This is Asgard!

Zalążek fabularny jest wszystkim dobrzy znany - żona Kratosa, Faye, umiera, a jej ostatnim życzeniem jest rozsypanie swoich prochów ze szczytu najwyższej z gór w Dziewięciu Królestwach. Bóg Wojny rusza w podróż wraz ze swym synem, który nie zna sekretów ojca i prawdy o własnym pochodzeniu. Razem przemierzą Midgard i inne krainy, gdzie czeka na nich wiele przygód i niebezpieczeństw. Historia może wydawać się standardowa, ale z czasem losy splotą Kratosa i Atreusa z nordyckimi bóstwami. Odyn i reszta Asgardu ma osobisty cel, do którego wykonania mają posłużyć im nasi bohaterowie. Fabuła wraz z rozwojem wydarzeń zaczyna coraz bardziej wciągać, a zakończenie (cliffhanger, a jakże) pozostawia nas z pytaniami, na które odpowiedzi znajdziemy zapewne w kolejnej części. 

Chłopcze!

Ojciec i syn - relacja Kratosa i Atreusa to raczej chłodna odpowiedzialność Spartanina za chłopca niż rodzicielska miłość. Duch Sparty karci syna za każdy błąd, a przy tym chce, by był kimś lepszym niż on sam. Ich więź z biegiem czasu bardzo się rozwija, a Atreus nie daje sobą pomiatać, jednocześnie czując odpowiedni respekt przed ojcem. Sam Kratos to kapitalna postać - dojrzały, zmęczony życiem bóg, który pragnąc spokoju wpada w jeszcze większe kłopoty. Jego sarkastyczne ale i mądre podejście do sytuacji wzbudzają podziw. Bardzo dobrze wypada także Atreus. Chłopak nie denerwuje (poza kilkoma scenami), a wręcz wzbudza sympatię, kiedy ganiony przez ojca stara się mu wytłumaczyć, że nie może być doskonały. Ta ojcowska więź to mocny aspekt God of Wara i choć nie jest tak dobra jak relacja Joela i Ellie z The Last of Us to warto poznać tę produkcję między innymi dla tych panów. Nie gorzej wypadają postaci poboczne: żyjąca głowa w charakterze przewodnika, dwóch skłóconych krasnoludów, pewna wiedźma i nasz antagonista, któremu pod koniec przygody można nawet współczuć.

Dziewięć Królestw

Dostępnych w grze światów jest sześć, w tym Midgard, w którym spędzamy najwięcej czasu. Każda lokacja jest unikatowa: las, przełęcz, wnętrze góry, wielkie jezioro czy zamki krasnoludów. W każdej z nich znajdziemy coś ciekawego, a ja nie mogłem odmówić sobie przejścia tej gry na 100%. I bynajmniej nie było to żmudne szukanie znajdziek - informacje zapisane runami skrywające ciekawe opowieści, ołtarze poświęcone gigantom, artefakty - aż chciało się je wszystkie odnajdywać i patrzeć, jak wskaźnik procentowy rośnie. Mamy również różnego rodzaju zadania poboczne zwane przysługami, skarby, które odnajdujemy za pomocą odnalezionej mapy i prace polegające na zabiciu określonej liczby wrogów bądź zabójstwach określonym sposobem. Do tego możemy odwiedzić 5 innych światów, do których przenosimy się za pomocą Bifrostu. Mam pewne zarzuty co do dwójki z nich. Niestety nie znajdziemy tam kontynuacji ciekawej fabuły czy kolejnych przysług. To raczej wyzwania, których przejście nie jest może niesamowicie frustrujące, ale nie jest też zbyt interesujące. Cała reszta zasługuje na wielkie słowa uznania. To jedne z najprzyjemniejszych światów w grach ostatnimi czasy.

Bóg Wojny

Dobrze wiemy, że Duch Sparty zmienił nieco sposób walki i teraz nie jest w stanie zabić pięciu wrogów w dwie sekundy (powiedzmy). Podstawową bronią naszego bohatera jest topór Lewiatan. Oręż możemy ulepszać, zmieniać rękojeść, dodawać ataki runiczne, itd. Naszym pomocnikiem w boju jest Atreus, który nierzadko ogłuszy wroga swoimi strzałami. Przeciwników jest bez liku - draugry, upiory, wulvery, zbóje, mroczne elfy a także bardziej niebezpieczne trolle i ogry. Sama walka jest niezwykle przyjemna - wciąż dynamiczna, a przy tym nieco trudniejsza niż w poprzednich odsłonach. Wprawieni w boju możemy dokonywać istnego tańcu śmierci. To taki łatwy Bloodborne, w którym lecisz na przeciwnika i nie dajesz mu wytchnienia lub używasz tarczy i stosujesz kontrataki i uniki. Skoro już mówimy o Bloodborne'ie, to pomówmy sobie o bossach. Jest ich niestety dość mało, szczególnie tych fabularnych. Na szczęście ilość nie idzie tu w parze z jakością i przy dwóch walkach szczęka opadła mi do samej ziemi ze zdumienia. Do tego dochodzą jeszcze poboczne walkirie, które wbrew swojej woli stały się naszymi przeciwniczkami. Każda z nich ma inny zestaw ataków i nie powiem - niektóre dały mi w kość do tego stopnia, że chciałem przy nich powrócić do gier From Software. Na szczęście wola walki jest we mnie (i Kratosie) silna, więc zacisnąłem topór, pokonałem wszystkie, a ich królową (teoretycznie najtrudniejszą) załatwiłem bodajże za czwartym razem. Podsumowując - walka to duża zaleta tej produkcji, a od czasów Horizon Zero Dawn tak przyjemnie nie pokonywało mi się przeciwników. Tym razem było nawet lepiej.

Boska personalizacja?

Kratosa i Atreusa można również odziać w nowe pancerze, a następnie je ulepszać. Upgrade'y wpływają na kategorie takie jak witalność, ataki runiczne, obrona czy też czas odnawiania specjalnych ciosów. Możliwości personalizacji są obszerne i wypadają w grze bardzo dobrze. Czego trudno powiedzieć o poszczególnych umiejętnościach. W połowie gry miałem tak naprawdę gdzieś, na co wydaję punkty doświadczenia, bo rodzajów ataków jest tyle, że trudno je spamiętać, a i tak używałem tylko tych najbardziej dla mnie użytecznych. Rozwijanie postaci pod tym względem służy raczej efektowności pojedynków niż ich przydatności w walce. Szkoda.

Audiowizualny majstersztyk

Gra była zapowiadana jako jedna z najpiękniejszych gier na PS4. I chyba nikt nie miał żadnych złudzeń, co do jakości finalnej wersji. God of War jest przepiękny, światy urzekają, dbałość o detale zdumiewa, a Kratos posiada najlepszą brodę na rynku (wybacz Geralt, ale tym razem przegrałeś). To zdecydowanie poziom Uncharted 4, Horizon Zero Dawn czy The Last of Us: Remastered. Muzyka jest po prostu wybitna. Podniosłe chóry i wyniosłe pieśni powalają. Niech za rekomendację ścieżki dźwiękowej posłuży fakt, że wzruszyłem się na muzyczce towarzyszącej zakończeniu. Bardzo dobrze wypada również polska wersja dźwiękowa - Artur Dziurman w roli dojrzałego Kratosa spisał się świetnie. Teraz nie wyobrażam sobie powrotu Bogusia Lindy. Angielski dubbing to klasa sama w sobie.

Zmierzch bogów nadchodzi

Bogowie przybyli w kwietniu i prawdopodobnie zapewnili Ragnarok większości gier 2018 roku. Wybitna przygoda, która mimo swoich paru wad nie jest w stanie przysłonić ogromu zalet. To historia, którą będziecie wspominać za parę lat, grafika, którą ciągle będziecie mieli przed oczami, muzyka, która jeszcze nie raz zabrzmi Wam w uszach, światy, o których nie zapomnicie. I nie będzie większym zaskoczeniem, jeśli powiem, że to nie koniec opowieści o Duchu Sparty i jego potomku. To dopiero początek... zmierzchu bogów.

 

Recenzja zajęła trzecie miejsce w głosowaniu na najlepsze recenzje użytkowników PPE.