryl Streep)... kompletnie nie pamięta, że ktoś taki jak Andy w ogóle istniał. Czas na chwilę zdaje się więc cofnąć o tych dwadzieścia lat, a widz zaczyna się obawiać, czy za chwilę nie dostanie powtórki z rozrywki, jak to często ma miejsce przy tego typu wznowieniach. Nic bardziej mylnego! Uważam, że to bardzo uroczy akcent ze strony scenarzystki, że sugeruje zepchnięcie naszej bohaterki na bok, po czym pokazuje, że to już nie jest ten sam dzieciak i należy mu się szacunek i uznanie. „Diabeł ubiera się u Prady 2” to może i ta sama talia kart, ale zupełnie świeże jej rozdanie.

Diabeł ubiera się u Prady 2 (2026) – recenzja, opinia o filmie [Disney]. Królowa jest tylko jedna

Emily
resize icon

Wspomniałem już, że życie romantyczne głównej bohaterki zalicza w kontynuacji reset, lecz jest to reset tak kompletnie zbędny i niepotrzebny, że aż można mieć żal do reżysera, Davida Frankela, pretensje o to, że w ogóle umieścił ten wątek w filmie. Cała historia Andy i Petera jest tak do bólu sztampowa, że nawet laicy w temacie natychmiast poczują, w którą stronę zmierza historia i, zapewne, nie pomylą się choćby o jotę. Byłoby to jednak kompletnie do wybaczenia, gdyby nie to, że ten ich romans KOMPLETNIE nie zgrywa się z żadnym innym wątkiem w filmie. Jest, bo jest, dla samego bycia. Nieporównywalnie ciekawsza jest relacja „obu Emily”. Dla tych, którzy nie widzieli części pierwszej – Miranda postanowiła nie zaprzątać sobie głowy imieniem swojej nowej pracownicy (Andy), więc nazywała ją po prostu „drugą Emily” (Emily Blunt). Relacja dziewcząt w pierwszym filmie była trudna, choć na swój sposób zabawna i dokładnie tak samo wygląda to w kontynuacji, choć wypada przyznać, że poprowadzona została w znacznie bardziej zajmujący sposób, z większą ilością zakrętów i faktycznie ciekawym finałem.

Królową filmu pozostaje jednak Streep – i partnerujący jej Stanley Tucci jako Nigel, prawa ręka Mirandy, człowiek którego wyczucie mody i wielkość serca są doskonale przeciwnie proporcjonalne do jego cierpliwości i tolerancji na brak stylu. Trzymając się mantry, która musiała towarzyszyć scenarzystce przy wszystkich innych postaciach, zaczynają oni w dokładnie tym samym miejscu, w którym zostawiliśmy ich dwie dekady temu, ale oboje ewoluują w bardzo ciekawy sposób. Raz jeszcze – nie wiem na ile podoba mi się humanizowanie i normalizowanie ludzi tak tragicznie zepsutych, wyniosłych i okrutnych – a pamiętajmy, ze Miranda wzorowana jest na jak najbardziej prawdziwej Annie Wintour – ponieważ granica między światem „Diabeł ubiera się u Prady 2”, a prawdziwym światem mody jest, z tego co rozumiem (nie żebym znał zbyt wiele osób ze świata wysokiej mody), zastraszająco cienka. Oddzielając jednak sztukę od życia, trzeba przyznać, że to, co filmowcom udało się tu osiągnąć, wtłaczając pierwiastek ludzki w chyba najbardziej przerysowaną postać w historii dzisiejszej kinematografii, zasługuje na uznanie. Niemała w tym zasługa wszystkich tych aktorów orbitujących wokół postaci Streep, czyli poza już wymienionymi aktorami, również Kennetha Branagha, wcielającego się w jej partnera, człowieka tak ciepłego, twardo stąpającego po ziemi i miłego, że można śmiało powiedzieć, że jest on kotwicą, trzymającą Mirandę poniżej stratosfery, jest jej oparciem i jasnym punktem życia poza pracą, bez którego dawno już straciłaby kontakt z rzeczywistością. To niewielka rola, ale w moich oczach szalenie istotna i świetnie zagrana przez Branagha.

Co więcej można powiedzieć o „Diabeł ubiera się u Prady 2”? Trochę jeszcze by się dało. Jest to szalenie pstrokaty film, pełen gościnnych występów, montaży, wpadającej w ucho muzyki i wywołujących śmieć puent. Miejscami, to ambitnie rytmiczne tempo sprawia, że scenariusz staje się naciągany, jak kiedy dowiadujemy się, o sławnej osobie, która od lat nie udziela już wywiadów, po czym wystarczy szybki, kilkuminutowy montaż Andy obdzwaniającej swoich znajomych w poszukiwaniu dojścia i, cyk, już mamy umówiony wywiad, który wywraca całą trajektorię fabuły do góry nogami. Naciągane to trochę. Nie powiedziałbym jednak, żeby jakoś bardzo psuło mi to odbiór filmu, który znacznie mocniej koncentruje się na emocjach, relacjach między głównymi bohaterami i samym magazynie, niż zakulisowym działaniu reporterskim. I, że znowu się powtórzę, rozumiem, że taki to po prostu rodzaj filmu, ale boli trochę serce, kiedy widzi się, jak wiele więcej można było z tym materiałem zrobić.

Atuty

  • Cała główna obsada bez wysiłku wślizguje się w swoje dawne role i wciąż robi to absolutnie bezbłędnie;
  • Świetne tempo, podbite rytmiczną, wpadającą w ucho ścieżką dźwiękową;
  • Masa inteligentnie zbudowanego, sympatycznego humoru;
  • Interesująco rozwija wszystkie istotne wątki postaci;
  • Ciuchy Stanleya Tucci sprawiają, że człowiek zaczyna więcej myśleć o swoim wyglądzie... A później sprawdza stan konta i wraca na ziemię.

Wady

  • Źle to zabrzmi, ale Andy nie potrzebuje chłopaka;
  • Miejscami trochę naciągane, zbyt szybko ugrane sytuacje.

„Diabeł ubiera się u Prady 2” to z jednej strony bezpieczny powrót na stare śmieci, z drugiej wytyczenie nowego kursu i po prostu całkiem urocza komedia „odrobinę romantyczna”. Streep, Hathaway, Tucci i Blunt wciąż są absolutnie genialni i nawet choćby tylko dla nich warto ten film obejrzeć. Dwie godziny dobrej zabawy.

7,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper