Under Salt Marsh (2026) – recenzja, opinia o serialu [SkyShowtime]. Morderstwo w Walii
Niewielka, nadmorska miejscowość gdzieś w Walii. Każdy zna każdego, tajemnicę są praktycznie niemożliwe do utrzymania. Wtem, dzieje się tragedia. Nauczycielka znajduje w wodzie ciało jednego ze swoich uczniów wracając wieczorem do domu. Kto go zabił? Dlaczego?
Przyznam, że tak jak lubię obejrzeć sobie opowieść detektywistyczną – jakąś tajemnicę, zagadkę do rozwikłania – tak w dzisiejszych czasach wymagam jednak, aby była ona ciekawa, oryginalna i przykuwająca uwagę. Bo co to za sztuka napisać kolejną opowieść o małej, pozornie zwyczajnej wsi, którą toczy skrywana od lat tajemnica, wrzucić do niej detektywa albo dwóch, obowiązkowo z traumatyczną przeszłością i bum, scenariusz gotowy. I choć nie widziałem jeszcze całości serialu Claire Oakley, jestem względnie pewien, że mamy tutaj do czynienia z właśnie tego typu historią.
Rzecz zaczyna się bardzo spokojnie, jak to zwykle bywa. Poznajemy naszą główną bohaterkę, nauczycielkę Jackie Ellis (Kelly Reilly) – z pozoru najzwyklejszą kobietę na świecie. Dobrze opiekuje się swoimi dziećmi, ma romans z jednym z miejscowych chłopaków, nie daje sobie w kaszę dmuchać. Chwilę później, niemal przy okazji, dowiadujemy się, że „w poprzednim życiu” była detektywem. Coś sprawiło jednak, że zajęła się edukacją młodzieży. Po drodze słyszymy również o zaginięciu jej siostrzenicy kilka lat wcześniej, poznajemy kilka rodzin i jednego wariata, rozprawiającego o tym, jak to ludzie są zarazą – albo najbardziej oczywista wskazówka albo najbardziej oczywista podpucha wszech czasów. Czas pokaże.
Under Salt Marsh (2026) – recenzja, opinia o serialu [SkyShowtime]. Niby się dzieje, ale w sumie to się nie dzieje
Po odnalezieniu ciała, na miejscu pojawia się detektyw, niejaki Eric Bull (Rafe Spall) i bardzo szybko okazuje się, że ma on powiązania zarówno z samą miejscowością, jak i naszą główną bohaterką. Dlaczego pozwolono mu prowadzić śledztwo przy takim konflikcie interesów? Diabli wiedzą. Od tej pory, fabuła to przede wszystkim kręcenie się z miejsca w miejsce, rozmowy i zadawanie kolejnych pytań. Typowa, detektywistyczna robota, ale przedstawiona w taki sposób, że ciężko się ją ogląda. Być może te pozornie nieistotne rozmowy złożą się ostatecznie w rozwiązanie zagadki, ale po drodze ma się wrażenie, że nic się tu nie dzieje. I to właśnie jest największy problem tych dwóch pierwszych odcinków „Under Salt Marsh”. Nie dzieje się tu nic ciekawego.
Poszczególne postacie mają potencjał na bycie faktycznie ciekawymi – albo ze względu na ich historię, jak w przypadku Bulla i Julie, którzy w przeszłości byli partnerami, czy chłopaka Julie, Dylana (Harry Lawtey), który może mieć większy związek z całą sprawą, niż mogłoby się z początku wydawać, albo ze względu na sam fakt, kto ich gra. Jednym z bardziej prominentnych mieszkańców Morfa Halen jest niejaki Solomon Bevan, grany przez Jonathana Pryce'a. Tylko co z tego, skoro na razie jest praktycznie postacią poboczną, wypełniającą jedynie scenę. Jedynymi faktycznie ciekawymi postaciami są rodzice zmarłego dziecka i to też głównie ze względu na to, że całkiem zajmująco odgrywają rozrywający duszę żal po utracie potomstwa.
Under Salt Marsh (2026) – recenzja, opinia o serialu [SkyShowtime]. Dzikie piękno Walii
Trzeba natomiast przyznać, że serial wygląda naprawdę pięknie. Autorzy zdjęć, Adam Scarth i Ed Rutherford, potrafią pięknie złapać w kadr piękno walijskiej wsi. W szczególności podobają mi się ujęcia z góry, podczas których śledzimy na przykład jadące auto, po jednej stronie mające fale morza rozbijające się o brzeg, po drugiej zaś łąki i torfowiska, albo prującą przez rzekę gdzieś na bagnach łódkę. Jest w tym wszystkim jakaś taka dzicz, majestat natury, która z jednej strony urzeka, z drugiej zdaje się ostrzegać widza aby z nią nie zadzierał. Może ostatecznie okaże się, że nie było żadnego morderstwa? Może to sama zdradliwa natura pochłonęła to życie, a ostatecznym morałem serialu będzie by ją szanować i nie nadużywać jej gościnności? Byłoby to nawet ciekawe, ale wątpię, aby scenarzyści mieli jaja aby zrobić coś tak niekonwencjonalnego.
Koniec końców, nie jestem zachwycony tym, co zobaczyłem. „Under Salt Marsh” może i wygląda ładnie, ale jeśli podczas pierwszych dwóch z sześciu odcinków nie dał rady zbudować odpowiednio intrygujących postaci, jeśli wciąż nie mam pojęcia na czym polegać będzie ostatecznie intryga, kto w ogóle mógłby być podejrzanym, to nie jest dobrze. Może i będzie to całkiem znośny serial detektywistyczny, ale, z drugiej strony, jest on też strasznie generyczny, nie wyróżnia się niczym specjalnym. Nie jestem pewien, czy chce mi się go w ogóle kończyć. Seans zalecam raczej tylko fanatykom gatunku.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych