Tajny agent (2025) - recenzja filmu [Gutek Film]. Witaj w państwie bezprawia

Tajny agent (2025) - recenzja, opinia o filmie [Gutek Film]. Witaj w państwie bezprawia

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00

Armando Solimoes przybywa do rodzinnego Recife z jednej strony uciekając przed swoją przeszłością, z drugiej szukając swoich korzeni. Obecna dyktatura nie zamierza mu tego ułatwić, lecz on nie zamierza się tak łatwo poddawać.

Scena rozpoczynająca nowy film Klebera Mendogci Filho to może być jedno z najlepszych otwarć ostatnich lat. Przez tych kilka-kilkanaście minut, scenariusz doskonale nastawia ton całej opowieści, przedstawia głównego bohatera i najważniejsze motywy - a wszystko to za pomocą pięknych, pachnących nostalgią kadrów Evgenii Aleksandrovej i słodko gorzkich dialogów autorstwa samego reżysera.

Dalsza część tekstu pod wideo

Mały, żółty samochodzik podjeżdża na stację benzynową.jego kierowca, Armando, chce po prostu zatankować. Jego wzrok przykuwa leżące opodal ciało, lekko już gnijące, zabezpieczone jedynie płaskim kartonem. Ktoś je prędzej czy później stąd zabierze, ale najpewniej dopiero za kilka dni. Rozmawiając o zwłokach z właścicielem stacji, Armando obserwuje, jak na stację zajeżdża radiowóz. Można by pomyśleć, że są tu w sprawie ciała, lecz nie. Tamto w ogóle ich nie interesuje. Co innego człowiek z samochodem, którego wcześniej nie widzieli. Zaczynają szukać, do czego można by się tu przyczepić, a kiedy niczego nie znajdują, wprost proszą o łapówkę. Lekko zawiedzeni, zadowalają się jedyną wartościową rzeczą, jaką może zaoferować im nasz bohater - paczką papierosów. Armando wsiada do auta i odjeżdża, a na ekranie pojawia się tytuł filmu. I już wiemy, że będzie to historia o ludziach, ale również, a może właśnie przede wszystkim, o trudnych czasach, w których rozgrywa się większość fabuły filmu - o korupcji, systemowo sankcjonowanej przemocy i absolutnej niesprawiedliwości. Ciężki temat. 

Tajny agent (2025) - recenzja, opinia o filmie [Gutek Film]. Pocztówki z Brazylii

Armando
resize icon

Piszę "większość fabuły", ponieważ wcale nie całych 160 minut seansu spędzamy w jednym tylko roku. Fabuła skacze między różnymi okresami sprzed około pół wieku i choć może się to wydawać piekielnie chaotyczne i miejscami wręcz trochę irytujące, to trzeba się z tym faktem zwyczajnie pogodzić, bo dokładnie taki był zamiar reżysera i pasuje to do jednego z głównych motywów filmu - że historia wcale nie zawsze pokazuje pełnię sytuacji, życie pod dyktaturą było ciężkie i niepewne, a życia wielu ludzi zostały zwyczajnie wymazane, zapomniane na zawsze. Sprawą Armando pasjonuje się studentka z dzisiejszych czasów, Flavia (Laura Lufesi), która stara się odtworzyć jego historię, poznać prawdę na temat jego i ludzi, z którymi współpracował.

Pozwoliło to autorowi filmu stworzyć bardziej epizodyczną fabułę, gdzie skaczemy od jednego ciekawego wydarzenia do następnego, a po drodze mogą mijać nawet i całe miesiące. Na pewno pozwoliło to zbudować bardzo zajmujący film, w którym praktycznie cały czas coś się dzieje - nie sama akcja, miejscami są to dużo cichsze momenty, nacechowane pozytywnymi lub chociaż słodko-gorzkimi emocjami. Mamy jednak jeden problem z konstrukcją "Tajnego agenta". Otóż... Ten film jest zwyczajnie za długi! Jasne, ogląda się go raczej dobrze od początku do końca, ale wkrada się w pewnym momencie takie uczucie, że chciałoby się już iść do domu, porobić coś innego. A ponieważ oglądamy tu właśnie serię różnych, mniejszych opowieści, jestem przekonany, że część z nich dałoby się wyciąć bez większej straty dla reszty filmu, bo nawet te motywy i tematy, które poruszają, przewijają się też w innych scenach. 

Tajny agent (2025) - recenzja, opinia o filmie [Gutek Film]. Kim był Armando Solimoes?

Rodzinne zdjęcie
resize icon

Królem filmu jest, oczywiście, Wagner Moura, którego uwielbiam od pierwszego sezonu "Narcos". W dzisiejszym filmie możemy go podziwiać w zaskakująco wielu odsłonach - od wesołego chłopaka, przez skupionego na zadaniu rebelianta, kochającego ojca, nieodpowiedzialnego furiata, na... Nie powiem czym kończąc, bo spoilery. Co istotne, w każdej z tych wersji siebie, Moura jest absolutnie hipnotyzujący. Czasami wygląda trochę komicznie - chociaż takie to chyba po prostu czasu - lecz najważniejszym elementem jego gry są subtelne spojrzenia, nerwowa Monika twarzy, drobne gesty, które zaskakująco dokładnie tłumaczą widzowi, co dokładnie dzieje się w danej chwili w jego głowie. Pozostali aktorzy też nie dają sobie, oczywiście, w kaszę dmuchać. Bardzo uroczo - i zwodniczo - wypada pani Tania Maria, jako leciwa Dona Sebastiana, bystra i dziarska właścicielka domu, w którym schronienie znajduje Armando. To taka twarda babcia, która mimo 150cm wzrostu i 40kg wagi natłukła by kapciem jeszcze niejednego byczka. No i dostajemy tu również ostatnią rolę Udo Kiera. Jego postać pojawia się w filmie tylko na chwilę, ale trzeba przyznać, że jest to mocny i tematycznie istotny występ. Nie będę jednak pisał dokładnie jaka jest jego rola. 

Już o tym wspominałem, ale warto nadmienić, że film wygląda absolutnie przepięknie. Alexandrova kręciła cyfrowymi kamerami, ale zastosowane obiektywy i filtry pozwoliły uzyskać bardzo oldskulowy obraz, jak ze starych filmów czy wspomnień z wakacji. Miejscami obraz jest delikatnie ziarnisty, a całość pociągnięto lekko żółtym filtrem, nadającym kolejnym kadrom bardzo nostalgiczny sznyt. Ale sam obraz to jedno, a praca kamery drugie. Aby lepiej przenieść nas w tamte lata, sceny często łapane są na długich ujęciach, z przejściami, podążaniem za postaciami, zbliżeniami. Efekt jest całkiem zabawny, a żeby uniknąć pomówień o powielanie historii, znajdziemy tu również i kilka bardziej dzisiejszych, artystycznie ustawionych kadrów. Taki mix starego z nowym niby nie powinien działać, ale znowu - przez wzgląd na tematykę filmu, jest po prostu... Odpowiedni. 

"Tajny agent" to bardzo dobry film, świetny wręcz, który mógłby być jeszcze lepszy, gdyby był odrobinę krótszy. Filho zabiera widza w edukacyjną podróż w przeszłość, przedkładając realizm nad tanie, hollywoodzkie szablony. Ciężki, smutny, dający do myślenia, za długi film. 

Atuty

  • Świetny Wagner Moura;
  • Bardzo spójny i porywający tematycznie;
  • Piękne zdjęcia;
  • Sprawnie łączy różne tonalnie elementy;
  • Długie, pełne napięcia ujęcia;
  • Mocne zakończenie.

Wady

  • Mógłby być trochę krótszy.

Wagner Moura raz jeszcze udowadnia, że jest aktorem najwyższej klasy w tym dojmująco smutnym spojrzeniu na Brazylię lat siedemdziesiątych.

8,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper