Balls up (2026) - recenzja filmu [Amazon]. Prezerwatywy, kokaina i piłka nożna

Balls up (2026) - recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Prezerwatywy, kokaina i piłka nożna

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00

Brad i Elijah zostali ze sobą sparowani w firmie, ponieważ idealnie się uzupełniają - jeden ma dobre pomysły i zerowe przebicie, drugi za to jest chodzącą charyzmą, ale lepiej żeby swoje złote myśli zachował dla siebie. I pewnie nie zjednaliby przeciwko sobie dosłownie całego kraju, gdyby faktycznie trzymali się swoich ról... 

Reżyser dzisiejszego filmu, Peter Farrelly, dał nam, w duecie ze swoim bratem, Bobbym, jedne z najbardziej ukochanych komedii lat dziewięćdziesiątych. Zaczynając od "Głupiego i głupszego" (co za debiut!), przez "Kręglogłowych" z jednorękim Woodym Harrelsonem, na "Sposobie na blondynkę" kończąc. W kolejnych dekadach ich gwiazda nieco przygasła, choć wciąż dawali radę. "Płytki facet" "Skazani na siebie", "Dziewczyna moich koszmarów" i "Bez smyczy" nie są już może aż tak często wymieniane wśród najlepszych przedstawicieli swojego gatunku, ale to wciąż całkiem solidne komedie, do których można sobie do parę lat bez wstydu powrócić. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Pierwszą ich prawdziwą katastrofą był "Głupi i głupszy 2" - kolejne potwierdzenie zasady, że kontynuacje po latach to nie jest dobry pomysł. Pytanie, czy chodziło o utratę wyczucia przez twórców czy może jakiś smutny zwrot w percepcji komedii przez człowieka? Może te stare żarty już nas po prostu nie bawią? Nieee! To po prostu był mierny film. Ale już taki " Ricky Stanicky" sprzed dwóch lat? To byla naprawdę urocza, bardzo niemądra komedia! Recenzje zebrała raczej mocno średnie, bo mam wrażenie, że komedie w ogóle bardzo rzadko wspinają się gdziekolwiek powyżej średniej 6/10 - nawet jeśli bawią do łez. Jeśli nie stoi za nimi mocny scenariusz, dobra fabuła, to po prostu nie są dobre filmy i koniec. Po części nawet się z tym sentymentem zgadzam. Nawet najbardziej niemądra komedia musi mieć jakiś cel, jakiś główny kierunek, który nada sens wszystkim wydarzeniom wokół. Bez tego, to tylko zbiór bardziej lub mniej zabawnych skeczy. A jaki jest "Balls up"?

Balls up (2026) - recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Chaos zupełnie niekontrolowany

Zacznijmy od tego, że za scenariusz filmu odpowiadają Paul Wernick i Rhett Reese, czyli goście, którzy dali nam "Zombieland", wszystkie trzy "Deadpoole" i trzecią "Iluzję". No dobra, tym ostatnim może nie ma się co chwalić... I aż trudno mi uwierzyć, że to naprawdę ich robota, ponieważ wszystkie te poprzednie filmy (ponownie - poza "Iluzją 3") mogą pochwalić się bardzo dobrze zrobionymi gagami, ale również emocjonalnym i narracyjnym rdzeniem, który sprawiał, że dobrze się te filmy oglądało. Wiedzieliśmy dokąd i po co zmierzamy. W "Balls up" tego nie ma. 

Po tym jak Brad i Elijah (Mark Wahlberg i Paul Walter Hauser) samodzielnie pogrążyli wielką firmę produkującą produkty antykincepcyjne, ich przyjaźń, jak i życie zawodowe kompletnie się rozpadło. Obu z nich zostały jednak podarowane wcześniej bilety na finał mistrzostw świata w piłce nożnej w Rio de Janeiro. Z braku lepszego zajęcia, obaj, niezależnie od siebie, postanawiają się wybrać. Czas goi wszelkie rany, więc całkiem nieźle się ze sobą bawią. Może nawet odrobinę za dobrze, bo w trakcie meczu udaje im się popełnić gafę tak wielką, że przez całą resztę filmu będą musieli uciekać, próbując ratować życie.

I to już właściwie tyle. To już cała fabuła. Dalej to już tylko kilkunastominutowe scenki rozgrywające się w różnych, skądinąd ciekawych miejscach. Teoretycznie tyle już wystarczy aby jakoś usprawiedliwić resztę filmu, ale i tak ostatecznie całość jest szalenie wręcz chaotyczna, pełna absurdalnych wolt i wygodnych zbiegów okoliczności. To zwyczajnie nie jest dobrze opowiedziana historia. Czy oznacza to jednak, że nie spełnia swojego zadania jako komedia? Polemizowałbym.

Balls up (2026) - recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Komedia przygotowana z zaangażowaniem

Komedia jest niemalże z definicji subiektywna. To, co bawi jednego widza niekoniecznie musi rozbawić drugiego i odwrotnie. Jest to o tyle problematyczne przy pisaniu recenzji, że argument "bo mi się podobało" nie ma większego znaczenia. Napiszę więc bardziej ogólnie, że mamy tu do czynienia z humorem w większości raczej niskiego lotu, opartego na seksie (trudno żeby było inaczej, biorąc pod uwagę temat filmu), ekstremalnie nieszablonowym zachowaniu i wyrazistych postaciach. My z żoną bawiliśmy się dobrze nie tylko dlatego, że gagi trafiały w nasze gusta, ale również z tego powodu, że kolejne żarty potrafiły być naprawdę solidnie zapowiedziane, z długim wstępem, powrotami do tematu i wybuchowymi puentami. Jasne, puentą jest wyciąganie zębami ryby z cewnika drugiej osoby, ale mimo wszystko! Pod tym względem scenariusz jest zaskakująco przemyślany. 

Żaden z aktorów nie musiał wspinać się tu na szczyty swoich umiejętności, ale trzeba przyznać, że wszyscy zdają się bawić bardzo dobrze i szczerze wczuwać w swoje role. Benjamin Bratt palący crack i dyndający na lianach zdecydowanie nie był tym, czego spodziewanym się po tym seansie, a jednak go dostałem. Cudownie pokraczną rolę zagrał Sasha Baron Cohen, paradujący w zniewalającej, blond peruce, z akcentem, który ledwie można uznać za język angielski. Nie wszystkie jego gagi są równie zabawne, a i cała postać zdaje się huśtać między byciem sympatyczną, a niebezpieczną bez żadnego ładu i składu. Rozumiem, że taki był zamysł, ale ostateczny efekt jest trochę dziwny, trudny do zaakceptowania, nawet mimo dobrych chęci. W mniejszych rolach zobaczymy jeszcze Erica Andre, Danielę Melchior i Molly Shannon, by wymienić tylko kilka nazwisk, i choć nie są oni już aż tak skutecznie jak Cohen i główna obsada, to jednak nie można powiedzieć aby psuli film. Są po prostu... Okej. 

Ostatecznie, "Balls up" to raczej kiepsko pomyślany film, ale za to całkiem dobra komedia - jeśli lubi się ten typ rynsztokowego humoru. Cała obsada wypada sympatycznie, a film ogląda się szybko i przyjemnie. Czy jest to dobry film? Może i nie. Ale w tym przypadku nie ma w tym nic złego.

Advertisement

Atuty

  • Hauser i Wahlberg mają fajną chemię;
  • Sasha Baron Cohen;
  • Dużo, całkiem solidnie zaplanowanego humoru;
  • Dobre tempo.

Wady

  • Straszny chaos fabularny;
  • Brak wyraźniej zarysowanej osi fabuły;
  • Część wątków i zwrotów akcji aż zbyt arbitralna.

"Balls up" to okrutnie głupia i chaotyczna komedia... Ale to dobrze. Dla takich filmów też jest miejsce, a same gagi mogą się podobać. W swojej kategorii jest to całkiem niezły film.

6,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper