MOUSE: P.I. For Hire – recenzja gry. Smaczna jak ser

MOUSE: P.I. For Hire – recenzja i opinia o grze [PS5, Xbox, PC]. Smaczna jak ser

Dagmara PaniFrau | Dzisiaj, 20:00

Mogłoby się wydawać, że w kwestii gatunku boomer shooter wszystko zostało już powiedziane i zrobione. Okazuje się, że nie do końca. Polskie studio stworzyło bowiem klasyczną strzelankę z mysim detektywem, klimatem noir i animacjami z klasycznych kreskówek. Wyszło tak, jak brzmi – czyli całkiem smacznie. Oto recenzja MOUSE: P.I. For Hire.

W grze od Fumi Games wcielamy się w mysiego detektywa Jacka Peppera. Postać czuwa nad bezpieczeństwem mieszkańców Mouseburga niczym Batman nad Arkham. Obecnie detektyw musi rozwikłać parę smętnych spraw. Na pierwszy ogień idzie zaginięcie lokalnego magika. Szybko okazuje się, że każda z tych zagadek jest dużo bardziej zagmatwana, niż mogło się wydawać na początku.

Dalsza część tekstu pod wideo

Warstwę fabularną w MOUSE: P.I. For Hire dopieszczono w każdym względzie. Główna opowieść ma wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji i zabawnych intryg, dzięki czemu przykuwa uwagę i na pewno nie ciągnie się jak ser. Postacie – zarówno Jack, jak i NPC-e – to ciekawe indywidua. Dodatkowo mają dobrze napisane kwestie, w których znajdziemy tony humoru i gier słownych.

MOUSE: P.I. For Hire – gameplay i mechaniki

W aspekcie gameplayu MOUSE: P.I. For Hire czerpie z klasyki boomer shooterów. Przede wszystkim zajmujemy się tu czyszczeniem lokacji z różnych rodzajów mętów i łobuzów. Są to zbiry, gangsterzy czy nawet kultyści. W miarę postępów spotykamy kolejne rodzaje wrogów. Oprócz tego nie brakuje zróżnicowanych starć z bossami na zamkniętych arenach.

Jack dysponuje kilkoma rodzajami broni. Każda z nich działa nieco inaczej – różnice w strzelaniu są na szczęście zauważalne. Niestety o ile to, czym strzelamy, robi jakąś różnicę, o tyle to, do kogo strzelamy, nie ma już większego znaczenia – wszyscy wrogowie (poza bossami) są generalnie tak samo podatni na nasze strzały. Można było ten element rozgrywki trochę bardziej ubogacić.

Oprócz broni palnej mamy do dyspozycji klasykę, czyli piąchy – oraz kopniaki i parę materiałów wybuchowych. Mechaniki walki są aż zanadto uproszczone, ale samo strzelanie daje sporo satysfakcji.
 
Poza walką gromadzimy poszlaki i eksplorujemy otoczenie. Element detektywistyczny trochę mnie rozczarował, bo nasza rola w śledztwie ogranicza się w praktyce do docierania do wskazanych miejsc i rozmów z NPC-ami czy odnajdywania ściśle określonych wskazówek. Później możemy „rozwiesić” zgromadzone materiały na tablicy w biurze Jacka – ale tak naprawdę to nasz udział jest w tym przypadku jedynie symboliczny, bo bohater sam sobie układa poszlaki i wyciąga wnioski.

Ładnie, ale nie aż tak oryginalnie

W sumie pierwszym, co rzuca się w oczy w przypadku recenzowanego MOUSE: P.I. For Hire, jest oprawa wizualna rodem z kreskówek z lat 30. Zresztą grając w tę produkcję, mamy wrażenie, jakbyśmy uczestniczyli w czarno-białej opowieści noir. Twórcy zadbali o kilka filtrów, które pomagają nam jeszcze bardziej wczuć się w tamte klimaty. Na początku gry wybieramy jeden z filtrów lub wyłączamy je. Szkoda, że nie ma tu zbyt wielu cut-scenek, bo na pewno przysłużyłyby się one do „filmowości” tej produkcji.

Świat gry jest trójwymiarowy, a postacie płaskie. Bardzo przypadły mi do gustu animacje przeciwników podczas starć. Trochę gorzej wypadają w tym przypadku wszelakie tła i oddalone krajobrazy – jakoś wszystko to się rozmywa i niestety myszkowanie w ustawieniach niewiele w tej kwestii pomaga.
 
Jednocześnie oprawa wizualna nie jest czymś zupełnie nowym; coś podobnego widziałam już wcześniej. Chodzi mi o Bad Cheese – horror psychologiczny o nie do końca udanym dzieciństwie pewnego myszki (myszka?). Co ciekawe, to również gra od polskiego twórcy. Pod względem mechanicznym to oczywiście całkowicie odmienny kawałek sera, ale także wart uwagi. Szkoda, że tak szybko zapomniano o tej produkcji.

Audio z ser(c)em

Bardzo istotnym i niezwykle dobrze wykonanym elementem MOUSE: P.I. For Hire jest dźwięk. Słuchamy klimatycznych partii jazzowych, które świetnie komponują się z warstwą wizualną. W tym przypadku także mamy do dyspozycji filtry, dzięki którym możemy sobie nieco podrasować warstwę muzyczną, by brzmiała ona na przykład jak z winylu. Mała rzecz, a cieszy. Odgłosy broni również brzmią satysfakcjonująco. I ten zabawny gumowy odgłos przy kucaniu postaci!
 
Recenzowany tytuł oferuje pełen dubbing w języku angielskim. Aktorzy odwalili kawał dobrej roboty. Oczywiście pierwsze skrzypce gra główny bohater, któremu głosu użyczył bardzo dobrze kojarzony na naszym growym poletku Troy Baker. W roli mysiego detektywa wypada on pierwszorzędnie.

A skoro już w temacie lokalizacji jesteśmy, to na kilka słów uznania zasługuje polska wersja. Nareszcie ktoś zrobił to porządnie! Postacie operują ładną polszczyzną, niekiedy stylizowaną na okres międzywojenny; poza tym pełno tu gier słownych i żarcików, które zrozumieją tylko Polacy. MOUSE: P.I. For Hire w rodzimej wersji jest zwyczajnie smaczne.
 
Logika podpowiada, że to gra od polskiego studia, więc wypadało zrobić to porządnie – niemniej, jak pokazują liczne przypadki, sensowna polska wersja wcale nie jest taką oczywistością nawet wśród rodzimych deweloperów.

Nie ma sera bez pleśni?

Oczywiście produkcja nie jest idealna – trochę można przyczepić się do warstwy technicznej. Przede wszystkim domyślne sterowanie na padzie wydaje mi się niedopracowane. Nie mam pojęcia, kto wpadł na pomysł, by jeden i ten sam przycisk odpowiadał domyślnie za przeładowanie broni i interakcję z otoczeniem. Dzięki temu na początku nieustannie przeładowywałam sobie broń, choć wcale nie chciałam tego robić. Oczywiście później zorientowałam się, że mogę zmienić tę kwestię w ustawieniach, ale lepiej byłoby mieć to zrobione domyślnie.
 
Poza tym zdarzyło mi się niejednokrotnie zaobserwować, jak główna postać blokuje się na elementach otoczenia. Trochę mogą też irytować wiecznie pozamykane drzwi i niewidzialne ściany, na które natykamy się bardzo często w świecie gry.

MOUSE: P.I. For Hire - czy warto zagrać?

https://www.youtube.com/watch?v=c6d_Ute7MsE
 
MOUSE: P.I. For Hire to całkiem udany boomer shooter, który ma do zaoferowania interesującą historię z różnymi indywiduami i dopracowaną warstwę audio-wizualną. No i polska wersja również robi wrażenie. Jednocześnie szkoda, że większość mechanik – w tym walki i dedukcji – trochę za bardzo tu uproszczono.
 
Na koniec warto wspomnieć, że gra w wydaniu premierowym kosztuje około 100 złotych. Jak na całkiem udaną przygodę, przy której spędzicie kilkanaście godzin, nie jest to wygórowana cena. Oprócz tego twórcy przygotowali ładną edycję kolekcjonerską z winylem, komiksem i naklejkami –  również niedrogą. Ogólnie warto zainteresować się tym tytułem – w taką strzelankę na pewno jeszcze nie graliście.

Advertisement

Ocena - recenzja gry Mouse: P.I. For Hire

Atuty

  • oprawa wizualna
  • ciekawa i pełna akcji opowieść
  • mnóstwo humoru
  • klimatyczny soundtrack i dopracowane efekty dźwiękowe
  • dopieszczona polska lokalizacja
  • cena na premierę

Wady

  • trochę za bardzo uproszczone mechaniki walki
  • brak wpływu gracza na dedukcję i rozwiązywanie zagadek
  • domyślne ustawienia kontrolera
  • parę błędów technicznych

MOUSE: P.I. For Hire to prosty i zarazem wciągający tytuł na kilkanaście godzin. Wygląda ładnie, brzmi świetnie – czego chcieć więcej?

Dagmara PaniFrau Strona autora
W redakcji od 2024. Jej ulubione gry to Pentiment, Dying Light i Gran Turismo 7. Miłośniczka futrzaków i literatury niskich lotów. W PPE zajmuje się głównie recenzowaniem; od czasu do czasu pomaga przy poradnikach.
cropper