Glorious summer (2025) - recenzja filmu [Galapagos Films]. No i gdzie ta gloria?!

Glorious summer (2025) - recenzja, opinia o filmie [Galapagos Films]. No i gdzie ta gloria?!

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:55

M, H i D żyją w ruinach jakiegoś starego zamku, gdzie bezcielesne głosy przygotowują je do kolejnego etapu życia, w międzyczasie spełniając każdą ich zachciankę. Tak ściśle kontrolowana sielanka szybko staje się jednak nieznośna, a jedna z dziewczyn zaczyna marzyć o prawdziwym życiu. 

Debiut reżyserski na wielkim ekranie to zawsze jest ogromne przeżycie. Chodzisz przez pięć lat (przynajmniej!) na studia, kręcisz te etiudy, raz lepsze, raz gorsze, słuchasz krytyki nauczycieli i - co najgorsze - często bezmyślnych pochwał przyjaciół, szykujesz się na wyjście w świat. W końcu udaje się coś nakręcić i sprzedać dystrybutorowi (albo odwrotnie, różnie bywa). Na premierze ledwo możesz utrzymać treść żołądka w szachu. Okazuje się jednak, że wszyscy goście są zachwyceni - biją ci brawo, podchodzą żeby uścisnąć dłoń. Rzecz w tym, że są to, no właśnie, goście. Prawdziwe reakcje zobaczysz później. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Tutaj sytuacja była jeszcze trochę inna, ponieważ swój debiut "Glorious summer" zaliczyło na festiwalu filmowym. I, kurde blade, może to ja po prostu jestem jakimś kompletnym plebejuszem i jak nic nie wybucha to od razu mi się nie podoba, ale nie mogę pozbyć się tej paskudnej myśli, że te wysokie oceny wystawione w tamtym czasie są trochę... Przesadzone. W sensie: jestem na profesjonalnym festiwalu filmowym i profesjonalnie oceniam wysokiej klasy sztukę, jej wybitne przesłanie, metafory, alegorie i jakże naturalistycznie doskonałe zdjęcia. Po czym film oglądam taki ja i kompletnie nie umiem zrozumieć nad czym ten zachwyt. 

Glorious summer (2025) - recenzja, opinia o filmie [Galapagos Films]. I na co to było?

Praktycznie całą fabułę opisałem we wstępie, więc nie ma się co powtarzać. Przechodząc od razu do rzeczy napiszę, że jest to jeden z tych filmów, w których nie dzieje się prawie nic, a my musimy destylować sobie wszystko z tego, co widzimy i słyszymy - dochodzić do wniosków i samodzielnie opowiadać sobie o motywach, o których chcą opowiedzieć nam twórcy filmu. Widziałem komentarz, że to dobrze, że "Glorious summer" wiele pytań pozostawia bez odpowiedzi, bo dzięki temu całość jest bardziej tajemnicza. Osobiście powiedziałbym, że film nie odpowiada na praktycznie żadne pytania, które mogłyby wykiełkować w głowie widza. Kim są bohaterki filmu? Kto trzyma je w tym starym zamku i w jakim celu? Czy to się dzieje w przyszłości? Czy cały świat tak wygląda? Czy to jest więzienie czy mogłyby odejść, gdyby naprawdę chciały?

Na samym końcu, dostajemy coś na wzór odpowiedzi na jedno z tych pytań, ale i tym razem jest to odpowiedź w stylu psychologicznym - a jak ty sądzisz, co się tutaj stało? Główne bohaterki od początku do końca zachowują się jak roboty i zastanawiam się czy to tak specjalnie, czy zrzucić to należy na fakt, że mamy do czynienia z reżyserskim debiutem. Niby gdzieś po drodze zaczyna ożywać w nich coś na wzór emocji, ale nigdy nie czułem jako widz, by coś się prawdziwie zmieniło, by ze sztywnych lalek podających dziwny tekst ewoluowały one w istoty ludzkie. Męcząca i mało satysfakcjonująca jest ta ich droga - jakby ktoś piętnastominutową etiudę rozciągnął do pełnego metrażu.

Glorious summer (2025) - recenzja, opinia o filmie [Galapagos Films]. Ładne obrazki

Wizualnie film wygląda... Ładnie. Zarówno puste komnaty starej budowli, jak i otaczające je zboża czy trawy i kwiaty, skąpane letnim słońcem, przywodzą na myśl wspomnienia sielankowych wakacji, spędzanych u rodziny gdzieś na wsi - kiedy czas stał w miejscu, przyroda wciąż zachwycała odsłaniając przed nami swoje kolejne tajemnice, a czułe ucho samoistnie chwytało odgłosy toczącego się wszędzie wokół życia. Prócz samej otoczki, nie powiedziałbym jednak, aby kolejne kadry wyróżniały się czymś ciekawym, czymś nowym. To po prostu solidnie zrealizowana, rzemieślnicza robota - tylko i aż.

"Glorious summer" to zdecydowanie ambitna produkcja, starająca się zmusić widza do myślenia, niespiesznie eksplorująca tematy kontroli, granic wolności, dojrzewania i potrzeby samodzielności. Chwała jej za to, choć ja osobiście uważam, że sposób, w jaki te tematy są nam podawane jest wybitnie wręcz nieciekawy i męczący. Choć film trwa tylko 90 minut, wielokrotnie zastanawiałem się czy daleko jeszcze do końca, nie potrafiąc wczuć się w wizję snutą przez Helenę Ganjalyan i Bartosza Szpaka.

Advertisement

Atuty

  • Urocze, przywodzące na myśl dzieciństwo zdjęcia;
  • Krótki...

Wady

  • ...choć kompletnie tego nie czuć;
  • Nijaka fabuła;
  • Same pytania bez odpowiedzi;
  • Sztywne dialogi i sztywne aktorstwo.

"Glorious summer" to taka sztuka dla sztuki. Nudne postacie snują się przez 90 minut i nie wynika z tego nic, czego nie można by opowiedzieć w kilka minut.

3,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper