Baw się dobrze i przeżyj (2025) - recenzja filmu [Kino świat]. Jakie czasy, taka apokalipsa

Baw się dobrze i przeżyj (2025) - recenzja, opinia o filmie [Kino świat]. Jakie czasy, taka apokalipsa

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 20:00

Czterdzieści siedem osób siedzi w tanim barze. Nagle do środka wchodzi facet z wielką brodą, ubrany w plastikowy płaszcz i jakieś dziwne ustrojstwa na ubraniach. Jest brudny i ma szaleństwo w oczach. Na dzień dobry obsiedzcza, że to nie porwanie - choć ma też bombę, której nie zawaha się użyć. To będzie bardzo dziwny wieczór.

Gore Verbinski powraca ze swoim pierwszym filmem od raczej średnio przyjętego "Lekarstwa na życie". I jasne, może ten ostatni film nie był takim hiciorem, na jaki człowiek mógł mieć nadzieję, ale pamiętajmy też, że ten sam reżyser ma również na koncie "Rango" i oryginalną trylogię "Piratów z Karaibów", a także całkiem mile przeze mnie wspominane "the Ring" i "Mexican". Tak więc o wizualne widowisko można było być względnie spokojnym. Pozostawała kwestia scenariusza, a ten napisał Matthew Robinson, czyli autor hitów takich jak... "Dora i Miasto Złota" oraz "Miłość i potwory". Ale, kurde... Szczerze mówiąc, to na obu tych filmach bawiłem się zaskakująco dobrze. Może nie były najbardziej ambitnymi produkcjami dekady, ale były solidną rozrywką, dobrze znającą swoje mocne strony. 

Dalsza część tekstu pod wideo

I "Baw się dobrze i przeżyj" również jest po prostu dobrą zabawą! Sama koncepcjato nic oryginalnego - konceptualnie trochę "Dzień świstaka", choć bez faktycznego przeżywania kolejnych okrążeń na pętli, tematycznie trochę jak połączenie "Terminatora" z "Ghost in the shell", a wizualnie kradn... Chciałem napisać "inspiruje się" dosłownie wszystkim - w pewnym momencie nawet " Toy story".

Baw się dobrze i przeżyj (2025) - recenzja, opinia o filmie [Kino świat]. Czy tu pod spodem dzieje się całkiem inny film?!

Biorąc pod uwagę tematykę filmu i wcześniejsze dokonania scenarzysty, po głowie widza zaczynają krążyć dwie myśli. Po pierwsze, czy ten film napisała sztuczna inteligencja czy jedynie ktoś szalenie dobrze emulujący jej losowość? I po drugie, czy to jest jeden z najbardziej niedopracowanych czy może właśnie najdoskonalszych scenariuszy rozrywkowych tego roku? Najgorsze jest to, że nawet po obejrzeniu filmu i przemyśleniu wszystkich za i przeciw... Nie jestem pewien, co mam o tym myśleć. 

Fabuła w sensie zadania stojącego przed bohaterami jest raczej prosta - wydostać się z baru, przejść kilka przecznic, dostać się do jednego domu i powstrzymać przejęcie świata przez sztuczną inteligencję. Prawie jak zadanie w grze RPG. Po drodze cofamy się kilka razy do niedalekiej przeszłości - i raz w odrobinę dalszą przyszłość - aby bliżej poznać członków grupy naszego przybysza z przyszłości (Sam Rockwell), czyli neurotycznego nauczyciela, Sama (Michael Pena), jego zdystansowaną żonę, Janet (Zazie Beetz), roztrzęsioną matkę, Susan (Juno Temple), wiecznie wkurzonego kierowcę Ubera, Scotta (Asim Chaudhry), mającą ogromną ochotę na kawałek placka Marie (Georgia Goodman), nadgorliwego druha Boba (Daniel Barnett) oraz uczuloną na technologię i Wi-Fi, wystrojoną jak księżniczka Disneya Ingrid (Haley Lu Richardson). Bardzo dziwny zestaw, zapowiadający bardzo dziwną fabułę. Aktorzy doskonale bawią się swoimi rolami, lecz przy tym każdy gra sobie w swojej własnej lidze. Scenariusz napisany został w taki sposób, że wszyscy są wyraziści, ale przy tym ich historie nie przenikają się jakoś przesadnie ze sobą, nie nawiązują się relacje. To film akcji, w którym miejsca na rozbudowane relacje międzyludzkie - co pasuje do tematu filmu!

Baw się dobrze i przeżyj (2025) - recenzja, opinia o filmie [Kino świat]. Lekkość w ciężkości i ciężkość w lekkości

Film Verbinskiego porusza wiele tematów związanych z dzisiejszym stanem społeczeństwa. Od mocno naderwanych więzi międzyludzkich, przez ogólną znieczulicę, na wybieraniu prostej, dającej natychmiastowy zastrzyk endorfin, elektronicznej rozrywki ponad prawdziwe życie kończąc. Wszystkie te tematy spina jedna, wielka klamra z napisem AI i tak jak ma to wszystko swój sens i tematyczną spójność, tak rozumiem poniekąd głosy sceptyków, którzy zarzucają "Baw się dobrze i przeżyj" zbytnią... Dydaktyczność. Tak, wiemy, że siedzenie non stop w telefonach i scrollowanie kolejnych shortów przez pół dnia jest szkodliwe, nie trzeba aż tak bić nas tym po głowie. Chociaż, z drugiej strony, może i trzeba, bo rozejrzałem się wokół siebie po włączeniu świateł i większość osób na sali już siedziała w swoich telefonach...

Podoba mi się natomiast, w jaki sposób reżyser opowiada o często naprawdę trudnych rzeczach w tak odklejony, niedorzeczny sposób, że nie nie da się nie zacząć śmiać - co dobrze pasuje do tematu społecznej alienacji, tak istotnej dla fabuły całego filmu. Oglądamy sprzeczających się ze sobą w pokoju nauczycielskim belfrów, kiedy nagle zaczyna dzwonić alarm. Sam pyta zaniepokojony, co to za dźwięk, na co słyszy beznamiętną odpowiedź: szkolna strzelanina. Cięcie i już jesteśmy w specjalnym schronie, specjalnie na takie sytuacje, gdzie wszyscy czekają, kompletnie przyzwyczajeni, aż sytuacja minie. Przerażająca, a przy tym na swój sposób komiczna (w bardzo czarny sposób) scena. Tego typu przykładów można namnożyć jeszcze całkiem sporo, ale nie chcę za bardzo wchodzić w spoilery. Znacznie lepsze wrażenie zrobią biorąc cię z zaskoczenia. 

Aktorsko wszyscy robią dobrą robotę, mieszając ten dziwny koktajl absurdu z ciężkim dramatem i kropelką thrillera, lecz, nie czarujmy się, jest to przede wszystkim "the Sam Rockwell show". Jego nieziemska energia, połączona z dosłownym odklejeniem jego postaci od większości wydarzeń, sprawiają, że oglądanie go na ekranie jest czystą radością. Zapewne widziałeś w swoim życiu chorego psychicznie człowieka, który gada do siebie, wykonuje dziwne gesty, jest dziwnie ubrany i przy okazji wygląda jakby był bezdomny - Rockwellowi ten widok najwyraźniej również nie jest obcy, ponieważ dokładnie tak gra swoją bezimienną postać.

"Baw się dobrze i przeżyj" to po prostu kawał dobrej zabawy. Filmowcy raz za razem konfrontują widza z nowymi, kompletnie szalonymi pomysłami - czasami przerażając swoją wizją, innym razem bawiąc do łez. Aktorzy pięknie bawią się w swoich rolach, wizualnie nie ma się do czego przyczepić, biorąc pod uwagę relatywnie skromny budżet, jakim dysponował reżyser i tak naprawdę moim jedynym problemem z filmem była zbytnią przewidywalność części z tych takich bardziej klasycznych zwrotów akcji. Jeden z nich jest rak oczywisty, że trudno nie pomyśleć o nim, jak tylko zaczynają pojawiać się pierwsze sugestie jego istnienia. No i wciąż nie wiem, czy całe to drugie dno filmu, które ledwie tu zasugerowałem, było zamierzone i mamy tu do czynienia z historią naprawdę godną rozkładania na czynniki pierwsze, czy może jedna doszukuję się czegoś, co nie istnieje, byle tylko nadać temu wszystkiemu jakiś sens. Tak, czy inaczej, polecam sprawdzić o czym mówię na własnej skórze. 

P.S. Natknąłem się gdzieś w internecie na niesamowity komentarz. W wolnym tłumaczeniu: "To niesamowite, że Wall-E już 18 lat temu ostrzegał nas przed tym, czego nie powinniśmy robić, a my wciąż zmierzamy w dokładnie tym najgorszym kierunku". Kurtyna.

Advertisement

Atuty

  • Świetny Sam Rockwell;
  • Tona zwariowanych pomysłów;
  • Jakimś cudem udaje mu się podać niesamowicie ciężkie tematy w tragikomiczny sposób;
  • Tona udanych żartów;
  • Kot (będziesz wiedzieć);
  • Bardzo dobre tempo;
  • Liczne odniesienia do innych dzieł popkultury.

Wady

  • Jeden z najważniejszych zwrotów akcji śmierdzi na kilometr;
  • Może trochę zbyt łopatologiczny w swoim przesłaniu?

"Baw się dobrze i przeżyj" to albo najbardziej niedorzeczny albo najbardziej genialny film tego roku. Zwariowana przygoda, garściami czerpiąca z wszystkiego, co się da, od kina przez trendy społeczne, na japońskich animacjach kończąc. Dobra zabawa!

8,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper