Nintendo Talking Flower - recenzja. Najdziwniejszy gadżet w historii?

Nintendo Talking Flower - recenzja i opinia. Najdziwniejszy gadżet w historii?

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 18:00

Nintendo wpadło na naprawdę ciekawy pomysł, by wyciągnąć najnowszego „bohatera” przygód Mario i zamienić go w interaktywną figurkę. Tylko czy ten plan został dobrze zrealizowany i czy faktycznie warto sięgnąć po Nintendo Talking Flower? Przeczytajcie naszą recenzję.

Za sprawą Super Mario Bros. Wonder Nintendo w 2023 roku wrzuciło do świata Mario nową, zaskakująco charakterystyczną postać. Nie był to bohater z pierwszego planu, bez którego fani nie wyobrażają sobie tej przygody, ale trudno też udawać, że Talking Flower był tylko małym dodatkiem bez znaczenia. Ten gadający kwiatuszek bardzo szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów całej gry - trochę absurdalnym, trochę uroczym i po prostu idealnie wpisującym się w szaloną energię przygody.

Dalsza część tekstu pod wideo

Mało kto jednak spodziewał się, że Nintendo jeszcze przed premierą Super Mario Bros. Wonder - Nintendo Switch 2 Edition + Meetup in Bellabel Park postanowi przypomnieć sobie właśnie o Gadającym Kwiatku i zrobić z niego interaktywny gadżet. Taka zabawka trafiła do mojego domu, postawiłem ją obok monitora i... bardzo szybko okazało się, że nie jest to zwykła figurka, którą raz ustawiasz na półce i po chwili o niej zapominasz. Tutaj niemal od początku zaczyna się dość nietypowa relacja z gadżetem, który nie tylko wygląda znajomo, ale też wyraźnie próbuje wejść z użytkownikiem w interakcję.

Czym jest Talking Flower od Nintendo?

Nintendo Talking Flower - recenzja. Kwiatek z bliska
resize icon

Zanim jednak przejdę do opisania mojej relacji z kwiatkiem, warto wyjaśnić jedną podstawową kwestię: czym tak naprawdę jest Talking Flower od Nintendo? To niewielki, plastikowy gadżet przedstawiający dokładnie tę samą postać, którą gracze mogli kojarzyć z Super Mario Bros. Wonder. Nintendo nie próbowało tutaj wymyślać niczego od nowa - projektanci po prostu przenieśli Gadającego Kwiatka do fizycznej formy i trzeba przyznać, że pod względem samego wyglądu zrobili to naprawdę dobrze. To bardzo wierne odwzorowanie znanego bohatera, choć od razu trzeba zaznaczyć jedno: nie jest to figurka z ruchomymi elementami. Niestety, kwiatuszek nie tańczy, nie rusza się w rytm muzyki i nie oferuje żadnych bardziej widowiskowych animacji.

Pod pyszczkiem znalazł się główny przycisk do interakcji, ale w praktyce nie trzeba z niego korzystać bez przerwy, by gadżet spełniał swoje zadanie. Oczywiście po jego naciśnięciu Talking Flower wypowiada dodatkowe kwestie, jednak najciekawsze jest to, że od czasu do czasu sam próbuje zwrócić na siebie uwagę i po prostu „zaczepia” użytkownika krótkimi tekstami. I właśnie tutaj zaczyna się cały urok tej zabawki, bo to nie jest zwykła figurka stojąca bez życia na półce. Nintendo chciało stworzyć coś, co będzie małym, humorystycznym towarzyszem przy biurku lub konsoli... i już na poziomie samego pomysłu czuć, że nie chodziło wyłącznie o ozdobę.

Szczerze mówiąc, nie mogę narzekać na samo wykonanie produktu. Nintendo postawiło na dobrej jakości plastik, wszystkie elementy są solidne, nic nie sprawia wrażenia tandetnego, a całość prezentuje się bardzo estetycznie. Z drugiej strony trudno mówić tu o szczególnie skomplikowanej konstrukcji. To wciąż dość prosty kawałek plastiku, który został ładnie pomalowany i naprawdę dobrze wygląda na półce obok monitora czy konsoli, ale nie jest to propozycja finezyjna ani specjalnie zaawansowana. I chyba właśnie tak najlepiej na niego patrzeć: nie jak na technologiczny bajer, tylko jak na sympatyczny, interaktywny gadżet dla fanów Nintendo.

Co możemy ustawić w Talking Flower?

Nintendo Talking Flower - recenzja. Otwarta doniczka
resize icon

Przed przejściem do głównej „zabawy” z Gadającym Kwiatkiem, trzeba zająć się pierwszym uruchomieniem urządzenia. W tym celu Talking Flowerowi trzeba odkręcić doniczkę - właśnie tam znalazło się miejsce na dwie baterie oraz… mały ekran. To dzięki niemu możemy przejść przez prostą, ale potrzebną konfigurację.

Na dobry początek wybieramy jeden z obsługiwanych języków. Lista jest całkiem rozbudowana - znajdziemy tu angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, włoski, holenderski, portugalski, japoński, chiński i koreański - ale ostatecznie zabrakło polskiej lokalizacji. I dla mnie to jeden z większych minusów całej propozycji. Jasne, same komendy są proste i trudno mówić tu o szczególnie zaawansowanej komunikacji, ale brak języka polskiego automatycznie ogranicza potencjał gadżetu w kontakcie z młodszą publiką. Tym bardziej że Talking Flower nie ma żadnego portu, który pozwoliłby podłączyć urządzenie do PC, a Nintendo nie zdecydowało się też na dorzucenie Wi-Fi do konstrukcji. 

Już teraz widziałem specjalistów, którzy rozebrali to cudo, podłączyli je do PC i potwierdzają: Talking Flower posiada 1417 plików audio, całość jest zabezpieczona, więc tylko najbardziej wytrwali będą mogli zająć się podmianką nagrań... jest to jednak zabawa wyłącznie dla nielicznych. W praktyce oznacza to tyle, że nie ma co liczyć na późniejszą aktualizację i dorzucenie nowych języków.

Nintendo Talking Flower - recenzja. Piękny kwiatek
resize icon

W skromnym menu po wyborze języka decydujemy jeszcze, o której Talking Flower ma „wstawać” i o której powinien „iść spać”. To tylko dwie proste opcje, ale w praktyce okazują się bardzo przydatne, bo przynajmniej mamy pewność, że Gadający Kwiatek nie zacznie nagle zagadywać do nas w środku nocy. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to budzik - taki sprzęt Nintendo już przecież ma w swojej ofercie - więc nie należy oczekiwać, że kwiatek skutecznie postawi Was na nogi o poranku. Szczerze mówiąc, pierwszy komunikat wypowiadany rano nie jest na tyle wyrazisty, by mógł obudzić kogokolwiek poza wyjątkowo czujnymi osobami. W ustawieniach znalazło się jeszcze miejsce na regulację głośności i to w zasadzie tyle.

Sama konfiguracja jest prosta, szybka i właściwie bezproblemowa, bo też trudno oczekiwać czegoś bardziej złożonego po tak nieskomplikowanym gadżecie. Jeśli naprawdę się nie postaracie, to raczej nie da się tu niczego popsuć ani źle ustawić. To małe urządzenie, które ma po prostu stanąć gdzieś na półce i od czasu do czasu rzucić do nas kilka słów.

Co potrafi Talking Flower?

Nintendo Talking Flower - recenzja. Przycisk
resize icon

Recenzowany Talking Flower nie jest specjalnie skomplikowany, bo szczerze mówiąc jego możliwości są bardzo skromne. Po włączeniu usłyszycie pierwszy komunikat, a później możecie naciskać duży przycisk umieszczony w miejscu „ziemi” w doniczce, żeby go aktywować. Gadający Kwiatek... po prostu wyrzuca z siebie kolejne komunikaty.

Co mówi? Czasami rzuci krótką anegdotką, innym razem wspomina, że w mieszkaniu zrobiło się cicho, później nagle zachęci domowników do gry w papier-kamień-nożyce, by po chwili powiedzieć coś zupełnie innego. Tych komunikatów jest całkiem sporo i jeśli nie będziecie bez przerwy męczyć przycisk, to raczej przez dłuższy czas nie traficie na te same kwestie. Trzeba jednak jasno zaznaczyć, że Talking Flower nie reaguje na nasze wszystkie komunikaty, nie prowadzi z nami żadnej „rozmowy” i nie oferuje bardziej zaawansowanej interakcji głosowej. Gracze mogą jedynie rzucić słowo "Wonder", by aktywować piosenkę - później pojawia się opcja klikania przycisku, by reagować na jego działanie... ale u mnie ta opcja nie działa. Ja chcąc włączyć piosenkę muszę na początku uśpić Kwiat (przytrzymując przycisk), a następnie obudzić go trzymając trzymając przycisk. W praktyce cała zabawa sprowadza się właśnie do męczenia dostępnego klawisza. 

Nintendo Talking Flower - recenzja. Z tyłu
resize icon

Talking Flower odlicza także kolejne godziny w ciągu dnia, oczywiście wtedy, gdy nie jest ustawiony w trybie „snu”, więc zawsze mamy pewność, że właśnie wybiła 10:00, 11:00 czy 15:00. I choć dla mnie to całkiem pomocna informacja, to szczerze mówiąc… żyłem bez niej przez wiele lat i nie miałem z tym żadnego problemu. Na ręce noszę zegarek, więc trudno mi udawać, że ta funkcja była mi do czegokolwiek niezbędna. Gadający Kwiatek zdecydowanie nie jest najbardziej rozbudowanym gadżetem w historii Nintendo… a wręcz mam wrażenie, że producent mógł, a może nawet powinien, dorzucić do tej propozycji kilka dodatkowych opcji, które realnie zwiększyłyby jej użyteczność i wydłużyły „życie” tego pomysłu.

Mimo to sprzęt bardzo dobrze odnajduje się jako mały dodatek do salonu albo pokoju. U mnie recenzowany Talking Flower wylądował właśnie w salonie i od czasu do czasu przypominał o swoim istnieniu, rzucając kilka dodatkowych tekstów albo krótką piosenkę. Czasami domownicy naciskali przycisk tylko po to, żeby sprawdzić, co tym razem powie, ale nie będę ukrywał… to raczej gadżet, który działa najlepiej jako sympatyczne tło codzienności, a nie urządzenie, z którym człowiek faktycznie „bawi się” przez długie godziny. I chyba właśnie w tym miejscu najlepiej widać jego największy problem: Talking Flower jest uroczy, potrafi wywołać uśmiech, dobrze wygląda na półce, ale jednocześnie bardzo szybko pokazuje, że Nintendo nie wykorzystało pełnego potencjału tego pomysłu.

Czy warto kupić Talking Flower?

Nintendo Talking Flower - recenzja. Z bliska
resize icon

Trudno jednoznacznie ocenić Gadającego Kwiatka od Nintendo. To zdecydowanie nie jest propozycja dla każdego, a w zasadzie gadżet skrojony przede wszystkim pod największych fanów japońskiej korporacji. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś spoza tego grona spontanicznie zdecydował się sięgnąć po produkt o tak skromnych możliwościach, bo nie oszukujmy się - tutaj nie dostajemy rozbudowanej zabawki, inteligentnego asystenta czy urządzenia z masą funkcji. To raczej sympatyczny, interaktywny drobiazg, który działa głównie dzięki urokowi samej postaci i skojarzeniom z Super Mario Bros. Wonder.

Z drugiej strony naprawdę trudno narzekać na samo wykonanie. Nintendo postawiło na porządny plastik, całość została dobrze spasowana, nic nie sprawia wrażenia tandetnego, a sam gadżet po prostu bardzo przyjemnie prezentuje się na półce. To miły akcent do salonu albo pokoju, w którym nie chcecie z każdej strony krzyczeć „jestem graczem” czy „jestem wielkim fanem Nintendo”, ale dorzucacie jeden skromny element, który w subtelny sposób zdradza Wasze zainteresowania. I właśnie w tej roli Talking Flower wypada najlepiej - nie jako centrum domowej rozrywki, ale jako mały, lekko absurdalny i jednocześnie uroczy dodatek do przestrzeni.

Finalnie mam wrażenie, że Nintendo przygotowało gadżet, który bardziej wywołuje uśmiech niż realnie zachwyca funkcjonalnością. Jeśli kochacie świat Mario, lubicie kolekcjonerskie drobiazgi i chcecie postawić obok monitora albo telewizora coś, co od czasu do czasu rzuci krótkim tekstem i przypomni o swoim istnieniu, to Talking Flower może okazać się bardzo przyjemnym zakupem. Jeśli jednak szukacie czegoś bardziej rozbudowanego, interaktywnego i „żyjącego” na co dzień, to szybko zobaczycie, że ten pomysł miał dużo większy potencjał, niż ostatecznie wykorzystano.

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper