Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection - recenzja i opinia o grze [PS5, Xbox, Switch2, PC]. To jest to
Najbardziej ambitna, najbardziej rozbudowana, najpiękniejsza... ale czy najlepsza? Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection od pierwszej zapowiedzi imponował rozmachem, a ja miałem okazję sprawdzić grę i... zapraszam na recenzję!
W 2017 roku gracze, oglądając pierwszy zwiastun Monster Hunter Stories, mogli pomyśleć, że Capcom trochę szaleje i eksperymentuje ze swoją wizją „Pokemonów”. Jednak już w 2021 roku na rynek trafiła kontynuacja, która wyraźnie pokazała, że deweloperzy traktują tę serię poważnie i chcą ją rozwijać. Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin udowodniło, że to nie jest jednorazowy eksperyment, a pełnoprawny projekt, w który Capcom zamierza inwestować... i to z coraz większym rozmachem.
Na trzecią część nie musieliśmy czekać szczególnie długo. Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection od pierwszych materiałów wyglądało na produkcję znacznie bardziej ambitną od poprzedników - zarówno pod względem skali, jak i jakości wykonania. Gra jednocześnie trafiła na więcej platform, co oznacza, że Nintendo z jednej strony straciło swoją ekskluzywną perełkę, ale z drugiej strony seria wyraźnie zyskała na rozmachu, oprawie i potencjale technologicznym.
Jeśli jednak Monster Hunter Stories i Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin można było jeszcze traktować jako sympatyczne dodatki do uniwersum Capcomu, tak Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection bardzo wyraźnie pokazuje, że „mały spin-off” urósł do rangi pełnoprawnego IP. To już zdecydowanie więcej niż lekki projekt poboczny wobec głównej serii, w której z wielkimi mieczami biegamy za jeszcze większymi stworami. Ale zanim przejdziemy do szczegółów, zacznijmy od początku.
Co wydarzyło się lata temu?
Głównym bohaterem Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection jest Leo – następca tronu Azurii, który od pierwszych minut czuje na plecach ciężar nazwiska i historii swojego królestwa. Zanim jednak zdąży oswoić się z rolą księcia, trafia w sam środek wydarzenia wyglądającego jak żywy omen: z jednego jaja wykluwają się dwa Rathalosy, uważane dotąd za wymarłe. Jeden z nich natychmiast nawiązuje z nim więź i staje się jego towarzyszem, drugi znika z pola widzenia w okolicznościach, o których przez długi czas nikt nie chce mówić wprost. Już pierwsze sceny w produkcji Capcomu pokazują z jednej strony klasyczny motyw „dziecka wybranego przez los”, ale bardzo szybko można wyczuć, że ktoś w tej historii pociąga za sznurki, a dawne grzechy królestw wkrótce wrócą ze zdwojoną siłą.
Tłem dla całej opowieści jest katastrofa, która dosłownie pochłania świat - krystalizacja. Ziemie na południe od Azurii zamieniają się w mineralną pustynię, lasy, jaskinie i całe siedliska potworów kamienieją na oczach mieszkańców, a ludzie uciekają, gdzie tylko się da. Wtedy na scenę wkracza Vermeil - sąsiednie królestwo, które dwa wieki wcześniej brało udział w wyniszczającej wojnie, a teraz samo stoi pod ścianą. Jeśli nie zdobędzie nowych terenów, po prostu nie przetrwa. Leo, wezwany przez ojca na audiencję, bardzo szybko odkrywa, że nie jest tylko „księciem z tytułu” - staje się kartą przetargową w rozmowach, w których nikt nie jest do końca szczery.
Król Azurii wyraźnie wie więcej, niż chce powiedzieć, a wielka wojna sprzed 200 lat nagle przestaje być tylko legendą z podręczników. Jej prawdziwe konsekwencje wciąż odbijają się echem w teraźniejszości, a kolejne wydarzenia stopniowo pokazują, jak głęboko sięgają korzenie obecnego kryzysu. I właśnie w tym miejscu Monster Hunter Stories 3 zaczyna budować swoją historię - z jednej strony bardzo klasyczną, a z drugiej stopniowo odkrywającą znacznie mroczniejsze tło świata, niż można było przypuszczać na początku przygody.
Moment, w którym w sali tronowej pojawia się Eleanora z Vermeil i rzuca „propozycję nie do odrzucenia”, jest jednym z tych punktów, w których fabuła wyraźnie przyspiesza. Niby wciąż mówimy o klasycznym fantasy - dwa królestwa, rosnące napięcie i zjawisko zagrażające całemu światu - ale Capcom tym razem bawi się bardziej politycznym dramatem niż prostą opowieścią o bohaterze ratującym krainę. Nikt nie jest tu jednoznacznie zły, większość postaci działa pod ogromną presją i próbuje ratować własnych ludzi, nawet jeśli ceną są cudze granice czy obce życie. Przez długie godziny Leo porusza się w półprawdach - ojciec zdradza mu tylko tyle, ile uzna za stosowne, sojusznicy dość wygodnie „zapominają” o fragmentach przeszłości, a my razem z protagonistą powoli dokładamy kolejne puzzle do obrazu tego, co tak naprawdę wydarzyło się dwieście lat temu. Istotną rolę w tej układance odgrywa także matka bohatera, ale szczerze mówiąc... im mniej o tym napiszę, tym lepiej dla Waszego doświadczenia. Mogę jedynie zdradzić jedno: żadna z kluczowych postaci wmieszanych w te wydarzenia nie jest krystaliczna i jednowymiarowa. i to zdecydowanie jeden z największych atutów tej historii.
Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection serwuje zaskakująco ambitną, momentami wręcz polityczną fabułę. Wciąż jesteśmy w świecie, w którym na pierwszy plan wyskakują potwory, jajka i bestie, ale tym razem wszystkie te elementy są obudowane historią o konflikcie dwóch królestw, brutalnych decyzjach związanych z przetrwaniem i rozliczaniu win sprzed dwóch stuleci. Scenarzyści dorzucają do tego moralne dylematy, zakulisowe gierki i bardzo ludzkie motywacje, przez co trudno wskazać tu jednego „złego” - niemal każda decyzja wynika z desperacji, strachu albo próby ocalenia własnych ludzi. Zdarza się, że tempo momentami siada, a pojedyncze zwroty akcji można przewidzieć z wyprzedzeniem, ale całościowo to zdecydowanie najbardziej rozbudowana i dojrzała opowieść w całej serii.
Nowa rola w wielkim uniwersum
Nowością, która bardzo ciekawie spina całą tę opowieść, jest rola stróżów. Świat Monster Huntera znał dotąd łowców z głównej serii oraz jeźdźców z poprzednich części Stories, a Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection dorzuca trzeci filar - opiekunów, których zadaniem jest chronienie potworów przed wyginięciem w obliczu krystalizacji. Leo nie jest więc wyłącznie księciem i wojownikiem, ale staje się kimś w rodzaju lidera nowej fali - jego zadaniem nie jest tylko walka na pierwszej linii, lecz także ratowanie zagrożonych gatunków, wyprowadzanie ich z umierających regionów i budowanie ostatniego bastionu przeciwko katastrofie. Dzięki temu zmienia się też perspektywa całej rozgrywki: zbieranie jaj i rozwijanie stworów przestaje być suchą mechaniką w stylu „muszę mieć najlepszego smoka”, a zaczyna być częścią większej misji ratunkowej. Fabuła i systemy gry wyraźnie się tu zazębiają, a wątek stróżów nadaje trzeciej części bardziej dojrzały i poważniejszy ton. Twórcy dorzucają do tego nawet system związany z odbudową środowiska naturalnego.
Gracz w Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection realnie wpływa na świat. Reagując na wydarzenia w krainie, ratując potwory i wypuszczając je z powrotem na wolność, stopniowo odbudowujemy kolejne lokacje. W efekcie w tych regionach zaczynają pojawiać się nowe bestie - często silniejsze, o wyższym poziomie lub z lepszymi genami. Gdy środowisko zostaje przywrócone do życia, możemy ponownie spotkać dane stworzenia w świecie gry, zmierzyć się z nimi w walce i zdobyć cenne surowce. A to oczywiście bezpośrednio przekłada się na możliwość tworzenia nowych broni i pancerzy, dzięki czemu system odbudowy świata bardzo naturalnie łączy się z klasyczną pętlą rozgrywki znaną z serii Monster Hunter.
Dbanie o krainę ma jeszcze jeden ważny aspekt: w Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection możemy wykonać rytuał kanalizowania, dzięki któremu przenosimy geny z jednego potwora do drugiego. Pozwala nam to tworzyć jeszcze potężniejsze bestie... i w praktyce naprawdę się to przydaje. Twórcy pozwalają jednocześnie rozwijać maksymalnie sześć stworów, co ma duże znaczenie, bo choć w walce aktywnie uczestniczy tylko jedno (jeśli oczywiście nie decydujemy się na zmianę), to jednak cały zespół otrzymuje punkty doświadczenia. Dzięki temu nasi towarzysze odblokowują kolejne geny, które później możemy wykorzystać w procesie kanalizowania. System okazuje się zaskakująco rozbudowany i w bardzo naturalny sposób wpływa na możliwości drużyny. Capcom ciekawie połączył go także z mechaniką odbudowy środowiska, ponieważ w niektórych regionach możemy zdobywać potężniejsze zdolności, które znacząco podnoszą potencjał naszej formacji.
Główny bohater podróżuje przez krainę z grupą towarzyszy i nie jest to przypadek. Każda z postaci ma swoje miejsce w tej historii, a scenarzyści przygotowali dla nich rozbudowane wątki poboczne. Leo może wrócić do bazy wypadowej i porozmawiać na przykład z Korą, by rozpocząć osobną historię związaną z jej przeszłością i motywacjami. Te zadania są na tyle ciekawe, że naprawdę warto je poznać - to nie tylko dobra okazja do pogłębienia relacji między bohaterami, ale też świetny moment na zdobycie dodatkowych surowców potrzebnych do tworzenia kolejnych broni i pancerzy, których w Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection nigdy za wiele.
Muszę jednak podkreślić, że samo podejście deweloperów do tych wątków pozytywnie mnie zaskoczyło. Studio nie zmusza gracza do poznawania wszystkich historii towarzyszy - te misje są w pełni opcjonalne, a jednocześnie potrafią być naprawdę rozbudowane. Dzięki temu każdy może zdecydować, czy chce skupić się wyłącznie na głównym wątku, czy też poświęcić więcej czasu na poznawanie swoich kompanów i odkrywanie dodatkowych historii, które w ciekawy sposób uzupełniają cały świat gry.
Znana (rozbudowana!) walka
System walki w Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection”na papierze wygląda znajomo - ponownie mamy klasyczne papier-kamień-nożyce, gdzie moc bije technikę, technika rozkłada szybkość, a szybkość przebija moc. W praktyce to jednak znacznie bardziej rozbudowana układanka niż w poprzednich częściach. Sam wybór typu ataku to dopiero początek, bo równie ważne jest to, w co właściwie uderzamy. Gra mocno nagradza świadome rozbijanie potworów „na części”: raz skupiamy się na ogonie, żeby odciąć bestii część ruchów i ostudzić tempo jej ataków, innym razem naturalnym celem staje się głowa - szczególnie wtedy, gdy właśnie tam widać ogniska krystalizacji, zmieniające zachowanie potwora i dorzucające mu nowe, paskudne ciosy. Dzięki temu starcia mniej przypominają odklepywanie schematu, a bardziej świadome zarządzanie zagrożeniem: obserwujesz, analizujesz i dopiero potem wybierasz priorytety.
Do tego dochodzi ciągłe żonglowanie bronią i stworami. Leo ma zawsze przy sobie trzy typy oręża i może je płynnie zmieniać w trakcie walki, co okazuje się absolutnie kluczowe - różne części ciała bestii lepiej reagują na konkretne rodzaje ataków, więc trzymanie się jednego „ulubionego” stylu szybko kończy się porażką. Podobnie wygląda kwestia doboru potwora: partner na polu bitwy to nie tylko dodatkowe obrażenia, ale pełnoprawny towarzysz, z którym tworzymy rozszerzone kombinacje. Gdy odpowiednio zgrywamy typ ataku człowieka i bestii, odpalają się podwójne ciosy - efektowne, bardzo mocne uderzenia, które potrafią dosłownie wytrącić przeciwnika z równowagi i otworzyć okno na jeszcze większą karę. W praktyce chodzi więc nie tyle o wybranie jednej dobrej komendy, ile o zaplanowanie całego ciągu działań: przewidzenie ruchu potwora, dobranie właściwego typu ataku, ewentualną zmianę bestii i dopiero wtedy wejście w odpowiednią kombinację.
Trzecią warstwą są specjalne systemy walki, które nadają potyczkom odpowiedni rytm i tempo. Większość bestii posiada coś w rodzaju „rdzenia”, który można zniszczyć poprzez odpowiednie celowanie i dobór właściwych ataków. Gdy uda się go rozbić, potwór na chwilę pada na ziemię, a my dostajemy idealną okazję, by wyprowadzić serię potężnych ciosów. W takich momentach do gry wchodzą szturmy synchroniczne człowieka i potwora - widowiskowe superataki, które jednocześnie mocno redukują pasek życia przeciwnika i podbijają wskaźnik więzi. Gdy ten się zapełni, Leo może wskoczyć na grzbiet swojego stwora i z tej pozycji odpalić kolejną serię jeszcze mocniejszych ataków. To taki moment, w którym walka wyraźnie wchodzi na wyższy bieg. Bardzo często nie jesteśmy też sami - obok działa partner z drużyny, z którym również możemy łączyć ruchy, nie tylko prosząc o wsparcie przedmiotami, ale także uruchamiając bardziej rozbudowane kombinacje.
Całość została przy tym podlana wyraźnie wyższym poziomem trudności niż w poprzednich częściach. Duet bohater + bestia korzysta z trzech wspólnych „żyć” - każda utrata całego paska HP oznacza utratę jednego serca, a po trzecim musimy wczytać save. Pojedyncze starcia potrafią mieć kilka faz, w trakcie których potwór zmienia swoje zachowanie, wzory ataków, a nawet preferowany typ uderzeń, więc nie da się przejść przez walki na autopilocie. W wielu momentach trzeba uważnie czytać reakcje przeciwnika, reagować na nowe formy i kombinować z doborem broni oraz bestii. Zdarzają się też potyczki, w których poziom trudności wyraźnie skacze w górę i nagle okazuje się, że bez sensownego przygotowania (od wzmocnień z jedzenia po poprawki w ekwipunku) jesteśmy po prostu za słabi. Jednocześnie system od początku do końca opiera się na tych samych fundamentach, więc zamiast narzekać na grind, szybko zacząłem po prostu szukać coraz lepszych rozwiązań w ramach dobrze znanej układanki.
Twórcy potrafią zmęczyć nasz zespół podczas starć z inwazyjnymi potworami. W takich sytuacjach najpierw musimy odnaleźć bestię i... zmusić ją do odwrotu. Jak to zrobić? Warunki są bardzo różnorodne, dlatego warto słuchać wskazówek partnerów z drużyny, którzy często podpowiadają najlepszą strategię. Gdy potwór w końcu ucieknie, rozpoczyna się pościg - musimy go wyśledzić i dotrzeć do jego legowiska, gdzie dopiero rozpoczyna się decydująca walka. W tym miejscu nie ma już czasu na eksperymenty, bo są to zdecydowanie jedne z najtrudniejszych starć w całej grze. Nagroda jest jednak adekwatna do wysiłku – zwycięstwa w takich potyczkach niemal zawsze oznaczają cenne łupy i rzadkie materiały.
Poza areną walki bez przerwy korzystamy z naszych wierzchowców. Ratha nie tylko pozwala szybko przemieszczać się po otwartych przestrzeniach, ale także szybuje na prądach powietrznych i pomaga błyskawicznie pokonywać duże odległości. Bardzo szybko okazuje się jednak, że jeden potwór to zdecydowanie za mało. Inne bestie potrafią wspinać się po stromych ścianach, pływać przez szerokie akweny, rozbijać skalne bloki czy przeciskać się przez wąskie przejścia. Świat gry został zaprojektowany tak, by zachęcać do eksperymentowania - zmiana wierzchowca często otwiera nowe ścieżki, skróty, legowiska z jajami oraz ukryte lokacje z rzadkimi surowcami. Do tego dochodzi jeszcze cykl dnia i nocy: po zmroku potwory stają się wyraźnie bardziej agresywne, a jaja najcenniejszych gatunków są niemal zawsze pilnowane przez znacznie silniejszych przeciwników. Chcesz najlepsze nagrody? Musisz zaryzykować i być gotowy na starcie, które naprawdę sprawdzi twoją drużynę.
Zbieraj, twórz i kombinuj
Wszystko to spina klasyczna pętla zbieractwa i rzemiosła. Gotowanie przed wyprawą ma tu realne znaczenie - odpowiednio dobrane potrawy podbijają statystyki, skracają czas działania negatywnych efektów albo zapewniają dodatkowe bonusy, które w trudniejszych starciach potrafią zrobić ogromną różnicę. Surowce zbieramy praktycznie bez przerwy: rudy, kości, rośliny, łuski... to właśnie z nich powstają mikstury, bomby, talizmany, ale przede wszystkim nowe zestawy ekwipunku. System rozwoju sprzętu ponownie jest uproszczony względem głównej serii Monster Hunter - zamiast dłubać przy każdej części osobno, wykuwamy całe komplety zbroi - ale akurat w kontekście Stories sprawdza się to bardzo dobrze. Dzięki temu tempo rozgrywki pozostaje wysokie, nie gubimy się w dziesiątkach slotów, a pole do kombinowania zostaje tam, gdzie powinno: przy broni, której aktywnie używamy aż trzech naraz.
I właśnie to połączenie - znajomego, turowego szkieletu opartego na papier-kamień-nożyce, wyższego poziomu trudności, rozbudowanych kombinacji z bestiami, eksploracji bazującej na wierzchowcach oraz sensownie zaprojektowanego craftingu - sprawia, że Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection pod kątem walki i przygotowań jest po prostu bardzo satysfakcjonujące. To nie jest system, który co godzinę zaskakuje zupełnie nową mechaniką, ale raczej solidny fundament, który z czasem zaczynasz coraz mocniej doceniać. Im dalej w las, tym większe znaczenie ma każda decyzja – od wyboru stwora, przez potrawę przed wyprawą, aż po to, w który fragment ciała potwora przyłożysz w kluczowym momencie.
Najpiękniejsza odsłona w serii
Recenzowany Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection to pierwszy moment, w którym naprawdę miałem poczucie, że ta seria wskoczyła do pierwszej ligi. Przeskok względem poprzednich odsłon nie polega już wyłącznie na wyższej rozdzielczości - to zupełnie inna skala detalu i pracy nad kadrem. Świat jest gęstszy, bogatszy w tła, a lokacje nie wyglądają już jak puste areny, na których ktoś postawił tylko potwora i skrzynię z nagrodą. Dostajemy pełnoprawne fantastyczne królestwo, w którym architektura, roślinność, niebo i efekty pogodowe współgrają ze sobą, zamiast robić jedynie za ładną tapetę. Widać, że Capcom przestał oglądać się na ograniczenia poprzednich platform i w końcu pozwolił sobie na oczekiwany rozmach.
Dużo zmieniło się także w samej stylistyce. To nadal kolorowe, mocno anime’owe Monster Hunter Stories, ale całość jest wyraźnie dojrzalsza - modele postaci są bardziej dopracowane, a animacje w dialogach i scenkach przerywnikowych nie sprawiają już wrażenia „tańszej” wersji dużego jRPG-a. Twarze reagują na wydarzenia, oczy żyją, a sposób prowadzenia kamery potrafi naprawdę podbić emocje w ważniejszych scenach. Potwory z kolei wreszcie wyglądają tak, jak na gwiazdy tytułu przystało: ich sylwetki są czytelne, faktury pancerzy i futra robią bardzo dobrą robotę, a ataki żywiołowe potrafią rozświetlić ekran. Jednocześnie systematycznie jesteśmy karmieni kolejnymi przerywnikami filmowymi, które wyglądają niczym pełnoprawne anime - ta gra wygląda naprawdę pięknie.
Na PS5 Pro całość dopełnia bardzo wysoka płynność, która świetnie pasuje do dynamicznych walk. W trybie nastawionym na wydajność gra działa w widełkach 100-120 FPS, więc animacje potworów, przeskoki kamery, eksplozje efektów specjalnych i wszystkie te widowiskowe kombinacje z udziałem bohatera oraz bestii robią naprawdę duże wrażenie. Bez większych wątpliwości mogę napisać, że Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection to najładniejsza odsłona w serii i pierwszy raz, kiedy spin-off Monster Huntera wizualnie staje ramię w ramię z większymi produkcjami gatunku.
Czy warto zagrać w Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection?
Najbardziej ambitna, najbardziej rozbudowana, najpiękniejsza i po prostu najlepsza. Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection rozwija założenia serii na niemal każdym poziomie, oferując graczom zaskakująco piękną i dojrzalszą historię, a przy okazji pozwalając wcielić się w zupełnie nową rolę w uniwersum Monster Hunter.
Główny wątek nie angażuje może od pierwszej do ostatniej minuty z równą siłą, a zdarzają się momenty, gdy poziom trudności nagle skacze o dwa poziomy i potrafi porządnie zmęczyć. Jeśli jednak odłożymy na bok te drobne mankamenty, bardzo szybko okaże się, że Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection jest po prostu znakomitą grą - taką, która wciąga historią, systemem walki i świetnie zaprojektowanym światem.
To kolejny sukces Capcomu, który może w 2026 roku sięgnąć po prawdziwą poczwórną koronę: cztery duże gry AAA, cztery różne gatunki i cztery mocne premiery. Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection to bez wątpienia pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów tego uniwersum... ale też dla każdego, kto po prostu lubi satysfakcjonujące, taktyczne pojedynki i dobrze napisane fantasy.
Ocena - recenzja gry Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection
Atuty
- Gra wreszcie opowiada historię, która ma większy ciężar i znacznie dojrzalszy ton,
- Capcom dobrze pokazuje świat, w którym niemal nikt nie jest jednoznacznie dobry albo zły,
- Na papierze to wciąż znajomy system papier-kamień-nożyce, ale w praktyce walka jest znacznie bardziej złożona,
- System kanalizowania oraz rozwijania genów daje sporo swobody w budowaniu własnej drużyny,
- To zdecydowanie najładniejsza odsłona serii,
Wady
- Widoczne skoki poziomu trudności,
- Od pewnego momentu walka już nie zaskakuje systemami,
- Czasami historia zwalnia i staje się zbyt przewidywalna.
Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection to zdecydowanie najbardziej ambitna, najładniejsza i najdojrzalsza odsłona serii, która wreszcie wyrasta ponad łatkę „małego spin-offu”. Gra łączy zaskakująco mocną, polityczną historię z rozbudowanym systemem walki, świetną eksploracją i bardzo satysfakcjonującym rozwojem drużyny, choć momentami potrafi zirytować skokami poziomu trudności i nierównym tempem fabuły. Mimo tych drobnych wad to bez wątpienia jedna z najmocniejszych gier Capcomu ostatnich miesięcy i pozycja obowiązkowa dla fanów Monster Huntera oraz taktycznych RPG.
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (18)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych