Arco (2025) – recenzja, opinia o filmie [Kino Świat]. Przygoda w przyszłej przeszłości
Arco żyje w odległej przyszłości, kiedy to cała ludzkość zaczęła żyć w futurystycznych „domkach na drzewie”, ponieważ cała ziemia znalazła się pod wodą. Opanowali również umiejętność podróżowania przez czas za pomocą załamań światła powodowanych przez tęcze. On sam jest jeszcze za młody, aby podróżować, o czym regularnie przypominają mu rodzice i starsza siostra. Arco postanawia jednak sprzeciwić się zasadom, przez co ląduje w odległej przeszłości roku 2075.
Przyznam, że kiedy przeczytałem, że film Ugo Bienvenu to nominowana do Oscara animacja, w której „świat pełen jest robotów, a natura jest w zagrożeniu”, myślałem, że będzie to raczej słabo zawoalowana moralizatorka o tym, jak to powinniśmy lepiej dbać o naszą planetę i nie polegać tak mocno na technologii. I wiesz co? Ten film jest KOMPLETNIE nie o tym. A o czym? O, panie!
Otóż, „Arco” jest... o chłopcu, który trafia do przeszłości i później próbuje wrócić do domu. A, jest też dziewczynka, która czuje się nieswojo w swoim świecie, najchętniej by uciekła i chyba czuje lekką miętę do tytułowego przybysza z przyszłości. No i „ściga” ich banda trzech freaków wyglądających jakby urwali się z castingu na nowego Beatlesa. A jakieś ekologiczne morały i tego typu rzeczy? Nie tam! I choć dla niektórych może to być ogromny zawód – zwłaszcza po przeczytaniu opisu filmu – dla mnie jest to akurat zaleta. Jest jednak jeden, mały problem.
Arco (2025) – recenzja, opinia o filmie [Kino Świat]. Chaos i głębia kałuży
Scenariusz Bienvenu i Felixa de Givry to chyba jedna z najbardziej chaotycznych, nieskoncentrowanych, pozbawionych kierunku opowieści, jakie w życiu widziałem. Zaczyna się film. Poznajemy Arco i jego rodziców. Rozumiemy, że nie może on dobyć podróży w czasie, choć bardzo by chciał. Na przekór rodzicom, postanawia podjąć ryzyko. W innych czasach zaznajamiamy się natomiast z młodą Iris i jej malutkim braciszkiem, Peterem. Ich dni upływają na raczej nudnej rutynie, pod opieką rodzinnego robota domowego, ponieważ rodzice są zajęci pracą w mieście i wracają jedynie na weekendy albo i rzadziej. Są jednak obecni w postaci hologramów, za pomocą których mogą „być obecni” w życiach swoich dzieci. Brakuje jedynie kontaktu z drugą istotą ludzką, ciepłego dotyku żywej skóry. Może wcale to nie takie „jedynie”...
Drogi obojga młodych ludzi zbiegają się, kiedy Arco ląduje w lesie niedaleko miejsca zamieszkania Iris. Wygląda na to, że szukają go jacyś dziwni ludzie. Czego chcą? Tego nie wiemy. W każdym razie, Iris salwuje się ucieczką. Od tej pory widzimy głównie sceny podchodów trio dziwaków pod Arco oraz próby wyprawienia młodzieńca w podróż do domu. Gdzieś tam po drodze dochodzi wątek chłopca z klasy Iris, który chyba się w niej podkochuje, choć jest to bardzo niejasno zaprezentowane i, gdyby jeden z „Beatlesów” nie walnął w którymś momencie wprost, że obserwujemy tu coś na wzór młodzieńczego trójkąta miłosnego, sam bym się tego zapewne nie domyślił. Może to ja jestem jakiś zepsuty emocjonalnie, nie wiem, ale wydaje mi się, że wątek ten został rozpisany i zaprezentowany tak słabo, że można zupełnie go nie zauważyć.
Arco (2025) – recenzja, opinia o filmie [Kino Świat]. To mógł być taki świetny film
No dobrze, ale co z robotami? Co z zagrożeniem dla środowiska? Nic. Dosłownie nic. Pogoda w tych „obecnych” czasach jest często dosyć ekstremalna, lecz film nigdy nie robi niczego, aby zasugerować jakkolwiek, że to przez technologię, nadużywanie naturalnych zasobów planety lub cokolwiek innego w tym samym guście. Więc może chociaż cokolwiek na temat bezduszności robotów, lub tego, że zastępują nam kontakty międzyludzkie? W pewnym sensie tak, bo rodzinny robot, Mike, jest naprawdę sympatyczną sztuczną inteligencją, której szczerze zależy na swoich podopiecznych. Można zapewne dyskutować nad jej zero-jedynkową naturą, która każe jej ryzykować wszystkim dla swoich podopiecznych, mając przy tym bardzo chłodne i pragmatyczne podejście do przybyłego z przyszłości Arco, lecz raz jeszcze, jest to temat ledwie zasugerowany i w żaden sposób nierozwinięty.
Czego by jednak nie mówić o fabule – choć, nie czarujmy się, bez niej wszystko inne staje się drugorzędne – wypada przyznać, że film jest całkiem zabawny w tej swojej bezsensowności i wygląda całkiem przyjemnie. Miałem pewne wątpliwości, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Arco w tym jego różowym stroju z tęczową peleryną, lecz to tylko kwestia tej jego futurystycznej natury. Zarówno styl graficzny, jak i sama animacja, robią dobre wrażenie. Dziwaczne stroje i futurystyczne technologie przykuwają uwagę, a same ruchy postaci, choć animowane w raczej niewielkim klatkarzu, wyglądają odpowiednio kinetycznie i przekonująco sprzedają kolejne sceny akcji. Interesująco wypada również ścieżka dźwiękowa Arnauda Toulona, natychmiast kojarząca się z filmami Makoto Shinkaia – dużo delikatnego pianina, smyczki, melancholijny klimat. Całkiem dobrze gra to z ostatecznie lekkim tematycznie scenariuszem filmu.
„Arco” to po prostu 80 minut solidnej zabawy. Nie oczekuj tu żadnej głębi, bo jej nie znajdziesz, choć wygląda jakby komuś zależało aby sprzedać nam narrację, że jest ona w filmie Bienvenu obecna. To po prostu przygoda o dzieciach i podróżach w czasie. Jest uroczo i zabawnie. Na koniec można nawet się lekko wzruszyć, ale przez to, że wszystko tu jest tak chaotyczne, niedopowiedziane, niedorobione, niedopieczone, trudno jest mi wykrzesać z siebie więcej entuzjazmu.
Atuty
- Ładna animacja;
- Klimatyczna muzyka;
- „Beatlesi” bardzo zabawni;
- Miejscami można się nawet wzruszyć.
Wady
- Okrutnie chaotyczna fabuła, pełna niedopieszczonych i nie prowadzących do niczego wątków;
- Skandalicznie nie wykorzystuje znacznej części swojego potencjału.
„Arco” przybywa w przeszłość aby przeżyć krótką przygodę z dziewczynką z przeszłości. Co z tego wynika? Absolutnie nic. Ale to i tak całkiem solidna porcja zabawy, ładnie animowany i pięknie udźwiękowiony. Powinien był jednak być znacznie lepszy. Było z czego rzeźbić.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych